wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘psychologia’

Czy mężczyźni są światu potrzebni?

Janusz Leon Wiśniewski  Czy mężczyźni są światu potrzebni

  Kobieta, aby pójść do łóżka z mężczyzną, potrzebuje bliskości, zaufania i poczucia więzi. Mężczyzna – przeważnie – potrzebuje tylko miejsca…

   Czy w tym deprymującym (głównie dla mężczyzn) stwierdzeniu kryje się jedynie cynizm, czy także jakaś prawda? A jeśli tak, to jak gorzka jest ta prawda? Dlaczego mężczyźni pożądają inaczej? I co z tego wynika?

   U zwierząt wszystko jest o wiele prostsze. Pożądanie służy prokreacji i jak największej dystrybucji genów. Bliska nam ewolucyjnie małpka bonobo bez żadnych skrupułów jest w stanie przerwać akt kopulacji, gdy tylko na horyzoncie pojawi się inny samiec, który swoim wyglądem i zachowaniem zdradza, że mógłby jej zagwarantować lepszy zestaw genów dla potencjalnego potomstwa. Na taką decyzję wyuzdana bonobo potrzebuje nie więcej niż osiem sekund. Jeszcze mniej czasu potrzebuje na to samica poligamicznego nornika górskiego.

   Zwierzęta pożądają tylko w jednym celu: prokreacji. Do dzisiaj trwają dyskusje naukowców na temat tego, czy realizując swoje pożądanie w akcie seksualnym, zwierzęta odczuwają przy tym jakąś przyjemność. Oglądając fotografie kopulujących par goryli, słynących notabene z wierności, mam co do tego poważne wątpliwości. Cynicy twierdzą, że cierpienie na pysku (twarzy?) goryla wynika z tego, iż ciągle jest fotografowany z tą samą samicą.

   Ludzie są pierwszym i jedynym gatunkiem, który na drodze ewolucji oddzielił prokreację od pożądania. I jednym z trzech gatunków, który pożąda i spółkuje bez względu na porę roku. Pozostałe dwa to muchy i pluskwy. U całej reszty stworzeń pożądanie pojawia się wyłącznie w krótkim okresie godowym (tzw. rui). Tylko wtedy występuje u nich przewaga popędu płciowego (podobnie jak u ludzi) nad uczuciami głodu, zimna, pragnienia i bezpieczeństwa. Dotyczy to w większym stopniu samców niż samic.

   W dodatku, tylko człowiek koniecznie chce powiązać pożądanie ze zjawiskiem kulturowym, jakim jest miłość. Pomagają mu w tym poeci i pisarze, od czterech tysięcy lat wychwalający w literaturze „miłość romantyczną” (mam w tym swój udział), a także laboranci, którzy zsyntetyzowali pigułkę antykoncepcyjną, i dziennikarze, którzy z miłości romantycznej zrobili kultowy, zawsze dobrze sprzedający się temat. To oczywiste, że bez miłości romantycznej nie byłoby ani Hollywood, ani tym bardziej Bollywood.

   Tymczasem wiele wskazuje na to, że człowiek w sferze seksualności pozostał w dużej mierze zwierzęciem. Wymyślając tysiąclecia temu miłość, jedynie zhumanizował pożądanie, seks oraz reprodukcję, nadając kulturowe znaczenie biologicznym faktom. Mimo to niewiele się przez wieki zmieniło, jak wykazały badania antropologa George’a Murdocha. W końcu lat czterdziestych XX wieku przebadał on historię 238 kultur cywilizacyjnych na całym świecie. Tylko dla 43 z nich monogamia była społecznie preferowanym wzorcem struktury rodziny. W pozostałych panował system, który dzisiejszy świat zachodni nazwałby brutalnie i dosadnie urzeczywistnieniem fantazji masturbującego się mężczyzny: jak najwięcej różnych kobiet w jak najkrótszym czasie. Czy to u Indian w Ameryce Północnej, czy u Inków w Ameryce Południowej, czy u kultur szczepowych w Afryce lub Azji – w większości akceptowano fakt, że mężczyźni współżyją jednocześnie z wieloma kobietami. Czasami musiano liczbę tych partnerek prawnie reglamentować. Do dzisiaj muzułmanie, zgodnie z Koranem, mogą posiadać maksymalnie cztery żony (jeśli są w stanie je wszystkie utrzymać na tym samym poziomie materialnym). Z kolei władca Aszantów (obecna Ghana) musiał zaakceptować prawo, według którego jego harem nie mógł przekraczać dokładnie ustalonej, tajemniczej do dzisiaj liczby 3333 kobiet.

   Biolodzy ewolucyjni widzą w tej poligynii ukryty sens. Nawet dla kobiet. Niewiasta w haremie miała szanse wymieszania swoich genów z genami najważniejszego i najbardziej wpływowego mężczyzny w państwie.

   Według znanego zoologa Tima Birkheada z uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii, monogamia jest systemem skrajnie nienaturalnym. W artykule opublikowanym w renomowanym czasopiśmie naukowym „Nature” (2005) Birkhead przekonuje, że ludzie, podobnie jak zwierzęta, z natury dążą do pozbawionych więzi uczuciowej kontaktów seksualnych z przypadkowymi, często zmienianymi partnerami (nazywamy to zjawisko promiskuityzmem), a monogamia, jako dominujący w zachodnich cywilizacjach system partnerski, jest sztucznym tworem kulturowym, narzuconym przez religię dla ustabilizowania społeczeństw. Dodajmy: ściśle patriarchalnych społeczeństw.

   Monogamię narzucili światu, o dziwo, mężczyźni. Chcąc uniknąć konfliktów i całego zła wynikającego z walki o dostęp do jak największej liczby kobiet, wymyślili demokratyczny system, w którym każdy mężczyzna będzie miał, przynajmniej teoretycznie, prawo do tylko jednej kobiety. Samych kobiet o zdanie oczywiście nie pytano. Zresztą nawet gdyby zapytano, to odpowiedź (w tamtych czasach) mogła być tylko jedna. Znajdując się w całkowitej materialnej zależności od mężczyzn, przyjęły pomysł małżeństwa z jednym partnerem na całe życie – uważały, że w ten sposób zagwarantują sobie i swoim dzieciom materialne bezpieczeństwo.

   Przez tysiące lat kobiety były zmuszone handlować z mężczyznami: moja wierność w zamian za moje i moich dzieci bezpieczeństwo socjalne. Ale dzisiaj, na początku XXI wieku, ten kontrakt między płciami traci powoli (i nareszcie) ważność. Kobiety same potrafią zadbać o swoje utrzymanie. Mężczyźni i kobiety obeszli równik historii, powracając do punktu wyjścia, czyli do jaskiń. Przynajmniej jeśli chodzi o seksualne partnerstwo i równouprawnienie.

   Z biologicznego punktu widzenia hedonistyczni mężczyźni wracają do jaskiń z ogromną radością. Erotyka w plejstocenie stanowi doskonały scenariusz dla każdego filmu pornograficznego (chociaż osobiście nie podejrzewam, żeby do tego gatunku filmów istniały „scenariusze”). Ostatnie, liczące ponad 7200 lat, znalezisko archeologów w niemieckiej Saksonii zdaje się to potwierdzać. Dziewiętnastego sierpnia 2003 roku czujny operator koparki w Erdreich, niedaleko Lipska, przygotowując teren do założenia przewodów gazowych, natrafił na figurkę z okresu neolitu ceramicznego. W artykule naukowym, który niedługo później pojawił się w fachowym czasopiśmie „Germania”, archeolog Harald Stäuble potwierdził, że figurka przedstawia wyuzdany akt seksualny naszych jaskiniowych przodków. To było sensacyjne odkrycie, ponieważ najstarsze znane dotychczas przedstawienia aktu płciowego powstały (jako freski) w Grecji dopiero ponad 4000 lat później. Do erotycznej figurki z Saksonii dołączyło wkrótce liczące ponad 6000 lat znalezisko archeologów z Ludwigshafen, wydobyte z wód Jeziora Bodeńskiego na granicy Niemiec i Szwajcarii – tzw. dom kultu. Okazał się on świątynią, z której ścian wystają gliniane, niegdyś obfite, kobiece piersi.

   Według antropolog Helen Fisher, autorki wydanych w Polsce fascynujących książek Anatomia miłości i Dlaczego kochamy, kobiety z epoki kamiennej „chodziły w krzaki z coraz to nowym partnerem”. W domach z betonu nie ma wolnej miłości, ale w jaskiniach z granitu lub piaskowca była jak najbardziej. Fred Flintstone tylko w kreskówce dla dzieci jest zabawnym pantoflarzem i zatwardziałym monogamistą. Ten sam Fred Flintstone na kanale National Geographic lub w „różowej serii” na innych kanałach, emitowanej zwykle po północy, byłby kimś zupełnie innym, ale prawdziwszym: biologicznie uwarunkowanym samcem, z niczym nie hamowanym (oprócz prawa silniejszego w stadzie) instynktem.

   Jak się okazuje, wyuzdany seks jaskiniowców ma nawet dzisiaj ogromne znaczenie dla ludzkości. Przynajmniej dla tej jej części, która zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że praczłowiekowi udało się zaludnić całą planetę. Dotychczas obowiązująca teoria zakłada, że wszyscy – jako gatunek – wywodzimy się od pewnej pary praprzodków z Afryki, która rozmnożywszy się, opanowała cały świat. Pierwsi ludzie z Afryki przywędrowali na inne kontynenty i w wyniku brutalnych wojen podbili zastane gatunki ludzkie, doprowadzając do ich wymarcia.

   Ostatnio jednak Alan R. Templeton, młody genetyk z uniwersytetu w Michigan, w trakcie kongresu Australijskiego Towarzystwa Genetycznego w Melbourne podważył prawdziwość tej teorii. Twierdzi, że człowiek afrykański wcale nie wymordował innych gatunków ludzkich, ale jedynie się z nimi wymieszał. Podpiera on swoje tezy szczegółowymi analizami DNA różnych żyjących obecnie na świecie ras ludzkich. Stopień wymieszania genów jest tak duży, że według Templetona „nasi przodkowie myśleli jedynie o seksie i robili to każdy z każdym, przy każdej nadarzającej się okazji”. Tylko w ten sposób mogło dojść do aż takiego wymieszania genów. Okazuje się, że slogan „make love, not war” to wcale nie pomysł hippisowskich komun końca lat sześćdziesiątych XX wieku.

   Niekiedy człowiek jest nawet bardziej „biologiczny” od zwierząt, a przy tym znacznie bardziej od nich (ewolucyjnie) obłudny. Samce zwierząt używają seksualnych forteli w celu zapłodnienia jak największej liczby samic. Mężczyźni (ze znacznie lepiej rozwiniętym mózgiem), wymyślając o wiele bardziej skomplikowane fortele, wcale nie chcą dopełnić naturalnego obowiązku zapłodnienia kogokolwiek (przeważnie wręcz przeciwnie, bardzo się tego obawiają). Pragną jedynie czerpać z aktu seksualnego przyjemność, najlepiej z obcymi „samicami”, nie zostawiając nic w zamian naturze. W swoim upodobaniu do obcych samic są bardzo podobni do samców gadów, których mózg zatrzymał się w rozwoju na najbardziej podstawowym etapie. Na przykład jaszczurki mają jedynie tzw. gadzi mózg (obecny także u człowieka), składający się wyłącznie z pnia. To tam jest źródło podstawowych fizjologicznych procesów. Jaszczurki nie mają ani kory mózgowej (odpowiadającej za myślenie), ani układu limbicznego (sterującego emocjami).

   Mimo to, jak stwierdziła para amerykańskich zoologów, Laura Steele i William Cooper Jr, samce gekonów (łac. Gek konidae, duża rodzina 90 rodzajów i 800 gatunków jaszczurek) w okresie rui zachowują się bardzo podobnie jak pożądający mężczyźni. Pląsają, mają błogi wyraz pyska i poruszają ogonem – ale to popisy nie dla samicy, która jest obok i czeka w gotowości na akt zapłodnienia. Ta już cała do nich należy. Gekony robią to dla samic, które czasami zupełnie przypadkowo znalazły się na oznaczonym przez nie terenie. Samce te nie zważają na zmęczenie, stratę energii i czasu. W dodatku owe samice wcale nie muszą być płodne. Podniecony seksualnie gekon jest zadziwiająco podobny do mężczyzny, ale w jednym bardzo się od niego różni. Gekon zachowuje się, jakby myślał o przyszłości. Wiele samic oczarowanych ruchami ogona gekona pozostanie na jego terenie tak długo, aż jajeczka w nich dojrzeją. Samiec gekon także nie opuści tego miejsca, w nadziei, że może zostać po raz kolejny ojcem. Z kolei większość współczesnych mężczyzn, po nasyceniu swego pożądania, jak najszybciej zmieniłaby miejsce pobytu…

   Czas, jaki mija u ludzi od wstępnego zainteresowania do zachowań seksualnych, jest wprawdzie dłuższy niż u szympansów, lecz krótszy niż na przykład u goryli. No ale goryle nigdy nie czytały Leśmiana. Spętany warunkami społecznymi i nakazami religii (niektórych), człowiek ograniczył swoją do tej pory nieposkromioną, seksualność za pomocą ciasnych gorsetów, pijących pod sercem i pod podniesionymi do góry z podniecenia piersiami (kobiety), oraz zrobionych z drutu kolczastego etyki kagańców moralności (mężczyźni). Mężczyznom w tych kagańcach jest o wiele gorzej niż kobietom w gorsetach. Kobieta w gorsecie, nawet jeśli cierpi, wygląda powabnie; mężczyzna w kagańcu jest jak rozjuszony seksualnie wilk. Wynika to głównie z uwarunkowań ewolucyjnych.

   Mężczyźni na całym świecie kopulują 50 miliardów razy rocznie, co daje około miliona litrów nasienia dziennie. Mężczyzna ma między nogami dwie fabryki, które bez przerwy, na cztery zmiany, w dzień i noc, produkują miliony ich malutkich genetycznych kopii. W każdej sekundzie na całym świecie mężczyźni produkują 200 bilionów plemników, co przekłada się na mizerne pięć urodzeń na sekundę! Kobieta rodzi nieporównywalnie małą liczbę dzieci w porównaniu do liczby dzieci, które może począć mężczyzna. Ewolucyjnie rzecz ujmując, na świecie istnieje ogromny przerost podaży spermy nad popytem na nią. Już sam ten fakt biologicznie determinuje większą poligamiczność mężczyzn.

   Lecz aby być poligamicznym, trzeba pożądać. I to bardzo intensywnie. Teoretycznie nawet nieustannie. Natura (lub Stwórca) w związku z tym już na poziomie molekularnym wyposażyła mężczyzn w inną niż kobiety chemię pożądania. Zaopatrzyła ich w jądra produkujące testosteron (jego chemiczna nazwa to: 17ß-Hydroxy-androst-4-en-3-on), którego poziom u mężczyzn jest o wiele wyższy niż u kobiet.

Ewolucję należy ganić (albo jej dziękować?) za to, że mężczyźni pożądają zazwyczaj młodych i atrakcyjnych kobiet. Bo im młodsza, tym więcej dzieci może mu urodzić. Im atrakcyjniejsza, tym bardziej atrakcyjne dzieci przyjdą na świat. Lepiej wyglądające potomstwo ma większe szanse na znalezienie atrakcyjnych partnerów. W ten sposób cykl się zamyka. Na dodatek atrakcyjność partnerki przyczynia się do zrównoważenia podaży spermy i popytu na nią. Akty seksualne z kobietami atrakcyjnymi (według badań amerykańskiego Instytutu Kinseya) trwają o wiele krócej niż te z mniej atrakcyjnymi.

   Przy wysokim poziomie testosteronu mężczyźni mają jednocześnie bardzo niski poziom (w porównaniu z kobietami) oksytocyny i wazopresyny, dwóch peptydowych hormonów, które od dawna przez neurobiologów kojarzone są z utrzymaniem więzi społecznych i zaliczane do grupy tzw. hormonów wierności.

   Szczególnie interesujące jest działanie oksytocyny na pożądanie mężczyzn. Jej poziom wpływa na tzw. czas refrakcji, czyli czas, jaki upływa od ejakulacji do możliwości następnej erekcji. U mężczyzn z niskim poziomem oksytocyny ten czas jest o wiele krótszy niż u mężczyzn z wysokim poziomem tego hormonu. Krótko mówiąc, mężczyzna potencjalnie mniej wierny „może drugi raz” po piętnastu minutach, podczas gdy ten bardziej wierny dopiero po piętnastu godzinach. Ewolucja jest także w tym wypadku niesprawiedliwa dla kobiet…

   Jak już okazywało się wielokrotnie, pożądanie mężczyzn może być bardzo niebezpieczne… politycznie. Historia pokazuje, że dla pożądanych kobiet mężczyźni wywoływali wojny, w których wyniszczali całe narody lub zmieniali mapy świata. Wielu mężczyzn na tym świecie żyje według nieprawdziwej wskazówki w chwytliwym sloganie (wymyślonym notabene przez kobietę), twierdzącym, że „życie to pożądanie, cała reszta to tylko drobiazg”. Pożądający mężczyźni – zdobywając za wszelką cenę kobietę – poszukują głównie potwierdzenia. Samopotwierdzenia. Nic ich tak nie umacnia w przekonaniu o własnej wartości jak kobieta, która krzyczy. Ale nie ze złości. Z rozkoszy.

 

Janusz Leon Wiśniewski w książce Czy mężczyźni są światu potrzebni podjął się analizy związków międzyludzkich, które mają ogromny wpływ na nasze życie.

Autor zastanawia się nad małżeństwem – uczuciem miłości i pożądania, które staje się podwaliną związku lub chorobliwą zazdrością czy zdradą, jaka może zniszczyć nawet najbardziej udane małżeństwo. Wskazuje różnice płci nie tylko w postrzeganiu seksu, ale również uczuć. Stawia pytanie, jaką rolę w dzisiejszych czasach odgrywa mężczyzna i czy lęki, które zakłócają jego spokój, nie dewaluują stwierdzenia o sile męskiej płci.

To próba obalenia mitów na temat związków międzyludzkich i stereotypowego postrzegania zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wiśniewski wysnuwa odważne tezy i prowokuje do dyskusji na tak ważny w życiu każdego temat.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

Toksyczni rodzice? Test

„Nie zawsze łatwo wywnioskować, czy twoi rodzice są, lub byli, toksyczni.

Aby dopomóc ci w rozwiązaniu tej kwestii, ułożyłam zamieszczony poniżej kwestionariusz. Niektóre z tych pytań mogą sprawiać, iż poczujesz się zaniepokojony lub nieswój. To nic nie szkodzi. Zawsze trudno jest powiedzieć sobie prawdę na temat tego, jak bardzo nasi rodzice nas zranili. Choć może to być bolesne, reakcja emocjonalna jest całkowicie prawidłowa.

Dla uproszczenia pytania odnoszą się do rodziców w liczbie mnogiej. Twoja odpowiedź może jednak dotyczyć tylko jednego rodzica.

 

I. TWÓJ ZWIĄZEK Z RODZICAMI, KIEDY BYŁEŚ DZIECKIEM:

1. Czy rodzice mówili ci, że jesteś niedobry lub bezwartościowy? Czy używali wobec ciebie wyzwisk? Czy ciągle cię krytykowali?

2. Czy rodzice używali siły fizycznej, aby cię utrzymać w ryzach? Czy bili cię paskiem, szczotką lub innymi przedmiotami?

3. Czy twoi rodzice pili lub narkotyzowali się? Czy czułeś się zakłopotany, nieswój, przestraszony, dotknięty lub zawstydzony z tego powodu?

4. Czy twoi rodzice przeżywali ciężkie depresje lub zamykali się przed tobą z powodu własnych emocjonalnych problemów lub umysłowej czy fizycznej choroby?

5. Czy musiałeś opiekować się rodzicami z powodu ich problemów?

6. Czy rodzice zrobili ci coś, co miało być utrzymane w tajemnicy? Czy byłeś w jakiś sposób seksualnie napastowany?

7. Czy zazwyczaj bałeś się swoich rodziców?

8. Czy bałeś się wyrazić swoją złość na rodziców?

II. TWOJE DOROSŁE ŻYCIE:

1. Czy znajdujesz się obecnie w destrukcyjnym lub nieodpowiednim dla ciebie związku?

2. Czy wierzysz, że jeśli będziesz z kimś zbyt blisko, możesz zostać zraniony lub/i opuszczony?

3. Czy spodziewasz się od ludzi najgorszego? A od życia w ogóle?

4. Czy sprawia ci trudność uświadomienie sobie, kim jesteś, co czujesz i co chcesz?

5. Czy obawiasz się, że gdyby ludzie znali twoje prawdziwe ja, nie lubiliby ciebie?

6. Czy kiedy odnosisz sukces, czujesz się zaniepokojony lub przerażony, że ktoś odkryje, iż jesteś oszustem?

7. Czy bez wyraźnej przyczyny złościsz się lub jesteś smutny?

8. Czy jesteś perfekcjonistą?

9. Czy trudno jest ci zrelaksować się lub zabawić?

10. Czy dostrzegasz, że mimo swoich najlepszych chęci, zachowujesz się tak jak twoi rodzice?

II. TWÓJ ZWIĄZEK JAKO CZŁOWIEKA DOROSŁEGO Z RODZICAMI:

1. Czy rodzice nadal traktują cię jak małe dziecko?

2. Czy dużo twoich życiowych decyzji zależy od akceptacji rodziców?

3. Czy doświadczasz intensywnych emocjonalnych lub fizycznych reakcji po spotkaniu lub przed planowanym spotkaniem z rodzicami?

4. Czy obawiasz się sprzeciwić rodzicom?

5. Czy rodzice manipulują tobą poprzez groźbę lub poczucie winy?

6. Czy rodzice manipulują tobą za pomocą pieniędzy?

7. Czy czujesz się odpowiedzialny za odczucia rodziców? Czy kiedy są nieszczęśliwi, czujesz, że to twój błąd? Czy do twoich zadań należy zmiana ich odczuć na lepsze?

8. Czy uważasz, że cokolwiek zrobisz, i tak nigdy nie będzie to wystarczająco dobre dla rodziców?

9. Czy masz nadzieję, że pewnego dnia, w jakiś sposób, twoi rodzice zmienią się na lepsze?

Znajdziesz dużo pomocnych informacji w tej książce, nawet jeśli odpowiedziałeś twierdząco tylko na jedną trzecią powyższych pytań. Nawet jeżeli niektóre rozdziały wydają się nie pasować do twojej sytuacji, warto pamiętać, że wszyscy toksyczni rodzice, bez względu na rodzaj ich władzy, w zasadzie pozostawiają te same blizny. Przykładowo, twoi rodzice nie byli alkoholikami, ale chaos, brak stabilizacji i brak dzieciństwa, charakterystyczne dla domów alkoholików, są bardzo realne również dla dzieci innych toksycznych rodziców. Zasady i techniki powrotu do zdrowia są podobne dla wszystkich dorosłych dzieci toksycznych rodziców, tak więc namawiam, abyś nie pomijał żadnego rozdziału.

LISTA SPRAWDZAJĄCA WSPÓŁUZALEŻNIENIE

W odniesieniu do osoby będącej w tarapatach, bez względu na płeć, używam zaimka „on” jako zaimka uniwersalnego. Zdaję sobie sprawę, że również wielu mężczyzn znajduje się we współuzależniających związkach z głęboko udręczonymi żonami czy kochankami.

1. Rozwiązywanie problemów partnera czy też łagodzenie jego cierpienia jest najważniejszą sprawą w moim życiu – niezależnie od tego, ile mnie to kosztuje emocjonalnie.

2. Moje dobre samopoczucie zależy od akceptacji partnera.

3. Chronię partnera przed konsekwencjami jego postępowania. Kłamię, aby go osłonić, nigdy nie pozwalam innym źle o nim mówić.

4. Próbuję ze wszystkich sił nakłonić go do postępowania według moich wskazówek.

5. Nie zwracam uwagi na własne odczucia i potrzeby. Obchodzą mnie tylko odczucia i potrzeby partnera.

6. Zrobię wszystko, byle tylko mnie nie porzucił.

7. Zrobię wszystko, aby się na mnie nie gniewał.

8. Doznaję znacznie więcej namiętności w związku, który jest burzliwy i dramatyczny.

9. Jestem perfekcjonistką i obwiniam siebie za wszystko, co się nie udaje.

10. Z reguły czuję się wściekła, niedoceniana i wykorzystywana.

11. Udaję, że wszystko jest w porządku, choć tak nie jest.

12. Nie ma ważniejszej sprawy w moim życiu niż walka o utrzymanie jego miłości.

 

 Toksyczni rodzice

 

Książka, która zmieniła życie wielu dorosłym.
Bestseller „New York Times’a”, ponad milion sprzedanych egzemplarzy.

Pacjenci Susan Forward to ludzie niszczeni przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, obarczani winą, napastowani seksualnie, czy… nadmiernie chronieni. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że dorastali pod destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia.
Dzieci takich rodziców mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. Zawsze, nawet mimo faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, mimo kochającego partnera – niekochani, mimo życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.

Susan Forward – to jedna z najbardziej znanych amerykańskich psychoterapeutek, autorka wielu bestsellerów, oraz częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Jest zwolenniczką krótkoterminowej terapii skupiającej się na zmianie destrukcyjnych wzorców zachowań – nie leczy objawów, ale uzdrawia ich źródło. Według niej terapia jest najbardziej efektywna wtedy, gdy biegnie podwójnym torem z jednej strony zmieniając autodestrukcyjne zachowania, z drugiej zaś – uwalniając od traumy przeszłości. Jej książki od lat cieszą się ogromnym powodzeniem, a zwłaszcza  „Gdy twój partner łże jak pies”, „Toksyczni teściowie”, „Toksyczne namiętności” oraz „Szantaż emocjonalny”.

ODBIERZ PREZENTY>>>

JAK TOKSYCZNI RODZICE WPŁYWAJĄ NA CIEBIE

Prawie wszyscy dorośli, dzieci toksycznych rodziców, bez względu na to, czy byli bici jako malcy, czy pozostawiani samym sobie, seksualnie znieważani czy traktowani jak głupcy, przesadnie chronieni czy też przeciążeni poczuciem winy cierpią na zaskakująco podobne symptomy: zachwianie poczucia własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. W pewien sposób wszyscy oni czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że dzieci toksycznych rodziców, czasami świadomie, czasami nieświadomie, same siebie winią za rodzicielskie zniewagi. Bezbronnemu, zależnemu od rodziców dziecku łatwiej jest poczuć się winnym i zasłużyć na gniew tatusia za zrobienie czegoś „złego”, niż uznać przerażający fakt, że tatusiowi, który powinien je otaczać opieką, nie można zaufać.

Kiedy te dzieci stają się ludźmi dorosłymi, nadal dźwigają ciężary winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia. Badanie psychologicznego pulsu

Nie zawsze łatwo wywnioskować, czy twoi rodzice są, lub byli, toksyczni. Wiele osób ma trudne związki z rodzicami. Nie świadczy to jednak o tym, że rodzice są emocjonalnie destrukcyjni. Sporo osób uświadamia sobie, że prowadzi wewnętrzną walkę, zastanawiając się, czy byli źle traktowani w przeszłości, czy też są przewrażliwieni w teraźniejszości.

TOKSYCZNI RODZICE

Susan Forward – to jedna z najbardziej znanych amerykańskich psychoterapeutek, autorka wielu bestsellerów, oraz częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Jest zwolenniczką krótkoterminowej terapii skupiającej się na zmianie destrukcyjnych wzorców zachowań – nie leczy objawów, ale uzdrawia ich źródło. Według niej terapia jest najbardziej efektywna wtedy, gdy biegnie podwójnym torem z jednej strony zmieniając autodestrukcyjne zachowania, z drugiej zaś – uwalniając od traumy przeszłości. Jej książki od lat cieszą się ogromnym powodzeniem, a zwłaszcza  „Gdy twój partner łże jak pies”, „Toksyczni teściowie”, „Toksyczne namiętności” oraz „Szantaż emocjonalny”.

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Jaki jest toksyczny rodzic

„Wszyscy rodzice od czasu do czasu popełniają błędy. Ja sama popełniłam kilka strasznych błędów wobec moich dzieci, co było powodem niemałego bólu dla nich i dla mnie. Żaden rodzic nie może być emocjonalnie otwarty przez cały czas. Jest to całkowicie normalne, że rodzice czasami krzyczą na swoje dzieci. Wszyscy rodzice od czasu do czasu bywają zbyt władczy. Większość rodziców, nawet jeśli zdarza się to rzadko, sprawia lanie swoim dzieciom. Czy z powodu tych uchybień należy uznać ich za okrutników?

Oczywiście, że nie. Rodzice są tylko ludźmi i mają mnóstwo własnych problemów. Większość dzieci znosi okazjonalne wybuchy złości dopóty, dopóki otrzymuje, jako przeciwwagę, dużo miłości i zrozumienia.

Jest niestety wielu rodziców, których negatywne wzorce zachowań w sposób stały i dominujący wpływają na życie dziecka. To są właśnie rodzice, którzy wyrządzają krzywdę.

Kiedy szukałam zwrotu opisującego wspólną cechę łączącą tych szkodzących rodziców, przyszło mi do głowy słowo „toksyczni”. Emocjonalne wyniszczenie spowodowane przez rodziców, podobnie jak chemiczna trucizna, rozchodzi się w dziecku. Wraz z rozwojem dziecka rośnie również odczuwany przez nie ból. Czyż jest lepsze słowo niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, nawet kiedy dzieci są już dorosłe?

Ale nie zawsze musi to być oddziaływanie systematyczne lub długotrwałe. Zniewaga seksualna czy fizyczna może być tak traumatyczna, że często pojedyncze zdarzenie wystarczy, aby spowodować ogromną emocjonalną szkodę.

Niestety, wychowywanie dzieci, ta jedna z najbardziej istotnych umiejętności, jest nadal w dużej mierze wysiłkiem polegającym na przetrzepywaniu skóry. Nasi rodzice nauczyli się tego przede wszystkim od ludzi, którzy wcale nie musieli być w tym tacy dobrzy – od swoich własnych rodziców. Wiele uświęconych tradycją technik wychowawczych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, to po prostu złe rady ukryte pod maską ludowej mądrości.”

TOKSYCZNI RODZICE

Książka, która zmieniła życie wielu dorosłym.
Bestseller „New York Times’a”, ponad milion sprzedanych egzemplarzy.

Pacjenci Susan Forward to ludzie niszczeni przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, obarczani winą, napastowani seksualnie, czy… nadmiernie chronieni. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że dorastali pod destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia.
Dzieci takich rodziców mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. Zawsze, nawet mimo faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, mimo kochającego partnera – niekochani, mimo życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Komunikacja niewerbalna – kontrowersje wyjaśnione

Wiesz, że interesuję się komunikowaniem się ludzi. Niedawno trafiłem na wywiad z profesorem Dariuszem Dolińskim, który po raz któryś już burzy mit pokutujący od wielu lat a mówiący, że większość naszej komunikacji odbywa się na poziomie niewerbalnym. Oto pytanie i, przyznaj, dość ostra odpowiedź Dolińskiego:

„Jak ocenia pan poziom publikacji popularyzatorskich z dziedziny psychologii biznesu, wywierania wpływu itp.? Nie operują one zbyt dużymi uproszczeniami?

Czytałem naprawdę bardzo dobrze napisane przez praktyków książki – oczywiście nieco upraszczające, ale z konieczności. Jednak niektóre pozycje, szczególnie z obszaru komunikacji niewerbalnej, to rzeczy jeżące włos na głowie.

Na przykład powtarzanie (rzekomych zresztą) odkryć Alberta Mehrabiana na temat tego, że głównie komunikujemy się w sposób niewerbalny i jest to najważniejszy sposób komunikacji – to jest już klasyka bełkotu. I to bardzo groźna, ze względu na powszechność tych twierdzeń.

Wie pan, powiedzenie komuś, że najważniejsze jest to, czy mówi sensownie, czy nie, jest rzeczą oczywistą i mało spektakularną. Natomiast powiedzenie komuś, że wszystko zależy od tego, jak trzyma ręce i w jaki sposób marszczy czoło, robi na ludziach ogromne wrażenie – ale niestety jest to bełkot.”

Tak więc skupmy się na tym co ważne w komunikowaniu się, czyli na tym CO i JAK mówimy a z pewnością będzie to skuteczna komunikacja.

Przemek Pufal

 

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

 

Dominujące style uczenia się

 

 Fragment ebooka „Ale urwał!”  Andrzeja Bubrowieckiego>>>

 Wzrokowiec z dominacją lewej półkuli (W – L)

Najszybciej uczy się, czytając, oglądając wykresy, schematy, obrazy i grafiki. Szczególnie szybko zapamiętuje informacje wyrażone słowami, cyframi i liczbami. Porządkuje swoje dane; lubi systematykę, kategoryzację i porządek w gromadzonych informacjach. Najlepiej pracuje na notatkach linearnych. Lubi mieć przed sobą przygotowany wcześniej plan pracy.

Najchętniej korzysta z opracowanych w punktach strategii działania. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego z wykładowcą ułatwia mu koncentrację.

Wzrokowiec z dominacją prawej półkuli (W — P)

Najłatwiej przyswaja informacje przedstawione w postaci obrazów, rysunków, plansz, zdjęć, kolorów i relacji przestrzennych. Chętnie korzysta z wszelkich materiałów wizualnych. Ma tendencje do koncentracji na całości; kieruje się przyswajaniem wiedzy od syntezy (ogółu) do analizy (szczegółu). Lubi język obrazowy, bogaty w metafory i barwne opisy. W notowaniu szczególnie przydatne są dla niego mapy myśli.

Słuchowiec z dominacją lewej półkuli ( S — L)

Najlepiej koncentruje uwagę i uczy się, słuchając. Lubi więc wykłady, prezentacje, płyty, kasety i materiały audio (mp3) oraz dyskusje. Jest uporządkowany, szybko przyswaja informacje przedstawione szczegółowo krok po kroku według jasnej systematyki. Zapamiętuje lepiej, gdy czyta na głos i w trakcie rozmowy na dany temat. Jest wrażliwy na punkcie języka, w którym odbiera informacje — jego ton, barwę, głośność. Szybko rozumie sens słyszanych słów, bez potrzeby silnego angażowania wyobraźni. W czasie czytania powinien często zadawać sobie pytania na temat poznawanych treści.

Słuchowiec z dominacją prawej półkuli (S — P)

Najlepiej uczy się, słuchając. W nauce pomaga mu muzyka.

Jest wyczulony na rytm, co powoduje, że np. łatwiej zapamiętuje rymowanki oraz te informacje, przy nauce których rytm jest obecny (wystukuje go palcami, nogą, nuci, wyobraża sobie informacje, „słysząc” skojarzone z nimi dźwięki). Lubi i zapamiętuje demonstracje na żywo i konstrukcje trójwymiarowe ze względu na pamięć wizualno – przestrzenną charakterystyczną dla dominacji prawej półkuli.

Najlepiej gdy wizualizuje czytany tekst, tworząc w wyobraźni dynamiczne, ruchome obrazy z efektami dźwiękowymi.

Kinestetyk z dominacją lewej półkuli (K — L)

Najszybciej uczy się, angażując swoje mięśnie w procesy poznawcze. Lubi brać udział w grach dydaktycznych,  „odgrywać role”, uczestniczyć w przygotowanych symulacjach sytuacyjnych. Najskuteczniej uczy się poprzez modelowanie. Lepiej się czuje, gdy w czasie nauki może chodzić lub kołysać się na nogach. Uczy się doskonale na modelach i schematach. Lubi pracować na materiale dobrze zorganizowanym i usystematyzowanym, który może przyswajać krok po kroku. Chętnie planuje, lubi pisać, rysować i robić to, co pozwoli mu zaangażować jak najwięcej mięśni. Przy rozwiązywaniu zadań i problemów szuka analogii z realnym życiem.

Kinestetyk z dominacją prawej półkuli (K — P)

Lubi uczyć się w ruchu. Zapamiętuje najlepiej to, co robił i w czym brał czynny udział. Nie potrzebuje szczegółowych instrukcji, od razu bierze się do działania. Dużą rolę w przyswajaniu nowych informacji odgrywają u niego emocje i intuicja — uczy się metodą prób i błędów. W procesie poznawczym kieruje się zasadą od ogółu do szczegółu. Bardzo dobrze przyswaja nową wiedzę, odwołując się do jej praktycznego zastosowania w życiu. Informacje zapamiętuje, tworząc w wyobraźni dynamiczne obrazy z własnym udziałem. Najchętniej korzysta z pomocy dydaktycznych, które może dotykać, przestawiać, łączyć w konstrukcje.

Sprawdzają się w jego przypadku plansze i tablice, na których można pisać i rysować. Motywuje go rywalizacja. Powinien uczyć się w spokojnym miejscu, tak aby nie rozpraszał go jakikolwiek ruch w otoczeniu. Pracuje szybko, w sposób impulsywny.

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Urodziny Psychorada.pl

Oto co Psychorada.pl przygotowała na swoje 4. urodziny

1.Prezent za rejestrację

Każdy kto zarejestruje nowe konto w Psychoradzie otrzyma w prezencie:

1. dostęp do biblioteczki Psychorady, w której znajdzie 10 darmowych ebooków

2. narzędzie monitorujące nastrój i satysfakcję ze związku

3. kurs „Wolność w kreowaniu swojej rzeczywistości”

4. oraz artykuły i bezpłatne porady.

 

2. Psychorada oferuje dostęp do wszystkich produktów z    oferty z rabatem 25%.

To wyjątkowe poradniki, szkolenia,

   Internetowy Program Zmiany Osobistej  oraz

   profesjonalne poradnictwo naszych specjalistów psychologów.

 Wystarczy wpisać ten kod rabatowy:

   N5LwLkwt

   w II kroku składania zamówienia.

 

3. Prezent za dokonanie zakupu

Przez cały miesiąc będą dodawać GRATIS do każdego opłaconego zamówienia wartościowy upominek. Niezależnie od tego, co zamówisz – otrzymasz prezenty warte dokładnie 39,94 zł.

Tym prezentem są 2 ebooki:

     – „Jak skutecznie zwiększać jakość swojego życia”

     – „Sekret Rafaela” – powieść motywacyjna.

 

4.  Pakiety z rabatem nawet 70%

Co tydzień będzie można wybrać dla siebie coś atrakcyjnego z pośród nowych pakietów . Ilość pakietów jest ograniczona i nie planują powtarzania sprzedaży.

>   Pakiet menedżera sukcesu =  1 konsultację psychologa +

    1 e-poradnik +  1 audiobook + 1 wersję drukowaną poradnika +

    1 e-szkolenie psychologiczne  + 8 bonusów! A to wszystko

    z rabatem 50%

    Pakiet menedżera sukcesu>>> 

 

 >  Pakiet dla osób chcących wyjść z kryzysu =  1 konsultację

   psychologa + 1 e-poradnik +  1 e-trening psychologiczny +

   1 relaksację  + 1 bonus niespodziankę! A to wszystko

   z rabatem 45%

   Pakiet dla osób wychodzących z kryzysu>>> 

 

>   Pakiet dla poszukujących swojego miejsca w życiu

  =  3 ebooki + 2 konsulatcje + 1 relaksacja  + 1 szkolenie +

  1 audiobook. A to wszystko z rabatem 46%

    Pakiet dla poszukujących swojego miejsca w życiu>>>

 

 >  Pakiet udoskonalający relacje partnerskie w związku

  z rabatem 33%.

Pakiet dla udoskonalających relacje partnerskie w związku>>>

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: