wejdź na www.przemyslawpufal.pl

Posts tagged ‘rozmawianie’

Jak być człowiekiem

Zagadka: co jest niewidoczne a wpływa na nasz organizm?

Powietrze również, ale mowa tu o czymś innym – o rozmowie.

Jak to się dzieje, że takie ulotne zjawisko, nieistniejące przecież fizycznie, wpływa na fizycznie istniejące ciało?!

Zdumiewające, a przecież to się dzieje codziennie i tylko w wyjątkowych sytuacjach je sobie uświadamiamy!

Kiedy zaczynasz mówić, to szybciej i mocniej bije serce, wzrasta ciśnienie krwi, następują zmiany w dużych naczyniach krwionośnych.

Z kolei gdy słuchasz to ciśnienie spada, tętno ulega spowolnieniu.

Tak więc nawet zwykła rozmowa ma wpływ na nasze ciała.

Nie wspominając już o kłótni, gdy emocje są bardzo silne, wtedy reakcje naszego organizmu są szybsze, gwałtowne, mogą nawet zagrażać zdrowiu i życiu! To właśnie dopiero w takich sytuacjach uświadamiamy sobie jak silny wpływ mogą mieć na nas słowa.

Tak, związek między słowami i organizmem został udowodniony, co nie oznacza, że tylko one nami kierują. Potrafimy przecież zapanować nad sobą, nawet gdy targają nami gwałtowne emocje.

Używanie przez nas słów to jedna z cech odróżniających nas od zwierząt.

To rozmowa, dialog nadaje naszemu ciału człowieczeństwo. Dialog polega na wzajemnej komunikacji między dwiema lub więcej osobami. Na dialog składa się dzielenie swoimi myślami, wrażeniami fizycznymi, ideami, ideałami, nadziejami i uczuciami. Na dialog składa się dzielenie wszelkimi doświadczeniami życiowymi.

To czy umiemy go prowadzić, to już inna para kaloszy. Ale komunikowania się można się nauczyć!

Czyli można nauczyć się jak być człowiekiem…

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

MY – czyli jak być razem część II. Fazy związku

Tadeusz Niwiński:

Mój pierwszy etap

My z Teresą poznaliśmy się w 1969 roku i właściwie od pierwszego wejrzenia wiedzieliśmy, że „to jest to”. W każdym razie wiedziałem, że Teresa jest osobą, z którą chcę spędzić resztę życia.

Nie znałem wtedy technik wypisywania swoich wymagań i dokładnego wymieniania pożądanych cech przyszłej partnerki, nie robiłem więc tego z ołówkiem w ręku, tylko bardziej intuicyjnie, ale na pewno od samego początku miałem wyraźną wizję swojej przyszłej rodziny i swojego małżeństwa. Pamiętam, że od wczesnego dzieciństwa często zastanawiałem się nad tym i wyobrażałem sobie, jak to będzie. Wydaje się, że bardzo mi to pomogło, bo wchodziłem w związek z Teresą z wyraźną wizją tego, czego chcę, i głębokim przekonaniem, że jest ona idealną partnerką. Przekonanie było tak głębokie (i chyba obopólne), że zapomniałem się Teresie oświadczyć… (do dzisiaj lubi mi to wypominać.) Po prostu uznaliśmy pewnego dnia, że warto się pobrać. Było to coś zupełnie naturalnego i oczywistego dla nas obojga. Dla podejrzliwych dodam, że Tomek nie urodził się w trzy miesiące po ślubie, ale w trzy lata. Nie spotykaliśmy się długo, tylko rok i trzy miesiące przed ślubem. Poznaliśmy się na studiach. Ja byłem na rok zawieszony w prawach studenta, więc trafiłem o rok niżej, gdzie czekała na mnie Teresa (za co do tej pory jestem wdzięczny rektorowi Serwińskiemu, który mnie w 1968 roku zawiesił). Teresa była pierwszą studentką na roku: nieprzeciętna inteligencja, pracowitość, poczucie humoru, do tego te oczy! Głębokie, interesujące i uśmiechnięte. Ujęła mnie też jej bezpośredniość, naturalność, otwartość i szczerość, nie mówiąc o wysportowanej sylwetce i niezwykle zgrabnych nogach. Wspólne zainteresowania i uczenie się do egzaminów na pewno sprzyjały lepszemu poznaniu się. Nie obyło się też bez testów w postaci różnych logicznych zagadek, które Teresa do dzisiaj pamięta. Jak na to patrzę z perspektywy, to widzę, że bardzo starannie podchodziłem do etapu wyboru i że Teresa spełniała dość wysoko postawione wymagania. Gdybym miał odtworzyć moją listę, to zaczynałaby się od uczciwości, otwartości, inteligencji, poczucia humoru… Potem pojawiłyby się cechy fizyczne, zainteresowanie sportem, zgrabna sylwetka, ładne nogi… O dobrym seksie wtedy nie marzyłem, bo pragnąłem wtedy seksu w ogóle i nie wyobrażałem sobie, że może on być lepszy lub gorszy… (myślałem, że jak już jest, to na pewno jest cudowny!). Miałem 22 lata, kiedy straciłem cnotę z Teresą, więc gdy dzisiaj czytam niektóre listy w grupie sens, to aż mi się wstyd robi… Pewnie z obecną wiedzą zacząłbym o wiele wcześniej, ale wtedy byłem bardzo nieuświadomiony. I w sumie chyba lepiej, że tak łatwo tym genom się nie dałem (chociaż wówczas wydawało mi się, że nie mam szczęścia), a raczej wkładałem energię w studia, organizowanie sobie dorosłego życia i poszukiwanie prawdziwej miłości.

Poważna decyzja

Pierwsza sprawa: wiedzieć, czego się chce, a potem szukać, szukać, szukać… i wreszcie znaleźć tę osobę. W momencie kiedy ją się znajdzie, oczywiście trzeba jej się przyjrzeć i pobyć z nią na tyle długo, aby odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania, a nie opierać się na pierwszym wrażeniu, które może być złudne. W tym okresie trzeba świadomie rozmawiać na najróżniejsze tematy, wywoływać dyskusje o ważnych sprawach życiowych, systemie wartości, jaki wyznajemy; co nam się w życiu podoba, a co nie; jakie postawy, a jakie nie; o czym nasz przyszły wybranek czy wybranka marzy i jakie sobie stawia cele (czy w ogóle je stawia!). Wszystko to trzeba koniecznie przedyskutować, żeby można było się zdecydować i zamknąć pierwszy krok, czyli dokonanie wyboru.

Wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, że to jest jedna z najpoważniejszych decyzji. Emocje często biorą górę, przekonanie, że „jakoś to będzie” i istnienie instytucji rozwodów powodują, że często zbyt pochopnie ją podejmujemy.

A to jest bardzo poważna decyzja!

Pierwszy krok mojej recepty na idealny związek kończy się w tym momencie i powinien być wyraźnie oddzielony od tego, co będzie dalej. Również kultura, w której żyjemy, sprzyja temu, zachęcając do uczczenia tego ważnego momentu ceremonią ślubu. W chwili dokonania wyboru, jak to się mówi, „klamka zapada”. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę, że wybiera się tylko do pewnego momentu, a z chwilą kiedy postanowi razem żyć, trzeba całkowicie zmienić swoje nastawienie.

Należy podejść do związku pod zupełnie innym kątem. To jest nowy etap.

Drugi etap

Teraz nie wolno już zadawać sobie pytania, czy to jest ten właściwy partner albo partnerka, nie można mówić sobie: „Trzeba było…” czy „Szkoda, że…”. Teraz nadszedł czas zadawania sobie pytania: „Co mogę zrobić, żeby ten związek był trwały i szczęśliwy, żeby był tym, czego oczekiwałem?”. Tutaj właśnie tkwi źródło wielu nieporozumień i konfliktów. Zdarzają się osoby, które bez przerwy szukają i nigdy nie kończą pierwszego etapu.

A może jednak z tym bym miała lepiej? A może ta byłaby lepsza?

Nie wolno tak myśleć i nie można tak mówić — przede wszystkim dlatego, że obraca się to przeciwko nam. Jeżeli nie wkładamy energii w budowanie związku, tylko ciągle koncentrujemy się na etapie wyboru, wówczas nie stwarzamy sprzyjającej atmosfery do jego tworzenia.

Ciekawe przykłady, potwierdzające tę teorię, można znaleźć w kulturach, w których małżeństwa kojarzone są przez rodziców, często bez żadnej możliwości głosu zainteresowanych.

Pierwszy etap w ogóle nie istnieje — a co za tym idzie — nie można do niego powrócić. Na dodatek „klamka zapada” w sposób dość drakoński, jeśli rozwody są niemożliwe. Znam parę pochodzącą z Indii, gdzie rodzice dobierają partnerów. Mimo że mieszka ona w Kanadzie, małżonkom do głowy nie przychodzi, że mogliby się rozwieść. Poznali się w dniu ślubu i zostało im powiedziane, że mają być małżeństwem, więc nim są. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że mogłoby być inaczej i że ktoś brutalnie odebrał im prawo samostanowienia. W sytuacji, w której byli przekonani, że nie ma innego wyjścia, koncentrowali się na tym, żeby to małżeństwo było dobre. I jest.

Nie ma odwrotu

Jak widać, nawet w tak okrutnej sytuacji („okrutnej” być może tylko z punktu widzenia ludzi przyzwyczajonych do swobodnego decydowania o tym, kogo poślubiają) przekonanie o nieodwracalności małżeństwa jest bardzo pozytywne. Skutek tego nastawienia jest taki, że skupiam się na tym, co można zrobić, aby związek był udany i żebym ja był w nim szczęśliwy — a nie na wątpliwościach, czy dobrze wybrałem. To na pewno pomaga.

Jest z pewnością wiele szczęśliwych małżeństw, które zawarte były na zasadzie umowy rodziców, a potem okazało się, że młodzi zostali doskonale dobrani. I odwrotnie — istnieją małżeństwa zawierane pod wpływem gorącej i wielkiej miłości, które się potem bardzo szybko rozpadają, bo partnerzy nie mogą się zrozumieć i ciągle szukają tego „idealnego”.

Właśnie to nastawienie (czy precyzyjniej, brak przestawienia z szukania na budowanie) jest czynnikiem rozbijającym. Brak zrozumienia konieczności tej zasadniczej zmiany postawy, której wymaga budowanie swojego związku, jest dość dziecinny i na pewno częściowo wynika z niewiedzy na ten temat. Jest to przejaw niedojrzałości życiowej, z której wielu ludzi zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Trzeba uświadamiać sobie, że jeśli wszedłem w związek, to jest to mój związek. W tej sytuacji dobrze jest sobie powiedzieć: ja jestem w 100% odpowiedzialny za mój związek, nie w 50, 80 ani nawet nie w 99 — tylko w 100, bo jest to właśnie mój związek. Wszystko, co się w nim dzieje, zależy ode mnie.

Komunikacja z partnerem

Czy to znaczy, że ta druga osoba nie może być źródłem trudności?

Ależ oczywiście, że może. Pojawiają się najróżniejsze problemy do rozwiązania. Ludzie mają inne przyzwyczajenia i metody działania, które mogą nam się nie podobać; pojawiają się rzeczy, z którymi możemy się nie zgadzać, ale to od nas zależy, jak my się do tego ustosunkujemy; czy potrafimy skutecznie komunikować się z tą drugą osobą; czy umiemy wyrażać swoje potrzeby i opinie, jak również słuchać i być otwartym na to samo.

Oto cała tajemnica: najpierw dobrze wybrać, a potem starannie i konsekwentnie pracować nad tym, żeby było jak najlepiej.

Ważne pytanie

Wróćmy do definicji dobrego związku. Jeśli uznajemy, że to taki, w którym oboje partnerzy mają się lepiej, niż byłoby im osobno, to właśnie pod tym kątem należy oceniać ten własny.

Czy jest mi lepiej, czy rozwijam się, czy zyskuję na tym, że jestem w tym związku, czy też korzystniej dla mnie byłoby, gdybyśmy nie byli razem? Na to pytanie trzeba sobie od czasu do czasu odpowiadać. Jeśli wydaje się, że przecząco, należy pomyśleć, co i jak to zmienić. Kluczem jest komunikacja z partnerem, umiejętność przekazania swoich myśli; tego, czym się martwimy, i tego, co, naszym zdaniem, trzeba przedyskutować.

Tematy tabu

Wielu ludzi potrafi opowiadać najróżniejsze rzeczy o problemach, z którymi borykają się w swoim małżeństwie czy związku, tzn. mówią o tym psychologom, znajomym, przyjaciołom, a nawet obcym ludziom, ale nie umieją rozmawiać ze swoim partnerem czy partnerką. Zasadniczą sprawą jest umówienie się od samego początku małżeństwa, a najlepiej jeszcze przed jego zawarciem, że nie ma tematu, na który nie można by było rozmawiać. Może akurat być nieodpowiedni moment i każdy z partnerów ma prawo powiedzieć, że nie chce w danej chwili o czymś rozmawiać, ale prędzej czy później każdy temat powinien zostać przedyskutowany. Jeśli któryś z partnerów uzna, że sprawa jest trudna, można poczekać nawet kilka dni, by zapewnić odpowiednią atmosferę. Można z góry umówić się na konkretny termin, kiedy nic nam nie będzie przeszkadzało i gdy będziemy mogli poświęcić czas na spokojne, konsekwentne przeanalizowanie zagadnienia i wspólne poszukiwanie rozwiązania.

Nie powinno być żadnego tematu tabu. Najbardziej niszczące i zatruwające małżeństwo są tematy, na które nie chcemy i nie potrafimy rozmawiać. Nie dotyczy to oczywiście tych, które są wyciągane w celu dręczenia partnera. Czasem bywa, że któreś z małżonków ma swój ulubiony motyw drażnienia, wpędzania „drugiej połówki” w poczucie winy — temat, który był już poruszany wielokrotnie. Jest to zupełnie inna sytuacja. Podobnie jak nóż może być użyty do przygotowywania jedzenia albo do zaatakowania człowieka, różne kwestie mogą konstruktywnie budować związek albo tylko ranić. Żadnego noża, żadnego ostrego tematu nie powinniśmy się bać, lecz istotne jest, by go omawiać aż do korzeni, aż do dotarcia do najbardziej zasadniczych jego problemów. Trzeba jednak uważać na te, które są poruszane wyłącznie po to, by ranić. Jeśli takie tematy istnieją, to oczywiście trzeba je zidentyfikować i umówić się raz na rozmowę, może nawet kilka rozmów, które dotrą do źródeł, wszystko wyjaśnią i doprowadzą do porozumienia, a potem umówić się, że w kółko tego samego się nie porusza.

Praktyk udanego, 40-letniego związku podpowie Ci, co robić, aby Twoje relacje z partnerem oraz najbliższymi Ci osobami były trwałe i szczęśliwe

 >>> Tadeusz Niwiński „MY – czyli jak być razem”>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Kłótnia. Spór. Jak się kłócić?

Dom wewnętrznie skłócony nie może przetrwać.

Nawet królestwo skłócone wewnętrznie nie może przetrwać.

Tak mówi mądrość sprzed 2 tysięcy lat, z Biblii.

A my co? Ano to samo, wciąż to samo – kłócimy się o byle co. Najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi.

Czyjeś spojrzenie. Jedno słowo. Zbyt wiele słów albo milczenie. Niewinne w intencjach zachowanie.

Potrafimy się kłócić, ponieważ przypomnieliśmy sobie coś sprzed kilku lat, jakiś drobiazg – to kobiety. A mężczyźni – zapominają. I już wszystkich ponoszą nerwy. Cholera bierze. Żółć zalewa.

I się zaczyna… A Ty to taki! A Ty owaka! To Twoja wina! Zawsze musisz tak robić?! A niech Cię!

Po co pisać jakie słowa padają, znamy je przecież, niestety.

A więc przyczyną kłótni może być charakter(ek), emocje, zranienia, urojenia, wspomnienia, chęć dominowania, nieumiejętność rozwiązywania sporów, brak umiejętności rozmawiania. A! Jeszcze przekonanie, że „Ja wiem lepiej!”. Wprawdzie nie ma doświadczenia w danej sprawie, nigdy się tym nie zajmował, ale przecież wie lepiej! Ręce opadają…

Pamiętaj: dom skłócony wewnętrznie nie może przetrwać.

A gdy już dojdzie do sporu, to róbmy to uczciwie.

KURS SKUTECZNEGO KOMUNIKOWANIA SIĘ>>>

Zasady spierania się

Istnieją zasady uczciwego sporu, częściowo zbieżne z ogólnymi zasadami komunikowania się:

– koncentrujemy się na teraźniejszości,

– dążymy do porozumienia,

– omawiamy konkretne zachowania,

– wypowiadamy zdania pozytywne,

– opisujemy swoje uczucia,

– próbujemy zrozumieć wzajemne punkty widzenia,

– okazujemy sobie szacunek,

– stawiamy czoła problemowi, nie uciekamy przed nim,

– stosujemy zdania w pierwszej osobie,

– podajemy szczegóły,

– jesteśmy skoncentrowani, nie rozpraszam się,

– bądź otwarty,

– pozwalaj partnerowi na wypowiedzenie się,

– podchodź poważnie do wszystkich problemów; dla Ciebie coś może być błahostką, dla partnera poważnym problemem życiowym,

– rozważaj wszystko, nie idź na skróty,

– proś o zmiany,

– używaj cywilizowanego języka,

– panuj nad sobą. 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Darmowy kurs komunikowania się

Dzisiaj chcę zaprosić Cię do skorzystania z mojej autorskiej propozycji „Kursu komunikowania się w związku (i nie tylko)”. Namawiali mnie do sprzedawania go, ale przynajmniej na razie mogą z niego skorzystać osoby, które zapisują się na mój newsletter.

Co dwa dni otrzymasz dwa ćwiczenia, które koniecznie trzeba wykonać!        W przypadku trudniejszych zagadnień z komunikacji interpersonalnej jest też teoretyczny wstęp.

Dlaczego warto dobrze się komunikować z innymi? Uważam, że skuteczne rozmawianie, komunikowanie się z drugą osobą jest podstawą związku. Bez tego związek nie istnieje, nie wspominając już o udanym związku. Czy to małżeńskim, czy to przyjacielskim czy też w relacjach zawodowych.

Zapraszam więc do podniesienia jakości Twojego życia i życia Twoich najbliższych poprzez polepszenie Waszej wzajemnej komunikacji.

Za darmo, wprost na Twój komputer.

PS. Aby ułatwić Ci pracę nad udanymi związkami, najpierw, oczywiście również za darmo, otrzymasz kilka praktycznych sposobów na zmotywowanie się do pracy.

Darmowe kursy komunikowania się i motywacji>>>

Mężczyzna od A do Z część II

 Jak wychować sobie mężczyznę?

Wyobraź sobie, że wracasz z pracy po ciężkim dniu. Mężczyzna zostaje w domu z synem. Przez telefon wydajesz mu konkretne polecenia, co ma zrobić, zanim Ty wrócisz do domu po niezwykle ciężkim dniu pracy (koniecznie trzeba to dodać!). Kiedy wracasz do domu, zamiast posprzątanego mieszkania zastajesz bałagan (przynajmniej w Twoim mniemaniu), w zlewie sterta brudnych naczyń, kolacja miała być gotowa, a co zastałaś? Mąż z synem siedzą przed telewizorem i oglądają mecz. I jak teraz zareagujesz, co sobie pomyślisz? Pewnie pomyślisz sobie, ze Cię lekceważy — być może poczujesz się niekochana. Teraz przyjdzie czas na wyrażenie złości. Może przestaniesz się do niego odzywać i ostentacyjnie zaczniesz sprzątać. Na koniec będziesz go oskarżać, obwiniać o lenistwo, o to, że Cię zaniedbuje, że się nie stara, że jest do niczego itd. W końcu z oskarżeń przejdziecie do kłótni, a na końcu rozpłaczesz się. A wszystko tak, jak nie powinno być.

Dlaczego nie tak?

Po pierwsze: nie ma osoby, która by nie działała w swoim mniemaniu słusznie. Każdy działa w zgodzie ze swoim sumieniem. Przykładowo:

mężczyzna w powyższym przykładzie mógł pomyśleć w taki oto sposób:

„Nie jest na tyle brudno, byśmy nie zdążyli posprzątać, zanim żona (mama) wróci. Mecz jest bardzo ciekawy, a ty mówiłaś, ze wrócisz późno. W sumie to brud nie ucieknie, a nawet jak ucieknie, to jeszcze lepiej — nie trzeba będzie sprzątać!”. Tak myślą mężczyźni. Uwierz mi, nikt Was nie lekceważy ani nie chce przyczyniać się do Waszego złego nastroju.

Mężczyzna zwyczajnie inaczej myśli i innymi kieruje się priorytetami.

Zatem błędem będzie agresywne obwinianie go i obrażanie się. Tego żaden mężczyzna nie zrozumie. Wierz mi — żaden! Nikogo też w ten sposób nie zmienisz, a przecież chyba na tym Ci najbardziej zależy, prawda?

Zatem jak powinnaś postąpić, by mężczyzna zechciał się zmienić?

Etap I. Nie oskarżaj, a wzbudź w nim poczucie winy

Przede wszystkim musisz wzbudzić w nim poczucie winy. Nie ma dla człowieka nic bardziej bolesnego niż poczucie winy. Jednak by wzbudzić w nim poczucie winy, nie możesz być agresywna, nie możesz też się obrazić.

Obie te rzeczy uwolnią go od tego okropnego uczucia, jakim jest poczucie winy. Być może nawet sam zechce Cię sprowokować do kłótni, tak by nie czuć się winnym. Zawsze Twoja agresja go usprawiedliwi — w efekcie stracisz i niczego nie zyskasz.

Jak powinnaś postępować, by go zmienić? By on z chęcią Ci pomagał we wszystkich domowych pracach, nawet do tego stopnia, że zmienisz jego priorytety — tak by Twój uśmiech i zadowolenie było dla niego ważniejsze nawet niż obejrzenie niezwykle ważnego meczu?

By dokonać takiej pozytywnej zmiany w zachowaniu mężczyzny, po pierwsze: musisz zrezygnować z jakiejkolwiek formy agresji. Nie możesz też obrażać się. I co najważniejsze:

Nie możesz unikać kontaktu fizycznego!

Kiedy jesteś obrażona, zazwyczaj nie życzysz sobie, by on Cię dotykał.

Często wtedy mówisz: „Nie dotykaj mnie, zostaw mnie w spokoju”. Kiedy coś przeskrobie, zrobi coś, co Cię zasmuci, możesz do niego podejść i dać mu do zrozumienia, że jest Ci z tego powodu smutno. To jest pierwszy etap, który pozwoli Ci wzbudzić w nim poczucie winy.

Następnym błędem, jaki kobiety popełniają, jest obawa przed mówieniem mężczyźnie tego, co Was gryzie. Kiedy jest Ci smutno, mężczyzna chce wiedzieć, jak może poprawić Twoje samopoczucie. Wtedy nie powinnaś obawiać się powiedzieć mu, ze Twoje złe samopoczucie wynika z jego zachowania. Powiedz mu to, ale za wszelką cenę unikaj oskarżania.

Nie obwiniaj go o nic, a zwyczajnie powiedz mu, dlaczego jest Ci przykro. Możesz w tym momencie przytulić się do niego albo dotknąć jego dłoni, by zrozumiał, że nie żywisz do niego żadnej złości, a zwyczajnie jest Ci smutno.

To jest bardzo ważne, by wzbudzić w nim poczucie winy, a nie oskarżać. Każda forma agresji bowiem usprawiedliwi go i żadna pozytywna przemiana w jego zachowaniu się nie dokona. Ta sama zasada dotyczy nie tylko mężczyzn, partnerów — jeśli masz syna, to z powodzeniem możesz ją zastosować także w stosunku do niego.

Etap II. Powiedz mu, co Cię trapi

Drugi etap to wyłożenie kawy na ławę. W tym momencie musisz mu powiedzieć, co Cię boli. Nie trzymaj tego w sobie, oczekując od niego, że nagle stanie się jasnowidzem i zacznie czytać Ci w myślach. Tak się nie stanie. Powiedz mu, jak bardzo jest Ci źle i dlaczego.

Etap III. Pozwól mu sobie pomóc

Następny etap to działanie. Jeśli teraz zechcesz sprzątać (nie musisz, jeśli nie chcesz) i zaczniesz to robić, ciągle będąc smutna, to w większości przypadków on zechce Ci pomoc, bo zwyczajnie przykro mu będzie widzieć Cię w takim nastroju i będzie czuł się winny. Dużym błędem by było, gdybyś teraz odmówiła, odtrąciła jego pomoc — przecież właśnie sprzątania chcesz go nauczyć.

Etap IV. Wzmocnienie pozytywne

Ostatni etap to wzmocnienie pozytywne — swoisty rodzaj nagrody. Jeśli uważasz, że coś jest tak oczywiste, że bardziej być nie może, to jesteś w błędzie. Mężczyzna wymaga pozytywnego wzmocnienia, pochwały, nagrody za to, że sprostał Twoim oczekiwaniom. Kiedy zauważysz to, że on się stara i że zmienia się na lepsze, wtedy dodasz mu motywacji do dalszych zmian i starań. Teraz, kiedy razem już sprzątacie, zacznij się rozchmurzać, nie bądź ciągle przygnębiona, bo z czym on sobie skojarzy sprzątanie — z torturami?

W miarę jak razem sprzątacie, musisz zacząć się rozpogadzać. Uśmiechać się, by w końcu zacząć żartować. Na koniec podziękuj mu za to, że Ci pomógł.

Tak, dobrze czytasz: podziękuj. Nie traktuj tego jako obowiązku, bo i on będzie traktował to jako obowiązek. Niech sprzątanie skojarzy z czymś przyjemnym, z Twoim uśmiechem, radością, pochwałą… Wtedy tego typu domowe czynności będzie wykonywał chętnie, bez przymusu, bo przecież właśnie o to Ci chodzi, prawda?

Wzmocnienie pozytywne stosuj zawsze, kiedy on zrobi coś, co Twoim zdaniem będzie zasługiwało na szczerą pochwałę. Jeśli zechcesz skrytykować (tak, do tego też masz prawo), to postaraj się to zrobić w taki sposób by krytyka była otoczona pochwałami: pochwała — krytyka — pochwała. Umysł zupełnie inaczej przyjmuje tak podaną krytykę. Podam Ci przykład, byś zrozumiała, jak bardzo jest to istotne.

Wyobraź sobie urnę zawierającą stos białych piłek, które symbolizują wyłącznie krytykę. Teraz wrzuć na ten stos także białą piłkę, która będzie w środku zawierała karteczkę z pochwałą.

Kiedy masz stos samych białych piłeczek, to czy zwrócisz szczególną uwagę na jakąś piłeczkę, czy też nie będziesz przywiązywała większej wagi do tych piłeczek?

Najprawdopodobniej nie przywiążesz większej wagi do żadnej piłeczki, bo te zwyczajnie nie będą się niczym różniły.

Podobnie jest z pochwałami i krytyką. Przestajesz zwracać uwagę na krytykę, jeśli widzisz same białe piłeczki. Ale wystarczy, że białe piłeczki zaczną symbolizować pochwałę i ktoś wrzuci czarną piłeczkę, symbolizującą tym razem krytykę, to bez wątpienia zwrócisz na nią uwagę.

Nie tylko zwrócisz uwagę, ale i bez wątpienia odnajdziesz ją, bo ta będzie się różnić od białych piłeczek symbolizujących pochwały. Odnajdziesz i zamienisz także na białą piłeczkę — pochwałę.

Po to właśnie są pochwały i wzmocnienie pozytywne. Jeśli kogoś nie chwalisz, a jedynie krytykujesz, to wrzucasz na stos jedynie jeden kolor piłeczek. Z czasem osoba przestaje zwracać na nie uwagę. Ale jeśli zaczniesz stosować i pochwały, to odnalezienie tej krytyki i wyeliminowanie przyczyny staje się o wiele prostsze.

Pamiętaj: pochwała — krytyka — pochwała. Nigdy: krytyka — krytyka — krytyka… itd.

Przykład pozytywny

Podobnie jest, jeśli chodzi o pozytywna zmianę w zachowaniu mężczyzny bez udziału negatywnych emocji. Wyobraź sobie, że chcesz nauczyć mężczyznę piec ciasto. Oczywiście nie zaczniesz płakać, by ten chciał upiec ciasto. Byłoby to zbyt sztuczne i pewnie mężczyzna tak by to odebrał.

By zechciał piec ciasto, ilekroć go o to poprosisz, musisz zacząć od…

Prośby

Tak, prośby, a nie żądania czy polecenia. Kiedy wydajesz mu polecenie, pozbawiasz go ważnego uczucia — uczucia bycia potrzebnym. Kiedy mężczyzna ma wybór, może poczuć się potrzebny. Zatem mówisz do mężczyzny: „Kochanie, czy upiekłbyś na jutro pyszne ciasto?”. Oczywiście to, że go poprosisz, nie oznacza, że on porzuci wszelkie dotychczasowe zajęcia (oglądanie meczu piłki nożnej) i zacznie piec sobotnie ciasto. Nie — byłoby to za proste. Teraz powinnaś zacząć…

Stopniowanie

Mężczyzna może uznać, że pieczenie ciasta jest zajęciem mało męskim i zwyczajnie nie zechce spełnić Twojej prośby. Teraz, by mimo wszystko przekonać go do tak mało męskiego zadania, musisz stopniować, tak by zrozumiał, jak bardzo jest potrzebny. Musisz wyrazić, jak bardzo jest niezbędna jego pomoc przy pieczeniu ciasta, a on sam niezastąpiony.

Oto prosty przykład:

— Kochanie, czy zechcesz upiec ciasto na jutro?

— Nie teraz, jestem zajęty (oglądaniem telewizji). Może jutro?

— Jutro rano wpadną do nas z wizytą Ela i Tomek. Możesz upiec dzisiaj?

Bardzo byłbyś mi pomocny.

— No dobrze, ale za chwilę (gdy skończy się mecz).

— Dziękuję. Twoja pomoc jest niezastąpiona, a i nikt nie piecze takich pysznych ciast jak ty, kochanie. (Wzmocnienie pozytywne).

Oczywiście w powyższym przykładzie mogłabyś nadal stopniować potrzebę, tak by ten przerwał oglądanie meczu — jednak czy warto aż tak się wysilać, tłumacząc mężczyźnie, jak bardzo jest Ci potrzebna jego pomoc, i to akurat wtedy, gdy on ogląda mecz? To, czy warto — sama już musisz osądzić. Kiedy już wykona Twoje polecenie i upiecze ciasto — następnym etapem jest…

Wzmocnienie pozytywne

Tak jak już pisałem nieco wcześniej, każde pozytywne zachowanie wymaga wzmocnienia pozytywnego. Nie traktuj tego jako obowiązku, który mężczyzna ma wpisany w kontrakcie, kiedy wiąże się z kobieta. Jeśli nie zastosujesz wzmocnienia pozytywnego — efektem będzie to, że zawsze będziesz musiała prosić mężczyznę, a efekt tej prośby zazwyczaj będzie mało zadowalający i niewspółmierny do wysiłku, jaki włożysz w to, by spełnił Twoją prośbę. Jeśli będziesz stosować wzmocnienie pozytywne, to będziesz mogła zauważyć wiele pozytywnych zmian w zachowaniu mężczyzny Z czasem nie będziesz musiała wspominać mężczyźnie o weekendowym cieście, ale często będziesz mogła spotkać się z pytaniem typu: „Kochanie, czy nie trzeba upiec na jutro ciasta?”.

Wzmocnienie pozytywne jest rodzajem nagrody. Bez tej nagrody mężczyzna konkretną czynność będzie kojarzył z przymusem, czymś mało przyjemnym, rzeczą, której wykonania będzie unikał.

Jak rodzi się lenistwo?

Lenistwo u każdego człowieka, a nie tylko u mężczyzny, jest skutkiem — nie przyczyną. Jeśli człowiekowi wykonanie konkretnej czynności kojarzyć się będzie wyłącznie z przykrymi rzeczami, to będzie unikał jej wykonania.

Miej to na uwadze, kiedy zechcesz dokonać pozytywnej zmiany w postępowaniu mężczyzny.

Jak radzić sobie z męską agresją?

Typy agresji

Na samym początku, zanim kobieta zacznie poszukiwania źródeł agresji oraz sposobu na walkę z nią, musi zdać sobie sprawę z tego, że mężczyźni są słabi psychicznie. Fakt ten jest przez większość mężczyzn skrzętnie ukrywany. Niektórzy mężczyźni nawet nie zdają sobie z tego sprawy, myśląc, że ich siła fizyczna jest równoważna sile psychicznej.

Praktyka jednak pokazuje, że w przyrodzie istnieje równowaga. W jakimś sensie siła fizyczna mężczyzny jest rownoważna słabością naszej psychiki. Kobiety są słabe fizycznie, a silne psychicznie. Każdy mężczyzna o tym wie i wielu wspiera kobiety swoją siłą fizyczną. Jednak mało kobiet zdaje sobie sprawę ze słabości męskiej psychiki. W efekcie mały odsetek kobiet wspiera swojego mężczyznę, dając mu niezbędne wsparcie, którego potrzebuje, a o którym z wiadomych względów nie mówi. cdn

 Autor: Piotr Mart

Zapoznaj się z całym bestsellerem „Mężczyzna od A do Z”… 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Umiesz rozmawiać?

Oczywiście! Odpowiesz i… nie jestem pewien czy będziesz mieć rację.

Gdybym zapytał czy umiesz się komunikować, to z uwagi na poważniejszy termin jakim jest „Komunikować się”, z pewnością większość z nas zawahałaby się z odpowiedzią.

Właśnie…

Rozmawiać umie każdy? A komunikować się już niekoniecznie?

Więcej! Śmiem twierdzić, że również rozmawiać nie każdy potrafi. I zaraz to udowodnię, choć nie chcę w tym artykule zajmować się tak zwanymi barierami w komunikowaniu się,   a sprawami dla porozumiewania się podstawowymi.

Spis wszystkich barier w komunikowaniu się znajdziesz w moim ebooku „Klucz do skutecznej komunikacji”.

Definicja rozmowy

Aby zaistniała rozmowa, musi istnieć mówiący i słuchający,  którzy posługują się kodem znanym obu osobom.

Wszystko brzmi prosto, prawda?

To teraz, tak jak wspomniałem, zastanówmy się nad najprostszymi rzeczami występującymi w rozmowie i rozłóżmy powyższą definicję na czynniki pierwsze.

1. Osoba mówiąca.

Teoretycznie zwracając się do kogoś z jakimś przekazem mówisz…
Ale czepiam się słówek, więc zapytam: a nie zdarza Ci się czasami krzyczeć? Bo mi niestety tak…

Mówić, wypowiadać słowa to jedno, ale sposób w jaki to mówimy, to drugie. Według mnie krzyk jednej osoby do drugiej to już nie jest rozmowa. Taki nacechowany negatywnymi emocjami, bo można przecież krzyczeć
w żartach.

Masz inne zdanie na ten temat? To odwróć sytuację i wyobraź sobie, że to na Ciebie ktoś krzyczy.

Nadal uważasz, ze jest to rozmowa?

Jak się czujesz, gdy nie możesz dojść do głosu, gdy ktoś zakrzykuje Ciebie, Twoje argumenty, Twoje prośby?

Nie jest to komfortowa sytuacja, jest nieprzyjemna. Uważam, że w takim momencie należy być tym mądrzejszym i przerwać kontakt. W tak zwanych nerwach również i Ty możesz zacząć krzyczeć, wykrzyczeć niepotrzebne rzeczy a nawet obrazić rozmówcę.

Tak więc niestety nie zawsze mówimy.

 2. Osoba słuchająca.

I kolejny problem. I to samo pytanie: zawsze słuchasz?

Bo mi zdarza się nie słuchać, a czasami nawet udawać,
że słucham. Słucham, ale nie słyszę. Bo coś mi się przypomni, bo mi się nie chce, bo w radiu mówią coś ciekawego. Bo to, bo tamto. Usprawiedliwień może być wiele, uważam jednak, że się tak nie powinno postępować.

Nie możesz słuchać? Nie masz czasu? Nastroju?

Powiedz o tym swojemu rozmówcy wprost, bez owijania
w bawełnę i bez krętactw. Myślę, że zgodzisz się ze mną,
że druga strona wolałaby poczekać i zostać z należytą uwagą wysłuchana niż oszukiwana, że się jej słucha.

Ponownie – postaw się na jej miejscu, a zobaczysz jakie to przykre.

 3. Kod musi być znany obu osobom.

Kod czyli język jakim się posługujemy, żebyśmy się mogli zrozumieć. Przyjmuję, że posługujemy się językiem polskim, jego wersją zrozumiałą dla wszystkich i z tym nie ma problemu w rozmowie.

Jednak żeby być zrozumianym, u rozmówcy musi występować chęć rozumienia, nastawienie na zrozumienie drugiej osoby. Wyobraź sobie rozmowę z kimś, komu próbujesz uświadomić, że musi respektować Twoje prawa, ale osoba ta po prostu nie jest Twoimi argumentami zainteresowana, lekceważy Cię. Po prostu ma to gdzieś… I Ty to widzisz, czujesz, ale nie możesz tego zmienić. Jej nastawienie do Twoich problemów nie zmienia się, po drugiej stronie nie ma chęci do zrozumienia.

Jak się czujesz?

Źle? Bardzo źle? Fatalnie?

Nie dziwię się. Stąd moja kolejna prośba w tym samym stylu: nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Ale pod żadnym pozorem nie postępuj jak w przykładzie wyżej. Może Ci się nie chcieć słuchać, ale nie możesz nie chcieć zrozumieć drugiej osoby!

Powtórzę pytanie z początku artykułu: umiesz rozmawiać?

<<<AUTORSKI KURS SKUTECZNEGO KOMUNIKOWANIA SIĘ.

ZAPRASZAM-PRZEMEK PUFAL>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: