wejdź na www.przemyslawpufal.pl

Posts tagged ‘poradniki ebook’

Jak się odchudzać

Przygotuj przekąski

Wybierając dietę proteinową, jesteś w bardzo dobrej sytuacji: możesz bowiem jeść bez ograniczenia ilości, oczywiście tylko dozwolone produkty. Ale nie cho­dzisz głodny, co jest bardzo ważne.

Tym niemniej, myśli o jedzeniu nadal pojawiają się często w najmniej odpowiednich momentach. Dlate­go musisz od samego początku diety mieć zawsze pod ręką dozwolone przekąski. W Twojej lodówce muszą być serki (nie jeden czy dwa, ale co najmniej kilka), jogurty, kabanosy czy parówki drobiowe i jajka.

A co jak idziesz do pracy? Tam też pewnie jest lo­dówka, więc wypełnij także i ją. Jeśli jednak jesteś w miejscu, gdzie niekoniecznie jest miejsce na prze­chowywanie, miej jogurt pod ręką i ugotowane jajka. Spokojnie wytrzymają bez lodówki te kilka godzin.

Unikaj pokus

Nawała pokus równie jako morska burza dzielnych pływaków wznosi, a słabych zanurza.

Adam Mickiewicz

Każdy z nas ulega pokusom. A jeśli masz nadwagę, to im wcześniej zrozumiesz, że w kwestii jedzenia nie masz silnej woli, tym lepiej. Tym większe szanse, że dobrze przygotujesz się do diety.

Co więc należy zrobić? Wyrzuć jedzenie nie tylko z myśli. Oczyść najbliż­szą przestrzeń ze wszystkich produktów, które są niedozwolone w czasie diety (przypomnij sobie listę rzeczy zakazanych). Wyeliminuj zapasy z lo­dówki, szafek, skrytek, tylko Tobie znanych szu­fladek. Wyrzuć wszystko, co w chwilach słabości może Cię skusić. Postępuj zgodnie z przypomnia­ną wcześniej zasadą: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Unikaj sytuacji związanych z niedozwolonym je­dzeniem. Jeśli masz możliwość wyboru terminu wakacji czy szkolenia, lepiej zaplanuj je na II fazę diety. Zwłaszcza w I fazie diety minimalizuj liczbę imprez, szczególnie tych ze szwedzkim stołem. Jak już znajdziesz się na tego typu przyjęciu, świado­mie sięgaj po produkty ze swojej dozwolonej listy. Zawsze miej taki spis pod ręką, lepiej upewnij się, zanim sięgniesz po coś nowego. Jeśli wybierasz się do dobrych znajomych, poin­3. formuj ich, że zaczynasz dietę. Jeżeli nie ma opcji, żeby chociaż jedno danie było przygotowane z myślą o Tobie, to poproś, aby nie namawiali Cię do jedzenia („Nie jesz, pewnie nie smakuje ci to, co zrobiłam” wytrąci z rytmu nawet najbardziej wytrwałych).Podobna sytuacja może mieć miejsce w pracy, 4. najlepiej poinformuj kolegów, że jesteś na diecie. Jeśli jednak z różnych względów nie chcesz mó­wić o sobie, po prostu w czasie ciasteczka złóż ży­czenia okolicznościowe i udawaj, że śpieszysz się na kolejne spotkanie. Zerwij z rutyną. Jeśli zazwyczaj podjadałeś w cza­5. sie oglądania TV, zajmij się w tym czasie czymś innym. Idź na spacer, posprzątaj albo przeczytaj książkę. Dzięki temu wprowadzisz nowy zwyczaj, eliminując w ten sposób stare nawyki. Staraj się mieć kilka sposobów na uniknięcie po­6. kusy, zanim jedzenie pojawi się w okolicach Two­jego wzroku. Niestety, często zapachy i kolory wy­mykają się spod kontroli (unikaj piekarń i cukierń jak ognia!).

Przestrzegaj prawidłowych nawyków jedzeniowych

Dieta proteinowa pozwala jeść dozwolone produkty w ilościach nieograniczonych. Tym niemniej lepiej jest przestrzegać zasad, które mogą tylko dodatkowo wesprzeć realizację Twojego celu, czyli osiągnięcie sukcesu i pozbycie się zbędnych kilogramów. Parę więc słów na temat prawidłowych nawyków jedze­niowych.

Śniadanie to podstawa

Chińskie przysłowie: śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi, pokazuje wagę pierwszego posiłku, który spożywamy w ciągu dnia. I chociaż zmieniły się standardy jedze­niowe w kontekście liczby spożywanych posiłków (więcej na ten temat poniżej), śniadanie nadal jest najważniejsze. Dostarcza bowiem organizmowi jakże potrzebnej do funkcjonowania przez cały dzień ener­gii. Jeśli do tej pory zapominałeś o śniadaniu, powin­no się to zmienić.

Niech pozycja „śniadanie” znajdzie się najwyżej na Twojej liście rzeczy do zrobienia.

Ile posiłków jeść w ciągu dnia?

Jest to sprawa zależna od typu danego organizmu i jego zapotrzebowania energetycznego. Jeśli pro­wadzisz bardzo aktywne życie i wykonujesz pracę fizyczną lub też ćwiczysz intensywnie, na pewno potrzebujesz więcej posiłków niż osoba, która pracuje w biurze.

Z pewnością jednak nie należy się objadać. Zanim na­łożysz sobie kolejną porcję, odczekaj około 10 minut, bo tyle potrzeba, aby informacja, że jesteś już naje­dzony, dotarła do mózgu.

Pewnie słyszałeś już o „rozciąganiu żołądka”, czyli o możliwościach elastycznych tego organu. Niestety to prawda. Im więcej jesz, tym większy on się staje. A im większy żołądek, tym większych porcji będzie się domagał. Jedząc mniej, a częściej, nie rozciągasz żo­łądka, przez co mniej odczuwasz głód. Całe szczęście ta zasada działa także w drugą stronę — żołądek się kurczy. Można więc swoje nawyki żywieniowe zmie­nić, przez co nasz żołądek nie będzie rozciągnięty.

Nie ma także sensu opuszczać posiłków, to wbrew po­zorom wcale nie pomaga w szybszym odchudzaniu. Organizm magazynuje wtedy nagromadzony posiłek, broni się, ponieważ nie wie, kiedy dostanie kolejną dawkę jedzenia. I tak tworzy się tkanka tłuszczowa.

No dobrze, w takim razie jaka jest prawidłowa od­powiedź na pytanie: ile powinienem jeść posiłków w ciągu dnia? I chociaż różne źródła podają inne liczby posiłków, odpowiedź moim zdaniem jest bar­dzo indywidualna. Musisz wsłuchać się w swój orga­nizm, on bowiem podpowiada Ci, kiedy jesteś głodny i w którym momencie powinieneś zatrzymać się na chwilę, żeby dostarczyć mu kolejnej dawki energii. Nie lekceważ tych sygnałów. Zazwyczaj normalny or­ganizm wysyła takie informacje do mózgu co 3–4 go­dziny, co oznacza spożywanie 4–5 posiłków w ciągu dnia.

Kiedy należy jeść ostatni posiłek?

Nie ma jednej, ustalonej, „ostatniej” konkretnej go­dziny na spożycie ostatniego posiłku w danym dniu. Nie jest to 18, 19 czy jakaś inna godzina. Punktem wyjścia powinno być ustalenie, kiedy kładziesz się spać. Ostatni posiłek powinieneś zjeść na 2–3 godzi­ny przed udaniem się w objęcia Morfeusza. Jest to optymalny czas, aby organizm strawił już część jedze­nia. Dzięki temu, że nie kładziesz się z pełnym brzu­chem i śpisz lepiej, nie odkładają Ci się niepotrzebne fałdki tłuszczu.

Co zrobić z nocnym podjadaniem?

Organizm nocą działa inaczej niż w ciągu dnia. Ponie­waż metabolizm obniża się do minimum, nasz orga­nizm ma spore trudności ze spaleniem wszystkiego, co zostało pochłonięte późną porą. W konsekwencji może powstać kolejny wałeczek tłuszczu. Postaraj się nad tym zapanować i jeść ostatni posiłek 2–3 godziny przed snem.

Jeśli zauważasz, że jedzenie znika z lodówki, rano zastajesz bałagan w kuchni, pomimo że sprzątałeś wieczorem, i kompletnie nie jesteś świadomy swoich nocnych wycieczek kulinarnych, to być może cierpisz na zespół jedzenia nocnego. Najlepiej jak najszybciej skonsultuj się z lekarzem.

Kiedy pić wodę?

Z punktu o „niezbędniku” dowiesz trochę więcej o tym, dlaczego woda jest tak ważna dla naszego or­ganizmu. Tym razem podpowiedź w kontekście wody i posiłków.

Staraj się wypić szklankę wody na 10 minut przed jedzeniem. Wtedy mózg zdąży już otrzymać infor­macje, że jesteś syty. Istnieje więc duże prawdopodo­bieństwo, że zjesz mniej.

Unikaj popijania w czasie jedzenia. Płyn powoduje, że pokarm zgromadzony w żołądku „ubija się”, mo­żesz więc zjeść większe ilości. Zostają także rozcień­czone soki trawienne i w konsekwencji mogą pojawić się wzdęcia.

Alkohol nie jest wskazany w czasie diety

Często nazywany jest „pustymi kaloriami”, ponie­waż oprócz kalorii nie posiada żadnych składni­ków odżywczych. Ponadto obciąża układ trawienny, a w szczególności wątrobę — zmniejsza jej zdolność do spalania tłuszczów.

Kolejny negatywny wpływ alkoholu na nasz organizm to wypłukiwanie „dobrych” elementów, czyli witamin i innych istotnych dla prawidłowego funkcjonowania mikroelementów.

Ponadto działa odwadniająco: 1 ml alkoholu wypłu­kuje z organizmu aż 10 ml wody. A w wypadku diety proteinowej woda ma ogromne znaczenie. Należy także pamiętać, że po alkoholu rośnie apetyt, a spada silna wola, co może bardzo niekorzystnie wpłynąć na Twoją dyscyplinę żywieniową.

W czasie diety organizm reaguje na niego zupełnie inaczej. Może zdecydowanie szybciej zaszumieć Ci w głowie, nie mówiąc już o ogromnym „kacu” następ­nego dnia. Bądź więc ostrożny.

Zaopatrz się w odpowiednie przybory kuchenne

Zrób przegląd zawartości swojej kuchni. Podejrze­wam, że dużo rzeczy z listy poniżej już posiadasz. Je­śli nie, pomyśl o tym w ten sposób: na początku każ­dej inwestycji trzeba ponieść pewne koszty, a w tym wypadku to inwestycja w samego siebie, więc tym bardziej warto.

Co powinieneś mieć w kuchni, rozpoczynając dietę proteinową?

Waga kuchenna i miarka

Szczególnie ważna dla młodych, którzy dopiero za­czynają swoją przygodę z gotowaniem. Z pewnością będziecie korzystali z przepisów dla diety proteino­wej, a najczęściej podawane są tam konkretne ilości składników, których należy użyć. Bez wątpienia waga i miarka ułatwią Wam gotowanie, zanim zaczniecie się bardziej samodzielnie poruszać po kuchni.

Patelnia grillowa

Niezastąpiona w przyrządzaniu potraw bez tłuszczu, właściwie wszystkich rodzajów mięs, ryb oraz wa­rzyw. Można powiedzieć, że konieczny zakup w wy­padku ograniczania tłuszczu w diecie.

Ręczny blender kuchenny

Służy do miksowania lub mieszania. Idealny do II fazy, kiedy możesz jeść zupy.

Naczynie do gotowania na parze

Może być to 2-częściowy garnek ze stali nierdzewnej, bam­busowy koszyk z pokrywką, który ustawia się na garnku, sito do gotowania na parze lub parowar elektryczny.

Idealny do ryb, drobiu, mięsa mielonego oraz wa­rzyw. Potrawy zachowują wszystkie składniki odżyw­cze, warzywa nie tracą kolorów i wreszcie nie trzeba potraw dosalać. Główna zaleta: wszystkie potrawy gotujesz bez użycia ani grama tłuszczu!

Ostry nóż

Główne narzędzie w kuchni, więc tylko w kwestii przypomnienia. Podstawą diety proteinowej jest mię­so. Aby dobrze je kroić, porcjować czy też oddzielać skórę, potrzebujesz naprawdę dobrego noża.

Mniejsze talerze

Jeśli do tej pory miałeś zwyczaj jadać na olbrzymich talerzach, zaopatrz się w mniejsze. Dieta proteinowa co prawda nie ogranicza jedzenia pod względem ilo­ści, tym niemniej nie ma sensu rozciągać sobie żołąd­ka. Mniejsze talerze ograniczają wielkość i liczbę por­cji. Jak skończysz jeść, poczekaj 10 minut i wsłuchaj się w swój organizm, czy aby nadal jesteś głodny i czy warto dołożyć kolejną porcję.

Folie – rękaw do pieczenia oraz folie aluminiowe

Rękawów do pieczenia możesz szukać w sklepie w dwóch miejscach: pierwsze to półki z foliami alumi­niowymi, foremkami do pieczenia, drugie natomiast to półka z przyprawami, sosami w proszku — tam znajdziesz rękaw do pieczenia już razem z odpowied­nio dobraną mieszanką przypraw. Rękaw do piecze­nia jest idealny: z jednej strony pozwala na pieczenie w piekarniku bez dodatku tłuszczu, z drugiej natomiast minimalizuje liczbę naczyń, jakich używasz w kuchni, przez co sprzątanie jest łatwiejsze i szybsze.

Folia aluminiowa pozwala na zabezpieczenie potrawy przed nadmiernym wysuszeniem w trakcie pieczenia.

Patyczki do szaszłyków

Szaszłyki drobiowe stanowią bardzo ważną część die­ty proteinowej, dają też możliwość niesamowitej in­wencji, np. szaszłyki z papryką i pomidorkami koktaj­lowymi, kurczak w pistacjach i z bazylią. I dużo, dużo innych możliwości. W zależności od tego, w jakiej fa­zie diety jesteś, tak komponujesz szaszłyki. Dlatego miej zawsze w swojej szafce patyczki. Możesz zain­westować w metalowy sprzęt — takie patyki ze stali nierdzewnej także znajdują się w sklepach.

Dieta proteinowa” Poli Majkowskiej to bogate kompendium wiedzy, zestawiające najważniejsze informacje ze wszystkich dostępnych na rynku publikacji na ten temat, wraz z doświadczeniem dziesiątek ludzi, którzy poznali odchudzającą moc protein. Bez tracenia czasu i pieniędzy dowiesz się z niej, jak skutecznie przejść przez wszystkie 4 fazy diety proteinowej, a w tym:

  • jak formować cele oraz manifest,
  • jak tworzyć plany jedzenia, jak konstruować posiłki,
  • poznasz zapomnianą sztukę efektywnych zakupów,
  • poznasz techniki unikania pokus,
  • poznasz proste i skuteczne katalizatory odchudzania,
  • odkryjesz, w jaki sposób dorównać wizerunkowi siebie, jaki masz w głowie.

Ale to nie wszystko! Bogato opisane założenia teoretyczne diety proteinowej wzbogacone zostały o specjalny BONUS w postaci zbioru przepisów na dania z drobiu, ryb i serów! Dzięki temu w zaledwie kilka minut samodzielnie przygotujesz obiad, kolację, czy pyszne przekąski do podjadania między głównymi posiłkami – zgadza się! – w tej diecie można, a nawet trzeba podjadać!

Teraz nie musisz już dłużej wybierać pomiędzy dobrym samopoczuciem, jakie gwarantuje Ci jedzenie, a świetnym wyglądem, który utoruje Ci drogę do lepszego życia! Z „Diety proteinowej” Poli Majkowskiej nauczysz się, jak mieć jedno i drugie!

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

Jak biegać zdrowo

Cele biegacza – dlaczego warto biegać?

Dążenie do biegania lepiej, do rozwoju nas jako biegaczy może oznaczać realizację różnie określonych celów:

biegania na dłuższe dystanse, poprawiania czasu potrzebnego do przebiegnięcia danego dystansu czy poprawy naszej wydolności fizycznej (przebiegnięcia podobnego dystansu w podobnym czasie ale mniejszym nakładem wysiłku – bardziej efektywnie).

Zasady biegacza – jak biegać zdrowo?

1. Zanim zaczniesz biegać, zbadaj się.

Bardzo dobre jest zrobienie badania biomechanicznego, które polega na filmowaniu biegacza w czasie biegu.

Badanie to wychwytuje wiele błędów. W badaniu wychodzą na jaw podstawowe problemy, niekoniecznie te, które nam wydają się najważniejsze, np. czy biegamy z palców czy z pięty. Badanie biomechaniczne powinno być częścią „pakietu biegacza” – w ramach którego osoba biegająca jest dokładnie badana, jest przeprowadzany szczegółowy wywiad i właśnie badania biomechaniczne. Pakiet kończy się spotkaniem z trenerem, który poleca odpowiednie ćwiczenia.

W bieganiu ważna jest wszechstronność: liczy się nie tylko samo bieganie, ale też np. przygotowanie na siłowni, ogólne dbanie o mięśnie i podejście w sposób „szeroki” do naszego zdrowia.

Jeżeli dziecko chce zacząć biegać, idzie do lekarza sportowego i jest badane. Musi być w końcu zdrowe, by uprawiać sport. Podobna sytuacja jest w przypadku dorosłych osób. Powinni oni zacząć od wizyty u lekarza. Wiele schorzeń mimo, że nie manifestują się żadnym bólem, może być przeciwwskazaniem do biegania czy innej intensywnej aktywności fizycznej i nawet jeżeli chcemy tylko uprawiać nordic walking powinniśmy najpierw udać się do lekarza.

Nie bagatelizuj dolegliwości – słuchaj swojego organizmu.

Jeśli już rozpoczęliśmy przygodę z bieganiem i w trakcie jego uprawiania pojawiają się jakieś dolegliwości, zgłośmy się szybko do lekarza.

2. Wyznaczaj sobie krótkoterminowe cele, realne do osiągnięcia. Jeżeli na początku jest Ci trudno biec, zacznij od marszu i stopniowo zwiększaj obciążenie.

3. Starannie dobieraj sobie sprzęt.

Jest to bardzo ważna rzecz. Aby dobrze dobrać buty, musimy wziąć pod uwagę szereg czynników: naszą budowę, technikę biegu, czy cele treningowe. Proces wyboru butów powinien być bardzo staranny, o ile jest to możliwe z wykonaniem badania biomechanicznego.

4. Rozgrzewaj się i rozciągaj przed i po bieganiu.

Aby się dobrze biegało, aby nie było tzw. zakwasów (jest to termin mylący, ponieważ są to tak naprawdę mikrouszkodzenia mięśni) i aby móc przebiec dłuższy dystans należy przeprowadzić przed bieganiem rozgrzewkę. Dobrze jest się rozciągać przed i po biegu.

Po biegu dobrze jest zrobić „rozbieganie”, czyli przebiec pewien dystans trochę wolniejszym tempem. Dzięki temu pozwalamy, żeby mięśnie jeszcze pracowały, ale z dużo mniejszą intensywnością. Nadal przepływ krwi przez mięśnie jest zwiększony, co powoduje, że różne niekorzystne dla nas produkty przemian metabolicznych są łatwiej wypłukiwane, a kwas mlekowy jest utylizowany w procesach tlenowych.

Po biegu należy się też porozciągać – zmniejsza to ryzyko skurczów. Stosujemy bierne rozciąganie, ustawiamy się w odpowiednie pozycji, wytrzymujemy około 15-30 sek. (dopiero po ok. 15 sek. mięśnie się rozluźniają), z rozciągnięciem danego mięśnia aż do granicy bólu, i następnie się rozluźniamy.

W oczyszczeniu naszego organizmu ze szkodliwych produktów przemiany materii powstałych po biegu pomaga też gwałtowne, szybkie schłodzenie naszego ciała. Wchodzimy do wody z lodem o temperaturze 3 – 4 stopni Celsjusza, i zanurzamy się w niej po szyję (lub przynajmniej dolne partie ciała) na 3 minuty.

Mięśnie są najpierw oziębione a naczynia krwionośne obkurczone, a po wyjściu z wody naczynia krwionośne gwałtownie się rozszerzają, zwiększa się przepływ krwi, noga robi się czerwona i szkodliwe substancje są wypłukiwane. Masaż nóg lodem to jeszcze skuteczniejsza forma takiej kąpieli.

5. Pij w czasie biegu

Należy pić w trakcie biegania, jeżeli trenujemy w dużym upale lub trening trwa ponad godzinę.

Najczęstszym błędem podczas biegania jest niepicie, picie za mało, bądź nie tego co trzeba. Na piciu możemy najwięcej zyskać lub stracić. Uczucie pragnienia pojawia się, gdy się odwodnimy o 2-3%.

Czekanie na ten sygnał jest jednak bardzo ryzykowne (uczucie pragnienia występuje, gdy już jesteśmy  odwodnieni), gdyż jeśli się odwodnimy o 4% , to nasza wydolność spadnie aż o 40%. Jeżeli za mało pijemy, to zmniejszamy gwałtownie nasze szanse na efektywny bieg i dobry wynik. W trakcie biegu odwadniamy się, tracąc wodę z oddechem i pocąc się, w efekcie krew  się zagęszcza i przestaje docierać do najdrobniejszych naczynek krwionośnych tzw. naczyń włosowatych.

Mięśnie stają się niedotlenione, mają za mało materiału energetycznego, również mózg jest niedotleniony, spada motywacja i koncentracja.

Niepicie podczas biegu objawia się postępującym znużeniem i w końcu niemożnością wykonania kolejnego kroku. Dlatego w czasie biegania (treningu dłuższego niż godzina) bezwzględnie należy pić. Należy pić przed biegiem, a następnie w jego trakcie małymi łykami, gdyż wtedy najlepiej wchłaniamy płyny. Ile należy wypić w trakcie biegu?

Aby określić nasze zapotrzebowanie na płyny w trakcie danego biegu najlepiej jest zrobić test. Zaczynamy od zważenia się przed treningiem, w trakcie którego przebiegniemy np. półmaraton (chcemy określić nasze zapotrzebowanie na płyny w czasie półmaratonu). Następnie ważymy się po tym dystansie. Do powstałej różnicy dodajemy objętość moczu, który oddaliśmy po drodze (najlepiej to zmierzyć, w ostateczności możemy założyć około 250-300 ml na każdorazową wizytę w toalecie).

To co uzyskamy wraz z ilością płynów, które przyjęliśmy po drodze da nam zapotrzebowanie naszego organizmu na płyny podczas danego rodzaju biegu. Może się okazać, że podczas półmaratonu tracimy np. 2 litry płynu pocąc się i oddychając.

Należy dążyć do pełnego zaspokojenia naszego zapotrzebowania na płyny podczas biegu. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zrobić w czasie samego biegu, brakująca objętość płynu należy uzupełnić bezpośrednio po biegu. W celu pełnego nawodnienia, w trakcie i po treningu powinniśmy wypić około 50% więcej płynów, niż straciliśmy.

Co należy pić?

Najlepiej jeżeli to co pijemy jest izotoniczne (czyli ma takie samo stężenie węglowodanów i elektrolitów, co ludzki organizm) i zawiera łatwo przyswajalne substancje energetyczne (węglowodany). Ewentualne braki węglowodanowe po zakończeniu wysiłku powinniśmy uzupełnić w ciągu pierwszych 15 minut. Szacuje się, że do około 30 minut po biegu przyswajalność węglowodanów jest zwiększona, dzięki czemu mięśnie szybciej się regenerują (a dokładniej regenerowany jest zapas glikogenu, a nie sama tkanka mięśniowa) do następnego wysiłku.

 WIĘCEJ: JAK BIEGAĆ ZDROWO>>>

ODBIERZ PREZENTY>>>

Dieta – jak schudnąć

Ustal datę rozpoczęcia diety

Musisz wyznaczyć sobie prognozowaną datę rozpo­częcia. Po przeczytaniu wszystkich punktów ocenisz, czy jest realistyczna. Data rozpoczęcia diety będzie Cię mobilizowała do przygotowania się i odrobienia zadania domowego w postaci odhaczenia punktów z listy poniżej. Bądź uczciwy wobec siebie samego i nie przekładaj jej na kolejny poniedziałek.

Odradzam rozpoczynanie diety, kiedy w perspek­tywie są święta, urlop lub jakakolwiek kilkudniowa uroczystość, która może zdekoncentrować Cię na po­czątku odchudzania.

Według mnie powinien być to miesiąc od dnia, w któ­rym czytasz tę część niniejszej publikacji.

Dlaczego miesiąc, a nie krócej?

Spójrz na zawartość tego rozdziału. Składa się on z kilkunastu punktów, które powinieneś wziąć pod uwagę, zanim rozpoczniesz dietę. Zakładając, że będą to aktywności dodatkowe, które pojawią się na Two­jej miesięcznej liście obowiązków, oceń realistycznie, czy będziesz w stanie wykonać je wcześniej. Nie ma sensu na samym początku nadawać sobie zbyt ostre­go tempa.

Dlaczego miesiąc, a nie dłużej?

Jest to wystarczający czas na to, żebyś wykonał wszystkie zadania wynikające z tego rozdziału. Nie odkładaj momentu rozpoczęcia diety w nieskoń­czoność. Po pierwsze dlatego, że możesz zapomnieć już o niektórych wytycznych, a po drugie dlatego, że prawdopodobnie stracisz cały entuzjazm, jaki aktual­nie posiadasz, szczególnie po przeczytaniu rozdziału mówiącego o tym, jakie będzie Twoje życie, kiedy od­niesiesz sukces.

I nie objadaj się w tym miesiącu, niepotrzebnie możesz przybrać kilka kilogramów w tak krótkim czasie.

Skonsultuj się z lekarzem

Być może po lekturze 2. rozdziału zorientowałeś się, że jedną z przyczyn otyłości może być jakaś choroba. Mam nadzieję, że wizytę u lekarza masz już za sobą.

Jeśli nie odnalazłeś u siebie żadnych objawów i czujesz się świetnie (oprócz oczywiście tych dodatkowych ki­logramów), to i tak mocno zalecam wizytę u lekarza.

Wyniki badania krwi i moczu, które zrobisz na począt­ku diety, pomogą kontrolować Twoje zdrowie w jej trakcie. Jeśli planujesz 10-dniową fazę uderzeniową, konsultacja lekarska będzie bardzo wskazana.

Przygotuj tygodniowy plan jedzenia

Planowanie jedzenia to bardzo istotny punkt w przy­gotowaniu się do rozpoczęcia diety. Szczególnie waż­ny na samym początku, kiedy to dopiero zaczynasz poruszać się na tym poligonie produktów dozwolo­nych. I aby unikać zaminowanych terenów, zarówno w sklepie, jak i we własnej lodówce, tygodniowy plan jedzenia jest kluczowy.

Zastanów się nad tym, co lubisz jeść. Twoje menu nie może składać się z produktów, na których widok wcześniej odwracałaś się z obrzydzeniem. Lista pro­duktów dozwolonych jest naprawdę szeroka, a wybór w sklepie przeogromny, więc na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Tygodniowy plan jedzenia powinien odzwierciedlać tak naprawdę fazę odchudzania, w której aktual­nie się znajdujesz. Ma także pomóc w prawidłowym przejściu do kolejnego etapu diety.

Poznaj korzyści wynikające z planowania jedzenia:

Systematyczność

Z planu wynika, kiedy powinieneś zrobić zakupy, nie będzie więc to przypadkowe działanie. Możesz więc tak planować swoje tygodniowe aktywności, żeby uwzględnić sklep na swojej liście „do zrobienia”.

Oszczędzasz czas

Robisz „efektywne” zakupy, czyli poruszasz się tylko w rejonach sklepu z produktami dozwolonymi. Ku­pujesz te rzeczy, których potrzebujesz, a wszystko to trwa zdecydowanie krócej niż dotychczas.

Oszczędzasz pieniądze

Kierując się listą zakupów, unikasz pokus w posta­ci produktów niedozwolonych, nawet jeśli są akurat w niesamowitej promocji. Ponadto nie kupujesz pro­duktów, których w danym tygodniu nie wykorzystasz i być może w konsekwencji musiałbyś je wyrzucić.

Gotujesz to, co zaplanowałeś

Masz wszystkie produkty potrzebne do ugotowania danej potrawy, o niczym tym razem nie zapomniałeś.

Nie myślisz ciągle o jedzeniu

Masz plan, który sam sobie stworzyłeś, więc zakładam, że są tam pozycje, które lubisz i akceptujesz. Nie musisz ciągle myśleć o tym, że jesteś na diecie. Zapominając o jedzeniu, możesz koncentrować się na codziennych obowiązkach. Twoje myśli niech raczej krążą wokół tego, jakie będzie Twoje życie, jak już odniesiesz sukces, niż wokół tego, co możesz, a czego nie możesz zjeść.

Prowadź dzienniczek

Punkt mocno związany z poprzednim. Plan jedzenia prowadź w dzienniczku. Najlepiej zaadaptuj sobie kalendarzyk, w którym możesz robić notatki. Może być także zwykły zeszyt, do którego dopiszesz daty. Wybierz, co wolisz i co masz akurat pod ręką.

W takim dzienniczku, oprócz już omówionego ty­godniowego planu jedzenia, możesz notować swoje uwagi: smakowało, nie smakowało, ile kosztuje, na ile dni starcza, ile czasu zajęło przygotowanie danej potrawy, chcę ten przepis powtórzyć, warto podzielić się ze znajomymi. Wszystkie obserwacje, które są dla Ciebie istotne i o których nie chcesz zapomnieć.

Oczywiście tutaj także zapisuj Twoje cotygodniowe wyniki pomiaru.

Zapiski pomogą również zrozumieć swoje nawyki je­dzeniowe. Notuj, o której godzinie zjadasz konkretny posiłek. Pomimo że możesz jeść produkty dozwolo­ne w nieograniczonych ilościach, podstawowe zasa­dy żywieniowe pozostają bez zmian (o tym więcej za chwilę).

Dzięki dzienniczkowi będziesz wiedział, w jakich go­dzinach jadasz największe posiłki i z czego to wyni­ka. Czasami nie mamy świadomości, że to wieczorem spożywamy najbardziej obfite porcje.

Notuj także informacje o emocjach, jakie Ci towarzy­szą przy jedzeniu. Zrozumienie „dlaczego” jesz w da­nym momencie, pozwoli Ci na lepsze przygotowanie się. Jeśli to jest odreagowanie stresu i podjadasz za­wsze po powrocie do domu, może lepiej na ten czas zaplanować spacer albo wizytę na basenie? Ogólnie mówiąc, jakąkolwiek aktywność, która pomoże Ci wyciszyć się po pracy i jednocześnie zapobiegnie pod­jadaniu pod wpływem impulsu.

Gotuj większe porcje 2–3 razy w tygodniu

Nie musisz gotować codziennie. Spokojnie możesz robić to 2–3 razy w tygodniu, czyli prawdopodobnie tak, jak do tej pory. Po przygotowaniu podziel danie na mniejsze porcje i albo przechowaj w lodówce na kolejny dzień, albo zamróź.

Po pewnym czasie zgromadzisz w zamrażarce już róż­ne dania i wtedy każdego dnia odmrażaj sobie to, co zaplanowałeś. Zapisuj w swoim dzienniczku, co aktu­alnie wrzucasz do zamrażarki — dzięki temu będziesz miał nad tym pełną kontrolę.

Takie „kilkudniówki” pomogą Ci także w planowaniu już kolejnych potraw, masz bowiem czas na zastano­wienie się, poszukanie nowych interesujących prze­pisów i w konsekwencji przemyślane zakupy odpo­wiednich składników.

Dieta nie może Ci się kojarzyć z codziennym obowiąz­kiem, a gotowanie z czynnością, od której na samą myśl robi się gorąco. Eksperymentuj, próbuj nowych przepisów, baw się jedzeniem i gotowaniem, odkry­waj nowe smaki. Pokaż swoją kreatywność w kuchni. Jedyne ograniczenie, jakie masz na tym polu, to lista dozwolonych składników. Na większe szaleństwa ku­linarne pozwól sobie wtedy, kiedy masz więcej czasu.

Staraj się o różnorodność na talerzu

Najgorsza w życiu jest monotonia. W wypadku diety jest ona podwójnie niebezpieczna, może bowiem skło­nić Cię albo do zjedzenia czegoś spoza listy produktów dozwolonych, albo w najgorszym wypadku do całko­witej rezygnacji z niej. Nie wspomnę już o wyrzutach sumienia, które pojawiają się zawsze po chwili krót­kotrwałej ekstazy spowodowanej zjedzeniem zakaza­nego owocu. Czy warto się na nie narażać?

Jednym ze sposobów, abyś nie szukał chwilowych przyjemności, jest planowanie różnorodnych posił­ków. Dieta proteinowa jest tak skonstruowana, że masz całkiem duży zasób produktów już od pierwszej fazy. Później stopniowo rozszerzasz gamę produktów dozwolonych. Nie osiągniesz sukcesu, jeśli będziesz traktować dietę jako zło konieczne.

Jedzenie powinno być smaczne, pachnące przypra­wami, kolorowe — czyli takie, żeby działało na Twoje zmysły. Unikaj nudy i rutyny, dodawaj do swojej die­ty zupełnie nowe przepisy.

Spraw sobie segregator

Przepisy na potrawy z diety proteinowej są już sze­roko dostępne. Powstały nawet książki poświęcone tylko temu zagadnieniu. Dostęp do wiedzy jest więc bardzo łatwy. W punkcie o różnorodności na talerzu pisałam o tym, jak ważne jest unikanie rutyny. Miej więc oczy i uszy otwarte na nowości, zbieraj najbar­dziej ciekawe przepisy w jedno miejsce, drukuj, wy­cinaj i twórz swoją księgę przepisów. Twórz ją przez cały czas: zobaczysz, ile satysfakcji przyniesie Ci po­większający się zbiór.

Najlepszy do tego jest właśnie segregator. Możesz w nim zrobić odpowiednie sekcje, np. drób, wołowi­na, ryby, warzywa, zupy, śniadania. Przy planowaniu kolejnego tygodnia, zamiast poszukiwania pomysłów, wystarczy, że otworzysz swoją księgę i rozwiązanie gotowe. Każdy przepis posiada listę składników, nie ma więc mowy o tym, że o czymś zapomnisz.

Uwzględnij odpowiednią ilość snu w codziennym planie dnia

Dlaczego to tak ważne, zauważył już Cyceron1: „Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha — odświeża siły”.

I na tym właściwie moglibyśmy zakończyć, ten cytat tłumaczy praktycznie wszystko.

Spójrzmy jednak jeszcze na bardziej naukowe wy­tłumaczenie wpływu braku snu na nadwagę. Zacząć należy od tego, że posiadamy 2 przeciwstawne sobie hormony odpowiedzialne w naszym organizmie za łaknienie: grelinę i lektynę. Pierwszy z tych hormo­nów ma za zadanie przekazać organizmowi informa­cję o tym, że jesteśmy głodni. Zadanie drugiego nato­miast jest wręcz odwrotne: to on przesyła do mózgu wiadomość, że jesteśmy już syci. Gdzie więc wpływ snu? Już odpowiadam. W niewy­spanym organizmie poziom greliny wzrasta, a lekty­ny spada. W praktyce oznacza to nic więcej jak zwięk­szoną skłonność do jedzenia. Masz większy apetyt, i co więcej, zjadasz duże ilości pokarmu, a Twój mózg wciąż otrzymuje sprzeczne informacje, że nadal je­steś głodny. Jeśli dodam jeszcze do tego, że obniże­nie poziomu lektyny wpływa także na spowolnienie przemiany materii, tym bardziej dostrzeżemy istotę wpływu ilości snu na naszą wagę ciała.

Jakże miłe zalecenie: wysypiaj się dobrze.

Zakupy rób z listą

Planowanie jedzenia niezmiernie pomaga także w rozsądnych zakupach. Doskonale wiesz, że można wyjść ze sklepu z tysiącem produktów, których wcale nie zamierzałeś kupić, ale zupełnie przypadkowo zna­lazły się w Twoim koszyku. Promocja ciastek: „Kup jedno, drugie dostaniesz gratis” to przecież wyjątko­wa okazja, jak mogłeś ją ominąć! Dałeś się skusić na spróbowanie nowego jogurtu z owocami, a przecież jak już spróbowałeś, to nie wypada odmówić zakupu, więc kupujesz całą zgrzewkę, bo tylko tak sprzedają. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Dlatego planuj zakupy (zobacz też punkt o planowa­niu jedzenia), do sklepu idź z gotową listą produktów, które powinieneś mieć. Trzymaj się jej konsekwent­nie, a zobaczysz, że dieta pomoże Ci nawet w ograni­czeniu wydatków miesięcznych.

Nie rób zakupów, gdy jesteś głodny

To bardzo ważna zasada. Niestety głód może wygrać ze zdrowym rozsądkiem i pod wpływem zapachu sku­sisz się na to, co niedozwolone. Szczególnie należy uważać na świeże pieczywo, którego zapach czasem wprost zniewala. A im bardziej jesteś głodny, tym bardziej odczuwasz wszelakie „jedzeniowe” zapachy. Rób więc zakupy wtedy, gdy jesteś najedzony.

Zapoznaj się z półką produktów dozwolonych

Zdecydowanie lepiej jest zrobić to zanim rozpocz­niesz dietę. Wybierz się do sklepu tylko w tym celu. Poświęć trochę czasu na zaznajomienie się z półkami z produktami, które za chwilę staną się Twoimi do­brymi przyjaciółmi.

Możesz na początku czuć się trochę zagubiony, bo wy­bór samych serków i jogurtów jest ogromny. Sprawdź, w którym miejscu w sklepie znajdziesz otręby owsiane czy słodzik, produkty z Twojego „niezbędnika”. Obejrzyj półkę z wędlinami, popatrz na skład produktu (nie za­wsze nazwa koresponduje ze składem, np. parówki z in­dyka mogą w istocie zawierać także mięso wieprzowe).

Kiedy przyjdzie już godzina zero, będziesz doskonale wiedział nie tylko co kupować, ale w jakim konkret­nie miejscu powinieneś tych produktów szukać.

A jak zrobisz już kilka prób smakowych, czyli kupisz parę produktów z tej samej linii, to rewelacja. Bę­dziesz bogatszy o wiedzę na temat tego, co Ci sma­kuje (każdy musi znaleźć swój ulubiony serek) i roz­poczniesz dietę już w pełni profesjonalnie.

Sprawdź, ile kosztują poszczególne produkty z listy dozwolonej

Nie wiem, w jakiej sytuacji finansowej się znajdujesz. I chociaż moim zdaniem dieta proteinowa jest jedną z tańszych, musisz ocenić to sam.

Sprawdź w sklepie, ile kosztują poszczególne rodzaje mięs, zrób sobie listę cen i uwzględnij to w swoim pla­nie tygodniowym. Nie zawsze musisz jeść tatar i steki z polędwicy wołowej: wybieraj to, na co po prostu Cię stać.

Przygotuj wagę łazienkową

Jeśli takowej nie posiadasz, kup ją. Jeśli stoi gdzieś zakurzona, sprawdź, czy działa prawidłowo, czy są sprawne baterie, czy wyświetlają się wszystkie po­trzebne informacje.

Chcesz przecież monitorować swoje sukcesy w odchu­dzaniu i Twoja własna, prywatna waga jest do tego niezbędna. Ważenie się w innych miejscach niż Two­ja łazienka nie jest wskazane. „Obca” waga może być uszkodzona, przekręcona, po prostu zepsuta, a w Two­im wypadku ważna jest dokładność i precyzja. Używanie jednej wagi daje pewność, że zmiany, które widzisz, są prawdziwe.

Waga ma być tylko narzędziem do realizacji Twoje­go planu odchudzania. Jej zadanie to pokazać, na ile plan jest skuteczny, jakie są Twoje postępy. Służy wy­łącznie do analizy.

Ustal dzień pomiaru

Ustal, w jaki dzień tygodnia będziesz się ważył i o ja­kiej porze dnia (zawsze o tej samej, najlepiej rano, na czczo, po wypróżnieniu i bez ubrań), i rób to tylko raz w tygodniu. Żeby nie kusiło codzienne ważenie się, schowaj wagę do szafy.

Używaj dodatkowo miary krawieckiej, aby mierzyć obwód tych samych części ciała. Często jest tak, że sylwetka zaczyna się modelować, a ubytku kilogra­mów jeszcze nie widać.

Cotygodniowe pomiary zapisuj oczywiście w swoim dzienniczku. Takie podejście eliminuje wszystkie niepotrzebne emocje, które pojawiają się w związku z codziennym ważeniem: od euforii po rozczarowa­nie. Chłodnym okiem musisz oceniać swoje postępy, a całą energię kumulować wokół sukcesu, który za­pewniam, nadejdzie w odpowiednim czasie.

Poinformuj najbliższe otoczenie

Wsparcie i zrozumienie najbliższych jest bardzo istotne. Od psychicznych aspektów, takich jak motywowanie, po bardzo trywialne rzeczy, jak podział w gotowaniu czy miejsca w lodówce.

Jeśli jesteś „wolnym strzelcem”

Jeśli sam prowadzisz swoje gospodarstwo, to teore­tycznie masz łatwiej. Gotujesz tylko dla siebie, lodów­kę zaopatrujesz tylko w produkty z listy dozwolonej. Masz całą przestrzeń tylko dla siebie.

Nie masz natomiast codziennego wsparcia od do­mowników i rozliczasz się tak naprawdę sam przed sobą. Twoja wola osiągnięcia sukcesu i zrzucenia zbędnych kilogramów musi być bardzo świadoma.

Dlatego, żeby pomóc sobie, warto wtajemniczyć np. rodziców. Mimo że od dawna z nimi nie miesz­kasz, podtrzymanie na duchu płynące od osób, które cenisz, jest bardzo ważne. Także niedzielne obiady u mamy będą wyglądać inaczej, bo z pewnością do­stosuje swoje menu do tego, co możesz, a czego nie powinieneś jeść.

Zastanów się, z kim chcesz podzielić się tą informa­cją. Chociaż to Ty jesteś głównym aktorem tego spek­taklu, dobrze mieć, jak już się wyjdzie na scenę, sufle­ra, który wesprze w chwilach zwątpienia.

Ostatni punkt, ale bardzo ważny. Świadomość tego, że także inne osoby wiedzą o Twoim wyzwaniu, bę­dzie kolejnym motywatorem, aby w diecie wytrwać. Publiczne przyznanie się do porażki nie należy prze­cież do najłatwiejszych…

Jeśli jesteś częścią gospodarstwa domowego

Czyli po prostu nie mieszkasz sam. Poza wspomina­nymi powyżej aspektami motywującymi i dopingują­cymi, należy zadbać o ważne „technikalia”:

Czy cała rodzina będzie jadła posiłki skompono­wane na podstawie diety proteinowej?

Jeśli masz dzieci, pewnie nie. Jeśli masz drugą poło­wę, która nie wyobraża sobie obiadu bez kotleta scha­bowego, to także raczej nie przewalczysz takiej opcji.

Dlatego porozmawiaj o tym z partnerem. Być może na jakiś czas to on przejmie pałeczkę przygotowania posiłków dla rodziny. Jeśli takie rozwiązanie jest nie­możliwe, to staraj się mimo wszystko gotować jeden posiłek, a do potraw reszty domowników dokładaj: ziemniaki, ryż, surówki czy warzywa.

A co ze wspomnianym wcześniej kotletem schabo­wym? Filet z kurczaka w dobrej panierce (tylko dla niego, Ty jadasz bez) może rozwiązać problem.

Zrób podział miejsca w lodówce

Wydziel półkę tylko na swoje produkty dozwolone. Poinformuj rodzinę, żeby przestrzegała tej zasady i nie podkładała na Twoje miejsce czegoś, czego Ty jeść nie możesz.

Unikaj bycia kuszonym

Poproś, aby jak najrzadziej w Twojej obecności je­dzone były przekąski typu czipsy, batoniki, orzeszki, zgodnie z zasadą: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Im mniej pokus, tym lepiej. Uprzedź także domowników, aby nie chowali tych produktów po szaf­kach, półkach, do których Ty codziennie zaglądasz.

Dieta proteinowa

Dieta proteinowa” Poli Majkowskiej to bogate kompendium wiedzy, zestawiające najważniejsze informacje ze wszystkich dostępnych na rynku publikacji na ten temat, wraz z doświadczeniem dziesiątek ludzi, którzy poznali odchudzającą moc protein. Bez tracenia czasu i pieniędzy dowiesz się z niej, jak skutecznie przejść przez wszystkie 4 fazy diety proteinowej, a w tym:

  • jak formować cele oraz manifest,
  • jak tworzyć plany jedzenia, jak konstruować posiłki,
  • poznasz zapomnianą sztukę efektywnych zakupów,
  • poznasz techniki unikania pokus,
  • poznasz proste i skuteczne katalizatory odchudzania,
  • odkryjesz, w jaki sposób dorównać wizerunkowi siebie, jaki masz w głowie.

Ale to nie wszystko! Bogato opisane założenia teoretyczne diety proteinowej wzbogacone zostały o specjalny BONUS w postaci zbioru przepisów na dania z drobiu, ryb i serów! Dzięki temu w zaledwie kilka minut samodzielnie przygotujesz obiad, kolację, czy pyszne przekąski do podjadania między głównymi posiłkami – zgadza się! – w tej diecie można, a nawet trzeba podjadać!

Dieta proteinowa

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak zdobyć faceta i sprawić, by ciągle za Tobą szalał

Wyobraź sobie gorący, letni poranek. Siedzisz w restauracyjnym ogródku, popijasz wodę i upajasz się słońcem. Czytasz swoje ulubione czasopismo, uśmiechasz się do siebie i nagle czujesz, że ktoś Ci się przygląda. Podnosisz wzrok i widzisz, jak dwóch przystojnych mężczyzn patrzy w Twoim kierunku. Nie czujesz wstydu ani zdziwienia. Uśmiechasz się do nich i czytasz na­dal. Po minucie jeden z mężczyzn podchodzi do Ciebie i pyta, czy nie mogłabyś go oprowadzić po mieście, ponieważ dopiero dziś przyjechał.

Niemożliwe? Nieprawdopodobne? Takie rzeczy w rzeczywi­stości się nie zdarzają?

Przyszło Ci to na myśl? Co jeszcze? Może:

Takie sytuacje zdarzają się tylko naprawdę pięknym kobietom.

Mnie nigdy nie przydarzy się taka historia.

Nikt na mnie nie zwróci uwagi.

Bzdura!

Dzięki tej książce nigdy więcej nie pomyślisz tak o sobie. Twoje postrzeganie siebie samej drastycznie się zmieni. Nieważne,  czy jesteś brunetką, czy jesteś ruda, czy jesteś może zbyt chuda czy puszysta, piegowata czy niska. To nie ma znaczenia. Będziesz potrafiła zdobywać i uwodzić facetów.

Wyobraź sobie, że siedzisz ze swoim wspaniałym partnerem

w samolocie. On zrobił Ci niespodziankę na urodziny i zabie­ra Cię do Paryża. Patrzy na Ciebie, uśmiecha się, przytula Cię

i mówi Ci do ucha: „Kocham Cię”. Minęły już ponad trzy lata,

a Twój ukochany nadal szaleje za Tobą i nosi Cię na rękach. Jesteś bardzo szczęśliwa. 9

Może pomyślałaś: takie rzeczy zdarzają się tylko w roman­tycznych filmach. Takie sytuacje to bajki, a nie rzeczywistość.

Co jeszcze pomyślałaś?

Stop!

Czas, abyś skończyła z takim myśleniem. Czas przyciągnąć partnera, o którym zawsze marzyłaś. Jesteś ciekawa, jak to zro­bić? Mam taką nadzieję, że już nie możesz doczekać się, aby po­znać sekret, jak zdobyć faceta. Jak go oczarować i jak sprawić, by ciągle za Tobą szalał.

Gotowa?

No to zaczynamy.

Chciałabym na początku, żebyś poznała niezwykłą kobietę, która przyciągała wzrok mężczyzn i działała na nich jak magnes. Tą kobietą była Kleopatra, o której na pewno wiele słyszałaś.

Postać Kleopatry fascynowała ludzkość przez wieki. Kochanka Cezara i Antoniusza stała się bohaterką ponad 50 filmów i nie­zliczonych utworów literackich. Była postacią niezwykłą –

wykształcona, kipiąca energią, ale czy wiesz, że była daleka

od ideału kobiecego piękna? „Autorzy rzymscy opowiadali

o inteligentnej i charyzmatycznej Kleopatrze, kobiecie z uwo­dzicielskim głosem, nigdy jednak nie wspominali, że była piękna”, twierdzi Lindsay Allason-Jones, dyrektorka Muzeum Archeologicznego Uniwersytetu w Newcastle. I faktycznie, Kleopatra nie była wcale taką pięknością, jak się powszechnie uważa, jej uroda należała raczej do dość przeciętnych. Posiadała jednak niezwykły intelekt oraz seksapil, dla którego tracili głowy najwięksi z ówcześnie żyjących mężczyzn.

Spytasz, jak to możliwe? Jak kobieta z przeciętną urodą mogła mieć aż taki wpływ na mężczyzn? Może znowu pomyślisz: ta­kich kobiet jest mało, była bogata i miała wpływy, ale czyżby na pewno?

A może masz takie koleżanki, które nie są zbyt urodziwe, a niesamowicie przyciągają do siebie mężczyzn? I nie piszę tu o tych młodych dziewczynach, które oprócz krótkotrwałej przy­jemności nie potrafią nic dać z siebie. Piszę o kobietach, które nie powalają urodą, a mimo wszystko mają duże powodzenie u mężczyzn.

Zastanawiałaś się, co sprawia, że kobieta przyciąga mężczyzn? Co tak naprawdę kręci mężczyzn w kobietach? Co sprawia,

że kobieta jest interesująca i przykuwa uwagę, pomimo tego, że nie jest zbyt urodziwa? Jak to się dzieje, że kobieta postrzega­na jest jako niezwykle seksowna?

Cóż, dla każdego to może być inna cecha, to sprawa subiek­tywna, ale dla większości to coś nieopisanego, nieuchwytnego, nie nazwanego wprost. Ta nieokreśloność to pewna aura, która otacza daną osobę. To sposób, w jaki ktoś się śmieje, odgarnia kosmyk włosów, chodzi, mówi, pije kawę czy ubiera się. Te ce­chy tworzą kobietę jako całość, pozwalają patrzeć na nią w inny sposób. O tym, że kobieta postrzegana jest jako osoba seksowna, nie decydują cechy rejestrowane wprost, jak ładna buzia, figura czy dłonie. Bardzo często bywa tak, że osoby na pierwszy rzut oka uważane za mało atrakcyjne uchodzą na niezwykle seksow­ne. To, co naprawę przykuwa uwagę i postrzegane jest jako niezwykle atrakcyjne dla facetów, to sposób, w jaki kobie­ta myśli sama o sobie. To, jak postrzega siebie. To, jak patrzy na siebie. To, co uważa na swój temat. Zdziwiona? Ale to jest właśnie największy sekret magnetyzmu i seksapilu.

W tej książce zdradzę Ci sposoby, jak stać się kobietą, która myśli i czuje, że jest niesłychanie seksowna, atrakcyjna i piękna. Będą to pewne etapy, przez które musisz przejść, aby osiągnąć swój cel. To będzie etap oczyszczania, wzmacniania, odkrywa­nia i przyciągania. Te etapy są po to, byś stała się kobietą, która zdobędzie wymarzonego partnera, i przede wszystkim po to, byś fascynowała go przez cały czas, a nie tylko na początku zna­jomości. Aby się tak stało, musisz poświęcić czas na odkrycie i poznanie siebie. Obiecuję Ci, że wysiłek i czas, który sobie po­święcisz, opłaci Ci się.

Jak zdobyć faceta i sprawić, by ciągle za Tobą szalał to pierwszy na rynku polskim poradnik dla kobiet, dzięki któremu będziesz potrafiła zdobywać i uwodzić facetów. Zastanawiałaś się, co sprawia, że kobieta przyciąga mężczyzn? Co tak naprawdę kręci mężczyzn w kobietach? Co sprawia, że kobieta jest interesująca i przykuwa uwagę pomimo tego, że nie jest zbyt urodziwa? Jak to się dzieje, że kobieta postrzegana jest jako niezwykle seksowna? Dzięki tej książce dowiesz się tego wszystkiego i będziesz w stanie przyciągnąć do siebie wymarzonego partnera. Poradnik obfituje w wiele pomocnych ćwiczeń oraz pytań, które pozwolą odkryć Ci tkwiącą w Tobie siłę i niepowtarzalną moc. Od teraz możesz skorzystać z technik opisanych w książce i poznać sekret, jak zdobyć faceta, jak go oczarować i  jak sprawić, by ciągle za Tobą szalał. Dowiesz się, w jaki sposób fascynować mężczyznę przez cały czas, a nie tylko na początku znajomości.

To jest książka, dzięki której Ty, kobieto:

– staniesz się kobietą zmysłową, magnetyczną, która przyciąga wzrok mężczyzn
– zdobędziesz pewność i wiarę w siebie
– zbliżysz się do istoty Twojej kobiecości
– będziesz tryskać energią
– odkryjesz bogactwo i niepowtarzalność swojej osoby
– nauczysz się kierować w życiu siłą i wewnętrznym głosem
– będziesz bardziej rozumiała siebie
– zajrzysz głęboko w siebie i poznasz swoją pierwotna naturę
– odpowiesz na pytania, na które długo nie umiałaś odpowiedzieć
– ulepszysz swoje stosunki z najbliższymi
– zmienisz swoje życie i będziesz zawsze miała dla siebie czas
– będziesz umiała wybaczyć sobie i innym dawne krzywdy
– będziesz potrafiła radzić sobie ze złością

ODBIERZ PREZENTY>>>

Dziewczyna do wszystkiego

 Jak unikać typowo kobiecych błędów na drodze do osiągnięcia sukcesu

Osiągnąć wszystko i nigdzie nie dojść

   Poczucie osobistej porażki, które można wyczytać z poszczególnych życiorysów kobiet, odpowiada w szerszej perspektywie obiektywnemu niepowodzeniu całej naszej płci. Osiągnęłyśmy już wiele, jednak wcale nie zaszłyśmy zbyt daleko. Jesteśmy wykształcone lepiej niż kiedykolwiek, a mimo to nie udaje nam się zająć stanowisk profesorskich, dostać do zarządu i na wyższe szczeble kierownicze, które wciąż w ponad 90% zajmują mężczyźni. To nie wszystko – według badań przeprowadzonych w 2007 roku przez Unię Europejską dwa lata wcześniej kobiety zarabiały „tylko” o 15% mniej od mężczyzn. W 1995 roku ten procent wzrósł do 17. Jednak w Niemczech ta przepaść powiększyła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat z 21 do 23%! Zasmucające dane wskazują na to, że Niemcy wraz z Estonią, Słowacją i Cyprem pozostają na szarym końcu Europy w statystykach dotyczących równouprawnienia kobiet w środowisku zawodowym [2]. Rzeczywiście wygląda to ponuro. Zgodnie z danymi pozyskanymi w ramach badań prowadzonych przez Unię Europejską w sektorze niskich płac pracuje aż 70% kobiet, jak na lekarstwo jest ich jednak wśród najlepiej zarabiających.

   My, wszystkie kobiety, mamy szansę, a jednak jej nie wykorzystujemy. Studiujemy „miękkie” przedmioty i wybieramy „damskie zawody”, podczas gdy mężczyźni bez trudu wyprzedzają nas i stają się naszymi szefami. W tym samym czasie my sytuujemy się zaledwie pośrodku pola swoich możliwości zawodowych. Nie jesteśmy wystarczająco odważne, kiedy trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność, przez co szybko lądujemy poza obszarem walk o dobre stanowisko. Uciekamy w niepełnoetatową pracę jako osoby wykonujące wolny zawód lub zamieniamy „pułapkę na dziewczyny” na „pułapkę macierzyństwa”. W takich sytuacjach często cytuje się zdanie byłego redaktora naczelnego ZDF, Klausa Bressera: „Od czasu, gdy należę do grona osób podejmujących decyzje, wciąż rozglądam się, gdzie są kobiety pragnące zająć nasze stanowiska?”. Mogę pana całkowicie uspokoić – nie ma takiego zagrożenia. Już dawno zniknęłyśmy z pola widzenia. Jesteśmy daleko poza horyzontem, całkowicie zajęte tym, by przed ukończeniem 35. roku życia odbyć kolejną praktykę, urodzić drugie dziecko i ukończyć studia na kierunku „dziennikarstwo kulturalne”.

   Kobiety potykają się o własne nogi

   Nie jesteśmy „cool” – łatwo nas wyprowadzić z równowagi, speszyć lub nastawić jedną przeciwko drugiej. Kobiety nie są ani opanowane, ani pewne siebie. Każdą krytykę traktują jak atak. Są zbyt emocjonalne i rozwiązują konflikty na poziomie relacji, zamiast rozpatrywać je w kontekście zawodowym. A to z kolei bardzo odpowiada mężczyznom, którzy często nas blokują i wypierają ze stanowisk.

   To nie jedyny powód, dla którego po studiach nie rozpoczynamy kariery lub już na starcie jesteśmy skazane na porażkę. Nie powinnyśmy mieć do nikogo pretensji, gdyż same rzucamy sobie kłody pod nogi, a potem się o nie potykamy. Jesteśmy za mało ambitne – nie wyznaczamy sobie dalekosiężnych celów. Od miejsca pracy wymagamy wyłącznie tego, by było miłe i przytulne. Ochoczo odgrywamy rolę pośredniczek i moderatorek, ponieważ unikamy niewygodnych konfrontacji. Cieszymy się, gdy inni przypisują nam posiadanie jedynie miękkich umiejętności, takich jak zdolność komunikowania się i słuchania, zamiast przyswoić sobie niezbędne twarde sprawności, czyli przebojowość, pewność siebie, stanowczość w prowadzeniu negocjacji, wiedzę fachową oraz cechy przywódcze. Pod koniec lat 80. XX w. autorzy poradników dotyczących kariery zawodowej kobiet twierdzili, że w miejscu pracy są one odpowiedzialne przede wszystkim za tworzenie dobrej atmosfery. Przedstawicielki kadry kierowniczej udzielały wywiadów, w których mówiły, że postawiwszy w sali konferencyjnej paterę z owocami, zmieniły coś istotnego w firmie. Niestety od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Chcemy zadowolić wszystkich, podczas gdy nie nauczyłyśmy się zasad uczciwej konkurencji. Często zachowujemy się przy tym nieuprzejmie lub działamy za czyimiś plecami. Boimy się zaryzykować, jesteśmy za mało odważne, a jednocześnie dziwimy się, że nigdy nie wygrywamy.

   Praca jako eleganckie akcesorium

W profeministycznych czasach żadna kobieta nie przyzna się, że emancypacja przeszła obok niej, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Zachowujemy się tak, jakby była ona koncepcją z zamierzchłej przeszłości, kłopotliwą, przestarzałą sprawą, którą świadomie porzuciłyśmy. Natomiast dzisiejsza „dziewczyna” traktowana jest jako nowoczesny odpowiednik dawnej „kury domowej” i niegdysiejszej „kobietki”. One również nie były samodzielne, lecz zależne od innych pod względem ekonomicznym. Wprawdzie do niczego nie doszły, ale przynajmniej były dorosłe. W latach 20. XX wieku kobiety mogły zajmować się pracą poza domem tylko wtedy, gdy ich mężowie nie zarabiali wystarczająco dużo, by wyżywić rodzinę. Jeszcze do 1963 roku musiały prosić swoich małżonków o pozwolenie, jeśli chciały wykonywać jakikolwiek zawód, a jednocześnie były zobowiązane do podjęcia pracy wówczas, gdy dochód rodziny był za niski. Obecnie kobiety mogą samodzielnie decydować o swojej karierze. „Praca zarobkowa wynikająca z pilnej potrzeby stała się powszechnie uznawaną normą”, stwierdza Barbara Vinken w swojej książce Die deutsche Mutter (Niemiecka matka). Mimo to po dziś dzień praca kobiety w większości przypadków nie jest traktowana zbyt poważnie, także przez nas same. „Tym bardziej beztrosko kontynuujemy tradycyjny, lekko zmodyfikowany, jednak niekwestionowany wzór” – pisze autorka. Kant stwierdził kiedyś, że „uczone kobiety” noszą swoje książki niczym zegarek, „a mianowicie tak, by było widać, że je posiadają”. Wykształcenie jako atrybut na pokaz. „Gdybyśmy chcieli być złośliwi, moglibyśmy powtórzyć za filozofem, że dzisiejsze kobiety traktują swoją pracę jak akcesorium. Wiele z nich nie określa siebie za pomocą swojego zawodu, lecz wystawia ów fakt na pokaz” – oznajmia Barbara Vinken. Natapirować włosy, założyć biżuterię, nosić eleganckie ubrania i znaleźć odpowiedniego mężczyznę na całe życie – oto program dla dziewczyny, a nie dla dorosłej kobiety, która pragnie zmian w życiu zawodowym.

   Colette Dowling stawia podobną tezę w swej książce The Cinderella-Complex (Kompleks Kopciuszka), cytując pewnego dziennikarza ekonomicznego: „To takie typowe, że młoda dziewczyna wsiada do samochodu swego chłopaka i pozwala zabrać się na przejażdżkę. Jest w ten sposób obwożona po świecie mężczyzny. Wygląda na to, że przez całe życie nie pozbyła się tego stereotypu. Gdy kobieta wsiada do samochodu, oznacza to, iż wchodzi na terytorium mężczyzny, podczas gdy dla niej samej jest to tylko zwykła przejażdżka. Nie próbuje zasiąśza kierownicą, czegoś zmienić lub zrobić coś po swojemu. Nigdy nie stara się dojść do władzy. W tej zależności posiada mentalność biernego towarzysza”.

   Dowling opisuje „kompleks Kopciuszka” jako sieć stłumionych obaw, która więzi kobiety w „półmroku” i udaremnia rozwój ich duchowych, kreatywnych sił. „Niczym Kopciuszek kobiety wciąż czekają na jakieś zdarzenie zewnętrzne, które zasadniczo zmieni ich życie”, przekonuje autorka i sama zalicza się do opisanej grupy: „Dorosłyśmy – byłyśmy zmysłowe, inteligentne, nabrałyśmy ogłady, jaką daje tylko życie na Manhattanie, jednak w rzeczywistości pozostałyśmy dziewczynkami w okresie dojrzewania, którym kawałki szpinaku utkwiły między zębami a aparatem korekcyjnym”.

   „Ta pretensjonalna dziewczęcość jest denerwująca”

   Książka Dowling ma już prawie 30 lat, niestety wciąż jest jak najbardziej aktualna. Otoczenie postrzega współczesne kobiety inaczej, niż one same siebie. W niekorzystnym przypadku ocenia się je jako gromadę „wiecznych dzieci”. Czterdziestodwuletni dziennikarz Fred Grimm rzucił im wyzwanie w „Süddeutsches Magazin” z 17 czerwca 2005 roku, w artykule pod tytułem Koniec ze słodyczą!: „Drogie panie, które ukończyłyście dwudziesty piąty rok życia, chcecie przypominać raczej Grace Kelly, czy pozostać wiecznymi dziewczynkami? Ubierajcie się więc przyzwoicie, nie wywracajcie oczami i wreszcie dorośnijcie. Ta pretensjonalna dziewczęcość jest denerwująca”.

   Grimm się nie myli. Zastanawiam się, jak współczesne kobiety mogły popełnić taką gafę? Jak widać, dorosłość staje się coraz trudniejsza. Czasopisma, np. „Psychologie Heute” (numer 4/2001), często omawiają ten temat. Młodzieżowa wersja „Sterna” -„Neon” poddaje problem dorosłości pod dyskusję online. Socjologowie są zdezorientowani. „Jak długo kobieta może pozostawać dziewczynką?”- pyta dr Ursula Nissen, kierowniczka referatu naukowego przy zarządzie Deutsches Jugendinstitut w Monachium. Według niej trudność w zdefiniowaniu pojęć dzieciństwa i dorosłości w społeczeństwach zachodnich jest związana „z wyraźnie zmodyfikowanymi wzorcami zachowania młodych ludzi i strategiami ich działania, które zacierają granice między tym, co charakterystyczne dla okresu dzieciństwa, a wyznacznikami dorosłości”. Dotyczy to niemal wszystkich obszarów życia młodzieży. Brak wzorców

   Czy jednak powinnyśmy pozostawać „wiecznymi dziećmi” nawet wtedy, gdy skończyłyśmy już czterdziestkę? Absolutnie nie. „Pretensjonalną dziewczęcość” można na szczęście rozpoznać, a potem zwalczyć zarówno w sobie, jak i w innych. Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, czym ją zastąpić. Grace Kelly była wprawdzie dorosła już w wieku dwudziestu lat, jednak nie może uchodzić za wzór dla współczesnych kobiet, ponieważ jej dojrzałość polegała głównie na kokietowaniu i poprawianiu otoczenia, a także na dbaniu o swój wygląd. Nie wiemy, jak zachowałaby się w biurze, gdyby szef ponownie storpedował jeden z jej projektów.

   Top modelka zamiast pani prezes

   Zatem z jakich wzorców możemy czerpać, skoro nawet dojrzałe kobiety określa się mianem „dziewczyn”? Dotychczas największy sukces wśród Niemek zajmujących się polityką odniosła Angela Merkel. Mimo to przez lata funkcjonowała w prasie jako „dziewczyna”. Przebyła drogę pełną przeszkód i na pewno nie może być uważana za wzór do naśladowania dla większości kobiet. Cóż nam więcej pozostaje, poza rzeszą modelek, aktorek, osobowości telewizyjnych i zjawiskiem zwanym Madonną? Kobiecie trudno znaleźć damski wzór, któremu chciałaby dorównać. Przykładowo: w amerykańskim wydaniu magazynu „Vogue” z 2008 roku znana top modelka Kate Moss oznajmiła, że ma trzydzieści cztery lata, a mimo to wciąż czuje się jak nastolatka.

   To wyjaśnia wielki sukces widowisk opartych na castingach. W branży muzycznej dziewczyny mogą wzorować się na ideałach, których brakuje im w „prawdziwym życiu”. Z tego powodu nie chcą zajmować stanowisk menedżerskich, lecz starają się o członkowsko w jednej z „girls group”. Nie jest to realistyczne wyobrażenie o karierze. Większość z nich wykazuje się dość ograniczonym talentem wokalnym i tanecznym. Takie kobiety powinny się raczej zastanowić, w jaki sposób mogłyby odnieść sukces w bardziej przyziemnych zawodach. Jednak właśnie taka możliwość nie wydaje się im atrakcyjna, ponieważ typowe profesje w ogóle nie są „seksowne”. Tak przynajmniej przedstawiają je czasopisma, książki i seriale telewizyjne przeznaczone dla kobiet. Normalne zawody po prostu się w nich nie pojawiają. Chyba że mają jakiś związek z makijażem, modą lub znalezieniem faceta. Kobiety czynne zawodowo, a w szczególności te, które posiadają ambicje zawodowe, znikają stopniowo z publicznej percepcji. Podążają one wyznaczoną przez siebie drogą, nie zachowując się jak małe dziewczynki i nie wyglądając jak lalki Barbie, nie są produktami, przez co znikają ze świata mediów, przemysłu rozrywkowego i popkultury. Są marginalizowane lub przedstawiane karykaturalnie. Natomiast kobiety, które rzeczywiście robią karierę, takie jak Angela Merkel czy Sabine Christiansen [3], postrzega się przez pryzmat fryzury, ubrania oraz części ciała, które poprawiły sobie dzięki operacjom plastycznym. Dyskutuje się na temat ich kobiecości lub jej braku. Są więc ocenianie o wiele krytyczniej niż mężczyźni zajmujący podobne pozycje społeczne. Dlatego muszą osiągać trzy razy więcej niż oni, aby w ogóle utrzymać się na swoich stanowiskach. Potyczki polityczne Angeli Merkel, które prowadziła bezpośrednio po wyborach do Bundestagu w 2005 roku ze swoimi kolegami partyjnymi, są na to niezbitym dowodem. Jeszcze nigdy żaden kanclerz elekt nie musiał tak zawzięcie walczyć o solidarność i poparcie.

   Gdy coś się nie udaje

   Nie zawsze słowo „dziewczyna” ma przyjazny wydźwięk. Często złośliwie i uszczypliwie określa się nim kobiety, które nie osiągają sukcesów i w końcu ponoszą klęskę. Na początku potrzebne są bowiem tylko młode dziewczyny, gdyż ich pretensjonalne zachowanie wnosi pewien powiew świeżości i niekonwencjonalności. Jednak z czasem również one zaczynają się nudzić. Miłe kobietki o wielkich oczach, wyglądające jak lalki, ubrane w obcisłe koszulki, zaczynają być postrzegane w firmie jako osoby bezbarwne. Jeśli nie nabyły wcześniej rzeczywistych umiejętności i nie wykształciły w sobie żadnych mocnych stron, przestają być niezastąpione. Nie zapisują się w pamięci przełożonych. Kiedy się zestarzeją, w każdej chwili można je wymienić na nowszy model. Taki los grozi nam wszystkim i stanowi kolejny ważny powód do tego, by jak najszybciej dorosnąć – znaleźć wyjście z pułapki na dziewczyny.

DZIEWCZYNA DO WSZYSTKIEGO

Dlaczego kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni? I dlaczego w zarządach największych korporacji wciąż jest ich o wiele mniej? Zdaniem autorki przede wszystkim dlatego, że kobiety zbyt często zachowują się raczej jak małe dziewczynki niż wytrawni gracze biznesowi.

Annette Anton w humorystyczny sposób rozprawia się z wieloma stereotypami dotyczącymi ról i zachowań uznawanych w pracy za typowo męskie lub kobiece oraz daje wskazówki, jak sobie radzić w zdominowanym przez mężczyzn świecie biznesu. Wskazuje również na typowo kobiece błędy, które negatywnie wpływają na rozwój ich kariery. Lektura obowiązkowa dla wszystkich kobiet aktywnych zawodowo!

ODBIERZ PREZENTY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: