wejdź na www.przemyslawpufal.pl

Posts tagged ‘komunikacja’

Jak być człowiekiem

Zagadka: co jest niewidoczne a wpływa na nasz organizm?

Powietrze również, ale mowa tu o czymś innym – o rozmowie.

Jak to się dzieje, że takie ulotne zjawisko, nieistniejące przecież fizycznie, wpływa na fizycznie istniejące ciało?!

Zdumiewające, a przecież to się dzieje codziennie i tylko w wyjątkowych sytuacjach je sobie uświadamiamy!

Kiedy zaczynasz mówić, to szybciej i mocniej bije serce, wzrasta ciśnienie krwi, następują zmiany w dużych naczyniach krwionośnych.

Z kolei gdy słuchasz to ciśnienie spada, tętno ulega spowolnieniu.

Tak więc nawet zwykła rozmowa ma wpływ na nasze ciała.

Nie wspominając już o kłótni, gdy emocje są bardzo silne, wtedy reakcje naszego organizmu są szybsze, gwałtowne, mogą nawet zagrażać zdrowiu i życiu! To właśnie dopiero w takich sytuacjach uświadamiamy sobie jak silny wpływ mogą mieć na nas słowa.

Tak, związek między słowami i organizmem został udowodniony, co nie oznacza, że tylko one nami kierują. Potrafimy przecież zapanować nad sobą, nawet gdy targają nami gwałtowne emocje.

Używanie przez nas słów to jedna z cech odróżniających nas od zwierząt.

To rozmowa, dialog nadaje naszemu ciału człowieczeństwo. Dialog polega na wzajemnej komunikacji między dwiema lub więcej osobami. Na dialog składa się dzielenie swoimi myślami, wrażeniami fizycznymi, ideami, ideałami, nadziejami i uczuciami. Na dialog składa się dzielenie wszelkimi doświadczeniami życiowymi.

To czy umiemy go prowadzić, to już inna para kaloszy. Ale komunikowania się można się nauczyć!

Czyli można nauczyć się jak być człowiekiem…

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

Dogadaj się! Z każdym! Zawsze! Czyli co zrobiła moja żona!

Zapraszam do zapoznania się z kursem skutecznej komunikacji na moim portalu www.sensownie.pl

Czy zdarzają Ci się kłótnie o właściwie nie wiadomo co?

Czy masz problemy z odmawianiem zakupu niepotrzebnych Ci rzeczy?

Czy odnosisz wrażenie, że starasz się, a pomimo to nikt Cię nie rozumie?

Czy masz trudności z dogadaniem się z dziećmi?

Przestałeś odzywać się do współpracowników, bo nie wiesz jak masz z nimi rozmawiać?

Jeśli odpowiedziałeś tak na powyższe pytania lub czujesz, że powinieneś podwyższyć swoje kompetencje komunikacyjne, to ten kurs jest dla Ciebie!

Kto może wziąć udział w kursie:

Kurs przeznaczony jest dla każdego.

Naukowa terminologia opisana jest łatwo przyswajalnym językiem, a ćwiczenia można zastosować w większości życiowych sytuacji. Wiedzę i umiejętności zdobyte w czasie trwania kursu możesz wykorzystać zarówno w domu, jak i w pracy czy wśród znajomych.

Co zyskasz dzięki udziałowi w kursie:

Zapoznasz się z pojęciem komunikacji interpersonalnej.

Poznasz swój styl komunikowania się.

Dowiesz się czym są bariery w komunikowaniu się i jak ich unikać.

Nauczysz się… słuchać! Aktywnie słuchać.

Dowiesz się czym jest parafraza i jak skutecznie ją stosować.

Dowiesz się czym jest komunikat „ja”, kiedy i dlaczego jest tak bardzo skuteczny.

Poznasz wiele innych technik ułatwiających porozumiewanie się.

Zapoznaj się ze szczegółami kursu i opisem bonusów>>> 

W kursie nie znajdziesz:

– pseudonaukowych teorii proponowanych przez bardzo młodych internautów bez żadnego doświadczenia,

– trudnego i niezrozumiałego słownictwa rodem ze starych podręczników,

– lania wody.

A co będzie?

Sprawdź już teraz co otrzymasz w zasadniczej części kursu i w formie czterech bonusów!

A co zrobiła moja żona? Otóż jest autorem tego kursu! a drugim niżej podpisany…

Zapraszam!

Przemysław Pufal

Uwaga! Bonusy mogą być w każdej chwili wycofane! Pospiesz się>>>

MY – czyli jak być razem część II. Fazy związku

Tadeusz Niwiński:

Mój pierwszy etap

My z Teresą poznaliśmy się w 1969 roku i właściwie od pierwszego wejrzenia wiedzieliśmy, że „to jest to”. W każdym razie wiedziałem, że Teresa jest osobą, z którą chcę spędzić resztę życia.

Nie znałem wtedy technik wypisywania swoich wymagań i dokładnego wymieniania pożądanych cech przyszłej partnerki, nie robiłem więc tego z ołówkiem w ręku, tylko bardziej intuicyjnie, ale na pewno od samego początku miałem wyraźną wizję swojej przyszłej rodziny i swojego małżeństwa. Pamiętam, że od wczesnego dzieciństwa często zastanawiałem się nad tym i wyobrażałem sobie, jak to będzie. Wydaje się, że bardzo mi to pomogło, bo wchodziłem w związek z Teresą z wyraźną wizją tego, czego chcę, i głębokim przekonaniem, że jest ona idealną partnerką. Przekonanie było tak głębokie (i chyba obopólne), że zapomniałem się Teresie oświadczyć… (do dzisiaj lubi mi to wypominać.) Po prostu uznaliśmy pewnego dnia, że warto się pobrać. Było to coś zupełnie naturalnego i oczywistego dla nas obojga. Dla podejrzliwych dodam, że Tomek nie urodził się w trzy miesiące po ślubie, ale w trzy lata. Nie spotykaliśmy się długo, tylko rok i trzy miesiące przed ślubem. Poznaliśmy się na studiach. Ja byłem na rok zawieszony w prawach studenta, więc trafiłem o rok niżej, gdzie czekała na mnie Teresa (za co do tej pory jestem wdzięczny rektorowi Serwińskiemu, który mnie w 1968 roku zawiesił). Teresa była pierwszą studentką na roku: nieprzeciętna inteligencja, pracowitość, poczucie humoru, do tego te oczy! Głębokie, interesujące i uśmiechnięte. Ujęła mnie też jej bezpośredniość, naturalność, otwartość i szczerość, nie mówiąc o wysportowanej sylwetce i niezwykle zgrabnych nogach. Wspólne zainteresowania i uczenie się do egzaminów na pewno sprzyjały lepszemu poznaniu się. Nie obyło się też bez testów w postaci różnych logicznych zagadek, które Teresa do dzisiaj pamięta. Jak na to patrzę z perspektywy, to widzę, że bardzo starannie podchodziłem do etapu wyboru i że Teresa spełniała dość wysoko postawione wymagania. Gdybym miał odtworzyć moją listę, to zaczynałaby się od uczciwości, otwartości, inteligencji, poczucia humoru… Potem pojawiłyby się cechy fizyczne, zainteresowanie sportem, zgrabna sylwetka, ładne nogi… O dobrym seksie wtedy nie marzyłem, bo pragnąłem wtedy seksu w ogóle i nie wyobrażałem sobie, że może on być lepszy lub gorszy… (myślałem, że jak już jest, to na pewno jest cudowny!). Miałem 22 lata, kiedy straciłem cnotę z Teresą, więc gdy dzisiaj czytam niektóre listy w grupie sens, to aż mi się wstyd robi… Pewnie z obecną wiedzą zacząłbym o wiele wcześniej, ale wtedy byłem bardzo nieuświadomiony. I w sumie chyba lepiej, że tak łatwo tym genom się nie dałem (chociaż wówczas wydawało mi się, że nie mam szczęścia), a raczej wkładałem energię w studia, organizowanie sobie dorosłego życia i poszukiwanie prawdziwej miłości.

Poważna decyzja

Pierwsza sprawa: wiedzieć, czego się chce, a potem szukać, szukać, szukać… i wreszcie znaleźć tę osobę. W momencie kiedy ją się znajdzie, oczywiście trzeba jej się przyjrzeć i pobyć z nią na tyle długo, aby odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania, a nie opierać się na pierwszym wrażeniu, które może być złudne. W tym okresie trzeba świadomie rozmawiać na najróżniejsze tematy, wywoływać dyskusje o ważnych sprawach życiowych, systemie wartości, jaki wyznajemy; co nam się w życiu podoba, a co nie; jakie postawy, a jakie nie; o czym nasz przyszły wybranek czy wybranka marzy i jakie sobie stawia cele (czy w ogóle je stawia!). Wszystko to trzeba koniecznie przedyskutować, żeby można było się zdecydować i zamknąć pierwszy krok, czyli dokonanie wyboru.

Wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, że to jest jedna z najpoważniejszych decyzji. Emocje często biorą górę, przekonanie, że „jakoś to będzie” i istnienie instytucji rozwodów powodują, że często zbyt pochopnie ją podejmujemy.

A to jest bardzo poważna decyzja!

Pierwszy krok mojej recepty na idealny związek kończy się w tym momencie i powinien być wyraźnie oddzielony od tego, co będzie dalej. Również kultura, w której żyjemy, sprzyja temu, zachęcając do uczczenia tego ważnego momentu ceremonią ślubu. W chwili dokonania wyboru, jak to się mówi, „klamka zapada”. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę, że wybiera się tylko do pewnego momentu, a z chwilą kiedy postanowi razem żyć, trzeba całkowicie zmienić swoje nastawienie.

Należy podejść do związku pod zupełnie innym kątem. To jest nowy etap.

Drugi etap

Teraz nie wolno już zadawać sobie pytania, czy to jest ten właściwy partner albo partnerka, nie można mówić sobie: „Trzeba było…” czy „Szkoda, że…”. Teraz nadszedł czas zadawania sobie pytania: „Co mogę zrobić, żeby ten związek był trwały i szczęśliwy, żeby był tym, czego oczekiwałem?”. Tutaj właśnie tkwi źródło wielu nieporozumień i konfliktów. Zdarzają się osoby, które bez przerwy szukają i nigdy nie kończą pierwszego etapu.

A może jednak z tym bym miała lepiej? A może ta byłaby lepsza?

Nie wolno tak myśleć i nie można tak mówić — przede wszystkim dlatego, że obraca się to przeciwko nam. Jeżeli nie wkładamy energii w budowanie związku, tylko ciągle koncentrujemy się na etapie wyboru, wówczas nie stwarzamy sprzyjającej atmosfery do jego tworzenia.

Ciekawe przykłady, potwierdzające tę teorię, można znaleźć w kulturach, w których małżeństwa kojarzone są przez rodziców, często bez żadnej możliwości głosu zainteresowanych.

Pierwszy etap w ogóle nie istnieje — a co za tym idzie — nie można do niego powrócić. Na dodatek „klamka zapada” w sposób dość drakoński, jeśli rozwody są niemożliwe. Znam parę pochodzącą z Indii, gdzie rodzice dobierają partnerów. Mimo że mieszka ona w Kanadzie, małżonkom do głowy nie przychodzi, że mogliby się rozwieść. Poznali się w dniu ślubu i zostało im powiedziane, że mają być małżeństwem, więc nim są. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że mogłoby być inaczej i że ktoś brutalnie odebrał im prawo samostanowienia. W sytuacji, w której byli przekonani, że nie ma innego wyjścia, koncentrowali się na tym, żeby to małżeństwo było dobre. I jest.

Nie ma odwrotu

Jak widać, nawet w tak okrutnej sytuacji („okrutnej” być może tylko z punktu widzenia ludzi przyzwyczajonych do swobodnego decydowania o tym, kogo poślubiają) przekonanie o nieodwracalności małżeństwa jest bardzo pozytywne. Skutek tego nastawienia jest taki, że skupiam się na tym, co można zrobić, aby związek był udany i żebym ja był w nim szczęśliwy — a nie na wątpliwościach, czy dobrze wybrałem. To na pewno pomaga.

Jest z pewnością wiele szczęśliwych małżeństw, które zawarte były na zasadzie umowy rodziców, a potem okazało się, że młodzi zostali doskonale dobrani. I odwrotnie — istnieją małżeństwa zawierane pod wpływem gorącej i wielkiej miłości, które się potem bardzo szybko rozpadają, bo partnerzy nie mogą się zrozumieć i ciągle szukają tego „idealnego”.

Właśnie to nastawienie (czy precyzyjniej, brak przestawienia z szukania na budowanie) jest czynnikiem rozbijającym. Brak zrozumienia konieczności tej zasadniczej zmiany postawy, której wymaga budowanie swojego związku, jest dość dziecinny i na pewno częściowo wynika z niewiedzy na ten temat. Jest to przejaw niedojrzałości życiowej, z której wielu ludzi zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Trzeba uświadamiać sobie, że jeśli wszedłem w związek, to jest to mój związek. W tej sytuacji dobrze jest sobie powiedzieć: ja jestem w 100% odpowiedzialny za mój związek, nie w 50, 80 ani nawet nie w 99 — tylko w 100, bo jest to właśnie mój związek. Wszystko, co się w nim dzieje, zależy ode mnie.

Komunikacja z partnerem

Czy to znaczy, że ta druga osoba nie może być źródłem trudności?

Ależ oczywiście, że może. Pojawiają się najróżniejsze problemy do rozwiązania. Ludzie mają inne przyzwyczajenia i metody działania, które mogą nam się nie podobać; pojawiają się rzeczy, z którymi możemy się nie zgadzać, ale to od nas zależy, jak my się do tego ustosunkujemy; czy potrafimy skutecznie komunikować się z tą drugą osobą; czy umiemy wyrażać swoje potrzeby i opinie, jak również słuchać i być otwartym na to samo.

Oto cała tajemnica: najpierw dobrze wybrać, a potem starannie i konsekwentnie pracować nad tym, żeby było jak najlepiej.

Ważne pytanie

Wróćmy do definicji dobrego związku. Jeśli uznajemy, że to taki, w którym oboje partnerzy mają się lepiej, niż byłoby im osobno, to właśnie pod tym kątem należy oceniać ten własny.

Czy jest mi lepiej, czy rozwijam się, czy zyskuję na tym, że jestem w tym związku, czy też korzystniej dla mnie byłoby, gdybyśmy nie byli razem? Na to pytanie trzeba sobie od czasu do czasu odpowiadać. Jeśli wydaje się, że przecząco, należy pomyśleć, co i jak to zmienić. Kluczem jest komunikacja z partnerem, umiejętność przekazania swoich myśli; tego, czym się martwimy, i tego, co, naszym zdaniem, trzeba przedyskutować.

Tematy tabu

Wielu ludzi potrafi opowiadać najróżniejsze rzeczy o problemach, z którymi borykają się w swoim małżeństwie czy związku, tzn. mówią o tym psychologom, znajomym, przyjaciołom, a nawet obcym ludziom, ale nie umieją rozmawiać ze swoim partnerem czy partnerką. Zasadniczą sprawą jest umówienie się od samego początku małżeństwa, a najlepiej jeszcze przed jego zawarciem, że nie ma tematu, na który nie można by było rozmawiać. Może akurat być nieodpowiedni moment i każdy z partnerów ma prawo powiedzieć, że nie chce w danej chwili o czymś rozmawiać, ale prędzej czy później każdy temat powinien zostać przedyskutowany. Jeśli któryś z partnerów uzna, że sprawa jest trudna, można poczekać nawet kilka dni, by zapewnić odpowiednią atmosferę. Można z góry umówić się na konkretny termin, kiedy nic nam nie będzie przeszkadzało i gdy będziemy mogli poświęcić czas na spokojne, konsekwentne przeanalizowanie zagadnienia i wspólne poszukiwanie rozwiązania.

Nie powinno być żadnego tematu tabu. Najbardziej niszczące i zatruwające małżeństwo są tematy, na które nie chcemy i nie potrafimy rozmawiać. Nie dotyczy to oczywiście tych, które są wyciągane w celu dręczenia partnera. Czasem bywa, że któreś z małżonków ma swój ulubiony motyw drażnienia, wpędzania „drugiej połówki” w poczucie winy — temat, który był już poruszany wielokrotnie. Jest to zupełnie inna sytuacja. Podobnie jak nóż może być użyty do przygotowywania jedzenia albo do zaatakowania człowieka, różne kwestie mogą konstruktywnie budować związek albo tylko ranić. Żadnego noża, żadnego ostrego tematu nie powinniśmy się bać, lecz istotne jest, by go omawiać aż do korzeni, aż do dotarcia do najbardziej zasadniczych jego problemów. Trzeba jednak uważać na te, które są poruszane wyłącznie po to, by ranić. Jeśli takie tematy istnieją, to oczywiście trzeba je zidentyfikować i umówić się raz na rozmowę, może nawet kilka rozmów, które dotrą do źródeł, wszystko wyjaśnią i doprowadzą do porozumienia, a potem umówić się, że w kółko tego samego się nie porusza.

Praktyk udanego, 40-letniego związku podpowie Ci, co robić, aby Twoje relacje z partnerem oraz najbliższymi Ci osobami były trwałe i szczęśliwe

 >>> Tadeusz Niwiński „MY – czyli jak być razem”>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Złe nawyki

Jak pozbyć się złych nawyków?

Złe nawyki u partnera mogą stać się poważnym problemem we wspólnym życiu i w dążeniu do udanego związku. Będę pisał u partnera, bowiem wydaje się, że mężczyźni mają takich nawyków po prostu więcej. Albo też kobiety są bardziej spostrzegawcze i więcej im przeszkadza.

W początkowych fazach związku możemy złych nawyków nie zauważać albo je bagatelizować. Z czasem jednak, gdy się nasilają albo mamy z nimi częstszą styczność, bardziej denerwują i irytują.

Katalog złych nawyków jest prawdopodobnie nieograniczony, każdy z nas mógłby podać ich co niemiara: niepunktualność, niemycie naczyń, bałaganiarstwo, brak higieny, obgryzanie paznokci i plucie nimi, zakładanie przepoconych ubrań. Nie wspominając już o piciu bez umiaru i paleniu.

Niektórzy nie zauważają, że swoim zachowaniem sprawiają komuś przykrość lub irytują. Wystarczy jednak po prostu uważnie posłuchać partnera. Jeśli już o tym mówi, to wyraźny sygnał, że czuje się w Twojej obecności w niektórych sytuacjach niekomfortowo. I mówienie, ze skoro kocha to musi wybaczyć, jest oczywistą bzdurą i bezczelnością.

Niektóre złe nawyki powodują nieustanne kłótnie. Mam na myśli na przykład nadmierne, nieuzasadnione wydatki. Oczywiście w nieustannej konfrontacji nie da się żyć.

Gdyby Ciebie i partnera dotknął kryzys z powodu złych nawyków, najwyższy czas na podjęcie kroków zmierzających do zmiany. Sporządźcie listy  z następującymi rubrykami: moja nawyki, które denerwują partnera i nawyki partnera, które denerwują mnie. Przejrzyjcie listy, które przyporządkujecie do tych dwóch kategorii. Zastanówcie się, które nie mogą być tolerowane przez Was i trzeba je od razu zmieniać a wykreślcie te, z którymi jakoś można żyć.

Taka pisemna forma wzajemnej komunikacji jest zawsze lepsza niż zrzędzenie albo duszenie w sobie pretensji do drugiej strony.  

Sposoby na dokonanie zmian

A jak się zmotywować do wdrożenia w życie zmian? Można również na piśmie złożyć deklaracje, na przykład od dzisiaj sprzątam po sobie w kuchni. Musicie uświadomić sobie, jaka jest Wasza motywacja do zmian, co jest ważniejszego – Twoja czy partnera wygoda czy utrzymanie związku?

Jeśli to Ty nakłaniasz partnera do pozbycia się złych nawyków, to zastosuj poniższe rady:

– nie przejmuj na siebie jego obowiązków!

– nie wyręczaj!

– nie pilnuj!

– nie monitoruj postępów!

– nie krzycz!

– nie wyolbrzymiaj!

– nie ignoruj!

Najlepiej zajmij się swoimi nawykami, jeśli partner powiedział czy napisał Ci o nich. Dobry przykład to najlepsza metoda wychowawcza.

Nie twierdzę, że pozbycie się złych nawyków będzie proste, łatwe i przyjemne. Ale gdy już tego dokonacie z pewnością będzie prościej, łatwiej i przyjemniej.

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: