wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘małżeństwo’

Dojrzałość do małżeństwa

Dojrzałość do małżeństwa ZOBACZ VIDEO>>> 

Pułapki czyhające na małżonków chcących zmieniać związek

Pułapki czyhające na małżonków chcących zmieniać związek

Porady małżeńskie w starym stylu i z przymrużeniem oka

Porady małżeńskie w starym stylu i z przymrużeniem oka

Istota kłótni

>>> Kłótliwy poradnik partnerski <<<

 

Najprościej rzecz ujmując, kłótnia to ostra wymiana zdań między stronami, z których każda uważa, że ma rację i jest mądrzejsza. A zatem kłótnia jest w istocie formą walki o władzę. O tę cząstkową, w konkretnym przypadku, lub o władzę absolutną, we wszystkich sytuacjach.

Doskonałym poligonem, na którym objawiają się strategiczne zdolności walczących stron, jest małżeństwo lub po prostu życie w związku, niekoniecznie sformalizowanym. Nie istnieje para, która się nie kłóci, bo kłótnia jest integralną częścią związku. Miłość na awersie, kłótnia na rewersie – to po prostu druga strona medalu. Związek bez kłótni smakuje jak ryba bez soli czy wódka bez popitki. Wprawdzie można się obejść, ale wyraźnie czegoś brak. Nawet ci najlepiej dobrani i szaleńczo zakochani muszą od czasu do czasu się pokłócić, żeby nie umrzeć z nudów. A poza tym nie można pozbawiać się uroków godzenia. To cudowne i niezapomniane chwile, kiedy można sobie wybaczać, utulać wzajemnie nadszarpnięte ego i… zapomnieć o antykoncepcji. Podejrzewam, że gdyby nie kłótnie i następujące po nich słodkie momenty pojednania, to sytuacja demograficzna byłaby jeszcze gorsza, niż jest.

  Wspomniałam, że nie ma związku bez kłótni, chociaż, prawdę mówiąc, znałam kiedyś taką parę. Właściwie nie wiem, dlaczego się w ogóle pobrali. Pewnie dlatego, że mieszkali na jednym piętrze w akademiku, często się spotykali na korytarzu, czasami ona coś mu ugotowała, innym razem on zreperował jej rower i w końcu po cichutku wzięli ślub, ku zdziwieniu wszystkich. Nie emanowało z nich wielkie uczucie, o namiętności nie wspomnę, choć przecież coś ich musiało łączyć, poza zupą i rowerem. Długo razem nie przetrwali. Ten związek rozpadł się po roku, tak samo cicho i bez emocji, jak się zawiązał. Nie było w nim emocji, nie było w nim niczego. Nawet się nie kłócili. A jeśli ludzie nawet się nie kłócą, to znaczy, że nic ich nie łączy. Emocje albo umarły, albo nigdy ich nie było. Ten przykład potwierdza moją tezę, że nie ma dobrego związku bez kłótni.

  Znawcy tematu, którzy usiłują klasyfikować kłótnie, wyróżniają ich następujące rodzaje:

  • oczyszczające, które działają jak wentyl bezpieczeństwa

  • zaczepne, które niczego nie załatwiają i są jedynie po to, żeby zagrać komuś na nerwach,

  • obronne, zgodnie z zasadą, że najlepszą obroną jest atak,

  • niszczące i druzgocące, które kończą wszystko,

  • bezsensowne, które są po prostu formą spędzania czasu we dwoje.

  W Bardzo Kulturalnych Domach nie ma kłótni, są tylko dyskusje. W tym wypadku słowo „dyskusja” należy potraktować jak eufemizm, bo nie podnosząc głosu i nie używając „łaciny”, można dopiec do żywego. Cóż z tego, że w białych rękawiczkach, skoro wypowiadane słowa ranią jak sztylety i wywołują ukryte pragnienie mordu? Szczerze mówiąc, ja wolę rzucić mięsem lub talerzem, zakończyć sprawę szybko i jasno, dając natychmiastowy upust złym emocjom. Według mnie tak jest zdrowiej, ale wszystko zależy od tego, kto się kłóci, na jaki temat i w jakich okolicznościach. Nie ma jedynego słusznego modelu, i całe szczęście.

  Przypominam sobie pewną historię, którą opowiadała mi babcia – osoba zacna i bardzo dobrze wychowana. Głównym bohaterem był jej wuj, który dziś miałby jakieś 150 lat, a może i więcej. Otóż ten wuj całkowicie zawładnął swoją żoną, co w tamtych czasach nie było niczym nadzwyczajnym. Nie wszczynał kłótni, ponieważ nie musiał – żona posłusznie wykonywała wszystkie jego polecenia, ale do czasu. W końcu poszło o ukochanego konia małżonki. Wuj – jak to miał w zwyczaju – sam zdecydował, że konia należy sprzedać. Niby przeprowadził z żoną rozmowę, ale tak naprawdę jedynie zakomunikował jej swoją decyzję. Wujenka nie podniosła głosu, nie wszczęła awantury, ale uzbroiwszy się w ulubioną laskę wuja, zakończoną srebrną końską główką, poszła do gabinetu męża i metodycznie, bez słowa wytłukła tą laską jego kolekcję kryształowych pucharów. Co do jednej sztuki, a było ich ponad 100. Wuj oniemiał, kiedy to zobaczył. Koń został, a wuj dużo ostrożniej podejmował decyzje. Cóż, kłótni jako takiej nie było. Przecież w dobrych domach nie wypadało się kłócić. To byłoby zbyt trywialne. Chociaż kto wie, czy nie lepsza byłaby awantura. Może wtedy miałabym w domu jakieś kryształowe cenne cacko, a tak została tylko pouczająca rodzinna anegdota.

  Przywołując tę opowiastkę, bynajmniej nie miałam zamiaru sugerować, że tzw. dyskusje, bez ostrych starć, są zamierzchłą obyczajową przeszłością. Dziś też się zdarzają i mam nadzieję, że z lepszym skutkiem. Smutno byłoby sądzić, że tak dalece zapomniano o dobrych manierach, iż pozostało jedynie słowne obrzucanie się błotem, na przemian z rękoczynami. W ten sposób dochodzę do bardzo ważnej sprawy, czyli do stylu kłótni. Dokładniej będę o tym mówić w dalszych rozdziałach, niemniej już teraz zwracam na to uwagę. W gruncie rzeczy chodzi o to, że we wszystkim można mieć klasę. O dziwo, w kłótni też. Zdaję sobie sprawę, że wyrażenie „kłótnia z klasą” może brzmieć nieco dziwacznie, bo domowe pielesze to nie sportowa arena, na której można sobie zasłużyć na nagrodę fair play. Warto jednak pamiętać o tym, że w przypływie emocji nie można bezkarnie przekraczać wszelkich granic, co się kłócącym, niestety, nader często zdarza.

  Właśnie w bezmyślnej, zaślepiającej złości można bliską osobę zgnieść, upodlić, wdeptać w ziemię, używając jedynie słów i dotykając nimi bez opamiętania najczulszych miejsc. To jest właśnie zachowanie kompletnie bez klasy, bez umiaru i zupełnie bez sensu. Obawiam się, że w tym momencie niejeden mężczyzna powie, że właśnie baby są takie kłótliwe. Zachowują się histerycznie, jazgoczą, czepiają się i jeśli już na dobre się rozkręcą, to trudno je wybić z rytmu. Oni mają inny styl, a przynajmniej tak im się wydaje. Zamiast „pyskówki” wolą dyskusję lub debatę (to w sejmie), a jeśli zabraknie im siły argumentu, korzystają z argumentu siły, dają w mordę i po sprawie.

Wynikałoby z tego, że kłótnia ma płeć. Poniekąd rzeczywiście tak jest. Samo słowo jest rodzaju żeńskiego, choć wielce krzywdzące byłoby stwierdzenie, że tylko kobiety wywołują kłótnie i w ten sposób walczą o przywództwo w stadzie. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że z zapałem kłócą się obie płcie, choć każda ma swoje sposoby i metody. Poza tym do kłótni potrzebne są (przynajmniej) dwie osoby. Jeśli jedna się awanturuje, a druga programowo milczy, to wprawdzie nie jest to typowa kłótnia, tylko wściekły monolog, ale sytuacja staje się irytująca i jest prawdziwym powodem do kolejnej awantury lub monologu „do ściany”.

  Prowadząc rozważania na temat istoty kłótni, warto się zastanowić, skąd w partnerach tyle ochoty do awanturowania się, skoro się kochają i są ze sobą z dobrej woli. Właściwie to proste. W końcu małżeństwo jest związkiem dwojga obcych ludzi, którzy wprawdzie wiążą się dobrowolnie i najczęściej kieruje nimi uczucie (znacznie rzadziej konieczność), jednak to zupełnie coś innego niż randki czy wspólne wakacje. W gruncie rzeczy to tygiel, w którym ścierają się uczucia, emocje, przyzwyczajenia, wyobrażenia, oczekiwania, rozczarowania, nadzieje i ich brak. Nikt inny, tylko sami partnerzy stawiają ukochaną osobę na piedestale i w oślepiającym zakochaniu są w stanie się do niej modlić, by z czasem pomalutku ją z tego piedestału zsuwać, a w skrajnych przypadkach – zrzucić jednym zdecydowanym ruchem; i koniec, już nie ma związku. Tak to jest z tą miłością. Niestety, nie jest stabilna i właściwie trudno oczekiwać, żeby była. W zasadzie każdy dzień zastawia na zakochanych pułapki, poddając ich próbie wytrzymałości. Najpierw są w szale radości bycia ze sobą, potem zaczynają się „docierać”, najpierw nieśmiało, z czasem coraz bardziej demonstracyjnie, by w końcu popaść w codzienność, niewolną od problemów, problemików, konfliktów i… kazań, przemówień, kłótni.

  Co ciekawe, większości par wydaje się, że ich konflikty i sposoby, w jakie je rozwiązują, są jedyne w swoim rodzaju. Tymczasem okazuje się, że wszyscy kłócimy się o to samo i prawie zawsze tak samo. Są oczywiście różnice, niuanse technik wyrażania emocji. Jednak w najmniejszym stopniu nie zmienia to faktu, że sytuacje, które doprowadzają do kłótni, są bardzo podobne, jeśli nie identyczne.

poradnik małżeński

poradnik małżeński

>>> Kłótliwy poradnik partnerski <<<

Napisany lekko i ciekawie poradnik udowadnia, że mimo iż kłótnia ma wiele odcieni, to wszyscy tak naprawdę spieramy się o to samo i prawie zawsze tak samo. Autorka w zabawny, czasem prześmiewczy sposób opisuje różne tematy kłótni: wychowanie dzieci, wyjazd na wakacje, pieniądze, seks, zazdrość czy relacje z teściami. Każdy rodzaj sporu ilustrują humorystyczne rysunki. W przykładowych dialogach i scenkach opatrzonych trafnymi komentarzami możesz ujrzeć siebie lub swoich znajomych w krzywym zwierciadle.

Kłótnia jest sztuką i ma swoje zasady. Ich znajomość przyda się na pewno parom, które dopiero zaczynają wspólne życie – pomoże przewidzieć niektóre komplikacje, a może nawet im zapobiec. Osoby pozostające w związkach z dłuższym stażem będą mogły spojrzeć na swoje problemy z dystansu i zobaczyć, jak czasem drobne nieporozumienia urastają do rangi awantur. Umieszczona na końcu lista dziesięciu najważniejszych zasad pokaże, jak mądrze się spierać.

Ewa Żeromska – seksuolog, pedagog, doradca rodzinny. Zajmuje się edukacją seksualną młodzieży i terapią seksuologiczną. Współpracuje też jako ekspert m.in. z Polskim Radiem, Rozmowami w toku i „Poradnikiem Domowym”. Udziela także porad na eksperckim forum serwisu Gazeta.pl. Autorka specjalistycznych publikacji dotyczących życia intymnego oraz współautorka książek Kobietą być… i Mężczyzną być…

Dzień Teściowej

5 marca obchodzony jest Dzień Teściowej. Tego samego dnia swoje święto obchodzą dentyści. Zastanawia się czy to przypadek czy czyjeś celowe działanie, że niby teściowie zadają taki ból jak dentyści?

Oczywiście nie musi tak być. Co innego teściowa z dowcipów, a co innego ta realna, która może być wsparciem i ostoją dla synowej czy zięcia. Jakoś znowu zapomina się o teściu, tak jakby miał dużo mniejszą rolę do odegrania. A może po prostu panowie teściowie nie angażują się aż tak mocno i nie przeżywają tak wszystkiego jak teściowe? Bardziej chyba zajmują się sprawami bytowania, niż wzajemnych kontaktów.

A kiedy zaczynają się problemy, które później tak trudno rozwiązać? Gdy teściowie nie akceptują wyboru swojego dziecka co do partnera. Ich wyobrażenie o synowej, zięciu nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości: a nie taki, a nie taka, a rodzina zła, a mezalians… Oczywiście wybór partnera należy do dziecka, ale rodzice często próbują ingerować w to i ich niechęć potrafi przetrwać całymi latami. Jak więc synowa czy zięć mają mieć pozytywny stosunek do teściów, skoro oni zaraz na starcie ich skreślili? Trudne, ale możliwe. Po prostu być sobą, pokazać co jest się wartym i nie dać się wciągnąć w nieustające kłótnie o wszystko.

I dlatego najlepiej jest mieszkać zupełnie osobno, a nie z rodzicami którejś ze stron związku. Statystyki są nieubłagane: siłą rzeczy relacje z teściami, jak również między małżonkami, są gorsze częściej tam, gdzie doszło do wspólnego zamieszkania. Wiadomo, przebywanie ze sobą od rana do wieczora, wchodzenie sobie w drogę, odmienne nawyki i przyzwyczajenia, brak swobody, dają w rezultacie wzajemną niechęć. Spotkania od czasu do czasu są bezpieczniejsze…

Idź więc albo zadzwoń tego chociaż tego 5 marca do upierdliwej teściowej czy nieznośnego teścia i złóż życzenia. A co!

ODBIERZ PREZENTY>>>

Polska rodzina – kondycja rodziny: terminy, definicje, dane statystyczne,

Małgorzata Żmudzka-Kosała:

 

Problematyka zarządzania czasem w rodzinie z małymi dziećmi dotyczy zarówno rodzin o modelu tradycyjnym, jak i rodzin nowoczesnych.

W momencie pojawienia się dziecka w rodzinie właśnie czas staje się towarem najbardziej deficytowym.

Tradycyjny model rodziny to rodzina patriarchalna, w której władzę sprawował mężczyzna, tzw. głowa rodziny. Obecnie coraz częściej — zwłaszcza w dużych miastach — pojawia się model rodziny egalitarnej. Rodzina egalitarna jest na ogół rodziną małą. Tworzą ją rodzice i dzieci. Tradycyjna polska rodzina to model 2 plus 2 — dwoje rodziców i dwójka dzieci.

Narodowy Spis Powszechny z 2002 r. pokazał, że w Polsce najwięcej ludzi żyje w małżeństwie. Polska rodzina jest w większości przypadków rodziną tradycyjną, w której istotną rolę odgrywają dziadkowie — jako ci, którzy wspierają rodzinę zarówno swoim czasem, jak i niejednokrotnie finansami.

Dziecko we współczesnej polskiej rodzinie nadal stanowi wartość samą w sobie. Badania przeprowadzone wśród rodzin wielkomiejskich pokazały, że preferują one wartości rodzinne (67%), a dziecko traktowane jest jako największa wartość w małżeństwie, choć wśród pokolenia młodszego przeważają postawy bardziej ambiwalentne. Statystyczna Polka rodzi dziecko, gdy ma 29 lat.

Dziecko planowane jest w momencie, gdy rodzina posiada już odpowiedni status materialny. GUS podaje, że w latach 1997–2006 ubyło w Polsce ok. 170 tys. obywateli, przy czym w 2007 r. nastąpił wzrost liczby urodzeń, co związane jest z tzw. echem demograficznym (wyż demograficzny z lat 80. rodzi dzieci). Tak naprawdę ze względu na prognozy demograficzne pożądaną liczbą dzieci w polskiej rodzinie jest ponad dwoje dzieci — takich jednak rodzin jest w Polsce niewiele, zaledwie 17 procent.

W XXI wieku wykształcone kobiety pragną wykorzystywać swoją wiedzę w pracy zawodowej. Interesuje je podnoszenie standardów życia, a nie rola matki-Polki, zwłaszcza że w Polsce obowiązuje polityka antyrodzinna. Z raportu „Przemiany rodziny w Europie 2007”, przygotowanego przez Instytut Polityki Rodzinnej UE, wynika, że spośród wszystkich krajów Unii Polska ponosi najmniejsze roczne wydatki na rodzinę. Jest to mniej niż 1% PKB, czego skutków najbardziej doświadczają rodziny żyjące według modelu tradycyjnego.

Polska rodzina coraz częściej porzuca model tradycyjny i staje się rodziną nowoczesną, np. za sprawą fikcyjnych rozwodów (co masowo miało miejsce w 2005 r.). Dobro dziecka przestaje mieć znaczenie.

Liczą się zyski ekonomiczne.

Na początku XXI wieku notuje się wzrost tendencji, które do tej pory były marginesem życia rodzinnego: konkubinaty, kohabitacje, rodziny zrekonstruowane, których podstawą na ogół jest rozwód.

Do masowych zjawisk socjologicznych współczesnej rodziny należy zaliczyć także wzrost liczby dzieci pozamałżeńskich, zjawisko życia w samotności, świadomą bezdzietno ść. Większość tych zjawisk miała miejsce w poprzednich epokach, ale nasze stulecie przyniosło społeczną akceptację form życia uznawanych dotąd za patologię i margines społeczny. Na zmianę w podejściu do rodziny (od systemu rodziny tradycyjnej do nowoczesnej) miała wpływ m.in. samodzielność zawodowa kobiet, która sprawiła, że przestały one być zależne finansowo od mężów. Praca zawodowa kobiet, ich dążenie do rozwoju zawodowego (rośnie liczba wykształconych kobiet w Polsce — w latach 2004–2005 wśród ludzi w wieku 21–23 lat kształciło się aż 58% kobiet i tylko 38% mężczyzn) także miały wpływ na to, że rodziny przestały być spójne. Zjawisku dezintegracji sprzyja również emigracja zarobkowa, która szczególnie nasiliła się po 2004 r. — w związku ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej i dopuszczeniem Polaków do europejskich rynków pracy.

Rodzina — najmniejsza jednostka społeczna — w XXI wieku przestaje być zwarta. Ma to znaczący wpływ na rozwój emocjonalny dzieci, które wychowują się w rozbitym środowisku rodzinnym. Czym cechują się nowoczesne formy życia rodzinnego?

Konkubinat jest związkiem partnerskim raczej stabilnym, ale bez  wspólnego zamieszkiwania. Polscy konkubenci to w większości osoby biedne i słabo wykształcone. Aż 75% ukończyło jedynie szkoły podstawowe i zawodowe. Tylko jedna dziesiąta takich par pozostaje w takim związku długo.

Kohabitacja to związek dwóch osób (partnerów) będący formą pożycia bez zawierania formalnego związku małżeńskiego. Jest związkiem luźnym, niepowodującym zobowiązań prawnych. Kohabitacja jest zjawiskiem, które zyskuje na popularności od lat 70. XX wieku, ale ostatnie lata to okres rozwoju takich związków na masową skalę.

W 2002 r. było w Polsce 198 tys. związków kohabitujących.

Obecnie do form życia rodzinnego coraz częściej dołączają rodziny zrekonstruowane (po śmierci małżonka lub w związku z rozwodem).

W latach 60. ubiegłego wieku 41% wdowców brało powtórny ślub, pod koniec lat 90. — już 57% mężczyzn i 51% kobiet. W związku z dużą liczbą rozwodowa, która wykazuje w Polsce tendencję rosnącą, pojawia się pojęcie wielorodziny. Powiększa się w Polsce liczba kobiet mających kolejne dzieci z rożnymi partnerami.

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że powstawaniu rodziny zrekonstruowanej towarzyszą zazwyczaj negatywne emocje, gdyż u źródła jej powstania zazwyczaj leży rozwód. Istnienie rodziny zrekonstruowanej nacechowane jest ogromną ilością konfliktów wewnątrz samej rodziny (np. problem: która z kilku babć jest dla dziecka tą najważniejszą i dlaczego akurat ta).

Ogólnie rzecz biorąc — utworzenie rodziny zrekonstruowanej jest znacznie droższe aniżeli początek pierwszej. Przede wszystkim najczęściej u podstaw rodziny zrekonstruowanej leży rozwód, który wiąże się z kosztami. Ponadto niejednokrotnie w pierwszym małżeństwie były już dzieci i pozostaje kwestia obowiązku alimentacyjnego.

Poza tym rodziny zrekonstruowane najczęściej są liczebne, a to wiąże się z kwestią znalezienia odpowiedniego lokum oraz potrzebą jego utrzymania.

W rodzinie zrekonstruowanej istnieje także cała masa kontaktów międzyludzkich, z którymi trzeba się liczyć, a które bywają bardzo trudne dla osób wchodzących do danej rodziny. Nadto przybywa nowych członków rodziny — „nowy szwagier”, „nowy teść”. Tworzenie rodziny zrekonstruowanej napotyka na wiele problemów także z tego powodu, że niewiele osób zajmuje się tym zagadnieniem od strony czysto teoretycznej. Dostępnych jest wiele poradników na temat szczęśliwego małżeństwa, ale są one przeznaczone głownie dla nowożeńcow.

Natomiast brakuje publikacji poruszających kwestie przybranego rodzicielstwa, powtórnego wstępowania w rolę synowej, szwagra… Nawet nie wiadomo, jak się do siebie zwracać, bo przecież brakuje nazewnictwa dla członków wielorodziny… Istniejące słownictwo też nie brzmi zachęcająco — macocha, pasierb. Same w sobie są odrzucające i mają pejoratywny wydźwięk…

Coraz częściej u podstaw rodziny zrekonstruowanej będą osoby po rozwodzie. W Unii Europejskiej rozpada się 30% związków. W USA 74% rozwiedzionych kobiet i 60% mężczyzn żałuje, że doszło do rozwodu.

W Polsce najwięcej rozwodników jest wśród młodych ludzi, w wieku od 20 do 24 lat. W 75% pozew o rozwód wnoszą kobiety.

Nowym zjawiskiem jest to, że są to nierzadko kobiety w średnim wieku i z 20 latami małżeńskiego stażu.

Zjawisko to związane jest ze zmianą statusu kobiet, które dziś są świetnie wykształcone, pracują i są niezależne od mężczyzn. Prawnicy nazywają takie rozwody feministycznymi.

Wzrostowi liczby rozwodów sprzyja m.in. Emigracja zarobkowa.

Na 600 tys. związków, które rozłączyła konieczność wyjazdu jednego z partnerów za granicę, szansę na przetrwanie ma tylko co trzeci.

Według prognoz ośrodków badawczych w Polsce w 2010 r. 700 tys.

Polskich par będzie żyło w związkach „korespondencyjnych”, z tego tylko co trzeci związek ma szanse na przetrwanie.

Badania pokazują, że rozwód to takie zdarzenie w życiu, po którym najtrudniej dojść do siebie. W życiu połowy kobiet i dwóch trzecich rozwiedzionych mężczyzn trauma rozwodowa trwa jeszcze po dziesięciu latach od rozwodu. Według badań amerykańskich co trzecia kobieta i co czwarty mężczyzna uznali życie po rozwodzie za smutne i pozbawione satysfakcji. W Szwecji poradzono sobie z rosnącą liczbą rozwodowa poprzez… wprowadzenie urlopów wychowawczych dla mężczyzn. Wówczas liczba rozwodowa spadła o 30%.

Obok osób rozwiedzionych rośnie też liczba dzieci pozamałżeńskich — z 5,8% w 1989 r. do 18,5% w roku 2006. Samotne matki stanowią około 15% polskich rodzin. Badania pokazują, że 60% Polaków akceptuje pary żyjące bez ślubu, a 20% deklaruje, że nie chce zmieniać stanu cywilnego. Rodziny niepełne stanowiły 15% wszystkich rodzin

w Polsce w 2001 r., a 90% spośród nich to rodziny pozbawione ojca.

Wynika stąd wniosek, że u progu XXI wieku co dziewiąte dziecko w Polsce wychowuje samotna matka.

Pojawiają się też modele życia, w których nie ma miejsca dla dzieci.

Należą do nich: świadomy wybór życia w samotności (zjawisko singli) oraz świadoma bezdzietność. Osoby zaliczane do pierwszej grupy nie opuszczają swojej rodziny nuklearnej z lęku przed samotnością i z powodu konformizmu. Osoby wybierające świadomą bezdzietność przedkładają samorealizację zawodową nad rodzicielstwo.

WIĘCEJ NA POWYŻSZY TEMAT:

Małgorzata Żmudzka-Kosała:

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Małżeństwo a jakość życia

Od wielu lat na czele najbardziej cenionych wartości Polacy wskazują rodzinę. Wprawdzie małżeństwo to jeszcze nie w pełni rodzina (taką staje się
z chwilą narodzin dziecka), ale zakładam, że dla respondentów nie ma to różnicy.

Niestety równocześnie wzrasta liczba rozwodów, co wskazuje albo na łatwe deklarowanie pewnych wartości nie mających pokrycia w rzeczywistości, albo też rozwód to etap w poszukiwaniu połówki idealnej.

Skupmy się jednak na tym, co przed rozwodem, czyli jakości małżeństwa, czy też szerzej mówiąc związku.

Niewątpliwie udany związek wpływa na poczucie zadowolenia z życia. Być może nawet należysz do ludzi, którzy postawią znak równości między jakością związku a jakością życia.

Czy uważasz swój związek za udany?

Czy partnerka/partnerka podziela Twoje zdanie?

Jak Wasz związek jest oceniany przez osoby z zewnątrz?

Ja Ty się czujesz w związku?

Co chciałbyś w nim zmienić?

Czy podjąłeś w tym kierunku jakieś działania?

Jeśli nie, jakie są tego powody?

Takich i podobnych pytań zależnie od sytuacji można zadać oczywiście więcej. Zawsze warto dokonać analizy swojego związku, wyciągnąć z tego wnioski i spróbować poprawić to, co nie działa jak powinno. Pamiętaj, że to jedna z najważniejszych sfer życia. Nigdy nie zostaje się samemu z problemami, istnieją poradnie małżeńskie, można udać się do terapeuty, psychologa. Pomoc można uzyskać bezpłatnie, wystarczy poszukać.
I nie wstydzić się.

         Dla osoby świadomej, myślącej, problem partnerstwa w związku nie istnieje. Równe traktowanie jest dla takiej osoby czymś naturalnym. Niestety, pomimo akcji uświadamiających, rozmów w mediach na ten temat, wiele osób, głównie mężczyzn oczywiście, nie ma zielonego pojęcia w czym rzecz.    

          Niezależnie jak nazwiemy to zagadnienie, partnerstwo w wielu małżeństwach to kompletna fikcja.  Wzajemny szacunek, sprawiedliwy podział obowiązków, wspólne wychowywanie dzieci, równa odpowiedzialność za funkcjonowanie rodziny bardzo często pozostaje tylko w sferze marzeń wielu kobiet w naszym kraju. I nie trzeba być feministką, aby to zauważać i widzieć negatywne efekty męskiej ignorancji, niechęci do zmian, złośliwości, braku namysłu nad jakością własnego małżeństwa.

          Jakość życia kobiet w takich związkach jest bardzo niska, ta sfera niefunkcjonująca jak powinna, obniża jakość dramatycznie.

 Pomyśl, jak kwestia partnerstwa wygląda w Twoim związku?

            Gdybyś nie wiedział, nie znał tych banałów na temat małżeństwa, to mówię Ci, że powinno się ono opierać na miłości, wierności, przyjaźni, partnerstwie, szacunku, współdziałaniu.

           Okej, wszystko to wiemy, tyle, że trudno, a niektórym bardzo trudno, wprowadzić to w życie i pamiętać na co dzień. To powszechna przypadłość: zapominamy o tych zasadach w nawale obowiązków, problemów życiowych.
A potem dziwimy się, że małżeństwo nie funkcjonuje jak należy.

              Poza tym istnieje wiele czynników sprzyjających udanemu małżeństwu, w tym wiele tych, które tu wymieniam jak czynniki wpływające na jakość życia. Okazuje się zatem, że troszcząc się o odpowiednią jakość życia, dbasz tym samym o małżeństwo czy związek. I odwrotnie.

            A dla samotnych zdanie przypomnienia, że dobry wybór partnera życiowego to podstawa sukcesu w małżeństwie…

            Naprawdę warto pochylić się nad słowami zapisanym przez naszych przodków, słowami, którymi posługuje się na przykład chrześcijaństwo. Nawet jeśli nie wierzysz w Boga, nauki te mogą przydać się i Tobie, pod warunkiem, że zechcesz się na nie otworzyć i je przemyśleć. 

             Małżeństwo jest tu postrzegane jako wspólnota dwojga ludzi zmierzająca do jedności. Do takiego zespolenia, wzajemnego zrozumienia,
że wydaje się jakby byli nie dwoma odrębnymi bytami, ale jednym.
Są stworzeni dla siebie nawzajem i równi, bez względu na różnice, ale bez zacierania tożsamości.

              W małżeństwie powinno nastąpić pokrewieństwo odczuć, uczuć i dążeń, choć przecież małżonkowie nie są spokrewnieni!

               Nie bez powodu we wszelkich uroczystościach ślubnych kładzie się tak wielki nacisk na tekst przysięgi. To znaczy, dużą wagę przywiązują do niego przyszli małżonkowie, którzy przysięgają różne rzeczy sobie nawzajem. Słowa na wiatr? Niezobowiązująca paplanina? Bo tak robią wszyscy? Oj warto chyba co jakiś czas przypomnieć sobie, co się przysięgło drugiej połówce. Na przykład to:

Pan Młody
Ja… biorę sobie Ciebie… za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Panna Młoda powtarza te słowa…

Przy wkładaniu obrączek Pan Młody mówi:
… przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Panna Młoda powtarza te słowa…

                 Wbrew temu co mówią niektórzy mądrale, narzeczeństwo to nie „ostatnie dni wolności”, ale okres próby. Próby przed jednym z najważniejszych wystąpień w życiu – małżeństwem. Narzeczeni nie powinni tego okresu marnować, tylko ciężko pracować na związkiem, jego przyszłym sukcesem.
I analizować czy ta druga osoba to na pewno ktoś, z kim chcę spędzić całe życie. Niestety ludzka natura nakierowana jest raczej na bezmyślność, stąd prawdopodobnie tyle nieudanych małżeństw. A dobra wiadomość jest następująca: swoją naturę można przezwyciężyć…

                 Jednym z najważniejszych elementów udanego związku jest rozmowa. To dzięki niej przecież komunikujemy swoje uczucia, oczekiwania, potrzeby, uzgadniamy wspólne życie. Nic nie zastąpi dobrej, satysfakcjonującej rozmowy, dzięki której można przezwyciężyć nieufność, wyjaśnić nieporozumienia, rozwiać wątpliwości. Rozmowa to nie tylko narzędzie do naprawy zepsutych relacji, ale również maszyna do podtrzymywania żywych uczuć. Przeczytałem gdzieś wywiad z jakimś terapeutą, który stwierdził, że po kilkunastu dniach bez normalnych rozmów między małżonkami, dochodzi do nieodwracalnych zniszczeń w ich relacjach, Przerażające… A jakże częste!

                 Spotykam się z utyskiwaniem, oczywiście jak zwykle w większości przez mężczyzn, że nie wiedzą jak polepszyć, ożywić czy choćby uatrakcyjnić ich małżeństwa czy związki. I co robię? Nie, nie bawię się w wymienianie ewentualnych możliwości. Mówię po prostu, że wystarczy poszukać. Takich porad, tricków i sposobów istnieje naprawdę wiele. Trzeba jednak samemu je wymyślić, albo nie ryzykując głupich pomysłów, poczytać lub posłuchać mądrzejszych i dostosować do swojej sytuacji. Wystarczy chcieć.

               Zresztą kwestia woli jest kluczowa dla udanego związku. Nic nie dzieje się samo przez się, małżeństwo to nie perpetuum mobile. Bez obopólnego zaangażowania największa, najbardziej ognista i szalona miłość umrze. Podchodź do ewentualnych problemów mądrze, z głową, racjonalnie:
nie lekceważ, ale też nie rozdmuchuj ich.

              Powtórzę to parę razy: żadne uczucie nie jest trwałe i nie trwa samo przez się. Co jeszcze może je osłabić?

              Wszelkie gierki i podchody niszczą związek. Oznaczają, że nie ufasz partnerce, że masz coś do ukrycia, że wolisz ją okłamywać, niż unikać pokus. Oznaczają, że nie jesteś szczery, że nie pracujesz nad polepszeniem związku, tylko bawisz się nim i ludźmi. Zawsze mogą Ci się wymknąć spod kontroli
i spowodować straty, których sobie nie mogłeś wyobrazić. Gry i podchody uskuteczniaj z dziećmi, nie z żoną. Bądź szczery i myśl nas swoim małżeństwem. Znajdź czas na refleksję nad stanem związku, jego dynamiką, procesami, które go wspierają i tymi, które go niszczą. Pomyśl, gdzie leżą przyczyny problemów, może w Tobie?

Więcej znajdziesz w mojej książce „Po prostu żyj! Klucz do podniesienia jakości Twojego życia”>>>  

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: