wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘uczucia’

Jak poradzić sobie ze złością

Jak poradzić sobie ze złością>>>

Aleksytymia

Aleksytymia>>>

Poligamia i monogamia

Wszystkie mity znajdziesz w publikacji Zbigniewa Wojtasińskiego “101 mitów o seksie”>>>

Mity o zdradzie i o tym, kto manipuluje seksem

   Mit 1. Ludzie są z natury poligamiczni

  „Małżeństwo jest jak monopol. Zabija konkurencję. Kto rozsądny zdecydowałby się z własnej woli robić zakupy w jednym tylko sklepie” – twierdzi David Friedman, autor książki „Ukryty ład. Ekonomia życia codziennego”. Faktycznie, jedynie 3 proc. ssaków łączy się w pary, by wychować potomstwo. U ludzi jest podobnie. Miłość wbrew pozorom niewiele zmieniła się od czasów epoki kamiennej i niewiele się też różni od zachowań innych ssaków. A monogamia, jak często się słyszy, to jedynie wytwór współczesnej cywilizacji.

   Mężczyzna biologicznie nie jest zaprogramowany na monogamię. I to samo można powiedzieć o kobiecie, która chce znaleźć zarówno jak najlepszego reproduktora, jak też odpowiedniego opiekuna zapewniającego bezpieczeństwo i wychowanie dzieci. Nie zawsze musi to być jedna i ta sama osoba. Tak jest w różnych regionach i kulturach. Poliginia jest dopuszczalna w 84 proc. społeczeństw. Wprawdzie tylko co dziesiąty mężczyzna ma jednocześnie dwie lub trzy żony. Inni są nastawieni na zdrady. A jeśli są tacy, którzy nie zdradzają, to uprawiają oni z kolei tzw. seryjną monogamię – co jakiś czas zrywają z partnerką i tworzą nowy związek.

   Biolodzy twierdzą, że jest to pokłosie życia plemiennego. W społeczeństwach myśliwych miłość zwykle wygasała, gdy malcy byli odstawiani od piersi, a rodzice nie musieli już tak troskliwie się nimi zajmować. Do rozwodów dochodzi głównie w bogatszych społeczeństwach, gdy ludzie mają środki na rozwody i bez większych kłopotów mogą prowadzić samodzielne życie. Silną pokusą jest przygodny seks, który może się przerodzić w dłuższy związek. Później znowu romans lub kolejny związek i tak dalej.

   Niektórzy badacze twierdzą, że nie ma poligamii, bo sporadyczna i ukradkowa zdrada wcale nie podważa istnienia monogamii (jednożeństwa). „Wierność nie jest wcale sprawą kluczową” – piszą w książce „The Evolution of Monogamy” James Wittenberger, zoolog z University of Washington w Seattle, oraz Ronald Tilson z University of California. Również socjobiolodzy mówią o „monogamii ze skłonnością do zdrady”. Antropolodzy twierdzą, że w grupach zbieracko-łowieckich tylko 15 proc. mężczyzn posiadało więcej niż jedną żonę. Jednożeństwo było też normą w starożytnych cywilizacjach Bliskiego Wschodu. Jedynie bogaty mężczyzna miał więcej żon, ale w całej ówczesnej społeczności monogamia była zasadą, a nie wyjątkiem.

   W Starym Testamencie nawet porzucenie kobiety z powodu bezpłodności było uznawane za niewłaściwe, choć było dopuszczane już w starożytnym Egipcie. Kodeks Hammurabiego w takiej sytuacji przyzwalał na posiadanie jednej konkubiny, która nie miała praw równych żonie, a jeśli i ona była niepłodna, można było mieć więcej niż jedną konkubinę. Abraham początkowo miał tylko jedną żonę, dopiero z powodu jej niepłodności poślubił niewolnicę Hagar. Inni patriarchowie, tacy jak Nahor i Elifaz mieli jedną żonę i jedną konkubinę. Jakub poślubił dwie siostry Leę i Rachelę, z kolei Ezaw miał trzy żony.

   W starożytnych Atenach prostytutki ani nawet hetery i tzw. córy Koryntu (kurtyzany o wysokiej pozycji społecznej będące też konkubinami) nie miały praw obywatelskich. Ich potomstwo nie mogło uzyskać praw obywatelskich, nawet, gdy ojciec był obywatelem i chciał je oficjalnie uznać. Monogamia i instytucja rodziny zaczęły upadać w starożytnym Rzymie, ale w 18-17 r. p.n.e. Juliusz Cezar wprowadził drakońskie prawo broniące małżeństwa Lex Julia de maritandis ordinibus (Prawo Juliusza o stanie małżeńskim) oraz Lex Julia de adulteriis et de pudicitia (Prawo Juliusza o cudzołóstwie i wstydliwości). Na ich podstawie osoby, które dopuściły się zdrady małżeńskiej, mogły zostać zesłane na dwie wyspy na Morzu Śródziemnym. Prawo to złagodzono w 9 r. n.e. Wraz z nastaniem chrześcijaństwa wprowadzono sakrament małżeństwa, który miał cementować jednożeństwo. Ale czy to znaczy, że prawem, religią i obyczajami jedynie wymuszono monogamię, by ograniczyć poligamię i rozwiązłość?

   Nieżyjący już prof. Kazimierz Imieliński, seksuolog, uważał, że popęd seksualny człowieka nie jest ani monogamiczny, ani poligamiczny. Jest raczej naprzemiennie i jednym, i drugim. Każdy z nas jest zatem polimonogamistą, z przewagą jednego lub drugiego, choć niektórzy mogą być przez całe życie mono- lub poligamistami. To, co przeważa u poszczególnych osób, zależy od ich sytuacji życiowej, np. od tego, jakie mają możliwości zaspokajania w związku potrzeb seksualnych.

   „Gdy kochamy, nasze myśli i uczucia ukierunkowane są na ukochaną osobę – wtedy przejawiamy tendencję monogamiczną. Kiedy uczucie miłości słabnie, przybierają na sile tendencje poligamiczne. Pojawia się skłonność do erotyczne go zainteresowania się nowym partnerem. Bywa ona zwykle hamowana poczuciem obowiązku, żywionym wobec partnera uczuciem przyjaźni i lojalnością, chęcią oszczędzenia mu zmartwień, posiadaniem wspólnych dzieci itp. Dochowanie wierności w tym okresie nie jest już automatyczne, lecz następuje na drodze świadomego wysiłku, samoopanowania” – pisze Renata Kaczyńska-Maciejowska, psycholog społeczny i pedagog na łamach „Style i Charaktery” (2/2008).

   Przekonują o tym badania, jakie przeprowadził prof. Gian Gonzaga, psycholog University of California w Los Angeles. Uczestniczyło w nich 60 par studentów, którzy byli ze sobą co najmniej trzy lata. Podzielono je na trzy grupy. Każdej pokazano te same zdjęcia bardzo atrakcyjnych osób płci przeciwnej. Później wszyscy mieli opisać to, co im zadano, ale w tym czasie nie wolno im było myśleć o osobach prezentowanych na zdjęciach. Gdyby jednak tak się stało, musieli to odnotować. W jednej grupie były pary, które miały opisać te chwile, kiedy czuli się najbardziej zakochani. Druga miała opisać najbardziej udany w ich związku seks, a trzecia odnotowywała jedynie to, co przyszło im do głowy.

   Co z tego wynikło? Osoby, które miały skupić się na uczuciach, trzy razy rzadziej myślały o prezentowanych na zdjęciach postaciach niż te, które skupiały się na miłosnych igraszkach. Najgorzej wypadli ci, którzy nie myśleli o uczuciu w związku ani o najbardziej namiętnym seksie z partnerem. Te osoby nie mogły się opędzić od myśli o ponętnych osobach na zdjęciach. Przychodziły im one do głowy sześć razy częściej niż tym parom, które skupiały się na swych uczuciach. Jaki z tego wniosek? „Ludzie zakochani nie interesują się innymi osobami” – twierdzi prof. Gian Gonzaga. Jego zdaniem, recepta na pozostanie wiernym partnerowi jest prosta: wystarczy naprawdę go kochać. Osoby mocno zaangażowane w związek i czerpiące z niego dużo satysfakcji nie myślą o innym związku. Są też mniej podatne na uroki innych, atrakcyjnych osób płci przeciwnej.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Dlaczego ludzie się rozwodzą?

Pomimo tego, że rozwód staje się coraz częstszym, powszechniejszym zjawiskiem w naszym społeczeństwie i na wielu portalach próbuje się nas przekonać, że rozwód nie jest czymś złym – to chyba każdy, kto doświadczył tej sytuacji może powiedzieć, że była to najgorsza rzecz, jaką spotkał w życiu.

 Na psychologicznej skali stresu rozwód jest na drugim miejscu, zaraz po śmierci współmałżonka. Jest więc jednym z najbardziej poruszających, przykrych i negatywnych wydarzeń, jakie może doświadczyć człowiek w życiu.

Już samo to stwierdzenie powinno skłonić do głębszego myślenia i zastanowienia się nad tym, myślę ostatecznym rozwiązaniem relacji.

Nie ma sprawdzonej recepty na udany związek, przepisu, planu, którego jeśli będziemy się trzymać to na pewno nam się uda. Związek jest dynamicznym organizmem, który tworzy dwoje ludzi. Ulega on nieustannym przemianom pod wpływem czasu, doświadczeń, zmian naturalnych i tych nagłych, niezaplanowanych.

Czyja to wina?

Za to, co się dzieje w relacji, odpowiedzialność ponoszą przeważnie dwie osoby, to, czy w związku jest dobrze, źle, czy właśnie zaczyna się coś psuć, zazwyczaj jest wynikiem spadku zaangażowania, dbania o relację u którego dochodzi po części u obu ze stron.

 Związek, aby był satysfakcjonujący, musi spełniać kilka kryteriów:

poczucie bezpieczeństwa

 zaufanie, zaangażowanie

 szacunek

 wsparcie

 troska o partnera

 i najważniejsze, choć nie jedyne i wystarczające – uczucie.

W zależności od naszych potrzeb, doświadczeń życiowych i przekonań będziemy na jedne aspekty zwracać większą uwagę a na inną mniejszą, a im więcej tych czynników zbagatelizujemy, tym z większą siłą mogą się dać we znaki wraz z trwaniem relacji.

 W każdym, nawet tym na pozór idealnym związku wcześniej czy później dochodzi do konfliktów – mniejszych czy większych. Jest to nieuniknione i naturalne w relacji dwojga ludzi – jeśli w jakimś związku nie ma różnicy zdań, kłótni to znaczy, że jedna z osób z jakiś przyczyn nie wyraża lub nie broni swojego zdania, szczęśliwy związek może być tu tylko pozorem.

 Czym jest ta różnica charakterów?

Jak podają statystyki, najczęstszym powodem rozwodów w Polsce jest różnica charakterów, potem zdrada. Przecież charakter człowieka na przestrzeni czasu nie ulega większym zmianom. Dlaczego dopiero teraz zostaje to zauważone, po nieraz 10, 15 latach? Co się kryje pod tym stwierdzeniem?

 Często można usłyszeć o jakimś małżeństwie “oni ostatnio często się kłócili”. Sama różnica zdań, sprzeczka, kłótnia w związku nie jest czymś złym, świadczy o tym, że partnerzy mają odmienne zdanie w jakiejś kwestii. To, co jest negatywne i destrukcyjne dla relacji to sposób rozwiązania tej sytuacji.

Gdy jedno z małżonków czuje się odtrącone przez drugiego, czuje się osamotnione, wykorzystywane lub brakuje mu jakiś ważnych aspektów w relacji, jak na przykład wsparcia, zrozumienia czy szacunku – powinno o tym mówić, rozmawiać, poruszać ten temat. To najprostszy i najszybszy sposób na zareagowanie, gdy widzimy, że w związku zaczyna być „coś nie tak”.

 Brak rozmowy, szczerej rozmowy o tym, co jest nie tak w związku, jest jedną z pierwszych przyczyn pogorszenia relacji, potem, gdy zaczyna się to nawarstwiać, dochodzą inne problemy i napotykane trudności, sytuacja zaczyna przerastać obie strony.

 W dzisiejszym świecie bardzo trudno “zapomnieć” o drugiej osobie – ciągła praca, zajęte weekendy, coraz więcej obowiązków, stres, sprawiają, że w związku zaczynamy funkcjonować na zasadzie, jak nam się wydaje “niezbędnego minimum”, ale po czasie okazuje się, że i to było za mało, aby utrzymać satysfakcjonującą relację.

O uczucie, relację w związku trzeba dbać jak o kwiaty w ogrodzie – stale pielęgnować, podlewać, chronić przed szkodnikami, wyrywać chwasty, które z czasem zaczęłyby dominować w ogródku. Ludzie często o tym zapominają, myśląc że jak na początku jest w porządku to tak będzie zawsze, “teraz się bardzo kochamy, cóż może to zmienić?”. A potem pojawiają się różne trudności, problemy, kłopoty z którymi zamiast radzić sobie razem, wspierać się – małżonkowie zwracają się przeciw sobie, oddalają się od siebie, często obwiniając siebie nawzajem za zaistniałą sytuację.

 Klamka zapadła?

W pewnym momencie zapada decyzja o rozwodzie. Czasem zbyt szybko, w przypływie silnych emocji, które nie są najlepszym doradcą. Tak jak decyzja o zawarciu małżeństwa powinna być poprzedzona poważnymi rozważaniami i nie powinna być podejmowana pochopnie, tak samo decyzja o formalnym zakończeniu relacji powinna być podjęta po długotrwałym, starannym namyśle.

 Warto zadać sobie pytania:

Czy na prawdę nic już nie da się zrobić dla tego związku?

 Czy rzeczywiście nie ma sposobu na to, aby uratować ten związek?

 Czy zostało zrobione wszystko, co możliwe, czy zostały dołożone wszelkie starania, aby dać szansę na ratunek tej relacji?

Czasem, gdy wydaje się, że wszystko stracone, że nie ma szans na porozumienie, czy nawet na odpowiednią relację, warto zwrócić się o pomoc do osoby niezależnej, obcej – mediatora – która obiektywnie, nie trzymając żadnej ze stron, spojrzy na relację z perspektywy obserwatora.

 Czasem jest to pierwszy, potrzebny krok do tego, aby zacząć patrzeć na swoją osobę, na osobę małżonka z innej perspektywy. Czasem właśnie ta inna perspektywa jest potrzebna do tego, aby móc zobaczyć na nowo w małżonku tę osobę, w której przed laty się zakochaliśmy, która nas oczarowała swoim uśmiechem, podejściem do życia czy inną cechą, którą przez lata przestaliśmy zauważać.

 Przecież kiedyś łączyło nas głębokie uczucie – co się z nim stało? Co się z nami stało?

 Czasem tak niewiele potrzeba, aby przypomnieć sobie to dawne uczucie, aby znaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii i nadziei, aby jeszcze raz podjąć walkę o związek, o tę drugą osobę.

 Znów się zepsułeś, więc wiem co zrobię…

Żyjemy w czasach, w których dużo rzeczy jest o ograniczonej przydatności – telefon komórkowy wymienia się wraz z nową umową, komputer, aparat – szybko wychodzą nowe, lepsze modele, można łatwo sprzedać stary i nabyć nowy. Ubrania często wymienia się wraz z nowym sezonem. Coś, co zaczyna być stare, niemodne, nieprzydatne, przeszkadzające, w miarę łatwo można wymienić na nowszy model.

Dlaczego tak samo nie można zrobić z małżonkiem? Złe porównanie? A może właśnie tak zaczynamy postrzegać otaczającą nas rzeczywistość? Jako rzeczy, które mają nam jak najlepiej służyć, mamy czerpać z nich jak najwięcej korzyści, a gdy się okaże, że są nieprzydatne lub zaczynają coraz więcej od nas wymagać – najlepiej jest… się ich pozbyć.

 Wielu z nas zapomina, że związek z drugą osobą to nie tylko przyjemności i radości, ale także smutki, poświęcenie, ustępstwa, wypracowane kompromisy, które są nieodłącznym elementem życia z drugą osobą, tylko z jakiś przyczyn zależy nam na tym, aby je od siebie jak najdalej odsuwać.

W pewnych przypadkach przybiera to postać dbania tylko o własne dobro, o własny interes, zupełnie ignorując tę drugą stronę. “Należy mi się”, “moje potrzeby są najważniejsze”, “mam prawo” – owszem, ale to samo można zbudować w relacji z inną osobą, nie tylko jej kosztem.

 Z serdecznym pozdrowieniem, Dorota Wysokińska, psycholog

psychorada>>>

ODBIERZ PREZENTY>>>

Depresja poporodowa. 14 sposobów na zwalczenie depresji poporodowej

baby blues

Kilka dni po porodzie wiele młodych matek przeżywa stan zwany depresją poporodową. Sytuację pogarsza fakt, że w tym samym czasie u niektórych pojawia się także tzw. nawał mleczny, czyli pojawienie się olbrzymiej ilości mleka, którego dziecko nie jest w stanie wypić. Piersi zaczynają obrzmiewać i boleć. Matka czuje się przygnębiona, a do tego dochodzi fizyczne zmęczenie i podejrzenie, że jednak nie nadaje się do tej roli. To oczywiście nieprawda. Trudno jednak pokonać ten stan.

Co robić?

• Najlepszym wyjściem będzie zrobienie sobie przerwy, spotkanie się ze znajomymi, przekazanie dziecka na dwie‐trzy godziny tacie czy babci. Przez tak krótki okres dziecku na pewno nic się nie stanie. Ktoś może po prostu posiedzieć przez ten czas przy dziecku, a ty weź długą kąpiel, zadbaj o siebie, poczytaj książkę.

• Zajmij się czymkolwiek, co odciągnie Twoje myśli od macierzyństwa i pozwoli dać psychiczne wytchnienie. Nie miej żadnych wyrzutów sumienia. Jesteś dobrą matką. Ale Twoje dziecko też może być już Tobą zmęczone, chętnie popatrzy na inne twarze. A poza tym – zmęczona i rozdrażniona mama jest mniej „wydajna” i troskliwa.

• Pora także przemyśleć swoje obowiązki. Może po prostu masz ich zbyt dużo? Twój każdy dzień zorganizowany jest wokół dziecka, które stale wymaga Twojej uwagi. A gdy tylko na chwilę zaśnie, Ty zabierasz się za sprzątanie, zmywanie, gotowanie, pranie, by wszystko w domu jakoś wyglądało, by nikt ci nie zarzucił, że się nie starasz. Takie niestety już są kobiety. A przecież tak niedawno urodziłaś dziecko, Twoje ciało przeżyło największy w swoim życiu wysiłek. Musi odpocząć, zregenerować się. Odpuść więc sobie mycie okien, rzadziej myj podłogę. Delikatnie przesuń swoje obowiązki na innych.

• Pamiętaj także, że nie jesteś sama. Jeśli nie znasz innych młodych matek, możesz zajrzeć do Internetu, podyskutować z innymi na forach lub po prostu poczytać o tym, jak radzą sobie inne matki.

1. Szukaj pomocy u innych, nie wahaj się o nią poprosić. Nie możesz wszystkiego robić sama, wiadomo, że nikt tak dobrze nie zajmie się dzieckiem, nie ugotuje i nie posprząta, ale czasem nawet najlepszej mamie przyda się chwila przerwy.

2. Porozmawiaj z innymi mamami, koleżankami, mającymi podobne doświadczenia. Czasem kilku minutowa rozmowa telefoniczna z kimś, kto naprawdę cię rozumie, może pomóc bardziej, niż wizyta u specjalisty.

3. Nie nakładaj sobie nowych obowiązków, odłóż wyjazdy, remonty, przeprowadzki, duże zakupy na później. A może ktoś może się zająć tym za Ciebie?

4. Nie myśl o drobiazgach, nie wszystko musi w domu lśnić i być przygotowane zawsze na czas.

5. Nie przejmuj się swoim wyglądem. Ale dbaj o siebie dla własnej satysfakcji. Twoja figura po porodzie nie będzie powalała mężczyzn jeszcze przez kilka miesięcy.

6. Nie zaczynaj żadnej diety odchudzającej. Nie schudniesz w tydzień po porodzie. A poza tym – zbyt szybkie schudnięcie doprowadzić może do pojawienia się niezbyt ładnych fałd na brzuchu.

7. Odżywiaj się racjonalnie, unikając ostrych potraw, rzeczy ciężkostrawnych, napojów gazowanych, kawy, alkoholu i mocnej herbaty. Wszystko, co zjadasz i wypijasz otrzymuje także Twoje dziecko. A gdy ono będzie miało problemy z trawieniem, Ty zafundujesz sobie bezsenne noce, a może nawet wizyty u pediatry.

8. Staraj się jak najwięcej spać i wypoczywać. Korzystaj z każdej wolnej chwili, by się zrelaksować, zrobić coś przyjemnego dla siebie. Niech spacer z dzieckiem będzie dla ciebie porą relaksu i wytchnienia. Zabierz ze sobą książkę, odtwarzacz z ulubioną muzyką. Odpręż się.

9. Słuchaj wyciszającej muzyki, dbaj o spokojny nastrój w domu, nie dopuszczaj do siebie negatywnych emocji, unikaj zdenerwowania i gniewu. Kłótnie są absolutnie zakazane.

10. Oddychaj głęboko i patrz z nadzieją w przyszłość.

11. Nie zaniedbuj swoich zainteresowań, nie zrywaj kontaktów ze współpracownikami, znajomymi, rodziną.

12. Zabieraj swoje dziecko wszędzie ze sobą, nie karz mu siedzieć w domu z kimś obcym, gdy Ty idziesz na przykład na zakupy. Z wózkiem możesz pojechać do sklepu, biblioteki, parku, a nawet do kosmetyczki. Właściwie wszędzie. Nie jesteś więźniarką własnego domu. Więcej: zyskałaś teraz nowy wymiar wolności. Możesz wychodzić gdzie chcesz i kiedy chcesz.

13. Stopniowo przyzwyczajaj dziecko do obecności opiekunki. Dziecko musi dobrze znać tą osobę, ufać jej i chętnie z nią zostawać, byś Ty nie miała wyrzutów sumienia i mogła wyjść z domu spokojna o to, że dziecku nic nie grozi.

14. Jak najdłużej karm piersią (nawet do szóstego miesiąca) – zaoszczędzisz wiele czasu na przygotowywanie posiłków i będziesz miała mniej stresów związanych z podejrzeniami o alergię, kolkę wzdęcia u niemowlęcia.

Pamiętaj:

Jesteś dla swojego dziecka najlepszą Mamą na świecie. Wszystko na pewno będzie dobrze. Ufaj swojej intuicji, słuchaj tego, co podpowiada ci serce.

M ł o d a M a m a : D z i e c k o i T y

Jeśli jesteś młodą mamą, lub zamierzasz nią być, a czujesz się zagubiona w chaosie spadających na Ciebie niełatwych przecież obowiązków, to jest to kurs właśnie dla Ciebie. Oprócz praktycznych porad, jak zadbać o siebie i maluszka, zawiera także wskazówki, jak być szczęśliwym w rodzicielstwie, bo przecież tylko zadowoleni, szczęśliwi ludzie mogą być tak naprawdę dobrymi rodzicami. Panuje powszechna opinia, że rodzicielstwu należy się poświęcić. Brzmi to dla niektórych jak wyrok, konieczność rezygnacji z kariery zawodowej, marzeń, planów. Dlatego tak trudno podjąć decyzję o posiadaniu dziecka, a świadome macierzyństwo utożsamia się z prawem do aborcji. Proponuję zamienić nieco terminy: zapomnij o poświęceniu, pomyśl raczej o inwestycji. Im więcej miłości, czułości, pozytywnych emocji i czasu zainwestujesz w opiekę i wychowanie swojego dziecka, tym większych korzyści możesz się spodziewać w przyszłości. I wcale nie chodzi tu o podejście egoistyczne, wychowanie sobie pomocnika na starość, ale o stworzenie mądrego, wartościowego człowieka, który będzie w stanie stawić czoło przeciwnościom losu i stanowić dla Ciebie powód do dumy i radości. pamiętaj: urodzenie dziecka to nie koniec świata, ale jego początek!
 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Więź między dzieckiem i matką

FRAGMENT: DZIECKO I TY

pamiętaj:

urodzenie dziecka to nie koniec świata, ale jego początek!

Między noworodkiem i jego matką wytwarza się już w pierwszych chwilach silna więź emocjonalna.

To oczywiste. Ale: co to tak naprawdę znaczy? Matka i dziecko są połączone niewidzialną, subtelną nicią, która sprawia, że oboje nawzajem doskonale wyczuwają swoje nastroje.

Jeśli będziesz zła, zdenerwowana, zmęczona – dziecko natychmiast to wyczuje i także będzie rozdrażnione. Urodzenie dziecka jest najpiękniejszą rzeczą, jaką może zrobić kobieta. Oto dajesz cząstkę siebie tworząc nowe życie, nowe istnienie. Mężczyźni tego nie potrafią.

I pewnie po cichutku tego zazdroszczą…

Pamiętaj jednak, że Twoje dziecko należeć będzie do świata, a nie do Ciebie. Za kilka lat zacznie się od Ciebie oddzielać, by pójść własną drogą, tak jak Ty to zrobiłaś. Z pewnością nie chciałabyś, By Twoi rodzice stawali Ci na drodze do osiągania marzeń. Ty także będziesz musiała się usunąć, by uwolnić swoje dziecko.

Tymczasem jednak – masz je tylko dla siebie. Dbaj o nie, kochaj je najmocniej jak potrafisz, bo to dla niego jest teraz najważniejsze. Twoja miłość, czułość, zaangażowanie, opieka. Twoje Maleństwo kocha Cię bezgranicznie, bezdyskusyjnie, jesteś dla niego wszystkim, całym światem. Bądź dla niego wymarzoną matką.

Przypomnij sobie swoje dzieciństwo, to, co było w nim dobre i to, o czym wolałabyś zapomnieć. Spraw, by Twoje maleństwo miało tylko to, co w dzieciństwie jest najlepsze, a więc niczym niezmąconą radość, beztroskę, czułość i miłość. Stwórz mu szczęśliwe dzieciństwo. Na pewno będzie Ci za to wdzięczne.

Nie obawiaj się, że nie będziesz potrafiła właściwie opiekować się swoim maleństwem. Nikt nie jest profesjonalną matką. Każda kobieta musi się uczyć macierzyństwa wyłącznie na własnych doświadczeniach i, niestety, na błędach. Pewnie wysłuchasz całej masy dobrych porad od mamy, teściowej, ciotek, koleżanek. Słuchaj tych porad, ale przede wszystkim – zaufaj swojej intuicji. Patrz na swoje dziecko uważnie, wczuj się w nie, tak jak wtedy, gdy pływało sobie w Twoim brzuchu i uprzedzaj jego potrzeby. Niech czuje się kochane. Niech wie, że może Ci w pełni zaufać. Dlatego nie zostawiaj nigdy dziecka płaczącego. Rada ciotek „niech się wypłacze” jest najokrutniejszą z porad.

Twoje dziecko liczy na Ciebie. Nie zawiedź go. Nigdy.

  

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

Samotność w święta

Samotność boli. Szczególnie we wszelkie dni świąteczne, gdy inni spędzają je w gronie najbliższych.

Czasami nie ma jednak czego zazdrościć, bowiem świetna atmosfera wygląda na taką tylko z zewnątrz. Wiele konfliktów, niechęci, a nawet nienawiści jest ukrywanych, ludzie udają przez te kilka dni, że wszystko jest w porządku. Choć czasem i tak ktoś nie wytrzymuje takiej hipokryzji i dochodzi do kłótni, bójek a nawet zabójstw. Oby nie było tak i w te święta, choć spodziewam się, niestety, takich informacji z różnych zakątków Polski.

Nie oznacza to oczywiście, że osoby samotne nie będą zazdrościć innym towarzystwa ich bliskich czy znajomych. Każdy chce spędzić nie tylko święta, ale całe życie z kimś bliskim, kto będzie kochał. Jest to tak samo powszechne marzenie, jak trudne do zrealizowania. Bycie z kimś nie oznacza automatycznie sukcesu, czyli miłości po grób, wzajemnego szacunku, zrozumienia, czułości i tak dalej i tym podobne… Można być samotnym w związku, można nawet być samotnym w tłumie.

Tym, którzy spędzą święta z innymi życzę, aby nie czuli się wśród nich samotni.

A tym, którzy są samotni, życzę przetrwania świąt i odnalezienia ludzi, wśród których samotni już nie będą.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: