wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘nagradzanie’

Chcesz zwyciężać? Uwolnij się od programu społecznego!

Uwolnij się od programu społecznego! Zacznij żyć poza schematem, który dostałeś w spadku od rodziców, nauczycieli i innych opiekunów.

Psychika człowieka spontanicznie kształtuje się do trzeciego roku, później jednak zachowanie człowieka jest już ukierunkowywane przez społeczeństwo, poprzez kontakt dziecka z innymi rówieśnikami, nauczycielami i innymi dorosłymi. To kształtowanie odbywa się za pomocą nagród (rzadziej) i kar (częściej). 

System nagród i kar nieumiejętnie stosowany złamał niejednego człowieka.

Im bardziej dotkliwy rodzaj kar cielesnych stosują rodzice, tym bardziej agresywne jest dziecko. Dzieci uczą się agresywnego stylu zachowania od swoich rodziców. Nawet jeśli miałeś to szczęście i nie otrzymywałeś kar cielesnych, rodzice mogli stosować wobec ciebie przemoc psychiczną, mogli cię straszyć, grozić, lub poniżać wykorzystując swoja przewagę. Jeżeli tak było rozumiem, że może być ci ciężko nawiązywać zdrowe relacje z innymi, być może czujesz się nikim.

Czym jest program społeczny?

Program społeczny tworzy się już w wieku dziecięcym, kiedy to dziecko przeżywa trudne sytuacje. Wyciąga z tego wnioski i uczy się życia np. kim jest, czym jest życie. Mogą to być wnioski pozytywne, ale również niekorzystne dla człowieka. Toksycznymi mogą być np stwierdzenia. „nie jestem nic wart”, „okazywanie emocji jest niebezpieczne”, „dorosłość jest zła”, „tylko gdy  jestem dobry, wtedy mam prawo istnieć”, „muszę się poświęcać dla kogoś”, „muszę być ideałem”. To wszystko wynika z nabywanego w życiu doświadczenia, i tworzy dogmat, który może z człowiekiem być do końca życia.

Dogmaty takie powstają zazwyczaj przy współpracy rodziców i dzieci. Rodzice lub ważne osoby przekazują informacje, które są przetwarzane przez osobowość dziecka. Dzieci są uzależnione od tego, ale posiadają również indywidualną osobowość, dlatego nieraz informacje dopiero po przetworzeniu przez dziecko staje się toksycznym wzorcem. Zapewne już zorientowałeś się, że program nie powstaje z pięknych przesłań. Jet on tworzony z nakazów negatywnych i destrukcyjnych.

Klasyczne surowe nakazy to:

  • „Nie rób tego”,
  • „Nie bądź ważny”,
  • „Nie myśl”,
  • „Nie okazuj złości”,
  • „Nie przynależ do tego”,
  • „Nie bądź dorosły”,
  • „Nie bądź sobą”,
  • „Nie okazuj uczuć”,
  • „Nie bądź dzieckiem”,
  • „Nie bądź zdrowy”,
  • „Nie podchodź do mnie zbyt blisko”.

Uzupełnijmy to jeszcze „poganiaczami”, które nazbyt często tak chętnie są używane. Do klasycznych poganiaczy należą:

  • „Bądź perfekcyjny”,
  •  „Pośpiesz się”,
  • „Dogadzaj innym”,
  • „Staraj się”,
  • „Bądź silny”.

Sprawdź w którym kierunku idzie Twoje życie

Wielu ludzi idzie przez życie niosąc ze sobą ciężar przeżytych doświadczeń. Są to nierozwiązane konflikty rodzinne, toksyczny wpływ przyjaciół i innych osób. Często ludzie czekają, aż osoby, które w przeszłości ich zraniły zrozumieją krzywdy jakie im wyrządziły i je przeproszą. Myślą, że wtedy wreszcie im ulży i pozbędą się tego ciężaru, który ciągną z mozołem.

 Ludzie tacy zachowują się jak prokurator przygotowujący się do rozprawy zbierają dowody zbrodni, której dokonano na nich. Nie wpadnie im do głowy, że powinni przeżyć te sytuacje, przepracować je i puścić w niepamięć. Może to wyjaśnia, że mamy tylu cierpiętników, którzy uwielbiają rozprawiać jakie to im krzywdy wyrządzono, dadzą ci też wyczerpujący wykład dlaczego nie mogą być szczęśliwi. Ta gra, którą prowadzą pozwala im uniknąć odpowiedzialności za własne życie. Taki mają program na życie, odgrywanie roli cierpiętników.

 Cierpiętnik musi taką rolę przyjąć bo tylko wtedy może powiedzieć: „Jestem nieszczęśliwy, biedny, chory, a ty jesteś temu winien/winna”. Taka gra wymaga pielęgnowania w sobie negatywnych emocji, ktoś musi być winny: rodzice, państwa, szef, partner, zawsze jest ktoś, z kimś trzeba wałczyć, a później go oskarżać o swoje porażki.

 Takie myślenie jest bardzo skutecznym sposobem zahamowania sukcesu i rozwoju osobistego. Zmień to!  Zdaj sobie sprawę, że inni ludzie zrobili ci te wszystkie przykre rzeczy, gdyż nic innego nie potrafili ci dać i to prawdopodobnie już się nie zmieni. Zaakceptuj to, co jest. Poczuj te wszystkie śmieci w twoim umyśle, a następnie zrób to, co powinieneś z nimi zrobić – wyrzuć je. 

Chcesz zwyciężać? To uwolnij się od programu społecznego!

Tutaj znajdziesz sposób na uwolnienie się od programu społecznego>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Co zamiast karania – część III

Zgodnie z obietnicą, przedstawiam kolejne sposoby dyscyplinowania dzieci bez użycia kary.

4. Zaproponuj wybór

To jeden z moich ulubionych sposobów. Może dlatego, że często jest po prostu skuteczny. Do tego ma dużą wartość wychowawczą. Kiedy dziecko zachowuje się nieodpowiednio, zamiast je karać, dajemy wybór. Proste albo… albo… potrafi czasem zdusić spór w zalążku. Daje dziecku poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje – to w końcu jemu zostawiamy wybór! I to jest wielka nauka w małych sytuacjach. Nasze życie składa się w sporej części z podejmowania decyzji. Czasem jest to bardzo trudne zadanie. Jeśli chcemy, by nasze dzieci dobrze i mądrze sobie z nim radziły, uczmy je tego od najmłodszych lat. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie… Na pewno wielu z nas zna rodziców, którzy we wszystkim wyręczają dzieci, nie liczą się z ich zdaniem, bo przecież wiedzą lepiej, narzucają swoje zdanie nawet w najdrobniejszych sprawach. A potem się dziwią, że dzieci są takie niesamodzielne, albo że się z wszystkiego wycofują, bo nie są pewne swoich umiejętności, albo, gdy tylko się na to odważą, zaczynają się buntować. Można tego uniknąć. Do tej nauki można wykorzystać nawet niewłaściwe czy męczące zachowanie dziecka.

Przykład z pokoju małej dziewczynki, która ubiera się do przedszkola i wyrzuca z szafy wszystkie rzeczy, bo nie wie, w co się ubrać (niektórym z nas zostaje tak na długie lata, ale to już inna historia). Przychodzi mama i zaczyna pospieszać córkę. I wtedy się zaczyna (kto zna z życia, ten wie…). Sytuację można rozładować, dając dziewczynce wybór. Mama proponuje załóżmy dwie sukienki i mówi ta albo ta, decyduj! Żeby odwrócić uwagę córki od reszty rzeczy można dodać jakiś krótki opis np. albo ta, bo ładnie ci w zielonym, albo ta, bo bardzo ją lubisz. Wybierz którąś.

Jeśli dziecko biega w supermarkecie i robi wiele zamieszania, można dać mu konkretny wybór: albo idzie obok ciebie, albo wsadzisz go do wózka. Należy zwrócić uwagę dziecka, że decyzja należy do niego (bo przecież naprawdę tak jest). Jeśli dalej nie będzie odpowiednio się zachowywać, to… przejdź do punktu następnego.

————————————————————

Więcej porad znajdziesz również w publikacji autorki tego artykułu Izabeli Pufal pt. ‚Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

————————————————————

5. Daj dziecku odczuć konsekwencje złego zachowania.

Tę metodę stosujemy najczęściej wtedy, gdy wcześniejsze okazały się mało skuteczne. Polega ona na realizacji zapowiedzianych wcześniej konsekwencji. Sprawą kluczową, powtarzaną we wszystkich publikacjach dotyczących wychowania jest właśnie konsekwencja. Działa to nawet na dorosłych przestępców, więc tym bardziej na dzieci. Badania naukowe dowodzą, że przestępcy bardziej niż wysokości kary obawiają się jej nieuchronności. Mniejsze wrażenie robi na nich surowa kara, jeśli wiedzą , że są raczej małe szanse na ich złapanie i ukaranie. Natomiast kiedy prawdopodobieństwo trafienia w ręce wymiaru sprawiedliwości jest bardzo duże, obawiają się nawet małej kary. Jak to wygląda w przypadku dzieci? Dość podobnie. Jeśli ostrzegamy, że konsekwencją za złe zachowanie będzie np. tygodniowy zakaz gry na komputerze, a potem odpuszczamy, bo nie chce nam się tego pilnować, to sami pod sobą kopiemy dołek. Dziecko nie będzie się liczyło z naszymi zapowiedziami, bo nauczy się, że tego nie dopilnowujemy. Lepiej w takiej sytuacji nałożyć dzień czy dwa szlabanu na komputer, ale wtedy konsekwentnie przypilnować, żeby był on zrealizowany. Najczęściej osoby narzekające „moje dzieci nigdy mnie nie słuchają i robią co chcą” to ci z rodziców, którzy nigdy nie są konsekwentni. Dzieci bardzo szybko się uczą, kogo trzeba słuchać, a kogo nie. Zależy to od naszej konsekwencji. Jeśli więc dziecko w supermarkecie nadal biega i nie idzie obok Ciebie, wsadzasz je wózka, mówiąc przy okazji, dlaczego tak się dzieje: Miałeś do wyboru: idziesz obok mnie lub wkładam Cię do wózka. Widzę, że wolisz wózek. I choćby dziecko się buntowało i urządzało sceny, bądź konsekwentna/y! Dziecko musi mieć pewność, że jak coś powiesz, to tego dotrzymasz.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na kilka spraw.

Po pierwsze – mądrze wybieraj konsekwencje, jakie ma ponieść dziecko za niewłaściwe zachowanie. Muszą być one adekwatne do przewinienia. Nie można ciągle, za wszystko nakładać zbyt dużych konsekwencji! Są osoby, które używają tej metody tylko po to, żeby ograniczyć aktywność dziecka do minimum. Ma się wtedy wrażenie, że każą dziecko za jego naturę, za fakt bycia dzieckiem! Dla niech priorytetem jest zasada, żeby dziecko nie przeszkadzało. Za nic mają potrzeby poznawcze i społeczne dziecka. Przeszkadza im zabawa w piaskownicy, bo się maluch  pobrudzi. Przeszkadzają inne dzieci, bo są nie takie jak trzeba (mój syn nie będzie się bawił z chłopcem z takiego domu) itd. itp. Myślę, że należy to mocno podkreślić – żadna z tych metod nie jest dobra, jeśli motywacją rodziców jest nie jest dobro dziecka! Jak wszystkie techniki i metody, choćby najlepsze, źle wykorzystane, mogą obrócić się przeciwko nam i dzieciom. Stosowanie czegokolwiek nie zwalnia nas z myślenia!

Po drugie – zawsze uprzedzajmy dziecko o konsekwencjach, które je czekają. Tym właśnie różni się konsekwencja od kary. Kara jest czymś niezapowiedzianym, często wynikającym ze złości lub chęci odwetu. Konsekwencja szanuje wolność dziecko, bo to jemu zostawia wybór. Dziecko wie, że może zrobić inaczej. Wie też, że jeśli postąpi źle, to samo skazuje się na takie a nie inne konsekwencje. Ma wtedy o wiele mniejsze pretensje, bo miało wpływ na sytuację. A że wybrało tak a nie inaczej… Jeśli chcemy wychować człowieka skrajnie nieodpowiedzialnego wystarczy, żebyśmy byli skrajnie niekonsekwentni. Niekonsekwencja polega też na tym, że nie mamy jakby środka. Jesteśmy ulegli lub agresywni. Czasem dzieci, zapytane o zasady panujące w domu odpowiadają, że zależy to od humoru taty/mamy – jak ma dobry humor, to można w zasadzie wszystko, a jak zły, to wtedy za najdrobniejsze przewinienie są kary i nieprzyjemności. Zasady i konsekwencje nie mogą być zależne od naszego humoru i nastroju. To mają być mądre, przemyślane, pomocne w wychowaniu reguły. Tylko taka stałość daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Znów posłużę się badaniami – bezpieczniej w rodzinie czują się te dzieci, w domach których panują mądre zasady niż te, którym na pozór wszystko wolno. Te dzieci czują podskórnie, że to wcale nie jest dobre, że może dorosłym na nich nie zależy, skoro nie chcą zadać sobie trudu wychowywania. 

Wracając do dziecka biegającego po supermarkecie – gdy następnym razem będziesz wychodzić do sklepu, możesz nie zabrać ze sobą dziecka. Gdy zapyta, dlaczego nie może pójść z Tobą, poproś, żeby samo na to pytanie odpowiedziało. Dziecko prędzej czy później domyśli się, że powodem Twojej decyzji jest jego niewłaściwe zachowanie. Pewnie obieca poprawę. I dobrze. Nie oznacza to jednak, że zaraz masz je ze sobą zabierać. Powiedz, że jeszcze będzie miało niejedną szansę udowodnienia poprawy, ale musi na to jeszcze trochę poczekać.

cdn

Autorka: Iza Pufal

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Co zamiast karania część II

Ta część artykułu poświęcona jest sposobom dyscyplinowania, które nie opierają się na karaniu naszych dzieci. Sposoby te można stosować oddzielnie, a w razie potrzeby łączyć w bardziej rozbudowane formy. Wszystko zależy od sytuacji, w której się akurat znaleźliśmy.

1. Wskaż, w czym dziecko mogłoby ci pomóc.

Zdarzają się sytuacje, kiedy jesteśmy czymś bardzo zajęci, spieszymy się, może stresujemy i próbujemy jakoś wszystko ogarnąć. Zdarza się, że naszym dzieciom akurat w takich momentach przychodzą do głowy różne, przedziwne pomysły, które rozbijają nasz plan działania, powodują zdenerwowanie i najzwyczajniej w świecie przeszkadzają. Możemy wtedy krzyczeć, grozić karami czy rzucać inwektywami albo … albo dać dziecku konkretne zajęcie, poprosić o pomoc, wskazując zadanie do wykonania. Czasem dzieci najzwyczajniej w świecie się nudzą, zwłaszcza wtedy, gdy nie mogą liczyć na nasze towarzystwo, bo my akurat jesteśmy bardzo zajęci.

Kiedy więc biegasz po domu, przygotowując stół i mieszkanie na przyjęcie gości, którzy przyjdą niebawem, a jest jeszcze sporo do zrobienia, to zamiast denerwować się na przeszkadzające i pętające się pod nogami dzieciaki, poproś je o konkretną pomoc. Jak? Np. tak: Słoneczka (Misie, czy jak tam mówisz do swoich pociech), wiecie, że za chwilę przyjdą do nas goście. Pewnie widzicie, że jestem zdenerwowana, bo zostało mało czasu, a jeszcze wiele rzeczy trzeba przygotować. Będę bardzo wdzięczna, jeśli mi pomożecie i pozbieracie wszystkie książki i gazety i poukładacie na półce w pokoju (albo – jeśli porozkładacie serwetki na stole przy każdym talerzu, albo – jeśli wyciągniecie z szafki i poukładacie w korytarzu kapcie dla gości albo jeszcze co innego, co są w stanie wykonać Twoje dzieci).

Inna sytuacja: robisz zakupy w sklepie samoobsługowym, a dziecko biega, hałasuje, zdejmuje różne rzeczy z półek i przeszkadza. Zamiast go karcić, zleć mu zadanie: niech znajdzie i zapakuje do koszyka jakieś konkretne produkty np. płatki śniadaniowe i ryż albo margarynę i chleb, zależy, co naprawdę chcesz kupić. Postaraj się jedynie, aby były to produkty w zasięgu wzroku i rąk dziecka, tak żeby mogło je bez większego trudu znaleźć i włożyć do koszyka. Znalezienie dziecku zajęcia powoduje, że czuje się ono poważniej potraktowane, widzi, że dorosły mu ufa, że może pomóc rodzicom, że jest potrzebne. Uczy się w ten sposób współpracy i odpowiedzialności. I to, co być może dla niego w tej chwili jest najważniejsze: przestaje się nudzić.

Uwaga: pochwal dziecko po wykonaniu przez nie zadania. Wzmocnisz jego dobre nastawienie do właściwych zachowań, okażesz swoje zadowolenie i docenisz jego wysiłek, a to z kolei pozwoli mu budować adekwatne poczucie własnej wartości.

2. Wyraź ostry sprzeciw (nie atakując charakteru).

Zdarza nam się czasem wyrażać i zachowywać tak, jakbyśmy nie do końca sami byli przekonani, czego chcemy. Niby mówimy nie, ale brzmi to raczej jak zachęta do droczenia się niż kategoryczny sprzeciw. Podobnie jest z naszymi komunikatami do dzieci. Mówimy zbyt dużo, zbyt głośno i za mało zdecydowanie. Zapominamy, że nikt nie lubi słuchać krzyku i że przestaje reagować, jeśli komunikat przypomina raczej serię z broni maszynowej niż normalną wypowiedź. W związku z tym, kiedy zachowanie dziecka przestaje mieścić się w wytyczonych granicach, zamiast na nie krzyczeć czy karać, wyraź zdecydowany sprzeciw, nie atakując przy tym cech charakteru i osobowości dziecka. Nie skupiaj się na szukaniu określeń typu: jesteś leniwy, nieodpowiedzialny, złośliwy itd. To w niczym nie pomoże, a jedynie utrudni (lub wręcz uniemożliwi) zmianę zachowania. Zamiast tego powiedz konkretnie, co Ci się nie podoba. Mów spokojnie, ale zdecydowanie, tonem, który podkreśli powagę sytuacji. Można się spotkać z zaleceniem, aby słowa wypowiadane były wolniej i w nieco niższej tonacji niż zwykle.

Kiedy więc przygotowujesz dom na przyjęcie gości, a dzieci przeszkadzają, zatrzymaj je i prosto w oczy, twarzą w twarz, powiedz: Nie podoba mi się to, co robicie. Bardzo mi przeszkadza, gdy biegacie po domu i rozkładacie zabawki, kiedy trzeba przygotować pokój na spotkanie z gośćmi.

A gdy dziecko (nie pierwszy raz) nie odłożyło na miejsce pożyczonej od Ciebie rzeczy, powiedz: Jestem wściekła, gdy nie mogę znaleźć moich własnych rzeczy. Zawsze odkładam je na swoje miejsce. Tak powinno się robić, po prostu.

3. Wyraź swoje uczucia i oczekiwania.

Ten sposób częściowo nawiązuje do poprzedniego. Tutaj również należy wyrazić swoje uczucia, a potem zdecydowanie określić własne oczekiwania. Czasem dzieci nie zdają sobie sprawy z tego, co przeżywamy i czego od nich oczekujemy. Dla nas wszystko wydaje się oczywiste (no właśnie – wydaje się, co znaczy, że niekoniecznie takie jest). Nie liczmy na to, że dzieci same się wszystkiego domyślą – powiedzmy to wprost. Oprócz rozwiązywania bieżącej sytuacji, uczymy je również wyrażania własnych uczuć i emocji, co jest przecież ważną, życiową umiejętnością.

Kiedy więc przygotowujesz dom (pokój) na przyjęcie gości… Powiedz dzieciom o swoim zdenerwowaniu, może zmęczeniu, może jeszcze innym odczuciu i wyraź swoje oczekiwania. Jestem zdenerwowana, bo muszę się spieszyć z pracą przed przyjściem gości. Nie wiem, czy ze wszystkim zdążę. Dlatego oczekuję od Was, że szybciutko odkurzycie korytarz i zabierzecie swoje rzeczy z dużego pokoju (salonu).

Kiedy dziecko nie oddaje pożyczonych od Ciebie rzeczy… Wiesz, jak się wkurzam, gdy coś ode mnie pożyczasz, a potem tego na czas nie oddajesz. Oczekuję, że od tej pory będziesz oddawał mi te rzeczy w umówionym czasie i zawsze mnie głośno o tym poinformujesz. 

Czytałam o przypadku, kiedy matka była tak zdenerwowana i tak musiała się spieszyć z pracą, iż przywiesiła sobie na plecach kartkę informującą, że jest jak bomba i może wybuchnąć, więc lepiej schodzić jej z drogi, dopóki wszystkiego nie zrobi i się nie uspokoi. Od dzieci oczekiwała jedynie, aby zniknęły z jej pola rażenia. Poskutkowało! Można wręcz powiedzieć, że efekt był piorunujący! A wszystko odbyło się bez jednego słowa z jej strony! Żadnej awantury! Tylko list na plecach!

W następnej części przedstawię kolejne sposoby dyscyplinowania dzieci bez użycia kary. Mogą one okazać się pomocne, gdy przedstawione dziś sposoby nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. Będzie więc mowa o proponowaniu wyborów, wprowadzaniu konsekwencji, przejmowaniu inicjatywy i naprawianiu przez dziecko wyrządzonej szkody. Zapraszam.

WIĘCEJ W KSIĄŻCE IZABELI PUFAL „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>  

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Co zamiast karania. Część I

Większość z nas podziela opinię, że aby dobrze wychować dzieci, trzeba mieć do tego odpowiednie podejście. Staramy się więc stosować różne metody, liczyć się z uczuciami i emocjami dzieci, zachęcać je do współpracy itp. Czasem jednak odnosimy wrażenie, że to wszystko jest nieskuteczne, bo dzieci albo nas ignorują albo robią na przekór. Niby metody dobre, a pożądanych skutków nie ma! Zdarza się wtedy, że do głowy przychodzi nam tylko jedno: ukarać!!!

Wiele się dyskutuje na temat karania dzieci. Zamiast przytaczać argumenty podawane w tych dyskusjach proponuję raczej zastanowić się nad tym, dlaczego to robimy i jakie przynosi to skutki.

Kiedy zapytamy rodziców o powody stosowania kar, usłyszymy najczęściej takie odpowiedzi:

– jeżeli nie będę karać dzieci, to wejdą mi w końcu na głowę,

– czasem nie wiem, co mam zrobić, nie mam już pomysłów, nic innego nie przychodzi mi do głowy,

– najczęściej karzę w przypływie złości, rzadziej zmęczenia,

– boję się, że bez stosowania kar dzieciaki przestaną mnie słuchać,

– karzę, żeby wiedzieli, kto tu rządzi, żeby nie stracić nad nimi kontroli,

– trzeba karać dzieci, żeby wiedziały, że zrobiły coś złego, inaczej to do nich nie trafi i nie zrozumieją, że nie wolno tak czynić,

– karzę, ponieważ tylko w ten sposób mogę wyegzekwować zmianę zachowania mojego dziecka, ono rozumie tylko kary.

Spróbujmy przyjrzeć się motywacjom rodziców stosujących kary. Odkryjemy bezsilność, poddawanie się impulsom (a wychowanie powinno być przecież oparte na przemyślanych zasadach), obawę przed utratą autorytetu (a czy można mieć autorytet oparty na strachu? przecież jedno z drugim się po prostu wyklucza!), chęć udowadniania dominacji i władzy (niektórzy do dziś myślą, że dzieci to jakiś gorszy gatunek człowieka), założenie, że dziecko niewiele rozumie oraz że to dobra metoda kształtowania właściwych zachowań.

A gdyby spojrzeć na wszystko oczami dziecka… Przypomnijmy sobie, jak sami reagowaliśmy na kary zadawane przez rodziców? Jakie pojawiały się w nas emocje, myśli i pragnienia? Czy nie była to złość, niechęć, a nawet nienawiść do własnych rodziców, która potem przechodziła w przykre wyrzuty sumienia? A może wierzyliśmy rodzicom, że naprawdę jesteśmy źli, leniwi, nie spełniamy ich (czasem wygórowanych przecież) oczekiwań, że zasługujemy na karę? Może planowaliśmy zemstę, obmyślaliśmy sposoby zrobienia przykrości, a następnym razem kombinowaliśmy lepiej i skuteczniej, żeby sprawa się nie wydała? Mogliśmy też obrzucać w myślach rodziców wyzwiskami i przekleństwami? A może czekaliśmy na jakąś smutną sytuację (np. naszą chorobę), żeby mieć satysfakcję ukarania rodziców i wzbudzania w nich wyrzutów sumienia? … Czy naprawdę takiego negatywnego nastawienia oczekujemy od naszych własnych dzieci?

 „Problem stosowania kar polega na tym, (…) iż sposób ten po prostu nie skutkuje, gdyż powoduje rozterkę duchową i dziecko – zamiast poczucia winy za to, co zrobiło oraz myślenia nad tym, jak to naprawić – oddaje się całkowicie myślom o odwecie. Innymi słowy, karzą dziecko, pozbawiamy je w tym samym momencie bardzo ważnych procesów wewnętrznych, unaoczniających mu złe zachowanie.” (Faber, Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań, 1998, s.108)

Może nie wszyscy zgodzą się całkowicie z tym cytatem, ale przyznać trzeba, że coś jest na rzeczy. Czasem ulegamy złudzeniu, że kara rozwiązuje problem. Zapominamy, że jest to rozwiązanie chwilowe, które nie przynosi zmiany zachowania dzieci. Gdyby tak było, nie musielibyśmy do tych kar ciągle wracać. Stając przed wyborem, czy stosować kary czy nie, stajemy tak naprawdę przed decyzją, czy chcemy faktycznej zmiany zachowania dziecka, choć będzie to wymagać wysiłku również z naszej strony, czy skłonimy się ku prowizorycznemu rozwiązaniu, które przyniesie pięciominutowy sukces, ale nie zmieni niczego w podejściu dziecka i będzie wracać jak bumerang.

Dla niektórych dzieci kara to swego rodzaju wymiana handlowa: narozrabiałem – dostałem karę, czyli rachunek wyrównany; nie muszę już przepraszać, ani się poprawiać, bo przecież bilans jest na zero. To niebezpieczny sposób myślenia, który w końcu może doprowadzić do tego, że nasze kary nie będą robić żadnego wrażenia i że ten nasz ostatni ratunek okaże się całkowicie nieskuteczny. Co wtedy zrobimy? Brzmi to strasznie, ale dzieciaki potrafią przyzwyczaić się do kar i mają nawet satysfakcję z tego, że nic już na nich nie robi wrażenia, a my załamujemy ręce. Mam siedzieć w domu? Posiedzę, co mi tam. Mam szlaban na komputer? Trudno, zajmę się czymś innym. Nasze pomysły szybko się skończą, a problem będzie jeszcze bardziej skomplikowany. Dla innych z kolei dzieci stosowanie kar będzie zalążkiem małej wojny domowej z rodzicami. Obie strony będą udowadniać sobie, kto więcej może, kto więcej wytrzyma itd. Nasze ograniczenia zaczną być łamane lub lekceważone, co doprowadzi do konieczności zastosowania następnej kary. I tak błędne koło będzie się nakręcać. Przewinienie – kara – zlekceważenie kary lub odwet – następna kara – bunt – wzmocnienie kar i …. i tak w nieskończoność. A przecież nie chcemy robić wroga z własnego dziecka! Sami też nie chcemy być dla niego wrogiem! Czy więc istnieją jakieś sposoby, które zastąpiłyby kary, były od nich skuteczniejsze i nie wpływały negatywnie na relacje rodzice – dziecko? Odpowiedź na to pytanie w następnej części artykułu. Zapraszam.

Izabela Pufal

TUTAJ ZNAJDZIESZ NIEZWYKŁĄ KSIĄŻKĘ IZABELI PUFAL „SPRÓBUJ MNIE ZROZUMIEĆ”>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Złodzieje czasu

Kunktatorstwo – Twój najgorszy i najpotężniejszy wróg

Kunktatorstwo – <łac. cunctator ‚zwlekający’> Rozmyślne zwlekanie    z czymś, ociąganie się, przeciąganie czegoś, granie na zwłokę; powolność      w działaniu, ociąganie się. Źródło: „Słownik Wyrazów Obcych PWN” pod red. doc. dr. Jana Tokarskiego, PWN, Warszawa

 Czy jesteś kunktatorem?

W rzeczy samej jest to nieco niemądre pytanie – przecież wszyscy jesteśmy kunktatorami! Kunktatorstwo, czyli odkładanie „na potem”, jest równie głęboko zakorzenione w ludzkiej naturze, co stały apetyt na seks. Nie, oczywiście do tego też się nie przyznasz, ale taka jest prawda. Nasz stary, dobry kolega Adam wygnany z Raju przez Boga też miał te dwie cechy, tj. apetyt na seks (jak inaczej, według Ciebie, Ewa namówiłaby go na skosztowanie zakazanego owocu?) oraz nawyk kunktatorstwa.

Oczywiście nie istnieje żaden oficjalnie akceptowany dowód na to, iż Adam był kunktatorem, ale uważam, że możemy to przyjąć za pewnik, skoro cecha ta leży w naturze każdego człowieka, zaś wszyscy jesteśmy potomkami Adama.

Zanim zaczniesz podejrzewać, że słowo „kunktatorstwo” ma konotacje seksualne, pozwól wyjaśnić mi związek pomiędzy kunktatorstwem a gospodarowaniem czasem.

Kunktatorstwo to po prostu nawyk odkładania na jutro wszystkiego, co można zrobić dziś. Przypomina Ci to teraz coś? Brzmi znajomo? Szokująca prawda jest taka, że dziewięć na dziesięć osób ma ten nawyk! Mamy w zwyczaju przekładanie różnych zadań i spotkań. Kunktatorstwo to ów nikczemny, zdradziecki łotr, który czyha, by udaremnić każdy plan mający związek z efektywnym gospodarowaniem czasem.

Przekładanie zajęć

Dodatkowo interesujący w całym procederze kunktatorstwa jest fakt, iż mamy tendencję do przekładania jedynie tych zadań, które wydają nam się mało fascynujące. Jeżeli praca, którą mamy wykonać, jest nudna bądź monotonna lub wymaga zbyt dużego wysiłku, wówczas jej szanse na bycie przełożoną na później znacznie wzrastają. Powodem, dla którego się nią nie zajmujemy, wcale nie jest brak czasu. Wprost przeciwnie! Realizację niewygodnych (w jakimkolwiek sensie) dla nas zadań przekładamy nawet wtedy, gdy mamy mnóstwo czasu i jedynie usprawiedliwiamy sami siebie (i przed sobą), mówiąc, że jesteśmy zbyt zajęci.

Oto przykład: wizyta u dentysty. Ilu z nas regularnie chodzi co pół roku kontrole do dentysty? Założę się, że odpowiedź brzmi „niemal nikt”. Powód takiego zachowania jest banalnie prosty. Od wczesnego dzieciństwa dentysta kojarzy się nam z poczuciem, mówiąc eufemistycznie, fizycznego dyskomfortu. Pod tym pojęciem kryje się coś więcej niż tylko fizyczny ból, który zwykle towarzyszy odwiedzinom w klinice stomatologicznej.

Z taką wizytą łączy się zwykle również silny stres. Z pewnością nie jest przyjemnym doświadczeniem konieczność umiejscawiania się w całkowicie bezbronnej pozycji na dentystycznym fotelu, z szeroko otwarta buzią oraz poczuciem rezygnacji i pogodzenia się z losem. Wówczas, odziany w nieskazitelnie czysty, biały strój dentysta, który w takich momentach wydaje się drwiąco uśmiechać, zbliża się do Ciebie, a następnie, spoglądając na swe lśniące, ostre narzędzia, tak pięknie prezentujące się przed Tobą, rozważa, którego z nich powinien użyć najpierw, by borować i wiercić.

W rezultacie wizyta u dentysty, przynajmniej gdyby mnie ktoś o to spytał, jest czymś, co przyprawia mnie o dreszcze.  Dlatego też umiejętnie unikam wizyt w klinice stomatologicznej. Nawet kiedy muszę stawić czoła prawdziwemu problemowi, to prędzej poddam się praktykom voodoo lub czarnej magii, niż pójdę do dentysty.

Sądzę, że wyżej przytoczony przykład jest bliski nie tylko mnie, ale i wielu innym ludziom. Zastanówmy się teraz, co chętnie przekładamy w naszym życiu zawodowym.

Jak poradzić sobie z bałaganem

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu z nas porządkowanie bałaganu jest zadaniem wyjątkowo nieprzyjemnym.  Wraz z upływem czasu w naszym miejscu pracy może zapanować całkiem spory nieład. Nasze szuflady są do granic możliwości wypchane drobiazgami. Nasze biurka są ledwo widoczne spod stosów papierów… a może upychamy wszystko pod biurkami tak, by nikt nie widział?

Bywają i tacy, dla których nawet posprzątanie elektronicznej skrzynki pocztowej jest zadaniem trudnym, do którego nie potrafią się zabrać, nim wiadomość z ostrzeżeniem o przekroczeniu limitu nie pojawi się na ekranie monitora. Przeglądanie  wizytowników to kolejna czynność, którą zaniedbujemy. Przechowujemy w nich wiele wizytówek, a większość z nich to wizytówki osób, które (jeśli o nas chodzi) mogły równie dobrze wyemigrować na inna planetę. Skoro już to wiemy, to może watro od czasu do czasu przejrzeć zgromadzone wizytówki i pozbyć się połowy z nich, chociażby tylko po to, by móc ze spokojem czekać, aż nasz wizytownik ponownie będzie pękał w szwach.

Oto kilka prac, które chętnie odkładamy „na jutro” – na jutro, które nigdy nie nadchodzi. Przyjrzyjmy się teraz kilku problemom, które mogą się pojawić na skutek kunktatorstwa i znacząco zaszkodzić naszemu gospodarowaniu czasem.

5 ZGUBNYCH SKUTKÓW KUNKTATORSTWA

1. Świadomość niewykonania zadania jest zła dla naszego morale.

2. Niedokończone zadania pozostawiają po sobie wiele bałaganu, który wpływa na Twoja wydajność.

3. Odkładanie pracy na później oznacza jej nagromadzenie i może okazać się nagle, że wszystko będzie musiało być wykonane na „już”.

4. Kunktatorstwo może być postrzegane przez innych jako zwykłe lenistwo bądź brak zainteresowania pracą.

5. Im bardziej opóźniasz wykonanie zadania, tym bardziej nieprzyjemne się ono staje.

Działaj teraz, zacznij natychmiast

Najważniejsze, byś uświadomił sobie jedną rzecz: tak czy inaczej musisz wykonać daną pracę, zatem dlaczego nie uporać się z nią od razu? Nie czekaj na dzień, gdy „będziesz mieć więcej czasu”. Ten dzień nigdy nie nadejdzie! Ponadto istnieje spore prawdopodobieństwo, iż jutro będziesz jeszcze bardziej zajęty niż dziś. Większość tak chętnie przekładnych na później zadań można by zaliczyć do grupy prac do zrobienia „im szybciej tym lepiej”. Zaufaj mi, poczucie ulgi, które odczujesz, gdy się z tego typu pracą uporasz, jest warte wysiłku.

Aby odnieść sukces, potrzebujesz jedynie siły woli – podejmij decyzję o wykonaniu danego zadania, następnie po prostu zrób to, i uwierz mi, zrób to od razu, ponieważ ludzki umysł jest skłonny szybko zmienić uprzednio podjętą decyzję.

Kiedy już Ci się uda wykonać to wiecznie przekładane zadanie, istnieje szansa, że pojawi się jeszcze jedno zagrożenie: dziwne uczucie, że Twoja praca jest monotonna i nudna.

Jak nie stracić motywacji?

Rozejrzyj się dookoła – otacza Cię cudowny świat! Życie jest piękne pod warunkiem, że masz czas i możesz pozwolić sobie, by delektować się jego urokiem i drobnymi przyjemnościami. Znasz to uczucie, prawda? Od czasu do czasu dopada ono każdego. To właśnie wtedy zdajemy sobie nagle sprawę z tego, iż musimy tkwić w czterech ścianach biura, wykonując jakąś zupełnie niekreatywną pracę, co z kolei jest prostą drogą do depresji.

Każda praca po jakimś czasie traci swój urok, jeżeli nic nie jest robione, by nadal była ona fascynująca. Jakby tego było mało, dookoła jest tyle rozpraszających nas rzeczy!

Koniec końców zaczynamy myśleć, że to nie jest praca, którą chcieliśmy wykonywać. Sekundę potem uświadamiamy sobie, że prawdopodobnie jest to praca, którą będziemy wykonywać do końca życia i ogarnia nas wielka ochota, by zacząć krzyczeć.

To, że po jakimś czasie zaczynamy się nudzić, jest zupełnie normalne i leży w ludzkiej naturze. Po otrzymaniu nowej pracy przez kilka pierwszych tygodni zachowujemy się jak chłopiec z ludu, który został zaproszony do nowego pałacu. Wszystko jest nowe, lśniące, interesujące i całkowicie przyciąga naszą uwagę. Dokładamy wszelkich starań, by nauczyć się nowych rzeczy tak szybko, jak to tylko możliwe, pragniemy zrobić jak najlepsze wrażenie oraz udowodnić całemu światu, że jesteśmy właściwą osobą na właściwym miejscu. Jednak po kilku miesiącach do wszystkiego się przyzwyczajamy i pomału wszystko zaczyna tracić swój urok. Znów zaczynamy się nudzić i ponownie zaczynamy się rozglądać za lepszymi pastwiskami – przecież nie od dziś wiadomo, że trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu.

Oto chwila, w której kunktatorska potwora podnosi swój nikczemny łeb. Jeśli zadania, którymi się zajmujemy, są powtarzalne i monotonne, zaczynamy postrzegać świat w ciemniejszych kolorach. Jeżeli w dodatku nasza praca wymaga od nas ciągłej gotowości, to przyszłość wydaje się być już przypieczętowana. Właśnie w takich momentach potrzebna jest umiejętność zmotywowania się.

Czym jest motywacja

Spójrzmy, czym jest motywacja z punktu widzenia „zachowań organizacyjnych”. Jak już wcześniej wspomniałem ludzki umysł jest niczym wirtualny dom towarowy, którego towarem jest energia. Jeżeli już zdecydujemy się coś zrobić, to nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Tak, tak, oczywiście, to wszystko nie raz już zostało udowodnione. Niestety z potęgą naszego umysłu wiąże się też fakt, iż choć łatwo potrafi on nam dodać skrzydeł, to równie łatwo może stracić czymś zainteresowanie.

Nasza wyobraźnia jest prawdopodobnie jedyną rzeczą, która bez trudu może podróżować szybciej niż światło. Tak więc wcale nie jest łatwo tak zapanować nad naszym umysłem, by był on skupiony na jednej i tej samej czynności przez dłuższy czas. Jeśli wykonywana praca jest monotonna, zadanie staje się coraz trudniejsze, zaś jeśli praca jest wymagająca i wiąże się z nią znaczna presja dotrzymywania terminów, to już po nas.

Motywacja może być postrzegana jako proces ukierunkowywania nadwyżki energii umysłu na określone cele.

Zatem jak długo ludzki umysł może pozostać skoncentrowany na jednym zagadnieniu? Badania wykazały, że ten czas to zaledwie 45 minut. 45 minut? I to by było na tyle w kwestii spotkań i dyskusji toczących się przez trzy, cztery godziny! Nic dziwnego, że pod koniec owych spotkań dochodzi się zwykle do tak niewielu wniosków. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że większość uczestników „wyłączyła się” po pierwszych 45 minutach i w całości poświęciła swoją uwagę walce z sennością.

Jeżeli masz dobrego szefa czy przełożonego, to zadanie utrzymywania motywacji pracowników (czyli też Ciebie) na odpowiednio wysokim poziomie spoczywa na nich.

Jednak nawet wtedy do Twoich obowiązków należy automotywacja, i uwierz mi, automotywacja jest najlepszą motywacja, ponieważ wypływa z Twojego wnętrza.

Poniżej pozwoliłem sobie przedstawić kilka wskazówek, które mogą być pomocne w walce z nudą oraz w utrzymaniu wysokiego poziomu motywacji.

12 WSKAZÓWEK, BY POZOSTAĆ ZMOTYWOWANYM I PRZEGNAĆ KUNKTATORSTWO PRECZ

1. Nigdy nie wykonuj tego samego zadania zbyt długo.

2. Postaraj się robić sobie przerwy co pół godziny. Wstań i pospaceruj lub wykonaj kilka ćwiczeń rozciągających mięśnie.

3. Postaraj się przeplatać nudne zadania czymś interesującym – pomoże Ci to zmniejszyć nudę towarzyszącą wykonywaniu zadań o 50%.

4. Jeśli ktoś jeszcze wykonuje tę samą pracę co Ty, zamieńcie się od czasu do czasu zadaniami.

5. Rozmawiaj o swojej pracy z przychylnym Ci słuchaczem, który będzie Cię wspierać.

6. Nagradzaj siebie za dobrze wykonaną pracę.

7. Jeżeli do wykonania zostało Ci mało interesujące zadanie, zapisz, co masz zrobić na kartce i przymocuj ją przy swoim miejscu pracy w taki sposób, żeby rzucała

Ci się w oczy i stale przypominała o zadaniu aż do czasu, gdy je zrealizujesz.

8. Postaraj się uczynić swoje miejsce pracy jak najprzyjemniejszym – umieść kilka motywujących haseł lub przyjemnych dla Twych oczu plakatów, najlepiej coś,

co sprawi, że się uśmiechniesz. Plakaty z „Dennisem Rozrabiaką” albo te z hasłami rodem z PRL naprawdę potrafią zdziałać cuda.

9. Jeśli możesz, to puszczaj podczas pracy jakąś spokojną, relaksującą Cię muzykę w tle.

10. Sporządź listę „niespecjalnie-interesujących” zadań, z którymi już się uporałeś i przymocuj ją w widocznym miejscu – będzie Ci ona przypominać o tym, że

skoro już wcześniej sobie z różnymi rzeczami radziłeś, to z pewnością możesz znów tego dokonać.

11. Jeśli to możliwe, postaw w swoim miejscu pracy niewielką roślinę doniczkową – przyglądanie się jej wzrostowi może być cudownym źródłem inspiracji.

Pamiętaj jednak, by właściwie o nią dbać – jeżeli miałbyś przyglądać się jak więdnie i usycha, to efekt będzie dokładnie odwrotny do zamierzonego.

12. Przeznacz trochę czasu na relaks – po prostu usiądź wygodnie, zamknij na minutę lub dwie oczy i zanuć ulubioną melodię. Ale nie zasypiaj!

Nagradzanie siebie

Większość z powyższych punktów rozumie się same przez się, jednak chciałbym omówić w kilku słowach jeden z nich, mianowicie nagradzanie siebie.

Jest to jedna z taktyk, która (jak się okazało w moim przypadku) potrafi zdziałać cuda. Gdy wykonałeś pewną pracę, to masz pełne prawo i dobry powód, aby siebie nagrodzić, zwłaszcza jeśli owo zadanie było nudne bądź wiązało się z koniecznością zmieszczenia się w określonych ramach czasowych.

Nagroda nie musi być niczym szczególnym. Może to być coś takiego jak postawienie sobie dobrego obiadu w ulubionej restauracji bądź zwyczajny czekoladowy batonik, jeżeli lubisz słodycze. Wszyscy ci, którzy stale kontrolują swoją wagę, mogą kupić sobie coś, co sprawi im radość, a nie będzie wiązało się z jedzeniem. Jeżeli będzie to coś, co będzie mogło zająć miejsce w waszym biurze, to nawet lepiej.

Wiele takich uroczych (choć generalnie zupełnie bezużytecznych) ozdóbek i drobiazgów jest w ofercie większości sklepów z pamiątkami i gadżetami.

Więcej na ten temat znajdziesz w publikacji autora tego tekstu Bena Wisely – „Złodzieje czasu”…

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

  

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: