wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘miłość’

Mity o seksie

Wszystkie mity znajdziesz w publikacji Zbigniewa Wojtasińskiego „101 mitów o seksie”>>>

Amerykanie są pruderyjni, Włosi uwodzicielscy, a Francuzi swobodni obyczajowo. Takie jest w zasadzie dość powszechne przekonanie. Ale, ile jest w tym prawdy? Aby to sprawdzić, Amerykanka Pamela Druckerman przemierzyła niemal cały świat, odwiedziła dziesięć krajów na pięciu kontynentach. Prześledziła literaturę naukową, rozmawiała ze specjalistami, a plonem jej studiów i poszukiwań jest książka „Lust in Translation. The Rules of Infidelity from Tokyo to Tennessee”. I już na wstępie popełniła błąd.

  Druckerman doszła do wniosku, że „głównym czynnikiem” zdrady małżeńskiej są mężczyźni. Jej zdaniem, to oni najczęściej decydują się na skok w bok. Bo mężczyźni z natury są niewierni. I na potwierdzenie tej tezy przywołała liczne przykłady. Oto 52-letni Amerykanin Hank pośpiesznie telefonował z lotniska do swej żony i nagrał się na pocztę elektroniczną. Jedyny kłopot polegał na tym, że zwracając się do żony, wymienił imię swej kochanki. Z kolei 47-letni Franck, menedżer francuskiej firmy komputerowej, romansował z koleżanką z biura – najlepszą przyjaciółką swej żony.

  Najczęściej podobno zdradzają mężczyźni w Ameryce Południowej i Środkowej. Ale Latynosi znani są z tego, że lubią się chwalić swymi podbojami, co nie zawsze ma pokrycie w ich faktycznych wyczynach. Zresztą, nie są wyjątkiem. Mężczyźni na ogół wyolbrzymiają liczbę swych romansów, w przeciwieństwie do kobiet, które wolą je ukrywać.

  Przyjęło się, że szczególnie często zdradzają mężczyźni na wysokich stanowiskach, którzy zachowują się jak samce alfa. To akurat prawda. Im mężczyzna ma wyższy status społeczny, tym wykazuje większą skłonność do romansów. Ale nie jest to przywilej wyłącznie płci męskiej. Bo płeć w tym przypadku nie ma aż tak istotnego znaczenia. Dr Joris Lammers, psycholog z uniwersytetu w Tilburg w Holandii, zbadał, że wśród osób robiących karierę zawodową zdrady dopuszczają się zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Głównym „czynnikiem ryzyka” jest w tym przypadku wysokie stanowisko, a nie płeć. Jego zdaniem, im bardziej ktoś pnie się po szczeblach kariery, tym większe jest prawdopodobieństwo, że prędzej, czy później popełni grzech zdrady. Bez względu na to, czy jest to robiący karierę mężczyzna, czy kobieta sukcesu.

  Błędne jest też przekonanie, że w gorącym klimacie ludzie są bardziej rozwiąźli i częściej mają ochotę na seks. W Afryce (na południe od Sahary) jest większa swoboda seksualna, ale dość duża jest ona również na północy Europy, w kraju dość chłodnym, jakim jest Szwecja. Równie swobodnie zachowują się Rosjanie i Rosjanki. Zimny Petersburg został nawet okrzyknięty stolicą zdrady małżeńskiej. Z przeprowadzonych sondaży wynika, że skok w bok zaliczył tam co drugi mężczyzna i co czwarta kobieta (ciekawe, z kim zdradzają swe żony Rosjanie – z turystkami ze Szwecji?).

  Ani klimat, ani słoneczna pogoda nie mają większego wpływu na to, czy mamy ochotę na seks. Polacy wcale nie kochają się częściej wiosną czy latem, jak się powszechnie sądzi. W tych porach roku z pewnością wykazujemy lepsze samopoczucie albo przynajmniej tak się nam wydaje. Bo wbrew pozorom, nie uprawiamy częściej seksu, gdy mocno świeci słońce, lecz przeciwnie, robimy to depresyjną jesienią, gdy dni są pochmurne, zimne i deszczowe.

  Stephen Jay Gould napisał kiedyś, że „najwięcej nieprawdy kryje się w najlepiej poznanych opowieściach, tych przecież nigdy nie weryfikujemy, ani nie podważamy”. Lubimy cokolwiek przyjmować za oczywiste, jeśli tylko inni tak sądzą i wypowiadają się o tym z pełnym przekonaniem. Do takich „prawd oczywistych” należą wszelkie mądrości ludowe, często chętnie powtarzane i bezkrytycznie przyjmowane. Jedną z takich prawd jest pogląd, że „przeciwieństwa się przyciągają”, czyli im ludzie bardziej się od siebie różnią, tym bardziej mają się ku sobie. Czasami faktycznie tak jest, bo różnice w osobowościach mogą być powodem wzajemnej fascynacji, ale zwykle jest odwrotnie. Jeśli chodzi o dobieranie się ludzi w pary, to bardziej oczywista wydaje się być inna mądrość ludowa, mówiąca o tym, że „swój ciągnie do swego”.

  Naukowcy nazywają to „homofilią”, czyli upodobaniem do osób podobnych do siebie. Polega ona na tym, że absolwenci uczelni wybierają zwykle partnerów o podobnym wykształceniu. Osoby asertywne i agresywne, ze skłonnościami do kłótni, wybierają takich partnerów, którzy podobnie reagują i podobnie się zachowują. Są więc „siebie warci”, jak mówi kolejna przypowieść ludowa. Tak jest nie tylko w miłości, ale i w przyjaźni. Wolimy przebywać z osobami o podobnych cechach i poglądach, szczególnie w kwestiach politycznych, bo „podobne przyciąga podobne”. A nie odwrotnie. Według prof. Donna Byrne’a, amerykańskiego psychologa społecznego, im większe podobieństwo postaw, tym większa sympatia między ludźmi. Choć to nie oznacza, że między przyciągającymi się podobieństwami nie ma żadnych różnic.

  Człowiek ma naturalną skłonność do szybkich odpowiedzi i łatwego wyciągania wniosków. Ta umiejętność prawdopodobnie była mu dawniej niezbędna, żeby mógł przetrwać. Ale w życiu społecznym prowadzi niestety na manowce. Trudno nam pozbyć się uprzedzeń i własnych przekonań, poprzez które patrzymy na świat, postrzegając go czasami, jak w krzywym zwierciadle. I nie jesteśmy nawet tego świadomi. W ogóle nie lubimy myśleć. Badania obrazowe mózgu pokazują, że dla naszego umysłu jest to spory wysiłek, więc chętnie przyjmujemy wiele stwierdzeń, jako „prawdy oczywiste”. Lubimy nawet być oszukiwani, także wtedy, gdy podejrzewamy, że chyba coś nie jest zgodne z prawdą. Ale tak jest nam wygodniej, czego najlepszym przykładem są pojawiające się co jakiś czas diety cud.

  To wszystko sprawia, że chętnie karmimy się wszelkimi mitami. Są one pożywką dla naszego umysłu. W starożytności mity (od greckiego mythos) próbowały tłumaczyć zagadnienia dotyczące ludzi, życia i śmierci, dobra i zła, a także zjawiska przyrody. Według Mircea Eliade, rumuńskiego filozofa kultury i religii, mity miały wyjaśniać człowiekowi świat. „American Heritage Dictionary” pisze, że są to jedynie fikcje i półprawdy, zwłaszcza wtedy, gdy stają się one elementem ideologii.

  Wiele mitów dość mocno zakorzeniło się w naszych poglądach dotyczących innych ludzi i relacji międzyludzkich, w tym szczególnie tych, odnoszących się do miłości, związków partnerskich i seksu. Przykładem są choćby Francuzi, znani ze swego swobodnego stosunku do wierności małżeńskiej. „Francja wcale nie okazała się rozwiązłą Sodomą i Gomorą” – pisze Pamela Druckerman. Francuzi okazali się monogamiczni aż do przesady. W sondażach z 2004 r. jedynie 3,8 proc. żonatych mężczyzn i zaledwie 2 proc. zamężnych kobiet przyznało się do zdrady partnera lub partnerki w ostatnich 12 miesiącach. Francuzi okazali się nawet wierniejsi od Amerykanów, i to zarówno podczas narzeczeństwa, jak i w trakcie trwania formalnego związku.

  Z ustaleń Druckerman wynika, że współczesną Sodomą i Gomorą jest Rosja. Sondaże wskazują, że co drugi Rosjanin przynajmniej raz zdradził swą żonę. Ponadto, autorka książki „Lust in Translation. The Rules of Infidelity from Tokyo to Tennessee” twierdzi, że mimo usilnych starań, nie spotkała ani jednego wiernego Rosjanina. Być może Rosjanie nie są aż tak wiarołomni, bo Pamela jest piękną kobietą, a w Rosji była zaledwie kilka tygodni.

  Amerykanie stali się bardziej tolerancyjni, ale nie w kwestii zdrady. W 2004 r. aż 82 proc. badanych w USA osób obojga płci oświadczyło, że nie toleruje skoku w bok (w 1970 r. podobnie wypowiedziało się 70 proc. ankietowanych). W Wielkiej Brytanii 9,3 proc. mężczyzn i 5,1 proc. kobiet przyznało, że dopuściło się zdrady w ostatnim roku. Ale to jeszcze nic w porównaniu z Japonią, gdzie nie ma jednoznacznej definicji zdrady. Nie jest nią na przykład seks w agencjach towarzyskich, bo „skoro za seks się płaci, to o zdradzie nie ma mowy” – wyjaśnił Pameli Druckerman pewien Japończyk. Żon nie za biera się na prywatki. Wywołałoby to takie same zdziwienie, jak przyjście w USA na oficjalnie przyjęcie bez żony. A jak wygląda życie seksualne Polaków? Na pewno zmieniło się w ostatnich 20 latach. Masturbacja przestała być tematem tabu. Nikt już nie twierdzi, że u mężczyzn doprowadza ona do impotencji, zaniku jąder, bezpłodności, owłosienia na dłoniach, a także do słabości i przedwczesnego starzenia się. A ten, dość powszechny pogląd był jeszcze w latach 80. XX w. Kobiety są bardziej zadowolone ze swego życia seksualnego. Jedynie 8 proc. z nich nigdy nie przeżyło orgazmu.

  Obecnie wykazujemy więcej fantazji w sztuce miłości. Pozycja klasyczna nie jest jedyną, jaką znamy. A seks oralny przestał być wstydliwy, szczególnie w dużych aglomeracjach. O ile w 1997 r. uprawiało go 26 proc. zamieszkałych w Warszawie mężczyzn i kobiet, to w 2001 r. – 41 proc., a w 2005 r. – 49 proc. Doszło nawet do tego, że ludzie młodzi przestali uznawać kontakty oralne za seks. Są one bardziej kojarzone z pocałunkami niż ze stosunkami seksualnymi. Stąd też seks oralny często nazywany jest „pocałunkiem na dobranoc”.

  Staliśmy się bardziej tolerancyjni. Przestały być potępiane stosunki przedmałżeńskie – w latach 60. XX w. jako niemoralne oceniało je aż 91 proc. kobiet i 41 proc. mężczyzn. Pogodziły się z nimi nawet osoby głęboko wierzące. Podobnie jest z konkubinatami. Zmienił się też nasz stosunek do pornografii. Zaczęły się nią interesować również kobiety. Raport „Seks w Internecie” prof. Zbigniewa Izdebskiego wykazał, że co piąta kobieta, surfując w sieci, lubi oglądać „miłosne igraszki”. Panie coraz częściej chcą urozmaicać seks pikantnymi scenami z filmów wideo, które w wielu domach znajdują się na półkach z książkami. W badaniach Durexa przyznało się do tego 30 proc. kobiet.

  Nieporozumienie polega jedynie na tym, że kobiety oczekują innych scen niż mężczyźni. Wolą oglądać rozbudowaną fabułę, w której pornografia jest tylko jej częścią. Dla nich najważniejsza jest wyrafinowana erotyka. Zamiast akrobatyczne go seksu z udziałem roznegliżowanych kaskaderów, wolą sceny „gry miłosnej”, w których dominuje atmosfera zmysłowości i czułości. Bo kobiety w sztuce miłosnej są bardzo wymagające, potrzebują czegoś znacznie bardziej wyrafinowanego niż mężczyźni. Panowie nie zawsze to rozumieją. Stąd też powstaje tak wiele „łóżkowych” rozczarowań i nieporozumień.

  Czy można zatem powiedzieć, że Polacy są już całkowicie wyzwoleni seksualnie? Z przeprowadzonego w 2010 r. międzynarodowego sondażu instytutu GFK na zlecenie firmy Bayer Schering Pharma wynika, że kochamy się na potęgę. O ile na początku lat 90. XX w. co czwarta Polka odczuwała nikłe zainteresowanie życiem seksualnym, to obecnie aż 43 proc. pań w wieku 15-49 lat deklaruje, że uprawia seks częściej niż raz w tygodniu, a 11 proc. – raz w tygodniu. Nasze rodaczki wyprzedziły wszystkie Europejki poza Rosjankami, które kochają się najczęściej. Aż 49 proc. z nich zadeklarowało, że uprawia seks częściej niż raz w tygodniu. Polki wyprzedziły w tej kwestii Czeszki, Szwedki, Niemki, a nawet Francuzki. Na naszym kontynencie dorównują im jedynie Greczynki. Daleko w tyle są zarówno Turczynki, jak i Dunki.

  Polacy od kilku lat zadziwiająco dobrze wypadają w sondażach badających zachowania seksualne w różnych regionach świata. W 2009 r. badania przeprowadzone na zlecenie tej samej firmy ujawniły, że 49,5 proc. Polaków współżyje częściej niż raz w tygodniu. To dość dużo, bo takim „wynikiem” nie może się pochwalić nikt inny w Europie. Wyprzedzaliśmy zarówno Niemców (39,4 proc.), Brytyjczyków (39,5 proc.), Austriaków (39,9 proc.), Słowaków (47 proc.), Szwedów (40,4 proc.), Norwegów (40,6 proc.), jak i Duńczyków (38,6 proc.).

  Podobnie wypadł Raport Durexa z 2007 r. Wtedy wszystkich zaskoczyło, że kochamy się aż 143 razy w roku – czterdzieści razy częściej niż wynosi średni wynik na świecie. I znacznie częściej niż przed 10 laty, gdy przeciętny Polak miał zaledwie 91 kontaktów seksualnych rocznie, dużo mniej niż np. Amerykanin (132 stosunki rocznie). Dziś wyprzedzamy niemal wszystkich. Badania sugerują, że lubimy się kochać, nie boimy się eksperymentów w tej dziedzinie i staramy się urozmaicać swe życie seksualne. A jeszcze przed 20 laty byliśmy jedną z najbardziej pruderyjnych i nudnych pod tym względem społeczności w Europie. Ale czy faktycznie staliśmy się najbardziej seksualnie rozbudzonym narodem? Polacy lubią tworzyć mity na swój temat, które nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości. Chętnie zawyżamy swe wyczyny seksualne. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że przeciętnie kochamy się przez 35 minut. Tak przynajmniej podają nadesłane deklaracje. Oczywiście, te 35 minut, to nie tylko sam stosunek. Najdłużej trwają gra wstępna i pieszczoty. Ale długość samego stosunku, średnio 14, 5 minuty, też wydaje się być sporym wyczynem, w każdym razie znacznie większym niż w innych krajach.

  Z bardziej miarodajnych badań, jakie przeprowadzili prof. Eric Corty oraz Jenay Guardiani z Penn State Erie w Pensylwanii, wynika, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety na osiągnięcie spełnienia potrzebują 3-13 minut. Badacze doszli do takiego wniosku po rozmowach z 50 psychologami, lekarzami, pracownikami socjalnymi, terapeutami ds. rodziny i małżeństwa, którzy przez wiele lat stykali się z tysiącami pacjentów i pytali ich o życie intymne. Znacznie dłuższe stosunki, czyli takie, jakie deklarują Polacy, są raczej rzadkością. Dla większości osób w różnych regionach świata satysfakcjonujący seks to taki, który trwa jedynie kilka minut, a nie ponad pół godziny. W tych samych badaniach amerykańskich wiele osób przyznało, że „w sam raz” jest stosunek trwający 3-7 minut. Zbyt długi stosunek zajmuje 10-30 minut, a zbyt krótki, to taki, który kończy się przed upływem 2 minut. Ale Polacy, jak widać, dążą do dłuższej satysfakcji.

  Niestety, jesteśmy dobrymi kochankami tylko we własnym mniemaniu. W każdym razie, seksuolodzy tego nie potwierdzają. W łóżku jesteśmy raczej zwykłymi przeciętniakami. Toteż publikowane ostatnio sondaże są trochę mylące. Przeprowadzono je głównie za pośrednictwem Internetu, a raczej wśród internautów. I to oni są najbardziej aktywni seksualnie. Wykazał to raport „Seks Polaków w Internecie”, jaki w 2010 r. opublikował prof. Zbigniew Izdebski. Wynika z niego, że internauci są zadowoleni ze swego życia seksualnego. Jedynie 3,5 proc. badanych ocenia je, jako złe (10 proc., jako raczej złe). Zdecydowana większość potrafi cieszyć się seksem i uprawia go bez większych zahamowań. Nie ma trudności z osiąganiem orgazmu (nie odczuwa go zaledwie 7 proc. kobiet i 4 proc. mężczyzn).

  Ponad połowa twierdzi, że ma kontakty seksualne przynajmniej raz w tygodniu, a jedna trzecia – dwa lub nawet trzy razy w tygodniu. Prawie połowa przyznała się do seksu poza stałym związkiem, a jedna trzecia – do romansów z osobą poznaną w sieci. Urozmaicają swoje życie seksualne, używając żeli, bielizny erotycznej, specjalnych prezerwatyw i wibratorów. I niemal wszyscy się masturbują (95 proc. mężczyzn i 85 proc. kobiet).

  Nadal pokutuje wiele mitów, a stare przesądy są zastępowane nowymi. Prof. Zbigniew Lew-Starowicz ostrzega, że do seksuologów zgłasza się coraz więcej osób uzależnionych od cyberseksu. Aż 65 proc. polskich internautów przynajmniej raz poszukiwało w Internecie doznań erotycznych. W wielu stałych związkach powstają nawet trójkąty, w których tym trzecim jest osoba poznana w sieci. Ale wirtualna rzeczywistość nie zdominowała naszego życia seksualnego. Portale internetowe są wykorzystywane przede wszystkim do zawierania trwałych znajomości, by związać się z kimś na stałe, a nie tylko dla osiągnięcia orgazmu. Choć niemal wszyscy internauci (78 proc. kobiet i 96 proc. mężczyzn) zaglądają na strony pornograficzne, to wirtualny seks nie daje im pełnego zadowolenia. 89 proc. badanych uważa, że jest on mniej satysfakcjonujący niż ten w rzeczywistości. Nie grozi nam zatem, że seks wirtualny zdominuje nasze życie erotyczne.

  Przesadzone są utyskiwania, że nastolatki przechodzą inicjację seksualną coraz wcześniej, jak tylko zaczynają dojrzewać. Badanie przeprowadzone przez GFK na zlecenie firmy Bayer Schering Pharma (Pan European FC Study listopad-grudzień 2009), ujawniło, że średni wiek inicjacji seksualnej kobiet w Polsce to 19 lat, a nie 12 czy 13.

  Większość polskich nastolatków (75 proc.) marzy o wielkiej miłości. Pragną tego nie tylko młode dziewczyny, lecz również dorastający chłopcy, o których mówi się, że tylko „jedno mają w głowie”. Głównym problemem w Polsce nie jest zatem wczesne rozpoczęcie współżycia, lecz brak edukacji seksualnej. Według prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, powinna ona się zacząć już od wieku przedszkolnego, kiedy dzieci ujawniają naturalną ciekawość i zadają pytania. I należy ją kontynuować przez całe życie. Brak edukacji seksualnej sprawia, że wiedzę o seksualności młodzi ludzie czerpią głównie z pornografii. Wynoszą z niej wzorce, które próbują przenieść do własnych zachowań seksualnych. Takie nastolatki – według wolontariuszy „Pontonu” – często nie są w stanie odróżnić rzeczywistości od fikcji. To tak, jakby na poważnie traktować sceny z filmów fantasy z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.

  Edukacja seksualna wcale nie zachęca do wcześniejszej inicjacji. Jest akurat odwrotnie. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że edukacja seksualna, polegająca m.in. na uświadamianiu wszelkich możliwych następstw wczesnego współżycia, może ją przesunąć nawet o dwa lata. Edukacja chroni też przed niechcianą ciążą, a w Polsce to wciąż dość poważny problem. Aż 46 proc. młodych ludzi odbyło stosunek seksualny z nowym partnerem, nie stosując żadnego zabezpieczenia – wykazały w 2010 r. badania Instytutu Badawczego GFK. To najwyższy wynik wśród badanych krajów europejskich (podobnie postępuje ponad 40 proc. w Hiszpanii, Szwecji, Rosji, Norwegii i Słowenii).

  Niepokojące jest tylko, że do kryzysu w związku coraz częściej dochodzi po trzech, a nie jak dotąd sądzono po siedmiu latach wspólnego pożycia. Wskazują na to badania 3 tys. Polaków w wieku 25-40 lat, jakie przeprowadziła Marta Styrc z Zakładu Demografii Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej. Wynika z nich, że najtrudniejszy dla małżeństwa okres do przetrwania to trzeci, czwarty i piąty rok po ślubie. Zarówno wcześniej, jak i później rozstania są już mniej prawdopodobne.

  Polacy nie są pod tym względem wyjątkiem. Podobnie wypadł sondaż, jaki w marcu 2011 r. opublikowano w Wielkiej Brytanii wśród 2 tys. osób będących w związkach formalnych i konkubinatach. Aż 67 proc. ankietowanych stwierdziło, że w 36 miesiącu związku sytuacja emocjonalna między partnerami jest najbardziej napięta. Znacznie częściej dochodzi wtedy do konfliktów, a drobne nieporozumienia urastają do poważnych problemów.

  Partnerzy najpierw przestają prawić sobie komplementy. O ile na początku związku mówili sobie słodkie słówka trzy razy w tygodniu, po trzech latach robią to, co najwyżej raz w tygodniu. W następnych latach, jeśli nadal są ze sobą, jest jeszcze gorzej. W czwartym i piątym roku partnerzy niemal całkowicie przestają obsypywać się komplementami. A w kolejnych latach nie wiedzą już, co to są komplementy. Spada też zainteresowanie seksem. Na początku związku 52 proc. zafascynowanych sobą kochanków utrzymywało kontakty seksualne trzy razy w tygodniu, ale po trzech latach z taką samą częstotliwością współżyło ze sobą jedynie 16 proc. partnerów.

  Pierwszym poważnym objawem kryzysu w związku – poza wzajemnymi wymówkami – są krótkie rozstania. Pary najpierw „rozwodzą” się na weekend, a potem osobno spędzają wakacje. Jeśli nic się nie zmieni, po pewnym czasie rozstają się na dobre.

  Brytyjczyków pytano też o to, co w życiu codziennym najbardziej zabija miłość. W ten sposób sporządzono listę 10 najpoważniejszych powodów do konfliktów i nieporozumień. Na pierwszych trzech miejscach wymieniono: otyłość, pieniądze i nienormowany lub zbyt długi czas pracy. Pozostałe przyczyny to: niedostateczna higiena osobista, konflikty w rodzinie, brak romantyczności, nadużywanie alkoholu, chrapanie i niedopasowany do partnera czas snu, niewłaściwa bielizna oraz brak higieny w łazience.

  Polacy, jako przyczynę rozpadu małżeństw, najczęściej podają niedochowanie wierności, niezgodność charakterów, nadużywanie alkoholu przez partnera oraz nieporozumienia finansowe małżonków. Wśród czynników podtrzymujących trwałość małżeństwa Marta Styrc wymienia: stałą pracę małżonków, stabilizację materialną i dobry stan zdrowia. Trwalsze są jedynie małżeństwa zawierane w starszym wieku, kiedy decyzja o ślubie podejmowana jest bez przymusu i z dużą rozwagą. Rzadziej rozwodzą się również partnerzy lepiej wykształceni. Być może, dlatego – twierdzi Marta Styrc – że potrafią oni lepiej dobierać sobie partnerów. Łatwiej też się komunikują, wiedzą, jak radzić sobie z trudnościami i zdają sobie sprawę z konsekwencji rozwodu.

  Głównie rozwodzą się młodsze stażem pary, które przeżyły ze sobą 5-9 lat. Stanowią one prawie jedną czwartą wszystkich rozwodzących się. Nieco rzadziej, ale niemal równie często, rozstają się małżeństwa, które mają za sobą 10-14 lat pożycia. Od wielu lat stanowiły one 20 proc. wszystkich rozwodników. W 2007 r. ich udział się nieco zmniejszył, ale nadal na 100 rozwodzących się par, 17 ma za sobą 10-14 lat stażu małżeńskiego. Jednocześnie stale rośnie liczba rozwodzących się małżeństw z długim, ponad dwudziestoletnim stażem. W ostatnich 10 latach ich odsetek zwiększył się z 14,9 proc. do prawie 25 proc. Skończyły się zatem czasy, gdy pary wieloletnie, po przekroczeniu pewnego progu stażu małżeńskiego, raczej już się nie rozwodziły. Dziś to właśnie one stanowią pokaźną grupę rozwodników.

  Pozew o rozwód najczęściej składają kobiety, a jednym z głównych powodów jest zdrada małżonka. Najczęściej zdradzają mężczyźni po pięćdziesiątce, przeżywający tzw. kryzys wieku średniego. Co trzeci z nich przyznaje się do „skoku w bok”, a co dziesiąty zaliczył go w ostatnim roku. Pięćdziesięciolatkowie szukają często młodszej, bardziej atrakcyjnej partnerki od żony. Sądzą też, że nie mają innego wyboru, bo ich małżonki w menopauzie nie wykazują większych potrzeb seksualnych. Ale to tylko próba usprawiedliwienia swego postępowania, bo badania tego nie potwierdzają. Dla 40 proc. Polek po pięćdziesiątce seks jest równie ważny, jak w latach młodości. Połowa z nich uważa nawet, że nie ma wieku, w którym kontakty seksualne przestają je całkowicie interesować (34 proc. ankietowanych przyznaje, że w przypadku pań taką granicą jest dopiero 61 lat).

  Mężczyźni są dłużej aktywni seksualnie niż kobiety. Wskazuje na to tzw. oczekiwana długość życia seksualnego SALE (sexually active life expectancy), jaką w 2010 r. na łamach „British Medical Journal” zaproponowali dr Stacy Tessler Lindau i Natalia Gavrilova z University of Chicago. Na podstawie badań 3 tys. osób w wieku 57-85 lat doszli do wniosku, że mężczyźni w wieku 55 lat mają przed sobą jeszcze przynajmniej 15 lat aktywności seksualnej. A jeśli dbają o zdrowie i nie cierpią na żadne poważniejsze choroby, mogą do tego doliczyć kolejne 5-7 lat dobrego seksu.

  Mężczyzna ma zatem szansę korzystania z uroków życia seksualnego, co najmniej do 75. roku życia, a czasami nawet dłużej, gdyż w razie kłopotów z erekcją może sięgnąć po viagrę. Kobiety nie mają takiego komfortu. Przewidywana aktywność seksualna 55-latek nie przekracza 11 lat. Gdy cieszą się dobrym zdrowiem, mogą ją jeszcze przedłużyć o kolejne 3-6 lat. A jest wiele starszych pań, które nadal są zainteresowane seksem, ale nie mają już partnerów, z którymi mogłyby go uprawiać. Bo niestety, mężczyźni wciąż wcześniej umierają.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Dlaczego ludzie się rozwodzą?

Pomimo tego, że rozwód staje się coraz częstszym, powszechniejszym zjawiskiem w naszym społeczeństwie i na wielu portalach próbuje się nas przekonać, że rozwód nie jest czymś złym – to chyba każdy, kto doświadczył tej sytuacji może powiedzieć, że była to najgorsza rzecz, jaką spotkał w życiu.

 Na psychologicznej skali stresu rozwód jest na drugim miejscu, zaraz po śmierci współmałżonka. Jest więc jednym z najbardziej poruszających, przykrych i negatywnych wydarzeń, jakie może doświadczyć człowiek w życiu.

Już samo to stwierdzenie powinno skłonić do głębszego myślenia i zastanowienia się nad tym, myślę ostatecznym rozwiązaniem relacji.

Nie ma sprawdzonej recepty na udany związek, przepisu, planu, którego jeśli będziemy się trzymać to na pewno nam się uda. Związek jest dynamicznym organizmem, który tworzy dwoje ludzi. Ulega on nieustannym przemianom pod wpływem czasu, doświadczeń, zmian naturalnych i tych nagłych, niezaplanowanych.

Czyja to wina?

Za to, co się dzieje w relacji, odpowiedzialność ponoszą przeważnie dwie osoby, to, czy w związku jest dobrze, źle, czy właśnie zaczyna się coś psuć, zazwyczaj jest wynikiem spadku zaangażowania, dbania o relację u którego dochodzi po części u obu ze stron.

 Związek, aby był satysfakcjonujący, musi spełniać kilka kryteriów:

poczucie bezpieczeństwa

 zaufanie, zaangażowanie

 szacunek

 wsparcie

 troska o partnera

 i najważniejsze, choć nie jedyne i wystarczające – uczucie.

W zależności od naszych potrzeb, doświadczeń życiowych i przekonań będziemy na jedne aspekty zwracać większą uwagę a na inną mniejszą, a im więcej tych czynników zbagatelizujemy, tym z większą siłą mogą się dać we znaki wraz z trwaniem relacji.

 W każdym, nawet tym na pozór idealnym związku wcześniej czy później dochodzi do konfliktów – mniejszych czy większych. Jest to nieuniknione i naturalne w relacji dwojga ludzi – jeśli w jakimś związku nie ma różnicy zdań, kłótni to znaczy, że jedna z osób z jakiś przyczyn nie wyraża lub nie broni swojego zdania, szczęśliwy związek może być tu tylko pozorem.

 Czym jest ta różnica charakterów?

Jak podają statystyki, najczęstszym powodem rozwodów w Polsce jest różnica charakterów, potem zdrada. Przecież charakter człowieka na przestrzeni czasu nie ulega większym zmianom. Dlaczego dopiero teraz zostaje to zauważone, po nieraz 10, 15 latach? Co się kryje pod tym stwierdzeniem?

 Często można usłyszeć o jakimś małżeństwie “oni ostatnio często się kłócili”. Sama różnica zdań, sprzeczka, kłótnia w związku nie jest czymś złym, świadczy o tym, że partnerzy mają odmienne zdanie w jakiejś kwestii. To, co jest negatywne i destrukcyjne dla relacji to sposób rozwiązania tej sytuacji.

Gdy jedno z małżonków czuje się odtrącone przez drugiego, czuje się osamotnione, wykorzystywane lub brakuje mu jakiś ważnych aspektów w relacji, jak na przykład wsparcia, zrozumienia czy szacunku – powinno o tym mówić, rozmawiać, poruszać ten temat. To najprostszy i najszybszy sposób na zareagowanie, gdy widzimy, że w związku zaczyna być „coś nie tak”.

 Brak rozmowy, szczerej rozmowy o tym, co jest nie tak w związku, jest jedną z pierwszych przyczyn pogorszenia relacji, potem, gdy zaczyna się to nawarstwiać, dochodzą inne problemy i napotykane trudności, sytuacja zaczyna przerastać obie strony.

 W dzisiejszym świecie bardzo trudno “zapomnieć” o drugiej osobie – ciągła praca, zajęte weekendy, coraz więcej obowiązków, stres, sprawiają, że w związku zaczynamy funkcjonować na zasadzie, jak nam się wydaje “niezbędnego minimum”, ale po czasie okazuje się, że i to było za mało, aby utrzymać satysfakcjonującą relację.

O uczucie, relację w związku trzeba dbać jak o kwiaty w ogrodzie – stale pielęgnować, podlewać, chronić przed szkodnikami, wyrywać chwasty, które z czasem zaczęłyby dominować w ogródku. Ludzie często o tym zapominają, myśląc że jak na początku jest w porządku to tak będzie zawsze, “teraz się bardzo kochamy, cóż może to zmienić?”. A potem pojawiają się różne trudności, problemy, kłopoty z którymi zamiast radzić sobie razem, wspierać się – małżonkowie zwracają się przeciw sobie, oddalają się od siebie, często obwiniając siebie nawzajem za zaistniałą sytuację.

 Klamka zapadła?

W pewnym momencie zapada decyzja o rozwodzie. Czasem zbyt szybko, w przypływie silnych emocji, które nie są najlepszym doradcą. Tak jak decyzja o zawarciu małżeństwa powinna być poprzedzona poważnymi rozważaniami i nie powinna być podejmowana pochopnie, tak samo decyzja o formalnym zakończeniu relacji powinna być podjęta po długotrwałym, starannym namyśle.

 Warto zadać sobie pytania:

Czy na prawdę nic już nie da się zrobić dla tego związku?

 Czy rzeczywiście nie ma sposobu na to, aby uratować ten związek?

 Czy zostało zrobione wszystko, co możliwe, czy zostały dołożone wszelkie starania, aby dać szansę na ratunek tej relacji?

Czasem, gdy wydaje się, że wszystko stracone, że nie ma szans na porozumienie, czy nawet na odpowiednią relację, warto zwrócić się o pomoc do osoby niezależnej, obcej – mediatora – która obiektywnie, nie trzymając żadnej ze stron, spojrzy na relację z perspektywy obserwatora.

 Czasem jest to pierwszy, potrzebny krok do tego, aby zacząć patrzeć na swoją osobę, na osobę małżonka z innej perspektywy. Czasem właśnie ta inna perspektywa jest potrzebna do tego, aby móc zobaczyć na nowo w małżonku tę osobę, w której przed laty się zakochaliśmy, która nas oczarowała swoim uśmiechem, podejściem do życia czy inną cechą, którą przez lata przestaliśmy zauważać.

 Przecież kiedyś łączyło nas głębokie uczucie – co się z nim stało? Co się z nami stało?

 Czasem tak niewiele potrzeba, aby przypomnieć sobie to dawne uczucie, aby znaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii i nadziei, aby jeszcze raz podjąć walkę o związek, o tę drugą osobę.

 Znów się zepsułeś, więc wiem co zrobię…

Żyjemy w czasach, w których dużo rzeczy jest o ograniczonej przydatności – telefon komórkowy wymienia się wraz z nową umową, komputer, aparat – szybko wychodzą nowe, lepsze modele, można łatwo sprzedać stary i nabyć nowy. Ubrania często wymienia się wraz z nowym sezonem. Coś, co zaczyna być stare, niemodne, nieprzydatne, przeszkadzające, w miarę łatwo można wymienić na nowszy model.

Dlaczego tak samo nie można zrobić z małżonkiem? Złe porównanie? A może właśnie tak zaczynamy postrzegać otaczającą nas rzeczywistość? Jako rzeczy, które mają nam jak najlepiej służyć, mamy czerpać z nich jak najwięcej korzyści, a gdy się okaże, że są nieprzydatne lub zaczynają coraz więcej od nas wymagać – najlepiej jest… się ich pozbyć.

 Wielu z nas zapomina, że związek z drugą osobą to nie tylko przyjemności i radości, ale także smutki, poświęcenie, ustępstwa, wypracowane kompromisy, które są nieodłącznym elementem życia z drugą osobą, tylko z jakiś przyczyn zależy nam na tym, aby je od siebie jak najdalej odsuwać.

W pewnych przypadkach przybiera to postać dbania tylko o własne dobro, o własny interes, zupełnie ignorując tę drugą stronę. “Należy mi się”, “moje potrzeby są najważniejsze”, “mam prawo” – owszem, ale to samo można zbudować w relacji z inną osobą, nie tylko jej kosztem.

 Z serdecznym pozdrowieniem, Dorota Wysokińska, psycholog

psychorada>>>

ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak zdobyć faceta i sprawić, by ciągle za Tobą szalał

Wyobraź sobie gorący, letni poranek. Siedzisz w restauracyjnym ogródku, popijasz wodę i upajasz się słońcem. Czytasz swoje ulubione czasopismo, uśmiechasz się do siebie i nagle czujesz, że ktoś Ci się przygląda. Podnosisz wzrok i widzisz, jak dwóch przystojnych mężczyzn patrzy w Twoim kierunku. Nie czujesz wstydu ani zdziwienia. Uśmiechasz się do nich i czytasz na­dal. Po minucie jeden z mężczyzn podchodzi do Ciebie i pyta, czy nie mogłabyś go oprowadzić po mieście, ponieważ dopiero dziś przyjechał.

Niemożliwe? Nieprawdopodobne? Takie rzeczy w rzeczywi­stości się nie zdarzają?

Przyszło Ci to na myśl? Co jeszcze? Może:

Takie sytuacje zdarzają się tylko naprawdę pięknym kobietom.

Mnie nigdy nie przydarzy się taka historia.

Nikt na mnie nie zwróci uwagi.

Bzdura!

Dzięki tej książce nigdy więcej nie pomyślisz tak o sobie. Twoje postrzeganie siebie samej drastycznie się zmieni. Nieważne,  czy jesteś brunetką, czy jesteś ruda, czy jesteś może zbyt chuda czy puszysta, piegowata czy niska. To nie ma znaczenia. Będziesz potrafiła zdobywać i uwodzić facetów.

Wyobraź sobie, że siedzisz ze swoim wspaniałym partnerem

w samolocie. On zrobił Ci niespodziankę na urodziny i zabie­ra Cię do Paryża. Patrzy na Ciebie, uśmiecha się, przytula Cię

i mówi Ci do ucha: „Kocham Cię”. Minęły już ponad trzy lata,

a Twój ukochany nadal szaleje za Tobą i nosi Cię na rękach. Jesteś bardzo szczęśliwa. 9

Może pomyślałaś: takie rzeczy zdarzają się tylko w roman­tycznych filmach. Takie sytuacje to bajki, a nie rzeczywistość.

Co jeszcze pomyślałaś?

Stop!

Czas, abyś skończyła z takim myśleniem. Czas przyciągnąć partnera, o którym zawsze marzyłaś. Jesteś ciekawa, jak to zro­bić? Mam taką nadzieję, że już nie możesz doczekać się, aby po­znać sekret, jak zdobyć faceta. Jak go oczarować i jak sprawić, by ciągle za Tobą szalał.

Gotowa?

No to zaczynamy.

Chciałabym na początku, żebyś poznała niezwykłą kobietę, która przyciągała wzrok mężczyzn i działała na nich jak magnes. Tą kobietą była Kleopatra, o której na pewno wiele słyszałaś.

Postać Kleopatry fascynowała ludzkość przez wieki. Kochanka Cezara i Antoniusza stała się bohaterką ponad 50 filmów i nie­zliczonych utworów literackich. Była postacią niezwykłą –

wykształcona, kipiąca energią, ale czy wiesz, że była daleka

od ideału kobiecego piękna? „Autorzy rzymscy opowiadali

o inteligentnej i charyzmatycznej Kleopatrze, kobiecie z uwo­dzicielskim głosem, nigdy jednak nie wspominali, że była piękna”, twierdzi Lindsay Allason-Jones, dyrektorka Muzeum Archeologicznego Uniwersytetu w Newcastle. I faktycznie, Kleopatra nie była wcale taką pięknością, jak się powszechnie uważa, jej uroda należała raczej do dość przeciętnych. Posiadała jednak niezwykły intelekt oraz seksapil, dla którego tracili głowy najwięksi z ówcześnie żyjących mężczyzn.

Spytasz, jak to możliwe? Jak kobieta z przeciętną urodą mogła mieć aż taki wpływ na mężczyzn? Może znowu pomyślisz: ta­kich kobiet jest mało, była bogata i miała wpływy, ale czyżby na pewno?

A może masz takie koleżanki, które nie są zbyt urodziwe, a niesamowicie przyciągają do siebie mężczyzn? I nie piszę tu o tych młodych dziewczynach, które oprócz krótkotrwałej przy­jemności nie potrafią nic dać z siebie. Piszę o kobietach, które nie powalają urodą, a mimo wszystko mają duże powodzenie u mężczyzn.

Zastanawiałaś się, co sprawia, że kobieta przyciąga mężczyzn? Co tak naprawdę kręci mężczyzn w kobietach? Co sprawia,

że kobieta jest interesująca i przykuwa uwagę, pomimo tego, że nie jest zbyt urodziwa? Jak to się dzieje, że kobieta postrzega­na jest jako niezwykle seksowna?

Cóż, dla każdego to może być inna cecha, to sprawa subiek­tywna, ale dla większości to coś nieopisanego, nieuchwytnego, nie nazwanego wprost. Ta nieokreśloność to pewna aura, która otacza daną osobę. To sposób, w jaki ktoś się śmieje, odgarnia kosmyk włosów, chodzi, mówi, pije kawę czy ubiera się. Te ce­chy tworzą kobietę jako całość, pozwalają patrzeć na nią w inny sposób. O tym, że kobieta postrzegana jest jako osoba seksowna, nie decydują cechy rejestrowane wprost, jak ładna buzia, figura czy dłonie. Bardzo często bywa tak, że osoby na pierwszy rzut oka uważane za mało atrakcyjne uchodzą na niezwykle seksow­ne. To, co naprawę przykuwa uwagę i postrzegane jest jako niezwykle atrakcyjne dla facetów, to sposób, w jaki kobie­ta myśli sama o sobie. To, jak postrzega siebie. To, jak patrzy na siebie. To, co uważa na swój temat. Zdziwiona? Ale to jest właśnie największy sekret magnetyzmu i seksapilu.

W tej książce zdradzę Ci sposoby, jak stać się kobietą, która myśli i czuje, że jest niesłychanie seksowna, atrakcyjna i piękna. Będą to pewne etapy, przez które musisz przejść, aby osiągnąć swój cel. To będzie etap oczyszczania, wzmacniania, odkrywa­nia i przyciągania. Te etapy są po to, byś stała się kobietą, która zdobędzie wymarzonego partnera, i przede wszystkim po to, byś fascynowała go przez cały czas, a nie tylko na początku zna­jomości. Aby się tak stało, musisz poświęcić czas na odkrycie i poznanie siebie. Obiecuję Ci, że wysiłek i czas, który sobie po­święcisz, opłaci Ci się.

Jak zdobyć faceta i sprawić, by ciągle za Tobą szalał to pierwszy na rynku polskim poradnik dla kobiet, dzięki któremu będziesz potrafiła zdobywać i uwodzić facetów. Zastanawiałaś się, co sprawia, że kobieta przyciąga mężczyzn? Co tak naprawdę kręci mężczyzn w kobietach? Co sprawia, że kobieta jest interesująca i przykuwa uwagę pomimo tego, że nie jest zbyt urodziwa? Jak to się dzieje, że kobieta postrzegana jest jako niezwykle seksowna? Dzięki tej książce dowiesz się tego wszystkiego i będziesz w stanie przyciągnąć do siebie wymarzonego partnera. Poradnik obfituje w wiele pomocnych ćwiczeń oraz pytań, które pozwolą odkryć Ci tkwiącą w Tobie siłę i niepowtarzalną moc. Od teraz możesz skorzystać z technik opisanych w książce i poznać sekret, jak zdobyć faceta, jak go oczarować i  jak sprawić, by ciągle za Tobą szalał. Dowiesz się, w jaki sposób fascynować mężczyznę przez cały czas, a nie tylko na początku znajomości.

To jest książka, dzięki której Ty, kobieto:

– staniesz się kobietą zmysłową, magnetyczną, która przyciąga wzrok mężczyzn
– zdobędziesz pewność i wiarę w siebie
– zbliżysz się do istoty Twojej kobiecości
– będziesz tryskać energią
– odkryjesz bogactwo i niepowtarzalność swojej osoby
– nauczysz się kierować w życiu siłą i wewnętrznym głosem
– będziesz bardziej rozumiała siebie
– zajrzysz głęboko w siebie i poznasz swoją pierwotna naturę
– odpowiesz na pytania, na które długo nie umiałaś odpowiedzieć
– ulepszysz swoje stosunki z najbliższymi
– zmienisz swoje życie i będziesz zawsze miała dla siebie czas
– będziesz umiała wybaczyć sobie i innym dawne krzywdy
– będziesz potrafiła radzić sobie ze złością

ODBIERZ PREZENTY>>>

Samotność w święta

Samotność boli. Szczególnie we wszelkie dni świąteczne, gdy inni spędzają je w gronie najbliższych.

Czasami nie ma jednak czego zazdrościć, bowiem świetna atmosfera wygląda na taką tylko z zewnątrz. Wiele konfliktów, niechęci, a nawet nienawiści jest ukrywanych, ludzie udają przez te kilka dni, że wszystko jest w porządku. Choć czasem i tak ktoś nie wytrzymuje takiej hipokryzji i dochodzi do kłótni, bójek a nawet zabójstw. Oby nie było tak i w te święta, choć spodziewam się, niestety, takich informacji z różnych zakątków Polski.

Nie oznacza to oczywiście, że osoby samotne nie będą zazdrościć innym towarzystwa ich bliskich czy znajomych. Każdy chce spędzić nie tylko święta, ale całe życie z kimś bliskim, kto będzie kochał. Jest to tak samo powszechne marzenie, jak trudne do zrealizowania. Bycie z kimś nie oznacza automatycznie sukcesu, czyli miłości po grób, wzajemnego szacunku, zrozumienia, czułości i tak dalej i tym podobne… Można być samotnym w związku, można nawet być samotnym w tłumie.

Tym, którzy spędzą święta z innymi życzę, aby nie czuli się wśród nich samotni.

A tym, którzy są samotni, życzę przetrwania świąt i odnalezienia ludzi, wśród których samotni już nie będą.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Samotność. Samotna kobieta. Metody radzenia sobie z samotnością

Barbara Dudzicz – „Jak pokonać samotność. Poradnik dla kobiet”>>>

W tym rozdziale pokaże to, co dla Ciebie jest najważniejsze, czyli co zrobić kon­kretnie, aby wreszcie poradzić sobie z uczuciem samotności. Jest to zestaw 26 porad o różnej tematyce, które pokażą Ci, że istnieje wiele możliwości poprawy samopoczucia. Wystarczy, że wykorzystasz kilka z nich, a Twoje uczucia się zmienią. Większość z nich wypróbowałam na sobie, dlatego mogę dać Ci osobistą gwarancję, że działają. Gdy je spisałam w formie książki, powstało aż 26 punktów.

Być może z kilku z nich już korzystasz, dlatego wypróbuj te, które są dla Ciebie nowością.

Ważne jest także to, abyś zrozumiała, że te porady są dla Ciebie. Nie wystarczy jedynie ich przeczytać. Jeśli chcesz, ale naprawdę chcesz zmian w swoim życiu, to dla własnego dobra musisz skorzystać z tych porad. Są one bardzo proste i na­prawdę mogą Ci bardzo pomóc. Natomiast jeśli Twój stan jest bliski depresji i te sposoby na Ciebie nie zadziałają, to polecam wybranie się w następnej kolejności do dobrego psychologa.

 Znajdź klub tematyczny

Klub tematyczny to miejsce, gdzie wraz z innymi uczestnikami możesz zajmować się czymś ciekawym i pożytecznym. Obecnie istnieje wiele takich klubów, większość z nich działa w dużych miastach. Są to zarówno stowarzyszenia, jak i organizacje pozarządowe. Każdy z nich daje inne możliwości, a spotkania odbywają się za­zwyczaj raz lub kilka razy w tygodniu.

Im więcej propozycji oferuje dany klub, tym lepiej dla Ciebie. Jeśli mieszkasz w dużym mieście, sprawdź w internecie, jakie kluby czy stowarzyszenia działająniedaleko Twojego miejsca zamieszkania, i zapisz się. W razie kłopotów z wyborem odpowiedniego klubu napisz do nich, zadzwoń i zapytaj, czym się zajmują. Jeśli Cię to zainteresuje, idź na takie spotkanie. Poznasz nowych ludzi, nauczysz się nowych umiejętności, a przy okazji zrobisz coś dobrego dla siebie.

Osobom, które mieszkają w małym miasteczku, gdzie niewiele się dzieje i nie ma takich klubów, polecam wybranie się przynajmniej kilka razy w miesiącu – w za­leżności od możliwości finansowych – do większego miasta, gdzie działa taki klub. To może być organizacja zajmująca się konkretną tematyką, stowarzyszenie pomagające innym, organizacja pozarządowa, a nawet klub sportowy. Możliwości jest bardzo dużo, wystarczy tylko przejrzeć internet pod tym kątem.

Wiele z tych organizacji reklamuje się na forach i na portalach społecznościowych. Wejdź tam, być może odkryjesz coś dla siebie.

Poza tym coraz więcej pojawia się klubów dla kobiet. Są to miejsca, w których spotykają się kobiety w różnym wieku, rozmawiają i zajmują się typowo babskimi sprawami. Zaletą tych klubów jest też to, że każda z uczestniczek ma inne umie­jętności i może ich uczyć pozostałe kobiety. Zabawa jest niesamowita, a efekty są nieoczekiwane. Polecam taką formę klubu, również tym z Was, które czują się samotne w nowym miejscu, w nowym mieście i które nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Przecież nie można żyć tylko pracą…

Dołączenie do klubów nie tylko poprawi Twoje samopoczucie i otworzysz się na nowe możliwości, lecz także może się zdarzyć, że niespodziewanie otrzymasz potrzebną pomoc od innych. Wybierz się, a zobaczysz, co się wydarzy.

Wiele klubów oprócz zwykłych spotkań organizuje również inne przedsięwzię­cia. Wszystko zależy od specyfiki klubu. Te najbardziej znane organizują nawet ogniska, wyjazdy, festyny, a także umożliwiają wzięcie udziału w wielu ciekawych imprezach.

Kiedy wyjechałam do Szczecina, byłam sama. Na początku było mi bardzo trudno, ponieważ nie miałam żadnych znajomych. Wiesz, co zrobiłam? Znalazłam w inter­necie klub i poszłam na pierwsze spotkanie. Tak mi się spodobało, że chodziłam tam co tydzień. Poznałam nowych ludzi, spotkałam się z innym spojrzeniem na świat i bardzo mi to pomogło w mojej samotności. Był to klub, gdzie można było się nauczyć pozytywnego podejścia do siebie i do świata. Było fantastycznie, a wspomnienia mam do dziś.

Duże miasta mają to do siebie, że wybór różnych forma aktywności jest naprawdę ogromny. Kiedy braliśmy udział jako klub w festynie organizacji pozarządowych, okazało się, że podobnych organizacji jest około setka. Wyobrażasz sobie? Ponad 100 różnych klubów tematycznych! Naprawdę jest więc w czym wybierać. Pamiętaj, dla chcącego nic trudnego!

Natomiast jeśli jesteś kobietą w dojrzałym wieku, możesz zapisać się na uniwer­sytet trzeciego wieku. Spotkasz tam ludzi podobnych do siebie, nauczysz się nowych umiejętności i spędzisz czas bardzo przyjemnie. Może nawet poczujesz się szczęśliwsza.

 Zajmij się sportem

Sport to kolejny sposób na smutek, melancholię i depresję. Ruch zawsze ma na człowieka dobroczynny wpływ, bez względu na to, co mu dolega. Na smutek i depresję sport działa wręcz cudownie.

Kiedy czujesz się samotna, zadbaj o odrobinę ruchu. Nie musisz nawet wychodzić z domu. Wystarczy krótka gimnastyka, skoki w miejscu, taniec, kiedy gotujesz obiad, kilka przysiadów. Twoje emocje są zawsze w ruchu, nigdy nie są stabilne, a więc stale mogą się zmieniać.

Aby na nie wpłynąć, wstań, weź głęboki oddech i pobiegaj w miejscu. Jeśli możesz, otwórz okno, wpuść do domu trochę świeżego powietrza, pooddychaj głęboko. Założę się, że od wielu lat nie pozwalałaś sobie na spokojny, głęboki oddech i do­pływ świeżego powietrza do płuc. To doda Ci energii.

Zamiast siedzieć w domu, możesz też wyjść na dwór. Wybierz się na długi spacer do parku, do lasu lub po prostu idź przed siebie. Nie myśl o tym, że czujesz się samotna, tylko spaceruj. Jeśli masz ochotę pobiegać – biegaj. Czasami emocje siedzą tak głęboko, że trzeba je bardzo mocno poruszyć. W takiej sytuacji biega­nie będzie miało bardzo pozytywny wpływ na Twoje samopoczucie. Wiele osób w momencie złości rozładowuje ją właśnie poprzez ruch i bieganie, ponieważ jest to dobry sposób na pozbycie się negatywnych emocji.

Jeśli masz dziecko, psa, przyjaciółkę czy koleżankę – weź ich na spacer. Godzina dziennego spaceru naprawdę czyni cuda! Dla mnie spacer stał się już nawykiem i rutynowym działaniem, bez którego nie mogę się obejść. Kiedy dopada mnie uczucie melancholii, smutku i ogarniają mnie negatywne uczucia, po prostu ubie­ram się i idę na spacer. Po kilku godzinach jestem zmęczona, ale szczęśliwa!

Dlatego Tobie polecam to samo. Nie zwracaj uwagi na to, że nie masz z kim biegać czy spacerować. Po prostu ubierz się i wyjdź.

A jeśli Cię to nie przekonuje, polecam Ci zapisanie się na zajęcia sportowe. Obecnie dostępne są również zajęcia, na które wstęp mają tylko kobiety. To doskonała forma pozbycia się negatywnych uczuć. Umysł jest wówczas zaabsorbowany ćwiczeniami i nie ma czasu, by nękać Cię smutkiem, depresją czy samotnością.

Wiele zajęć sportowych nie jest drogich, a kluby oferujące takie zajęcia znajdują się zazwyczaj w każdym miasteczku. Polecam Ci zapisanie się na te, które najbardziej do Ciebie przemawiają. Poszukaj ich w swojej okolicy – poprzez gazety, czasopi­sma, internet czy pytając znajomych. Zapisz się przynajmniej na jedną formę zajęć, a zobaczysz, jak poprawi się Twoje samopoczucie, nie mówiąc już o zdrowiu.

Zajęcia, które mogę Ci polecić, to chociażby: aerobik, fitness, pływanie, siłownia, taniec, tenis, koszykówka, siatkówka czy żeglarstwo. Znajdź dla siebie ciekawe zaję­cia. Dla własnego dobra poświęć na sport przynajmniej jeden dzień w tygodniu.

Kiedy ćwiczysz i ruszasz się, organizm momentalnie zupełnie inaczej zaczyna re­agować. Zobaczysz, że uczucia się zmienią, a To bardzo dobrze wpłynie na Twoją psychikę. Poczujesz się o wiele lepiej.

Dla kobiet, które mają mniej chęci lub niewielkie zasoby finansowe, polecam aktywności fizyczne niewymagające dużego zaangażowania czasowego ani finan­sowego: spacer, jazda rowerem, rolki, bieganie, pływanie latem w jeziorze, może lub na odkrytym basenie, praca w ogrodzie.

Kochana, rusz się! Ruch to zdrowie!

 Wybierz się w podróż

Podróże są jednym ze wspaniałych sposobów na chandrę, ponieważ budzą w czło­wieku nowe emocje.

Podróżowanie przeznaczone jest zwłaszcza dla kobiet ciekawych świata i no­wych miejsc. Wycieczka lub podróż to czasami najlepszy sposób na pozbycie się samotności, choć wszystko zależy od tego, na co sobie możesz pozwolić. Jednak polecam Ci gorąco, abyś wybrała się przynajmniej na kilka dni w zupełnie nowe miejsce.

Możesz nawet wybrać się gdzieś niedaleko, jeśli tylko można tam ciekawie spędzić czas. Aby nie jechać w ciemno, sprawdź w poradnikach turystycznych lub inter­necie, jakie atrakcje dostępne są w danej okolicy.

Podróżować możesz zarówno sama, jak i ze znajomymi. Możecie wybrać się w do­wolny sposób: pieszo, rowerami, pociągiem czy autobusem. Ważne jest to, abyś Ty dobrze się czuła i chciała przeżyć nową przygodę. Taka zmiana dobrze wpłynie na Twoje samopoczucie, ponieważ dostarczysz sobie nowych emocji oraz ciekawych wspomnień.

Jeśli nie znasz jeszcze wszystkich zakamarków swojej okolicy, dowiedz się, co cie­kawego można robić nieopodal Twojego miejsca zamieszkania. Możesz wybrać się do muzeum, do parku czy w inne piękne miejsce. Możliwości jest bardzo dużo, a wszystko zależy od tego, gdzie mieszkasz.

Polska naprawdę jest ciekawym i pięknym krajem. Aby zwiedzić ją całą, potrzeba do tego kilku miesięcy. Dlatego zrób sobie taki miły prezent i wybierz się w po­dróż swojego życia. Niech te kilka dni przyniosą Ci zupełnie inne emocje niż do tej pory.

Odważne kobiety mogą się wybrać również za granicę. Jest to świetna okazja do poznania nowych ludzi i nowych miejsc, a wszystko to możesz uwiecznić na zdjęciach.

Kiedy podróżujesz, odkrywasz nie tylko nowe miejsca, lecz także samą siebie. Zdajesz sobie sprawę z tego, co lubisz, gdzie wolisz spędzać czas, i odkrywasz miejsca, w których czujesz się dobrze. Gdy je odnajdziesz, polubisz wycieczki, podróże i wypady, a dzięki nim zamkniesz drzwi swoim negatywnym uczuciom i wniesiesz się ponad nie. Myślę, że o to właśnie chodzi.

Z własnego doświadczenia wiem, że wycieczki, podróże i inne wypady są bardzo dobrym sposobem na samotność. Sama odważyłam się wsiąść do pociągu i po­jechać 300 km od domu po to tylko, by poznać zupełnie inne miejsca. Wrażenia niesamowite i nieopisane. Poznałam fantastycznych ludzi i – wierz mi – w po­dróży zapomniałam o samotności. Potraktowałam to jak przygodę mojego życia i odtąd stało się to moim nawykiem, by raz na jakiś czas wybrać się w zupełnie nowe miejsce.

Najbardziej niezwykłe są te miejsca, w których jeszcze się nie było. Czasami wy­starczy prowiant do plecaka i mapa do ręki. I oczywiście pieniądze…

Jeśli nigdy tego nie próbowałaś, zrób to! Tym bardziej teraz, gdy dokucza Ci me­lancholia i uczucie pustki…

Życzę Ci, Kochana, abyś i Ty zobaczyła, że Twoja obecna sytuacja daje Ci ogromne możliwości zmian. Tylko od Ciebie zależy, czy otworzysz drzwi do nowego życia i zobaczysz, co jest po drugiej stronie.

Napisałam ten poradnik dla Ciebie. Mam nadzieję, że choć jedna moja rada zmieni Twoje postrzeganie samotności i że skorzystasz z przedstawionych tu metod. Więk­szość z nich wypróbowałam we własnym życiu, dlatego tym bardziej chciałam się nimi z Tobą podzielić. Skoro moja sytuacja się zmieniła, to Twoja również może.

Życzę Ci wszystkiego najlepszego! Pamiętaj, że to dopiero początek procesu zmian. Jeśli będziesz cierpliwa, uda Ci się zobaczyć siebie i swoje życie w nowym świetle.

Życzę Ci powodzenia! Pamiętaj, że zasługujesz na miłość i szczęście, bo jesteś tego warta!

 

 

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

Przyjaźń z mężczyzną. Etapy związku.

Piotr Mart ” Tajemnice męskiego umysłu” (fragment):

Po co Ci przyjaźń z mężczyzną, jeśli jesteś jego partnerką?

Być może jesteś na początku szczęśliwego związku z mężczyzną i zastanawiasz się: „Po co mi ta książka? Przecież jestem jego przyjaciółką, a on może mi zawsze powierzyć wszystkie swoje sekrety?” Ale jakoś wszystkich sekretów nie powierza i możliwe, że zwierza Ci się sporadycznie, a z pewnością nie tak często, jak Ty tego oczekujesz.

Być może między Wami jest niemalże idealnie, wręcz sielankowo.

Rzadko się kłócicie. Być może oboje macie pracę. Być może dobrze zarabiacie i niczego Wam nie brakuje. Być może jeździcie na wspólne wakacje, kochacie się… pociąga Was Wasza fizyczność, być może macie wspólne zainteresowania i odnosisz wrażenie, że to właśnie jest przyjaźń. Tyle że, jak głosi stare przysłowie:

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

W rzeczywistości, nie wiesz (jak pisał Adam Mickiewicz), „czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie”. Chciałabyś być jego przyjaciółką, niemniej nie wiesz, jak to sprawdzić i ewentualnie tego dokonać. Być może nawet nie zadajesz sobie tego pytania, bo wszystko jest dobrze – wszak Wasza miłość kwitnie. Ale wiesz, jaki jest problem?

W związku jest zielona, ciepła wiosna; jest żółte, gorące lato; jest brązowa, chłodna jesień i jest też biała, mroźna zima. Wiele par nie będąc świadomymi tego, gdy dochodzi do zimy, definitywnie się rozchodzi, ponieważ na zimę nigdy się nie przygotowywali.

Jeśli nie jesteś jego przyjaciółką, to gdy nadejdzie zima, Twój związek – nawet, gdy będzie trwał jeszcze fizycznie – przestanie istnieć emocjonalnie. Wasz związek stanie się jak martwe drzewo, które jeszcze stoi w ziemi, ale nie okazuje żadnych oznak życia i już żadnej wiosny nie zakwitną na nim pąki, a samo drzewo już nigdy nie wyda owoców.

Wiosna związku

To okres, kiedy dopiero poznajesz mężczyznę. Zakochujesz się w nim, a on w Tobie. Jesteście sobą zafascynowani, a wręcz oczarowani.

Wasz związek przypomina baśniową krainę, gdzie wszystko jest kolorowe i pozbawione negatywów. Nie dostrzegasz w nim wad, ani on nie widzi ich w Tobie.

Lato związku

Lato w związku to okres, kiedy para z okresu fascynacji i zauroczenia sobą przechodzi do „konsumpcji”. Teraz zrywacie plony swojej miłości.

Dużo spędzacie ze sobą czasu; pobieracie się; planujecie powiększyć rodzinę. Jesteście szczęśliwi w swoim towarzystwie. Jeździcie na  wspólne wakacje. Namiętnie się kochacie… Oboje macie pracę, brak obowiązków i powziętych zobowiązań, które mogłyby negatywnie wpływać na Wasze nastroje.

Jesień związku

To pierwsze oznaki zastoju. Miłość już nie jest taka, jak dawniej: nie ma już takiej fascynacji i uwielbienia, jak wiosną czy nawet latem.

Coraz częściej i coraz więcej zauważacie w sobie wad, ale to jeszcze nie ten okres, kiedy je głośno wypowiadacie. Na świat, w uczuciu szczęścia, ale i obaw, przychodzą Wasze pierwsze dzieci. Życie nakłada na Wasz związek coraz więcej zobowiązań.

Zima związku

To okres, kiedy w Waszym związku zaczynają się problemy. Teraz posiadacie więcej obowiązków i zdecydowanie za więcej jesteście odpowiedzialni niż wiosną i latem. Zmieniająca się pora roku wpływa na Was stresująco. Zaczynają się problemy. W życiu zawodowym awansujecie bądź zmieniacie pracę (lub też ją tracicie), a Wasze wydatki i potrzeby materialne zamiast spadać, ciągle rosną. Zapominacie już o miłości, jaka dawniej Was łączyła, a teraz częściej myślicie o brakach i wadach charakteru swojego partnera. Nie wspieracie się wzajemnie, a niemal nieustannie oskarżacie. Jest coraz więcej agresji i coraz mniej zrozumienia. Może Wam brakować środków finansowych i zamiast się wspierać w tym momencie, zrzucacie na siebie nawzajem odpowiedzialność za ten stan rzeczy.

W końcu wszystko, co najgorsze mija. Przychodzi wiosna, jednak miłość i fascynacja razem z wiosną nie powraca. Nie macie już takich problemów, jakie mieliście zimą, zupełnie inaczej patrzycie na siebie… bez miłości. Stajecie się dla siebie niemalże jak obcy ludzie mieszkający pod jednym dachem. Oboje zauważacie z żalem, że nie jest to coś, co Wam odpowiada.

Zupełnie inaczej jest, gdy nadchodzi zima, a Wasze wzajemne relacje cechuje przyjaźń i zrozumienie. Opis takiego związku może się przedstawiać następująco:

Zima w związku, gdy partnerów łączy przyjaźń

To okres, kiedy w Waszym związku zaczynają się problemy. Teraz posiadacie więcej obowiązków i za więcej jesteście odpowiedzialni niż wiosną i latem. Zmieniająca się pora roku wpływa na Was stresująco.

Zaczynają się problemy w pracy, awansujecie, zmieniacie pracę lub też ją tracicie, a Wasze wydatki i potrzeby materialne zamiast spadać, ciągle rosną. Jednak jako przyjaciele wspieracie się wzajemnie: teraz sprawdza się to, jak silna jest Wasza przyjaźń. Podnosicie siebie wzajemnie na duchu i wskazujecie, że problemy, to tylko stan przejściowy, a ich obecność jedynie umocni Wasz związek. W końcu mija zima, lody topnieją, problemy znikają i nastaje wiosna.

Jako kobieta zmieniasz się na lepsze, a mężczyzna także jest bardziej na Ciebie otwarty. Rozpoczyna się nowa, wzajemna fascynacja, jak to zazwyczaj bywa wiosną. Coraz więcej spędzacie ze sobą czasu, chodzicie na spacery, zaskakujecie siebie, jesteście spontaniczni, zakochujecie się w sobie jeszcze bardziej. Oboje odkrywacie nowe, ciekawe strony swoich osobowości. Pragniecie siebie także bardziej fizycznie i ogromną satysfakcję sprawia Wam zaspokajanie tychże pragnień.

W końcu nastaje lato, następnie jesień i zima, a żadne przeciwności losu dla Was, jako przyjaciół, nie stanowią problemu. Przeciwnie, umacniają Wasz związek jeszcze bardziej.

Czyż nie tego właśnie pragniesz dla siebie i swojego partnera? Czy nie pragniesz szczęścia, miłości, wsparcia i zrozumienia? Jeśli tak, to jest tylko jedno rozwiązanie: musisz zostać jego przyjaciółką!

  

 

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak przyciągnąć miłość?

Anna Camerton – „Elementarz obsługi człowieka”:

„To naprawdę nie jest skomplikowane i leży w zasięgu każdego. Często nieatrakcyj­ność fizyczna jest tylko pozorna. Wydaje nam się, że jesteśmy nieatrakcyjni, mamy odstające uszy, zbyt krótkie nogi, jesteśmy za grubi, za chudzi itd. Przy odpowiednim zadbaniu o siebie, popracowaniu nad swoją figurą, dobraniu odpowiednich ubrań, uczesania i makijażu można zmienić się wprost nie do poznania. I wcale nie trzeba na to dużych nakładów finansowych. Większość ludzi ma przynajmniej jedną cechę wyglądu czy charakteru, która jest atrakcyjna dla kogoś innego, która pociąga. Może to być uśmiech, spojrzenie, gest. Tak więc twierdzenie, że się jest nieładnym, nieatrakcyjnym, jest tylko subiektywne, bo w oczach kogoś innego możemy być bardzo pociągający i wspaniali. Piękno to kwestia gustu. Przyciągnij­my więc tę odpowiednią osobę zupełnie świadomie, osobę, której będzie pasował i którą będzie pociągał nasz wygląd oraz nasz charakter, która nam będzie pasowała we wszystkich detalach, tak jak my jej.

Pewien bliski mi młody człowiek, będąc jeszcze na studiach, był dosyć wybredny i chociaż dziewczyny w odpowiednim wieku były nim bardzo zainteresowane, on żadnej podobnego zainteresowania nie odwzajemniał. W końcu jednak przyszedł czas, że poznał tę, którą on był bardziej zainteresowany niż ona nim, a właściwie od początku był pewien, że to jest jego „druga połówka jabłka”. Dziewczyna była zajęta, w tym sensie, iż spotykała się z kimś innym i nic nie wskazywało na to, że ten stan się zmieni. Jednak determinacja, z jaką student trzymał się twierdzenia, że to właśnie ta jedna jedyna, była zadziwiająca. Poinformowałam go, jaki z naj­prostszych sposobów, które już sama na sobie sprawdziłam, może zastosować.

Pewnej niedzieli niespodziewanie odwiedziły go koleżanki ze studiów; potrzebowały notatek. Wśród dziewczyn była „druga połówka jabłka”. Obydwie „połówki” pragnęły tego samego, udanego związku, miały podobne życiowe wartości i przekonania i w ten sposób się przyciągnęły. Na drodze świadomej kreacji rzeczywistości nic nie odbywa się wbrew czyjejś woli. Było to kilka ładnych lat temu. Dwie połówki jabłka żyją szczęśliwie, wychowując potomstwo.” 

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: