wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘przedsiębiorczośc’

Analiza własnych wydatków i przychodów

Zanim poznasz moje kolejne wskazówki, uważam, że dobrze dla Ciebie będzie, jeżeli jasno stwierdzisz, jak wygląda Twój budżet. Po wykonaniu tego ćwiczenia poznasz prawdę o swoich finansach. Poniżej przedstawię Ci tabelkę z listą wydatków i rubrykami, w które wpisz, ile wydajesz na konkretną pozycję. Istnieją regularne wydatki, których nie ponosisz co miesiąc (np. prezenty, naprawy auta itd.), proponuję wtedy zastanowić się, ile wydajesz w sumie w ciągu roku i podzielić przez 12 miesięcy.

Wydatek Kwota (PLN)

Jedzenie (wpisz wszystkie produkty, łącznie z napojami i alkoholem) Utrzymanie nieruchomości (wpisz wszystkie koszty utrzymania, tj. czynsz, gaz, prąd, ogrzewanie, wywóz śmieci…)

Media (telefon stacjonarny, internet, telefony komórkowe, telewizja kablowa)

Wydatek Kwota(PLN)

Raty kredytów (wszystkie raty: hipoteka, pożyczki, kredyty gotówkowe, zakupy na raty, a także  koszt obsługi Twojego konta bankowego) Debet w rachunku (wartość debetu pomnóż

przez 1,5% — to da Ci średnie obciążenia odsetkowe na miesiąc) Karty kredytowe (sumę limitów z kart kredytowych pomnóż przez 5% — to da Ci średnie  obciążenia odsetkowe na miesiąc) Utrzymanie samochodów (do benzyny dodaj łączny koszt napraw, przeglądów i ubezpieczenia w ciągu roku, podzielone przez 12) Prasa i bilety komunikacji miejskiej Ubezpieczenia (ubezpieczenie grupowe w pracy, ubezpieczenie na życie, ubezpieczenia majątkowe, III filar, inne ubezpieczenia) Prezenty (na urodziny, rocznice, święta itp., zsumuj wszystkie okazje i podziel przez 12) Ubrania i buty (swoje, dzieci, męża, żony i kochanki — wszystkie) Środki czystości, kosmetyki Zdrowie (lekarstwa, prywatne wizyty u lekarzy, fitness itp.)

Wydatek Kwota (PLN)

Edukacja (kształcenie dzieci, siebie, zakup książek, audiobooków, czesne za szkoły dzieci, studia, kursy itp.)

Rozrywka (kino, teatr, restauracje, puby) Wczasy (dodaj sumę, którą wydajesz co roku na wczasy, długie weekendy, wypady za miasto itp. i podziel przez 12)

Nieplanowane wydatki (po prostu przeanalizuj te ostatnio poniesione i uśrednij wartość) Amortyzacja nieruchomości i sprzętu (co roku wymieniasz jakiś sprzęt w domu: pralkę, telewizor, odkurzacz, kupujesz coś nowego, zmieniasz meble, obrazy, wykonujesz również prace remontowe, np. malowanie itp. Zsumuj wszystko i podziel przez 12)

Działalność charytatywna (a także działalność na rzecz wspólnoty lokalnej, wyznaniowej itp.) Inne (tu wpisz wszystko to, czego nie wymieniłem w rubrykach powyżej) ………….

Suma uśrednionych miesięcznych wydatków

Wiem, że część pozycji może Ci się wydać na pierwszy rzut oka niezrozumiała. Możesz powiedzieć: „Po co wpisywać co miesiąc wczasy, jak jadę na nie raz w roku?” To, że nie ponosisz konkretnego wydatku co miesiąc, nie znaczy oczywiście, że uda Ci się znaleźć na niego pieniądze znikąd. Myślimy najczęściej w kategorii miesięcznych wypłat, więc aby wiedzieć, ile miesięcznie trzeba zarabiać, by nasz budżet zamknął się w skali

roku, proponuję uśrednić ponoszone wydatki.

Jeżeli rzetelnie wykonałeś ćwiczenie, to właśnie poznałeś swój prawdziwy koszt utrzymania. Być może już teraz wiesz, gdzie są Twoje pieniądze. Zawsze jestem zdania, że trzeba skupiać się na maksymalizacji przychodu, a nie na szukaniu mikrooszczędności, ale skoro zestawiłeś już swoje wydatki, zerknij, proszę, na nie i poszukaj tych, które Twoim zdaniem są zbędne i które można bez wahania wyeliminować.

To pokaże Ci, czy jest szansa na to, że już teraz znajdziesz w swoim budżecie środki na planowanie inwestycji. Jeżeli szukasz oszczędności, to lepiej nie myśl w kategoriach:

„Czego nie potrzebuję?”. Z reguły jest to mało skuteczne.

Lepiej postaraj się pomyśleć: „Gdybym musiał zredukować wydatki miesięcznie o 500 zł, to z czego zrezygnuję?”.

Skoro wiesz już, ile kosztuje Cię Twoje utrzymanie, warto w tym momencie sprawdzić, w jaki sposób na nie zarabiasz. Podejrzewam, że kwota wydatków, którą przed chwilą ustaliłeś, może być większa niż Twoja pensja. Musisz się więc teraz upewnić, czy masz dodatkowe źródła dochodu, czy też po prostu systematycznie zwiększasz swoje zadłużenie.

Żeby to zrobić, trzeba dokładnie zbadać źródła swoich przychodów. Poniższa tabelka z pewnością będzie dla Ciebie łatwiejsza do uzupełnienia. W przypadku nieregularnych wpływów, uśrednij je, proszę, dzieląc sumę przez 12.

Źródło przychodu  Miesięczny wpływ

Umowa o pracę (wpisz kwotę, która wpływa na Twój rachunek)

Własna działalność gospodarcza (wpisz kwotę dochodu po opodatkowaniu i zapłaceniu ZUS-u)

Premie od pracodawcy

Drobny handel (może sprzedajesz coś przez internet?)

„Fuchy” (prace dodatkowe na umowę zlecenie, umowę o dzieło lub bez umowy)

Dochód pasywny (inwestycje kapitałowe, odsetki, dochód z najmu, prawa autorskie itp.)

Wsparcie rodziny

Wsparcie państwa (renta rodzinna, zdrowotna, dodatki pielęgnacyjne lub inne)

Suma uśrednionych miesięcznych przychodów

Właśnie dowiedziałeś się, ile tak naprawdę zarabiasz.

Masz więc wiedzę o swoich kosztach i przychodach.

Już nie powiesz: „Nie wiem, gdzie są moje pieniądze”.

Teraz, aby posunąć się o krok dalej, musisz jak dobry lekarz przyjrzeć się kilku objawom:

1. Jeżeli suma Twoich przychodów jest mniejsza niż suma kosztów, to bardzo źle — wykrwawiasz się.

2. Jeżeli suma Twoich przychodów pokrywa się z sumą kosztów, to znaczy, że zachowujesz równowagę.

3. Jeżeli suma Twoich przychodów przewyższa sumękosztów — jesteś bezpieczny.

Zadam Ci jeszcze kilka pytań dodatkowych:

1. Czy dysponujesz oszczędnościami, które pozwoliłyby Ci utrzymać się przez pół roku, w razie gdybyś stracił cały swój przychód?

2. Jeżeli Twój przychód jest większy niż suma kosztów, co robisz z nadwyżką finansową?

3. Co musiałbyś zrobić, by za 3 miesiące zwiększyć swój przychód o 100%? Wiem, że może Ci się to wydawać mało realne, ale w tym momencie odrzuć logikę.

Złam schemat i zastanów się nad tym. Jeśli masz problem z tym pytaniem, zadaj je swojemu dziecku.

Często jego odpowiedzi mogą być dla nas bardziej przydatne niż utarte ścieżki myślenia dorosłych.

Fragment Zarabianie prawdziwych pieniędzy

Autor: Bartosz Nosiadek

ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak spłacić kredyt i zarobić

 Właśnie zostajesz swoim doradcą finansowym

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się spotkać z doradcą finansowym? Ja miałem takich spotkań bardzo dużo.

Sam szkoliłem doradców, więc jest to dla mnie środowisko dobrze znane. Być może nie zdziwi Cię fakt, że z grupy około 150 000 osób w Polsce, które przedstawiają się jako „doradca finansowy”, tak naprawdę nie  więcej niż 10% mówi prawdę. Fakt, że ktoś posiada na swojej wizytówce tytuł „doradca finansowy”, świadczy jedynie o tym, że dysponuje kwotą 15 zł na wydruk wizytówek.

Każdy może takie mieć.

Znaczna większość doradców to osoby zatrudniane na umowę współpracy (samozatrudnienie w ramach własnej działalności gospodarczej). Ich wynagrodzenie wynika najczęściej tylko i wyłącznie z prowizji za sprzedane usługi finansowe. Ta forma zatrudnienia jest całkiem rozsądna, natomiast problem polega na tym, że bardzo wielu agentów i doradców rekrutowanych jest metodą „na lusterko”:

osoba oceniająca kandydata przykłada lusterko w pobliże ust młodego adepta. Jeżeli pojawia się na nim para i aplikant oddycha, to znaczy, że się nadaje…

Ta anegdota tworzy pewną przykrą rzeczywistość rynku, na którym pracuje grupa ludzi wykonująca kawał dobrej, ciężkiej roboty, i cała rzesza osób, które „przez przypadek” rozpoczęły swoją karierę w finansach. Nie chcę przez to powiedzieć, że do zawodu agenta ubezpieczeniowego lub doradcy finansowego nie powinny być dopuszczane nowe osoby. To byłoby sprzeczne z zasadami zdrowej konkurencji. Chcę Cię jedynie, drogi Czytelniku,  uczulić na sprawdzenie tego, czy przed Tobą stoi

osoba, na której poradzie możesz polegać, czy też masz przed sobą bardziej lub mniej doświadczonego sprzedawcę, który po przejściu progu Twojego domu już wie, co Ci sprzeda. Później powiem Ci, jakie pytania należy zadać swojemu doradcy, aby zweryfikować jego kompetencje.

Powiem Ci też to, czego nie powie Ci żaden doradca finansowy. Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale z powodzeniem sam możesz zostać swoim najlepszym doradcą. Kiedy przystąpisz do prostej analizy własnych finansów, bądź jak lekarz, który widzi Cię pierwszy raz na oczy. Kieruj się kolejnością: sprawdzenie objawów, rozpoznanie, diagnoza i zalecenia.

Byliśmy kiedyś z żoną na seminarium dotyczącym finansów, prowadzonym przez znanego eksperta z tej  dziedziny, dr. Andrzeja Fesnaka. Poznałem tam rewelacyjne hasło. Zdaniem autorów seminarium większość ludzi zarządza swoimi pieniędzmi zgodnie z zasadą NMPGSMP:

N — nie

M — mam

P — pojęcia

G — gdzie

S — są

M — moje

P — pieniądze

Mogę Wam powiedzieć o jeszcze jednej strategii stosowanej przez około 90% Polaków. Jest to strategia CJ25KBAD10D:

C — cholera

J — już

25 — dwudziesty piąty

K — kasy

B — brak

A — a

D — do

10 — dziesiątego

D — daleko

Gdy wybuchł kryzys finansowy, z którym mieliśmy okazję się zetknąć, pojawiło się też łatwo wpadające w ucho określenie „pokolenie NINJA”. Można je tłumaczyć jako:

N — no

I — income

N — no

J — job

A — asset’s

Czyli pokolenie bez przychodu, bez pracy i bez aktywów.

Te gry słowne mają na celu zrozumienie czegoś istotnego w naszych rozważaniach. Większość trzeźwo myślących, wykształconych ludzi woli nie wiedzieć, ile tak naprawdę wydaje pieniędzy. Gdyby na świecie nie istniały kredyty i pożyczki, to nigdy nie wydałbyś więcej, niż zarobiłeś. Obecny system finansowy umożliwia wydawanie o wiele większych pieniędzy niż te, którymi faktycznie dysponujesz. To powoduje, że musisz być bardzo czujny, ponieważ w jednej chwili możesz zostać bankrutem. Znam bardzo wielu ludzi (siebie również  wliczam w tę grupę), których marzenia są większe niż ich możliwości finansowe, a to często prowadzi do nierozsądnego korzystania z kredytów i wpadnięcia w pętlę

kredytową. Podam Wam pewien przykład:

Cztery lata temu postanowiłem zaciągnąć pierwszy kredyt.

Był to limit w rachunku prywatnym na 10 000 zł.

Tłumaczyłem to sobie tak: zaczynam inwestować na giełdzie papierów wartościowych, na rynku pojawia się wiele atrakcyjnych ofert publicznych (PGNIG SA, RUCH SA i inne), więc ta rezerwa finansowa pozwoli mi zwiększyć liczbę zakupionych akcji i dzięki temu zarobię na kredycie. Logika była dobra. Dźwignią finansową posługuję się do dziś i to rozwiązanie się sprawdza.

Korzystając z tych pieniędzy, faktycznie dwa razy zakupiłem akcje i zarobiłem na nich. Miałem już 12 000 zł do dyspozycji. Po cichu policzyłem, że jak tak dalej pójdzie, to za 3 lata będę już żył tylko i wyłącznie z giełdy. Nie wziąłem jedynie pod uwagę jednego czynnika — siebie.

Po dwóch udanych giełdowych inwestycjach pojawiła się potrzeba. Brałem wtedy ślub i wprowadzaliśmy się z żoną do wspólnego mieszkania. Miałem pieniądze na wykonanie kuchni wraz ze sprzętem AGD. Została kwestia

podróży poślubnej. Marzyła się nam Dominikana.

Jak sądzicie, skąd wziąłem na to pieniądze? Ano stąd, że miałem dostępny limit w rachunku. Wyczyściłem go do zera z myślą: „Zarabiam, stać mnie, uzupełnię ten limit w przyszłym miesiącu”. Jak sądzisz, co się stało? W następnym miesiącu nie miałem „wolnych” 10 000 zł, żeby zamknąć limit. Miałem co najwyżej 1000 zł…

Podróż poślubna była rewelacyjna, bawiliśmy się znakomicie, ale uważam, że niepotrzebnie brałem aparat  fotograficzny, bo ten wyjazd i bez zdjęć pamiętałem przez cały kolejny rok. Najczęściej przypominał mi się, kiedy płaciłem odsetki z debetu…

Żyjemy w świecie, w którym tak naprawdę bardzo  szybko można zrealizować swoje marzenia. Kiedy słucham opowieści rodziców, jak przez 5 lat płacili ratę, żeby mieć możliwość ubiegania się o „malucha”, to nie dowierzam własnym uszom. Dzisiaj możesz mieć, co chcesz. Nawet jak nie masz pieniędzy.

Jeżdżę kilkuletnim samochodem typu kombi, który jest całkiem dobry i bezpieczny, natomiast tak jak każdy normalny facet marzę o nowiuśkim sportowym audi czy mercedesie. Gdybym w tej chwili pojechał do salonu, to pewnie mógłbym go kupić. Dostałbym kredyt albo wziąłbym go w leasing i jeśli nie wybrzydzałbym co do koloru i modelu, to pewnie mógłbym w ciągu tygodnia zacząć jeździć tym wymarzonym autem. Perspektywa — przyznam — jest dość kusząca. Trzeba tylko pamiętać, co ze sobą niesie. Gdybym tak zrobił, płaciłbym przez kolejne 4 lata po 3000 zł na miesiąc.

Czy powinienem pomyśleć teraz: „Nie stać mnie na to?”. Absolutnie nie. Myślę raczej: „Jak mogę to kupić?

Co należałoby zrobić?”. To, co jednak przychodzi mi do głowy w pierwszej chwili, to kupić dom do remontu w ładnej lokalizacji (kupić oczywiście z kredytu hipotecznego), dobrać do kredytu kwotę potrzebną na remont i dobre zagospodarowanie terenu. Wyremontowałbym taki dom na błysk i sprzedał. Na takiej transakcji można zarobić 60 000, może 70 000 zł. Przeprowadź dwie takie transakcje (w ciągu roku na pewno zdążysz) i masz swojego mercedesa bez kredytu.

Fragment Zarabianie prawdziwych pieniędzy

Autor: Bartosz Nosiadek

ODBIERZ PREZENTY>>>

Bogaci ludzie. Jak zostać bogatym?

Chciałbym napisać Ci teraz kilka słów o przekonaniach na temat pieniędzy. Zanim to zrobię, odpowiedz sobie w głowie na proste pytanie: czy chciałbyś być bogaty?

Przejdźmy teraz do tego, co myślisz o bogactwie. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale Twoje przekonania na temat pieniędzy są bardzo ważne. Przeprowadzimy teraz test, żeby sprawdzić, co tak naprawdę myślisz o pieniądzach i ludziach, którzy je zarabiają. Zastanów się w tym momencie, co sądzisz o prawdziwych bogaczach.

Poniżej wypiszę Ci zestaw twierdzeń i cech, a Twoim zadaniem jest wpisać „tak” obok zdania lub cechy, jeżeli się z nią zgadzasz, lub „nie”, jeżeli twierdzisz, że opis lub cecha nie pasuje do majętnych ludzi:

Pierwszy milion trzeba ukraść ………..

W dzisiejszych czasach ciężko jest uczciwie zarobić duże pieniądze ………..

Bogaci ludzie z pewnością nie mają szczęśliwego życia rodzinnego ………..

Najbogatsza osoba w moim mieście to prawdziwy oszust ………..

Wolę być biedny i szczęśliwy niż bogaty i zepsuty ………..

Najbogatsi ludzie to w większości filantropi ………..

Bogaci ludzie to uczciwe osoby, które dorobiły się ciężką pracą i dobrymi pomysłami ………..

Żeby się dorobić, trzeba oszukiwać i rozpychać się łokciami ………..

Wielu bogatych ludzi zarobiło duże pieniądze dzięki temu, że dużo dają innym i dzielą się ze światem swoim bogactwem ………..

Bogacz zawsze wykiwa Cię w interesach ………..

Bogaci ludzie oszukują na podatkach ………..

Większość bogatych ludzi zarobiła pieniądze, idąc po trupach ………..

Przejdźmy teraz do cech i opisów bogaczy:

Złodziej ………..

Korupcja ………..

Chciwość ………..

Uczynność ………..

Uczciwa praca ………..

Troska o drugiego człowieka ………..

Miłość ………..

Wyłudzenia ………..

Defraudacja ………..

Oszust ………..

Koleżka ………..

Bezprawie ………..

Wyzyskiwacz ………..

Hojny ………..

Uczciwość w interesach ………..

Bezwzględność ………..

Drogi Czytelniku, zadam Ci teraz 3 proste pytania.

Pierwsze: „Czy odpowiedziałeś tak, kiedy zapytałem Cię, czy chcesz być bogaty?”, drugie: „Jaki obraz bogatej osoby wynika z Twoich odpowiedzi w powyższym ćwiczeniu. Jest to obraz dobry czy fatalny?”, no i najważniejsze, trzecie: „Jeżeli odpowiedziałeś tak na pierwsze pytanie, to czy chcesz być osobą, która wynika z Twojego opisu cech ludzi bogatych?”.

Zastanów się, proszę, przez chwilę. Czy możesz w normalnych warunkach zostać kimś, kim gardzisz? Osobą, którą uważasz za zepsutą i kłamliwą?

Gdybym miał odpowiedzieć na przedstawiony zestaw cech i opisów kilka lat temu, jest wielce prawdopodobne, że zrównałbym bogaczy z błotem. Dlaczego?

Jak masz opisać coś, czego nie znasz? Równie dobrze mógłbym opisywać widok Ziemi z Księżyca. Problem polega na tym, że jak czegoś nie doświadczyłeś, to bazujesz tylko na tym, co myślą osoby, które Cię otaczają.

Statystyka jest bezwzględna, powinno otaczać Cię około 95% ludzi, którzy źle myślą o pieniądzach i ludziach bogatych. Obawiam się, że skoro to miało zły wpływ na mnie, na Ciebie również może mieć taki.

Zacząłem sobie zadawać pytanie, które przed chwilą zadałem Tobie. Myślałem: „Rozkręcam firmę, chcę zarabiać większe pieniądze, chcę być zamożny i niezależny.

Jak mogę taki zostać, jeżeli źle myślę o ludziach, którzy to już osiągnęli?”. Postanowiłem sobie wtedy, że będę brał z nich wzór i… zaskoczyło! Ruszyłem z impetem do przodu. Bardzo dużo dało mi to, że sprzedając ubezpieczenia, spotykałem się z mnóstwem ludzi, również z zamożnymi. Początkowo ich nie rozumiałem, ale z czasem zacząłem się od nich uczyć. Doszedłem do wniosku, że ludzie bogaci to osoby uczciwe, posiadające silny charakter i kierujące się pozytywnymi wartościami. Nieraz okazywały się bezinteresowne.

Wielokrotnie otrzymywałem od nich porady, zupełnie za darmo, choć ich wiedza była cenniejsza niż roczna wartość mojej pracy.

Możesz oczywiście teraz pomyśleć: „Jak to? Czy na świecie nie ma bogatych łajdaków?”. Pewnie, że są. Tak samo jak istnieją księża pedofile, skorumpowani policjanci i lekarze-łowcy skór. Niestety taki margines widać najwyraźniej. Ich liczba nie przekracza pewnie nawet kilku procent całej reszty uczciwych. Mimo iż stanowią mniejszość, rzutują na wszystkich pozostałych i psują opinię swojej grupie społecznej czy zawodowej. Co więc czynić? Radzę Ci, skup się na tych dobrych wzorcach i nie martw tym, że po świecie chodzą też łajdaki.

Jeżeli wciąż chciałbyś mieć więcej pieniędzy, zacznij myśleć dobrze o ludziach, którzy je zarabiają oraz myśl pozytywnie o samych pieniądzach. Poniżej zaproponuję Ci kilka zachowań, które w prosty sposób przybliżą  Cię do tego typu myślenia.

1. Ilekroć dostajesz rachunek (prąd, telefon, gaz itp.), jeżeli możesz, zapłać go od razu, pierwszego dnia, kiedy go otrzymałeś. Ciesz się w głębi serca tym, że możesz go opłacić i pomyśl, że uiszczona kwota wróci do Ciebie po dziesięciokroć.

2. Widzisz, że przed Tobą jedzie luksusowe auto. Pomyśl:

„Ale on ma rewelacyjne auto! Też będę kiedyś takim jeździł”, zamiast: „Ale ten gość się wlecze! Ma takie auto, a jeździ jak łamaga!”.

3. Dostajesz premię, niespodziewane pieniądze — podziel się nimi! Zrób natychmiast przelew na fundację, którą podziwiasz. Podziel się z kimś potrzebującym.

Wystarczy drobna kwota, a Twoje pozytywne nastawienie do dzielenia się zacznie przyciągać zarobkowe okazje do Twojego życia. Ta zasada jest najbliższa mojemu sercu. Uwierz mi, ilekroć bezinteresownie wspieram jakieś słuszne działanie, Fortuna odwdzięcza mi się nie dziesięciokrotnie, a stukrotnie. Ważne jest to, abyś przekazał pieniądze osobie lub instytucji, która Cię inspiruje i której bardzo chcesz pomóc.

Jeśli zrobisz to, bo czujesz, że musisz, to pamiętaj — nic z tego nie wyjdzie. Najlepsza rzecz, którą możesz w tej chwili zrobić, to znaleźć w internecie fundację, którą popierasz, lub osobę w potrzebie, i przelać jej bezinteresownie np. 100 zł, nawet jeśli Ci ich brakuje i musiałbyś skorzystać z debetu. Wiesz, na co Rockefeller  wydał swojego pierwszego dolara? Pomógł biedakowi, który nie miał pieniędzy na chleb.

Nie chcę Cię na siłę przekonywać. Zrób to i sam zobaczysz, jak się poczujesz.

4. Spłacając ratę kredytu, myśl: „Ekstra, właśnie zmniejszyłem kapitał do spłaty, chciałbym zapłacić dwie raty naraz!” zamiast: „Tonę w długach, jak tak dalej pójdzie, to komornik wywiezie mnie z mieszkania na taczce”.

5. Dawaj hojne napiwki. Pamiętaj, że świat odda Ci to, co sam mu dajesz, a odmierzą Ci taką miarą, jaką Ty  sam odmierzasz.

6. Nie „dziaduj”. Kiedy podejmujesz decyzję, że nie kupisz sobie lepszej wędliny, tylko skorzystasz z promocji „5% mięsa w parówce gwarantowane”, wysyłasz do swojej podświadomości sygnał: nie jestem tego warty.

7. Nigdy nie myśl: „Nie stać mnie na to…”, myśl raczej: „Jak mogę to kupić?”.

8. Nie bój się nosić pieniędzy w portfelu. Wybierz 1000 zł z bankomatu, zamień je na euro i włóż do tylnej przegródki portfela. Noś je cały czas ze sobą.

To ważne, żeby je rozmienić, ponieważ kiedy zostawisz w portfelu 1000 zł nierozmienione, z pragmatycznych powodów szybko je wydasz. Dzięki  temu naprawdę poczujesz się zamożny. Będziesz miał świadomość, że gdybyś chciał, mógłbyś od razu kupić wiele rzeczy wystawionych na sklepowych półkach. Jeżeli pomyślisz: „A jak mi ukradną portfel?” lub „Nie mogę nosić w portfelu większych pieniędzy, bo zaraz je wydam”, to wyślesz do swojej podświadomości sygnał, że nie potrafisz obchodzić się z pieniędzmi. Pamiętaj, że to Ty musisz panować nad pieniędzmi, a nie one nad Tobą. Równie dobrze możesz to zrobić z mniejszą kwotą, jeżeli nie możesz zamienić 1000 zł.

9. Nie bój się produktów klasy premium. Wielokrotnie okazuje się, że na dłuższą metę będą one dla Ciebie oszczędnością (możesz kupić co roku tanie buty zimowe i za każdym razem płacić 129 zł, a możesz zapłacić 270 zł i nabyć lepszy towar). Gdybyś potraktował to jako inwestycję kapitałową, to zyskasz

na niej 10,33% rocznie. Takiej lokaty w banku nie dostaniesz, nawet jak masz 1 mln zł do zainwestowania.

A tu wystarczy 270 zł. Dodatkowy efekt jest taki, że wysyłasz swojej podświadomości sygnał:

 „Stać mnie na dobre rzeczy”. Zwróć tylko uwagę na znaczenie wyrażenia: „Stać mnie” — jeżeli musisz wydać na to ostatnie pieniądze, to znaczy, że Cię jednak „nie stać”. Ten zakup musi być dopasowany do Twojej sytuacji finansowej i nie może pogrążyć Cię w długach.

Przeczytaj 10. krótkie biografie ludzi z czołówki listy Fortune 500 (jest to lista najbogatszych ludzi na świecie, bez problemu znajdziesz ją w internecie). Przekonaj się, jacy naprawdę są bogaci ludzie.

Nie wiem, czy to zauważyłeś, ale żadna z wyżej wymienionych sugestii prawie nie będzie wymagała od Ciebie wysiłku. Chodzi jedynie o drobną zmianę tego, co mówisz sobie, kiedy obcujesz z pieniędzmi. Możesz pomyśleć, że to, co piszę, jest śmieszne, i zadać sobie pytanie:

„Czy autor tej książki znajduje się w przytulnym pokoju bez okien i klamki…?”. Zastanów się tylko nad jedną  rzeczą. Spróbuj przypomnieć sobie, jak w czasach licealnych wpadła Ci w oko ładna dziewczyna i chciałeś się z nią umówić. Czy zrobiłbyś to, gdybyś pomyślał:

„Nie mam szczęścia w miłości, poza tym pewnie mnie zignoruje, a nawet jak się zgodzi na spotkanie, to i tak rzuci mnie za 2 dni”. Jeżeli tak pomyślałeś, to Twoja koleżanka z młodości jest dziś zapewne żoną Twojego kolegi. Z pieniędzmi jest podobnie. Przyciągają je osoby, które pozytywnie myślą o bogactwie. Jeżeli więc chcesz umówić się na „randkę z pieniędzmi”, a nawet stworzyć z nimi „stały związek”, to zacznij je przyciągać

poprzez pozytywne myślenie. Nie chcesz? Nie ma sprawy. Więcej zostanie dla tych, którzy już tak robią.

Twoja postawa ma ogromne znaczenie i może przybliżyć Cię do celu lub oddalić Cię od niego. Pozytywne myślenie z pewnością Ci pomoże, skłoni do działania, ale jedno jest pewne — samo myślenie bez działania nie będzie nic warte. Mam nadzieję, że uświadomiłeś sobie, jak ważna  jest właściwa postawa, bo teraz przejdziemy do działania.

Fragment Zarabianie prawdziwych pieniędzy

Autor: Bartosz Nosiadek

ODBIERZ PREZENTY>>>

Wolność finansowa i dochód pasywny

Z czym się je wolność finansową i dochód pasywny?

Najtrudniejszym etapem zdobycia wolności finansowej jest uwolnienie się od obaw o utratę stałego dochodu z etatu. Jak już pisałem wcześniej, w pierwszej chwili możesz pomyśleć: „Co? Starałem się o moją pracę tak długo, teraz przedłużyli mi umowę na czas nieokreślony  i mam z tego zrezygnować?!”. To normalne. Mnie  też przechodziły ciarki na myśl o utracie stałej pensji.

Kiedy podjąłem decyzję o zwolnieniu się i miałem już stabilny dochód z własnej firmy, mimo wszystko zdarzało się, że budziłem się w nocy przerażony, bo śniło mi się, że zostałem zwolniony. Ten lęk jest niemalże pierwotny. Zakładając, że naszym celem jest zdobycie wolności finansowej, można postąpić w tej sytuacji na kilka sposobów:

Możesz 1. rzucić pracę bez dobrego przygotowania się i łudzić się, że jakoś to będzie (tego nie polecam).

Możesz pozostać 2. w tym strachu i nie robić nic (prawdopodobnie funkcjonowałeś już w ten sposób, więc sam wiesz, jak to jest).

3. Możesz zacząć wykonywać drobne kroki w stronę zdobycia pasywnego dochodu, a następnie zwiększać go (polecam to rozwiązanie z autopsji).

Spodziewam się, że nie każdy wie, jak definiować wolność finansową i dochód pasywny. Spróbuję przedstawić Ci to w jedyny możliwy (czyli prosty) sposób. Dochód pasywny  to pieniądze, które otrzymujesz regularnie, mimo iż nie musisz na nie pracować. Wolność finansowa to posiadanie dochodu pasywnego w wysokości, która pozwala pokryć Twoje koszty utrzymania. To oznacza, że nie musisz pracować i masz pieniądze na życie.

Zachęcam Cię teraz do sprawdzenia poziomu Twojego przygotowania do osiągania dochodu pasywnego. Wymień, proszę, sposoby zarabiania pieniędzy, które Twoim zdaniem nie wymagają pracy. Mam nadzieję, że nadal trzymasz w ręce ołówek, o którym pisałem na początku.

Jeżeli wymienisz 3, Twój poziom wiedzy jest słaby. Jeżeli wymienisz 7, jesteś całkiem niezły, jeżeli wymienisz 10, nie musisz dalej czytać tej książki, napisz swoją.

1. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

2. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

3. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

4. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

5. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

6. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

7. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

8. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

9. ……………………………………………………………..

…………………………………………………………………

10. …………………………………………………………….

…………………………………………………………………

Po wypisaniu tych sposobów zaznacz, proszę, kółkiem każdy,  który już stosujesz i osiągasz efekty. Jeżeli nie korzystasz do tej pory z żadnego, to zastanów się spokojnie i wybierz jeden. Taki, który najbardziej Ci odpowiada.

To będzie Twój dobry początek. Taka nauka jazdy na rowerze. Gdybym był na Twoim miejscu, postanowiłbym sobie, że za pół roku będę osiągał z tego tytułu 100 zł miesięcznie. To bardzo łatwy do osiągnięcia cel. Ważniejsze jest natomiast to, byś zaczął robić cokolwiek. Możesz oczywiście postawić sobie wyżej poprzeczkę — to Twoja decyzja.

Proponuję, abyś wpisał ten cel w rubrykę poniżej.

Zapisanie na papierze swojego celu daje niesamowite efekty. Pozwól, że przytoczę Ci efekty pewnego słynnego badania przeprowadzonego wśród studentów w prestiżowym zagranicznym uniwersytecie. Dużą reprezentatywną grupę studentów zapytano o to, jaki cel chcą osiągnąć za 15 lat. Nie pamiętam wyniku badania co do „miejsc po przecinku”, natomiast odpowiedzi wyglądały następująco:

1. 87% nie było w stanie określić w ogóle swojego celu.

2. 10% miało pojęcie o tym, co chce osiągnąć.

3. 3% miało cel i cel ten był przez nich zapisany własnoręcznie na kartce.

Pewnie nietrudno odgadnąć, że swój cel w większości osiągnęli Ci, którzy go zapisali. To żadna eureka, ciekawy jest natomiast fakt, że autorzy badania postanowili za 15 lat sprawdzić, jaki majątek posiadają osoby, które brały udział w tym badaniu. Okazało się, że 3% badanych, które wyrażało swoje cele na piśmie, posiadało większy majątek, niż pozostałe 97% badanej populacji razem wziętej.

To co? Wpisujesz swój pierwszy, półroczny cel poniżej?

Bądź konkretny, podawaj czas i liczby. Najlepiej używaj czasu teraźniejszego dokonanego, rozwijając zdanie:

„Za pół roku mam/posiadam/jestem…”:

…………………………………………………………………

…………………………………………………………………

…………………………………………………………………

Jeżeli nie czujesz ekscytacji związanej z tym, że faktycznie możesz zrealizować swój cel, zmień go. Musi on Ci sprawiać radość, a wizja jego realizacji już teraz musi być przyjemna. W przeciwnym razie będziesz stał w miejscu. Bardzo ważne jest to, abyś wyrażał swoje cele precyzyjnie. Podam Ci sprawdzony, prosty sposób na to, jak przekonać się, czy Twoje cele są wystarczająco  precyzyjne. Zetknąłem się z nim na szkoleniu Mariusza Szuby. Załóżmy, że chcesz mieć lepszy samochód.

Przyjmijmy, że to Twój cel. Spróbuj teraz w wyszukiwarce internetowej wpisać: „lepszy samochód”. Czy to, co znalazłeś, pokrywa się z Twoim celem? Spróbuj wpisać swój cel dotyczący samochodu tak precyzyjnie, aby znalazł się w pierwszej dziesiątce wyników wyszukiwania.

Jeżeli znalazłeś go bez trudu, to oznacza, że sformułowałeś go dokładnie.

Może się też zdarzyć, że nie wpisałeś w wykropkowanym miejscu powyżej żadnego celu, ponieważ nie przychodzi Ci do głowy ani jeden sposób na zdobycie pasywnego dochodu. Chętnie Ci pomogę i zaprezentuję własną listę sposobów, które stosuję do uzyskiwania pasywnego dochodu:

1. Wynajem nieruchomości mieszkalnych (kupujesz nieruchomość i zarabiasz na czynszach płaconych przez Twoich najemców).

2. Udzielanie prywatnych pożyczek (pożyczasz pieniądze, a następnie Twój pożyczkobiorca płaci Ci odsetki).

3. Odsetki z konta oszczędnościowego (ich poziom jest mały, ale jest to najprostsza forma dochodu pasywnego).

4. Prowizja ze sprzedanych produktów finansowych (w grupie ubezpieczeń na życie istnieją produkty, które wytwarzają dla Ciebie prowizję za każdą składkę zapłaconą przez klienta; prowizje otrzymujesz co miesiąc).

5. Wynajem nieruchomości komercyjnych (wynajmujesz firmom lokale na działalność gospodarczą).

6. Tantiemy z praw autorskich (wymyślasz np. unikatowy czyścik do ekranu komórki, producent kupuje od Ciebie patent i płaci Ci, powiedzmy, 0,1 dolara za każdy sprzedany produkt Twojego pomysłu).

Własny serwis 7. internetowy podłączony do systemu partnerskiego i systemów reklamowych (osoby odwiedzające Twoją stronę klikają w zamieszczone na niej reklamy, a Ty dzięki temu zarabiasz).

8. Własny biznes — mam na myśli sytuację, w jakiej zbudowałeś strukturę, która dla Ciebie pracuje przy minimalnym udziale Twojej pracy. Jeżeli jesteś np. dentystą, który ma swój gabinet, to owszem, masz własną firmę, ale jej dochód pochodzi z Twojej pracy, czyli nie jest pasywny.

9. Automat z kawą/napojami/ciastkami (raz ustawiony w dobrym miejscu będzie dla Ciebie zarabiał przez długi czas).

10. Myjnia bezdotykowa — inwestujesz w konkretnym, dobrym miejscu i po kampanii reklamowej Twoim  jedynym zadaniem jest liczenie pieniędzy, które co miesiąc wrzucane są do Twoich automatów.

To są oczywiście przykłady. Na własnej skórze sprawdziłem i korzystam ze sposobów 1, 2, 3, 4, 5, 7, 8. Jeżeli w którymś z nich znalazłeś inspirację, cieszę się. Jeżeli wpisałeś inne sposoby, to też dobrze. Pamiętaj tylko, proszę, o rozróżnieniu zwykłego dochodu od dochodu pasywnego. Można oczywiście podejmować dyskusję w konwencji: „nigdy nie ma nic za darmo”. To fakt, każdy z wymienionych przeze mnie przykładów będzie wymagał od Ciebie poświęcenia albo własnego czasu, albo dużego kapitału. Właściwie chodzi o to, aby wykonywać takie prace, które raz zrobione, będą dla Ciebie regularnie długoterminowo zarabiały. Trzeba pracować tak, żeby zarobić, a się nie narobić.

Część mojego dochodu pasywnego pochodzi od najemców z kamienicy mieszkalnej w centrum dużego miasta.

Jest to bardzo atrakcyjna forma zarabiania, nie angażuje w dużym stopniu mojej pracy, co nie znaczy jednak, że mogę zapomnieć o tym budynku na najbliższe 20 lat.

W tym czasie pewnie będę musiał przeprowadzić remont i kilka odświeżeń budynku, będę musiał zawrzeć nowe umowy z najemcami, którzy się przecież zmieniają.

Może będę nawet musiał eksmitować uciążliwego lokatora.

Mogę oczywiście zatrudnić osobę, która się tym wszystkim zajmie, ale opłacalność tego zatrudnienia ma sens dopiero przy posiadaniu kilku budynków tego typu.

Prace, które muszę wykonać, nie zmieniają faktu, że jest to dochód pasywny. Poświęcam bardzo mało czasu i zarabiam na tym dobrze — to się liczy.

Fragment Zarabianie prawdziwych pieniędzy

Autor: Bartosz Nosiadek

ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak wygrać w biznesie?

Marek Zabiciel – „Jak wygrać w biznesie?”:

Wybór profilu działalności

Zacznijmy od początku. Masz „ciąg na bramkę”. Chcesz założyć własną firmę. Tylko jaką? Jaki ma być jej profil, czym się ma zajmować, komu świadczyć usługi? Najpierw powiemy o tym, co decyduje o pomyślności przedsięwzięcia.

1. Co decyduje o pomyślności przedsięwzięcia?

Oczywiście przedstawione tu aspekty nie wyczerpują listy tego, co decydować będzie o tym, czy Twoja firma odniesie sukces. Jeśli jesteś już po lekturze kilku początkowych modułów Osobistego Programu Sukcesu, łatwiej będzie Ci zrozumieć pewne aspekty. Ale jeśli nie, to nie szkodzi. Postaram się przedstawić te zagadnienia w przystępny sposób.

Oprzyj się na solidnych fundamentach

Każda powstająca budowla wymaga solidnych fundamentów. Jeśli fundamenty będą nietrwałe, to jest duże prawdopodobieństwo, że przy niewielkim wstrząsie czy załamaniu cała konstrukcja runie jak domek z kart. Dlatego właśnie na początku omawialiśmy temat związany z powodem, dla którego chcesz stanąć w szeregach przedsiębiorców.

Powody mogą być różne. Mogą być Twoje własne, możesz się zasugerować tymi, które wymieniłem. Warunkiem dobrze rozpoczętej pracy jest to, by przyczyny, które Tobą kierują, były jasno i czytelnie zdefiniowane. Najprawdopodobniej będzie to mix różnych przesłanek. Ważne, by były szczere i płynące z Twojego wnętrza. Program, który przerabiasz, ma kilka celów. Jednym z nich jest to, byś po jego zakończeniu posiadał w miarę czytelnie zapisaną formułę na stworzenie własnego biznesu. Dlatego właśnie, oprócz czytania przez Ciebie zdań, trzeba wykonać ćwiczenia. I w tym momencie przystępujemy do ćwiczenia pierwszego. Od każdego indywidualnie zależy, ile czasu poświęci na ćwiczenia. Jedna osoba zrobi to w ciągu 3 minut, a inna w ciągu 3 miesięcy. Nie ma reguły. Szybkość rzadko oznacza lepszą jakość. Nie spiesz się. To nie wyścigi.

Jeśli na początku dobrze przemyślisz, co i dlaczego masz zrobić, reszta będzie dosyć prosta.

Jeszcze zanim zaczniemy ćwiczenia, wrócę na chwilę do tematu pomocy innym. Jak wspomniałem wcześniej, każdy biznes jest stworzony po to, by zaspokajać jakieś potrzeby klienta. I tym klientem jest człowiek, któremu chcesz pomóc. W jaki sposób to zrobić, pomyślimy troszkę później, a teraz przemyśl, na ile w Twoim wyobrażeniu o przyczynie założenia biznesu kierujesz się chęcią pomocy innym.

Moim zdaniem to jeden z najmocniejszych, jeśli nie najmocniejszy fundament. Dlatego pozwoliłem sobie zasugerować takie właśnie podejście. A teraz już ćwiczenie.

Zapisz teraz powody, dla których chcesz mieć swoją wymarzoną firmę: …………………………………………………………………………..

Koncentracja na wybranym sektorze

Następnym bardzo ważnym czynnikiem tego, co decyduje o pomyślności przedsiębiorstwa, jest koncentracja na wybranym sektorze. Podarujmy sobie jeszcze definiowanie branży czy zakresu działalności, ale rozważmy samą istotę koncentracji. Czym jest koncentracja? Skupieniem uwagi, energii, działania na określonej części czegoś. Im mniejsza, węższa, łatwiejsza do ogarnięcia jest ta część, tym łatwiej się na niej skoncentrować. Co to ma wspólnego z naszymi rozważaniami o zakładaniu firmy? Otóż koncentracja na wybranym sektorze, znalezienie niszy rynkowej, nierozpraszanie swojej uwagi na wielu sprawach, z których niewiele wynika, ale skupianie się na jednej określonej da nam najlepsze rezultaty. Żeby nie błądzić po omacku, podam przykład tego, jak chciałem kiedyś zacząć. Miałem w planach założenie i uruchomienie firmy. Byłem wtedy po studiach, ekonomicznych zresztą, i mówię o tym dlatego, żeby była jasność, jakie jest przygotowanie młodych ludzi, młodych przedsiębiorców do tego, żeby poszli w świat biznesu. Nie będę krytykował procesu edukacji, bo oczywiście mogłem się już wcześniej uczyć na własną rękę, ale jeśli nie wiedziałem tak podstawowej rzeczy na temat prowadzenia biznesu, że trzeba się skoncentrować, zamiast rozpraszać, to możesz się domyślać, co wiedziałem. Czego się więc uczyłem przez 5 lat studiów ekonomicznych?

Do dzisiaj nie bardzo mogę sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Ale do rzeczy. Więc chciałem założyć firmę, stworzyłem biznesplany, utworzyłem koncepcje, strategie itd. Wiesz, czym chciałem się zajmować? Wszystkim. No, może odrobinę przesadzam, ale było tam tyle różnych rzeczy, że gdy dzisiaj czytam te zapiski, to nie mogę dojść do tego, skąd mi się to wzięło! No dobrze, wiem. Myślałem tak:

im więcej zaoferuję jako potencjalną usługę czy produkt, tym większe będą potencjalne zyski. Jak nie to, to co innego. Asekuracja, tak żeby zostawić sobie furtkę. Bóg jednak czuwał nad moją skromną osobą i nie popełniłem tego głupstwa. Upraszczajmy to, co być może zbytnio skomplikowaliśmy. Jeśli firma świadcząca usługi komputerowe, to:

komu, na bazie jakiego programu, dla jakiej grupy klientów, za jaką cenę, do jakiego progu, jakimi narzędziami itd. Chodzi o śrubowanie tego kryterium do momentu, aż dojdziemy do wniosku, że chcemy produkować same „główki do szpilek”, a nie całe szpilki. To może drobna przesada, ale celowo zastosowana, aby lepiej zobrazować zagadnienie.

Inny przykład. Firma reklamowa zajmująca się wszystkim, co jest związane z reklamą, to mydło i powidło. Wszystko i nic.

I wszędzie miernota. Bo albo public relations, albo reklama zewnętrzna, albo gadżety firmowe, albo produkcja stron internetowych, albo ich obsługa, albo marketing w sieci dla różnych podmiotów, albo marketing w sieci tylko w portalu x, albo marketing w sieci tylko w portalu x i tylko w dziale y. Rozumiesz? Im głębiej, tym mniejsza konkurencja, bo im węższa specjalizacja, tym większa koncentracja, tym większa możliwość zostania liderem. A co z klientem? Przyjdzie po taką wąsko wyśrubowaną usługę? Przyjdzie. Skończą się kiedyś czasy bylejakości, które charakteryzują się tym, że określona firma zajmuje się wszystkim nawet z zakresu swojej działalności. Bardzo wąsko wyspecjalizowane firmy będą kiedyś na porządku dziennym. Dzisiaj dopiero powstają. W niektórych branżach już istnieją i bardzo prężnie działają. Znasz zapewne takie rodzynki, choćby z segmentu wykończenia wnętrz czy poszczególnych etapów budowy domu. Firmy specjalizujące się w kładzeniu płytek, w szyciu firanek, w wykonywaniu elewacji zewnętrznej itd. Można zlecić wszystko jednej firmie, ale najczęściej na własną rękę zatrudniamy fachowców z różnych branż, bo chcemy, by robota była realizowana przez zawodowców.

Znajdź lukę, zapotrzebowanie w wąskim sektorze branżowym, wyspecjalizuj się i stań się liderem. Klienci wolą współpracować z fachowcami w branży niż z firmami, które ogólnie zajmują się wszystkim.

Zaczynaj z wizją końca

Czasem zdajemy sobie sprawę z tego, na jakich fundamentach opieramy nasz biznes, o koncentracji myślimy niezmiernie rzadko, częściej dywersyfikujemy i rozpraszamy nasze działania, ale naprawdę właściwie skonstruowaną wizję tego, dokąd ma nas to wszystko zaprowadzić, ma tylko garstka. Trzeci, ale najważniejszy punkt tego rozdziału, ma Ci uzmysłowić, że nie wolno zaczynać żadnego przedsięwzięcia, zanim nie będziesz wiedział, gdzie chcesz z nim dojść, kim chcesz się stać w wyniku tego procesu, jak to ma wyglądać w chwili, kiedy będziesz odchodził, przekazując biznes swoim wnukom czy dzieciom.

Dlaczego masz się zastanawiać dzisiaj nad tym, co będzie za 50 czy 70 lat?

Czy kiedyś tworzyłeś wizję tego, jak powinno wyglądać Twoje życie za 5, 10, 20, 30 lat? Jeśli tak, to jesteś w gronie nielicznych tych, którzy wiedzą, dokąd zmierzają. Właściciel firmy, który planuje, stawia cele zarówno przed sobą, jak i przed organizacją, którą tworzy, będzie o wiele bardziej skuteczny niż ten, który decyduje się na politykę „robimy i zobaczymy dalej, co z tego będzie”. Ile osób będzie skupiała wokół siebie Twoja firma za 5, 10 lat? Jaki planujesz przychód,

zysk ze sprzedaży w kolejnych latach działalności? Jak będzie się rozwijało przedsiębiorstwo, którego będziesz liderem? Jeśli masz dosyć jasną wizję, wszystko, co trzeba będzie robić, to szukać metod i narzędzi, aby tę wizję zrealizować. Podejmowanie decyzji zarówno tych strategicznych, jak i operacyjnych, będzie o wiele prostsze, bo będzie jasność kierunku, w którym podążasz. Znalezienie właściwych rozwiązań będzie tym łatwiejsze, im bardziej klarowna będzie

Twoja wizja dotycząca przyszłości firmy. Zaczynaj z wizją końca.

Podobny wpis>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Skuteczna Firma i nagrody dla Ciebie

Współczesne czasy nie są łatwe dla prowadzących działalność gospodarczą: biurokracja, nadmierne obciążenie podatkami i pseudopodatkami, problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników, to tylko część z wielu problemów, z jakimi borykają się przedsiębiorcy, rzemieślnicy, wszyscy prowadzący firmy.

Chcielibyśmy zaprosić Cię do podzielenia się z nami problemami z jakimi musisz się mierzyć w codziennej działalności firmy.

 Chcemy zapytać o Twoje problemy, jakiegokolwiek typu: z pracownikami, kontaktami z klientami, organizacją pracy, obsługą zleceń, podnoszeniem rentowności firmy i innymi tu niewymienionymi.

Informacje zebrane na stronie Skuteczna Firma  posłużą nam do opracowania podręcznika i szkolenia, które pomogą Ci w prowadzeniu firmy.

Za to weźmiesz udział w losowaniu nagród:

programu komputerowego do kompleksowej obsługi firmy usługowej,

darmowego udziału w szkoleniu, podręcznika

 i rabatów na zakup szkolenia i podręcznika.

Ponadto wszyscy uczestnicy projektu otrzymają:

dostęp do darmowych publikacji na temat prowadzenia firmy i radzenia sobie w biznesie

informacje na tematy związane z prowadzeniem firmy.

Zachęcamy do współudziału w tworzeniu podręcznika i szkolenia – wystarczy napisać nawet jedno zdanie.

Dokonaj wpisu na temat problemów z jakimi zetknąłeś się prowadząc firmę i zapisz się na newsletter – zrób to teraz>>>

Życzymy pomyślności w życiu zawodowym i prywatnym!

Piotr Witecki, właściciel Witecki Automatyka

Przemysław Pufal, właściciel Wydawnictwa i Szkolenia Przemysław Pufal

Robert Maicher – Pierwszy milion

Spis treści całości tutaj>>>

A oto fragmenty publikacji „Pierwszy milion” >>>

Lekcja 8. Jestem za młody na to

Może zastanawiasz się, dlaczego pisałem o moich potyczkach biznesowych z czasów, kiedy miałem lat 13, może 14? Dlatego że jest to moja osobista odpowiedź na kolejną wymówkę, którą słyszę często, a mianowicie: „Jestem za młody!”. Ja nie czułem się wtedy za młody.

Steven Paul Jobs — założyciel Apple Computer — może on czuł się za młody jak na milionera? Stał się nim w wieku zaledwie 27 lat!

Steven Spielberg — reżyser legenda, otrzymał trzy Oscary za filmy: „Szeregowiec Ryan” i „Lista Schindlera”, i to w najbardziej prestiżowych kategoriach:

najlepszy reżyser i najlepszy film. Może on czuł się za młody jak na miliardera? Tak, miliardera. Stał się nim w wieku zaledwie 35 lat!

Paul Getty na „czarnym złocie” zarobił pierwszy milion, mając zaledwie 23 lata. Było to w roku 1916, więc siła nabywcza jego miliona dolarów przekraczała kilkakrotnie siłę nabywczą dzisiejszego miliona.

Jako 23-latek dorobił się pierwszego miliona, a rok później, mając zaledwie 24 lata, oznajmił, że już zarobił wystarczająco dużo, wycofuje się z biznesu i od teraz będzie resztę życia spędzał na korzystaniu z niego i swoich milionów. Po dwóch latach wrócił do biznesu, a w roku 1957 czasopismo „Fortune” namaściło go na najbogatszego człowieka świata. Może on też narzekał, że jest za młody, by w wieku 24 lat już nigdy w życiu nie musieć pracować?

By nie kończyć tego rozdziału tak całkiem poważnie, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź osoby niebędącej ani multimilionerem, ani chińskim mędrcem. Nie jest też ani filozofem, ani nikim podobnym — jest po prostu moim wujkiem, który kiedyś mi powiedział:

„Na stare lata wystarczy mi małe mieszkanie blisko sklepu i apteki. Ale by było ekstra mieć za młodu te pieniądze, które mam dziś, na starość”.

Lekcja 9. Zadowolony klient to podstawa

Ja byłem zadowolony, a przede wszystkim moi koledzy- klienci byli równie zadowoleni. Mieli więcej czasu na różne inne rzeczy, np. grę w piłkę czy oglądanie bajek. Choć powoli zaczynał się  już czas, w którym my, chłopcy, bardziej niż bajkami zaczynaliśmy się interesować dziewczynami. Ja miałem coraz lepsze oceny i własne, samodzielnie zarobione pieniądze, oni mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań.

Ja byłem szczęśliwy i zadowolony, oni byli zadowoleni. Pewnie ich rodzice byli ze swych pociech zadowoleni równie albo nawet bardziej niż oni sami z siebie. W końcu ich synowie w końcu wzięli się do nauki i przynosili dobre oceny.

Czułem się jak geniusz: miałem pomysł i zaoferowałem potencjalnemu klientowi produkt, który stanowił dla niego wartość, za którą był skłonny zapłacić.

Znalazłem klienta, którego przekonałem do mej oferty i wynegocjowałem cenę, która i jego, i mnie satysfakcjonowała.

Świadczyłem moje usługi na najwyższym z możliwych poziomów, czego dowodem były Pierwsze kroki na drodze do bogactwa dobre oceny kolegów za owe wypracowania, a przede wszystkim — ich zadowolenie i chęć kontynuacji współpracy ze mną.

Czy to już pierwszy milion?

Najważniejszy jednak dla mnie był fakt, że udowodniłem sobie po fiasku z handlem lampami rowerowymi, że jednak jestem zdolny do zbudowaniu znowu od zera nowego biznesu. Czułem się jak młody geniusz. W końcu nikt inny z klasy nie wpadł na ten pomysł, to ja go miałem, ja znalazłem niszę rynkową i w krótkim czasie faktycznie zarabiałem prawdziwe pieniądze. Znowu uwierzyłem w siebie i swoje możliwości.

Nadal nie miałem pieniędzy, ale znowu byłem pełen nadziei, że mi się uda to zmienić. Po pierwszej wypłacie, gdy trzymałem moje 100 dolarów w ręce, nie byłem jeszcze bogaty w rzeczywistości, ale za to byłem już bogaty w duchu. Natychmiast widziałem świat w innych, bardziej różowych barwach. Było po postu pięknie. Do czasu…

I znowu koniec z biznesem

Chwilę wcześniej napisałem, że koledzy mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań. Tym razem mój biznes legł w gruzach przez „mieli dobre oceny z wypracowań” i przez matkę jednego z kolegów.

Faktycznie, obaj mieli dobre, a czasami nawet bardzo dobre oceny z wypracowań, które ja dla nich pisałem, lecz nie było widać żadnej poprawy innych ocen, np. z odpowiedzi na lekcjach lub z prac kontrolnych pisanych w trakcie zajęć. Tak naprawdę to te typy ocen były coraz gorsze u nich. Dlaczego? Powód był prozaiczny: gdy jeszcze w przeszłości sami cokolwiek

pisali w domu, przynajmniej trochę byli oczytani w temacie. Gdy jednak prace domowe pisałem ja za nich, ich zaangażowanie sprowadzało się tylko i wyłącznie do przepisania jej, tak by nie wpadli z powodu niezgodności charakteru pisma.

Dalej sprawa potoczyła się bardzo szybko — matka jednego z kolegów, zaniepokojona innymi, złymi ocenami, przyszła do szkoły i powiedziała do wychowawcy klasy: „Jak to się dzieje, że mój syn ma coraz gorsze oceny, przecież ja płacę Robertowi za naukę!”.

No i wydało się.

Osobiście uważałem, że nie robiłem nic złego, to był po prostu biznes — i kropka. Nie miałem z nimi umowy, by im udzielać korepetycji, nie byłem odpowiedzialny za ich pozostałe oceny. Przedmiotem naszej umowy były wypracowania — i nic więcej. Nie wiem, co oni naopowiadali swoim rodzicom, ale z tego wynikało, że niby ich uczyłem wszystkiego na zasadzie korepetycji itd., co było nieprawdą.

Szkoła krzyczy

Najpierw oberwało mi się od pana wychowawcy. Choć od pana wychowawcy dostało mi się tylko trochę — że to nieuczciwe, że tak nie wolno postępować itd., to we mnie w tym czasie wszystko krzyczało: „Jaka nieuczciwość? Czy ja kogoś okradałem? Czy ja kogoś oszukałem? Nie!”. Najgorsze jednak było dopiero Pierwsze kroki na drodze do bogactwa przede mną — wizyta u pana dyrektora. Nim przejdę do opisu tej sytuacji, muszę przytoczyć kilka zdań na temat naszego pana dyrektora.

Miał na imię Marian i był potężnym mężczyzną. Ważył jakieś 180 kg, a jego wzrost to mniej więcej 180 cm.

Zawsze kojarzył mi się z morsami żyjącymi na Antarktydzie albo afrykańskimi hipopotamami, i to nie ze względu na rozmiary, ale na jego krzyki, wrzaski, które przypominały otwierającą się paszczę jednego z wyżej wymienionych zwierząt. Każde dziecko bało się pana dyrektora wręcz panicznie, łącznie ze mną.

Mimo że miałem już 14 lat, bałem się jego i jego wrzasków bardzo! Najgorszą karą w szkole było pójście do szefa szkoły „na dywanik”, który zawsze kończył się krzykami i wyzwiskami rzucanymi w stronę wystraszonego dzieciaka. Nieważne, czy lekcje były na parterze czy na poddaszu, krzyki i wrzaski było słychać  nawet na podwórku, a jak bardzo wybuchową osobą był pan dyrektor, oddaje ten przykład…

Była jesień. Boisko szkolne było otoczone dużymi, starymi drzewami, które siłą rzeczy zrzucały przed zimą liście. W tym dniu liście już były zgrabione na kupki. Dzieci grały w piłkę. W którymś momencie piłka wpadła do jednej z kupek liści. Uczeń o imieniu Martin złapał ją, kopnął i gra toczyła się dalej.

Toczyłaby się też bez przerwy, gdyby nie niesamowity wrzask pana dyrektora, który obserwując całą sytuację i nie widząc w kupce liści piłki, przyjął, że Martin schyla się nad owymi liśćmi po to, by je rozrzucać. To, co później się działo, było straszne: zaraz wezwał do siebie chłopca ważącego jakieś 40 kg, całe jego 180 kg przystanęło nad nim i ryczało na niego bez opamiętania.

Martin stał z opuszczoną głową, a dyrektor chyba stracił kontrolę nad sobą i zaczął go szarpać. Krzyczał i wrzeszczał bez końca, ile miał sił. Dał mu spokój, dopiero gdy Martin się rozpłakał. Tak postępował za każdym razem z uczniem, któremu miał coś do zakomunikowania.

Nie jestem pedagogiem, nie mam też takowego wykształcenia, tak więc nie mnie oceniać poprawność postępowania tego dyrektora z uczniami. Tym niemniej każdy logicznie myślący człowiek jest w stanie sam wyrobić sobie zdanie na temat metod wychowawczych, które ciągle stosował ten pan. Można by postawić sobie pytanie: czy proces wychowawczo-edukacyjny może polegać na wrzaskach, krzykach i opierać się na doktrynie strachu?

Tak więc zostałem przez wychowawcę oddelegowany do gabinetu szefa szkoły. Na samą myśl o tym byłem wystraszony jak posłany na pewną śmierć baranek.

Moje obawy były uzasadnione — ledwo tylko wszedłem, dwie panie nauczycielki siedzące przy swoich biurkach natychmiast je opuściły i wyszły — dobrze wiedziały, co zaraz się będzie działo. I zaczęło się…

Krzyczał, ile tylko miał w swoim 180-kilogramowym ciele siły! Krzyczał tak głośno, że bałem się, że nawet moja mama to usłyszy, siedząc teraz w domu oddalonym o parę kilometrów. Dyrektor zrobił się zupełnie czerwony na twarzy i miałem wrażenie, że zaraz wybuchnie. Jego wrzaskom nie było końca, tak się wydzierał, że nawet chyba nie robił przerw, by wziąć oddech.

Dowiedziałem się wtedy, że jestem najgorszym dzieckiem na świecie, że jestem oszustem do potęgi entej i naciągaczem największego kalibru. Nawet wypowiedział groźbę, że pójdę za to do więzienia. To trwało wieczność i niech nikt nie liczy na to, że w tym momencie próbowałem coś mu wytłumaczyć. Miałem

już 14 lat, więc nie byłem zupełnym dzieckiem, ale tak strasznie się go bałem, że nie wypowiedziałem ani jednego słowa, choć chciałem to zrobić… Strach, że będzie jeszcze gorzej, był tak duży, że mnie paraliżował i zamykał mi usta na dobre.

A chciałem wszystko wyjaśnić, chciałem powiedzieć, jaki był układ między nami, jaką zawarliśmy umowę.

Łatwo udowodniłbym też, że ja się z mojej strony z niej wywiązywałem bardzo skrupulatnie — wystarczyło przecież rzucić okiem na dziennik ocen, by zobaczyć, że ich oceny za prace domowe, które im pisałem, były dobre, a nawet bardzo dobre. To na nich powinna spaść kara, bo to oni złamali umowę i tajemnicę handlową. Dla mnie to było jasne jak słońce, ale nie odezwałem się naprawdę ani razu.

Kiedy już dyrektor wykrzyczał się za wszystkie czasy, wróciłem na lekcje i wszyscy — ja, nauczyciele oraz koleżanki i koledzy z klasy – udawaliśmy, że nigdy nic się nie stało.

W ten oto głośny i burzliwy sposób znów musiałem zaniechać mego minibiznesu. Szkoda, bo mogłem się dzięki niemu dużo nauczyć – jeszcze więcej, niż i tak się już nauczyłem.

Całą publikację „Pierwszy milion” i receptę na jego zarobienie znajdziesz tutaj>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: