wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘kariera’

Jak oszukałem bogacenie się powoli

MJ DEMARCO – “FAST LANE MILIONERA”>>>

Jak oszukałem „bogacenie się powoli”

Celem życia nie jest bycie

po stronie mas, ale ucieczka

do szeregów szaleńców.

Marek Aureliusz

Jak oszukałem „Bogacenie się powoli”

The object of life is not to

be on the side of the masses,

but to escape finding oneself

in the ranks of the insane.

Marek Aureliusz

Zdemaskowanie pogromcy marzeń „bogać się powoli”

Jako nastolatek nigdy nie dawałem sobie szansy zdobycia bogactwa w młodości. „Bogactwo + młodość” było zadaniem, którego nie dało się rozwiązać, ponieważ nie miałem do tego fizycznej umiejętności.

Znane drogi do bogactwa dla młodych wiążą się z konkurencją i wymagają talentów. Zostanie aktorem, muzykiem, komikiem czy zawodowym sportowcem było opatrzone dużym znakiem „DROGA ZAMKNIĘTA”, który wyśmiewał się ze mnie, zdając się mówić: „Nie ma szans, MJ”!

W rezultacie dość wcześnie się poddałem. Porzuciłem swoje marzenia.

„Bogać się powoli” postawiło sprawy aż nadto jasno: Idź do szkoły, znajdź pracę, zgódź się na mniej, poświęcaj się, bądź nędzarzem i przestań marzyć o finansowej wolności, domach na zboczach gór i egzotycznych samochodach. Ja jednak wciąż marzyłem. Dokładnie to robią nastoletni chłopcy. Dla mnie liczyły się tylko samochody – zwłaszcza Lamborghini Countach.

90 sekund, które zmieniły moje życie Dorastałem w Chicago. Byłem opasłym dzieciakiem, który miał niewielu kumpli. Nie interesowałem się nastoletnimi dziewczynami ani sportem, spędzałem czas, leżąc na pufie i napychając się pączkami, oglądając powtórki kreskówki „Tom i Jerry”.

Opieki rodziców nie było. Mama rozwiodła się z ojcem lata wcześniej, co poskutkowało wychowywaniem mnie i starszego rodzeństwa w pojedynkę. Nie miała wyższego wykształcenia ani kariery, chyba że liczy się przewracanie mięsa na hamburgery w restauracji Kentucky Fried Chicken. Otrzymałem wolność robienia tego, co chciałem. Zwykle było to jedzenie słodyczy i oglądanie najnowszego odcinka „Drużyny A”. Moja aktywność fizyczna ograniczała się do przełączania kanałów długim złamanym kijem od miotły, który służył mi jako pilot, ponieważ prawdziwy był popsuty, a ja byłem zbyt leniwy, żeby się ruszyć. Kiedy już się ruszałem, na celownik brałem zwykle miejscowy

sklep z lodami. Zawsze mogłem liczyć na słodką przyjemność.

Tamten dzień był jak każdy inny. Zapragnąłem lodów. W drodze do sklepiku rozmyślałem nad smakiem mojej następnej zachcianki. Kiedy dotarłem na miejsce, ujrzałem go – Lamborghini Countach. Stałem naprzeciw samochodu swoich marzeń, wsławionego przez filmowy hit „Cannonball Run”. Byłem wpatrzony w niego, zaparkowanego stoicko niczym wszechmocny król, jak wyznawca wiary w swojego boga. Poraziło mnie tak, że z mojego mózgu zniknęła wszelka myśl o lodach.

Znałem dobrze Lamborghini Countach. Widniał na plakatach rozwieszonych na ścianach mojego pokoju i śliniłem się na jego widok, przeglądając ulubione czasopisma samochodowe. Był przebiegły, zły, piekielnie szybki, miał drzwi jak ze statku kosmicznego i niesamowicie dużo kosztował. Teraz stał oddalony ode mnie o zaledwie kilka stóp, niczym zmartwychwstały Elvis. W obliczu jego surowego, odczuwalnego majestatu, byłem jak artysta stający oko w oko z autentycznym Monetem. Te linie, kształty, zapach…

Gapiłem się tak kilka minut, aż młody mężczyzna wyszedł ze sklepu z lodami i skierował kroki w stronę samochodu. Czy to mógł być jego właściciel? Niemożliwe. Nie mógł mieć więcej niż 25 lat. Ubrany był w niebieskie jeansy i za dużą flanelową koszulę, pod którą wypatrzyłem koszulkę z koncertu Iron Maiden. Wydedukowałem, że to nie mógł być on. Oczekiwałem, że właścicielem będzie stary, pomarszczony facet z cofniętą szarą linią włosów, ubrany w niemodne ciuchy. Było jednak inaczej.

Co jest, u diabła? Jakim sposobem młodego faceta stać na taki

niesamowity wóz? Na Boga, ten samochód kosztuje więcej niż dom, w którym mieszkam! To musi być zwycięzca loterii – rozmyślałem.

Hmm… a może to jakiś bogaty dzieciak, który odziedziczył rodzinną fortunę? Nie – to zawodowy sportowiec. Tak, to jest to – zdecydowałem.

Nagle mój umysł ogarnęła śmiała myśl: Hej, MJ, dlaczego nie zapytasz faceta, czym się zajmuje?. Czy mógłbym to zrobić? Stałem na chodniku ogłupiały, negocjując z samym sobą. Ośmielony napływem adrenaliny, poczułem, jak moje nogi powoli ruszają w stronę samochodu tak, jakby mój mózg nie do końca się na to zgadzał. Gdzieś głęboko w mojej głowie drwił ze mnie mój brat: „Niebezpieczeństwo, Willu Robinsonie, niebezpieczeństwo!”.

Wyczuwając nalot, właściciel auta ukrył swój niepokój pod wymuszonym uśmiechem i otworzył drzwi. Wow! Drzwi wystrzeliły w niebo pionowo, a nie w bok, jak w zwykłym samochodzie. Wybiło mnie to kompletnie z rytmu, ale musiałem zachować spokój – jakby samochody z otwieranymi do góry drzwiami były czymś normalnym. To, co nie mogło być więcej niż dwudziestoma słowami, wydało się powieścią.

Nadeszła moja szansa i chwyciłem ją. „Przepraszam pana”, wymamrotałem nerwowo w nadziei, że mnie nie zignoruje, „Czy mogę spytać, czym się pan zajmuje?”.

Uspokojony, że nie byłem nastoletnim bandziorem, właściciel uprzejmie odpowiedział: „Jestem inwestorem”. Zakłopotany faktem, że jego odpowiedź nie miała żadnego związku z moimi wcześniejszymi wyobrażeniami, uświadomiłem sobie, że wszystkie pytania, które miały nastąpić, zostały unieważnione, co sparaliżowało mój następny ruch. Stałem zmrożony, jak lody, po które szedłem kilka minut wcześniej.

Wyczuwając szansę na ucieczkę, młody właściciel lamborghini zajął miejsce za kierownicą, zamknął drzwi i odpalił silnik. Na parkingu rozległ się głośny ryk z tłumików, który przykuł uwagę wszystkich okolicznych form życia do obecności groźnego lamborghini. Czy tego chciałem, czy nie, rozmowa była zakończona.

Wiedząc, że mogą minąć lata, zanim przydarzy mi się znów podobny widok, przyjąłem do wiadomości mentalne przesłanie samochodowego jednorożca. Odszedłem przebudzony, z nową, otwartą ścieżką w systemie neuronowym, która nagle pojawiła się w moim mózgu.

Uwolnienie się od sławy i talentu

Co się tego dnia zmieniło? Ujrzałem Fastlane i nową prawdę. Jeśli chodzi o lody, po które się wybrałem – w ogóle nie dotarłem do sklepiku.

Zawróciłem i poszedłem do domu z wizją nowej rzeczywistości.

Nie miałem predyspozycji sportowych, nie umiałem śpiewać ani grać na scenie, ale mogłem stać się bogaty bez sławy i fizycznego talentu.

Od tamtej chwili nic nie było już takie samo. Spotkanie z Lamborghini trwało 90 sekund, ale zapoczątkowało masę nowych przekonań, kierunków i wyborów na całe życie. Zdecydowałem, że któregoś dnia będę miał Lamborghini i że wydarzy się to w mojej młodości. Nie miałem zamiaru czekać na następne spotkanie, następne przypadkowe doświadczenie i następny plakat. Chciałem mieć Lamborghini na własność. Tak, zrezygnowałem z kija od miotły i ruszyłem swój gruby tyłek.

W poszukiwaniu fastlane

Po spotkaniu z Lamborghini zacząłem świadomie szukać wiedzy na temat młodych milionerów, którzy nie byli sławni ani utalentowani fizycznie. Nie interesowali mnie wszyscy milionerzy – tylko ci, którzy wiedli bogate, ekstrawaganckie życie. Badania doprowadziły mnie do skupienia się na ograniczonej, tajemniczej grupie ludzi – małym podzbiorze pozbawionych sławy milionerów, którzy spełniali poniższe kryteria.

1. Wiedli bogate życia lub byli w stanie to robić. Nie interesowałem  się oszczędnymi milionerami z klasy średniej, którzy żyli w sąsiedztwie.

2. Musieli być stosunkowo młodzi (poniżej 35 roku życia) lub musieli posiąść bogactwo szybko.

3. Musieli sami dorobić się bogactwa. Ja byłem spłukany. Zwycięzcy srebrnych łyżek na loterii nie byli mile widziani w moim laboratorium.

4. Ich bogactwo nie mogło być wynikiem sławy, predyspozycji fizycznych, profesjonalnej gry w piłkę, gry aktorskiej, śpiewania czy zapewniania ludziom innej rozrywki.

Poszukiwałem milionerów, którzy zaczęli tak, jak ja. Zwykły facet, bez szczególnych umiejętności czy talentu, który jakimś sposobem osiągnął sukces. W liceum i na studiach systematycznie badałem losy  milionerów. Czytałem magazyny, książki, gazety i oglądałem filmy dokumentalne o biznesmenach, którzy osiągnęli sukces. Pochłaniałem wszystko, co dawało wgląd w ten niewielki podzbiór.

Niestety, pasja odkrywania sekretu szybkiego bogactwa doprowadziła mnie do rozczarowania. Byłem spełnionym snem sprzedawcy z późnonocnej reklamy: naiwny, pełen chęci oraz uzbrojony w kartę kredytową. Skorzystałem z niezliczonej ilości „okazji”, zaczynając od  „jednego drobnego ogłoszenia”, a na azjatyckim magnacie nieruchomości z jego ubranymi w bikini jachtowymi lisicami kończąc. Żadna z nich nie zapewniła mi bogactwa. Mimo reklamowych obietnic, modelki z dużym biustem nigdy się nie zmaterializowały.

W miarę zaspokajania apetytu na wiedzę i podejmowania się jednej dziwnej pracy za drugą, odkrywałem w moich badaniach wszystkie komponenty Fastlane milionera i bogactwa bez sławy. Pełen determinacji zamierzałem osiągnąć bogactwo w młodym wieku, a podróż ta miała zacząć się po skończeniu studiów. Niewiele wiedziałem o tym, co mnie czeka – zamkniętych drogach, objazdach i błędach.

Odporność na przeciętność

Ukończyłem uniwersytet Northern Illinois z dwoma dyplomami z dziedziny biznesu. Uczelnia była pięcioletnim przedporodowym praniem mózgu dla pracowników, a dyplom stanowił jej przereklamowany punkt kulminacyjny. Studia postrzegałem jako indoktrynację korporacyjnych niewolników, niedokonany związek małżeński, który miałem zawrzeć z życiem pełnym różnych posad, szefów, bycia przepracowanym

i nigdy niezarabiającym tyle, ile należy. Moi koledzy zdobyli świetne prace i chwalili się tym:

„Ja pracuję dla Motoroli”,

„Ja dostałem pracę w Northwestern Insurance!”,

„Wypożyczalnia samochodów Hertz Rental Cars zatrudniła mnie jako młodszego managera!”.

Podczas gdy cieszyłem się z ich osiągnięć, moi koledzy kupowali kłamstwo strategii Slowlane. Ja? Nie, dziękuję. Starałem się unikać Slowlane, jak średniowiecznej plagi. Mój pomysł polegał na odnalezieniu Fastlane i odejściu na emeryturę w bogactwie i młodości.

Blokady dróg, objazdy i depresja

Byłem pewny siebie, jednak w ciągu kilku kolejnych lat moje oczekiwania zaczęły słabnąć. Mieszkałem z mamą, odbijając się od jednego przedsięwzięcia biznesowego do drugiego. Sukcesu nie było.

Każdego miesiąca pojawiał się inny interes: witaminy, jakiś nowy „gotowy” program marketingowy z tylnej okładki magazynu biznesowego albo jakiś durny epizod z marketingiem sieciowym.

Mimo że pracowałem ciężko, moja kolekcja porażek rosła wraz

z długami. Mijały lata i głupota burzyła się, bo byłem zmuszany do podejmowania prac dobrych dla neandertalczyka, a te okaleczały moje ego: sprzątałem stoliki w chińskiej restauracji (tak, na zapleczu naprawdę są karaluchy), pracowałem fizycznie w slumsach w Chicago, woziłem kwiaty, byłem dostawcą pizzy, dyspozytorem, kierowcą limuzyny, dostarczałem poranne gazety „Chicago Tribune”, byłem handlowcem sieci restauracji Subway, magazynierem w sieci Sears (w sekcji tekstyliów), zbierałem do puszki pieniądze na cele charytatywne i malowałem domy.

Czy jest coś gorszego od tych beznadziejnych zajęć? Godziny pracy.

Większość zaczynała się przed wschodem słońca… o trzeciej rano, czwartej rano… pomyśl o jakiejkolwiek nienormalnej godzinie, a możesz pójść o zakład, że moja praca jej wymagała. Skończyłem pięć lat studiów, aby żyć jak farmer, który produkuje nabiał. Do diabła, z moimi finansami było tak kiepsko, że oddałem się za pieniądze starszej 0pani, aby kupić prezent ślubny mojemu najlepszemu kumplowi. Tak, w latach 90. starsze panie polowały na młodych facetów.

Moi koledzy czynili w owym czasie postępy w swoich karierach.

Dostawali swoje czteroprocentowe podwyżki płac, kupowali swoje Mustangi i Acury oraz szeregówki o powierzchni 1200 stóp kwadratowych.

Wydawali się zadowoleni i prowadzili życie, jakie przygotowało dla nich i jakiego oczekiwało od nich społeczeństwo. Byli normalni, ja nie.

Kiedy miałem 26 lat, wpadłem w depresję. Moje firmy nie były w stanie się utrzymać, podobnie jak ja. Okresowa depresja dręczyła moją pokawałkowaną psychikę. Deszczowa, ciemna i posępna pogoda Chicago sprawiała, że marzyłem o ciepłym łóżku i słodyczach.

Osiągnięcia przychodziły po słonecznej pogodzie, więc nie było ich zbyt wiele.

Zmęczony zajęciami dla licealistów, które co chwilę traciłem, z trudem wstawałem z łóżka, a moją codzienną afirmacją stało się zwątpienie. Fizycznie, emocjonalnie i finansowo wyczerpany porażką, wiedziałem, że to, co osiągam, nie ma nic wspólnego z moim prawdziwym „ja”. Znałem drogę do bogactwa Fastlane, ale nie potrafiłem jej odnaleźć. Co robiłem nie tak? Co mnie powstrzymywało? Po tych wszystkich latach badań i zdobywania wiedzy, dopełnionych szafą pełną książek, czasopism i nagrań wideo z receptami na szybki start, nie byłem ani trochę bliżej bogactwa. Usiadłem zrezygnowany na chodniku, Fastlane zniknęło z pola widzenia.

Głęboka depresja skłoniła mnie do ucieczek, ale zamiast w seksie, narkotykach i alkoholu, zatracałem się w książkach i studiowałem dalej losy milionerów, którzy nie byli sławni. Skoro nie mogłem odnieść sukcesu, zgłębiałem życia tych, którym się to udało. Pochłaniałem książki, autobiografie i inne opowieści o sukcesie stworzonym z niczego.

Mimo to sytuacja uległa pogorszeniu. Zaczęli opuszczać mnie ludzie.

Moja wieloletnia dziewczyna oświadczyła: „nie masz w sobie determinacji”. Miała bezpieczną pracę w agencji wynajmu aut, ale kłóciliśmy się, bo pracowała długie godziny za śmieszne pieniądze – 28 tysięcy dolarów rocznie. Oczywiście trafnie odparła zarzuty, przedstawiając fakty: „Nie masz pracy, zarabiasz o 27 tysięcy mniej ode mnie i żaden z twoich biznesów nie działa”. Była mądra. Nasz związek zakończył się wraz z jej romansem z kierownikiem działu reklamy radiowej.

I na koniec moja mama. Zaraz po studiach dawała mi luz, ale potem nadeszły porażki i głupkowate prace. Błagałem o cierpliwość i broniłem się, tłumacząc, że budowanie bogactwa dla przedsiębiorcy Fastlane działa w skali wykładniczej – ci, którzy mają zwykłe prace, operują w skali liniowej. Niestety, moje wspaniałe tabele i diagramy nie miały znaczenia. Mama straciła wiarę i wcale się jej nie dziwię.

Lądowanie człowieka na Marsie było bardziej obiecujące.

Jej dyrektywy zarządzały moim życiem. Co najmniej 20 razy w tygodniu zwykła krzyczeć „Znajdź pracę, dziecko!”. Nawet dzisiaj się wzdrygam. Te słowa, wykrzykiwane tym tonem, mogły wybić karaluchy w postapokaliptycznym świecie. Bywały dni, kiedy chciałem wsadzić głowę w imadło i zmiażdżyć sobie uszy, żebym nie mógł słyszeć.

„Znajdź pracę, dziecko!” drążyło dziurę w mojej duszy. Był to matczyny dekret, kończący proces jednogłośnym werdyktem ławy przysięgłych:

„Porażka, bez wotum zaufania”.

Mama zasugerowała: „Sklep spożywczy szuka managera, może pójdziesz tam i to sprawdzisz?”. Tak, jakby moje wykształcenie i zmagania z ostatnich pięciu lat miały zniknąć za ladą delikatesów, podczas cięcia na kawałki bloków szynki i nakładania sałatki ziemniaczanej mamuśkom z sąsiedztwa. Dzięki za cynk, ale nie, dziękuję.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Trzy zabójcze mity na temat kariery

Jak wygrać rozmowę kwalifikacyjną. Tajniki skutecznych odpowiedzi na trudne pytania>>>

1. Na rynku pracy obowiązuje równość stron — ja daję coś od siebie, a pracodawca mi za to płaci

Wielu kandydatów ulega iluzji równości stron na rynku pracy.

Ale tak jak nie ma równości stron w umowie klienta z monopolistą, tak nie ma równości stron w układzie pracodawca — pracownik. W sytuacji gdy jedna strona może, jeśli nie wszystko, to bardzo dużo, a druga może się tylko obrazić, nie można mówić o równości stron.

Natomiast prawdą jest, że im bardziej poszukiwanymi i unikatowymi umiejętnościami na rynku pracy dysponujesz, na tym więcej możesz sobie pozwolić. Jeśli więc chcesz doprowadzić do stanu zbliżonego do równości stron, zadbaj o swoją pozycję na rynku pracy. I nie tylko zadbaj o nią, ale naucz się ją dobrze sprzedawać.

2. Najważniejsze to znaleźć stabilną pracę

Poszukiwanie stabilnej pracy przypomina poszukiwanie  św. Graala. W karierze tak jak w inwestycjach wygrywają ci, którzy potrafią ponieść większe ryzyko dla większych zysków.

Od młodych ludzi często słyszę, że szukają pracy w urzędach, bo marzy im się stabilna praca. Pomijając fakt, że bardzo trudno jest się tam dostać, stabilna praca w urzędzie też jest iluzją.

Urzędy często korzystają z bezpłatnej pracy stażystów, a jeśli zatrudniają nowych pracowników, to na umowy na czas określony.

Nie wspominając już o politycznych uwarunkowaniach, co czyni lepiej płatne etaty wybitnie niepewnymi.

Jeżeli nie będziesz ryzykować zmiany pracy, jeśli przedkładasz i tak niepewne bezpieczeństwo na rynku pracy nad podejmowanie nowych wyzwań, nie zwiększysz radykalnie swoich zarobków. Tak naprawdę możesz mało zarabiać i mieć przez jakiś czas święty spokój, albo ryzykować, mierzyć wysoko i konsekwentnie budować swoją pozycję na rynku pracy, licząc się z możliwością popełnienia błędu. Masz więc wybór — albo podejmować ryzyko wewnętrznego lub zewnętrznego awansu, albo dostać co najwyżej wyrównanie „inflacyjne” i drżeć, czy kolejny kryzys nie zmiecie Cię z pokładu firmy.

Lepiej więc od razu załóż, że zmiecie i poszukuj lepszych możliwości.

3. Kwalifikacje uzupełnię po znalezieniu pracy

Najpierw chcę dostać pracę, a potem pomyślę o uzupełnieniu kwalifikacji. Niestety, obserwuję na co dzień, że większość kandydatów do pracy ma roszczeniową postawę wobec pracodawcy.

Tzn. czeka, aż firma zainwestuje pieniądze w ich naukę, bo nie wierzy w zmianę swojej sytuacji na rynku pracy po uzupełnieniu kwalifikacji. I tutaj koło się zamyka — nie doszkalając się, tkwisz cały czas w tym samym miejscu. A pracodawcy, mając dużą podaż wykwalifikowanych kandydatów, wolą zatrudniać tych, którzy już posiadają pożądane przez nich kwalifikacje.

Kiedy na początku tej książki pisałam o swojej drodze zawodowej, obiecałam Ci, że dowiesz się, jak udało mi się w drugim roku pracy z asystentki zostać kierownikiem. To jest właśnie sekret mojego powodzenia — nie czekałam z założonymi rękami.

Było dla mnie oczywiste, że nie chcę robić szefowi kawy do końca życia.

Jednym z moich obowiązków było odbieranie poczty, więc przez moje ręce przechodziła fachowa literatura dla różnych działów. Pożyczałam sobie „Gazetę Prawną” i „Ubezpieczenia i Prawo Pracy” na jeden wieczór do domu, czytałam i robiłam notatki — po prostu uczyłam się. Wkrótce zapisałam się też do rocznej szkoły managerów personalnych, oczywiście opłacając sobie czesne z własnej pensji.

Zwróć uwagę, że wkładałam w to tyle wysiłku, nie mając absolutnie żadnej pewności, kiedy i czy w ogóle będę miała okazję wykorzystać tę wiedzę na stanowisku pracy. Ale zawsze powtarzam, że szczęście sprzyja przygotowanym. Tak też było i w tym przypadku.

Wkrótce firma, w której pracowałam, została kupiona przez dużą korporację. Otrzymałam, tak jak wszyscy pracownicy, propozycję przejścia do nowej firmy. Była to znana marka, o ugruntowanej pozycji na rynku. Jednocześnie mój szef, który sprzedał firmę i odchodził z niej, zaproponował, abym zajęła się sprawami kadrowymi i administracyjnymi w nowej firmie, którą zakładał.

Możesz oczywiście pomyśleć teraz, że po prostu miałam szczęście. A ja zadam Ci przewrotne pytanie. Jak myślisz, czy szef zaproponowałby mi to stanowisko, gdybym nie miała potrzebnej wiedzy? Czy posłałby mnie na kurs kadrowo-płacowy i czekał, aż się tego nauczę? Czy chciałby mi za taki kurs zapłacić?

Nie pytałam go o to, ale myślę, że nie. Taniej, prościej i efektywniej byłoby zatrudnić kogoś, kto już się na tym zna.

Ktoś może więc powiedzieć, że miałam szczęście, a ktoś inny, że sobie na to zapracowałam. To, jakie masz przekonania na temat kariery, sprawia, że coś od życia dostajesz albo nie.

WIĘCEJ W: COACHING KARIERY

ODBIERZ PREZENTY>>>

Asertywność – część I

 

Fragment: Własne zdanie. Nie tylko w pracy Miłosza Karbowskiego

DIAGNOZA I PLAN DZIAŁANIA

Na pewno byś tego chciał. Nie mam w tej kwestii najmniejszych wątpliwości. Wykonując dobrze swoją pracę, chciałbyś być zauważany, doceniany i — przede wszystkim — atrakcyjnie wynagradzany. Na pewno pragniesz też przekraczać próg Twojej firmy z przyjemnością. Czuć, że czekają tam na Ciebie życzliwi, pomocni ludzie.

Wspaniale byłoby mieć sympatycznego i przyjacielskiego szefa, który nie czepia się drobiazgów. W takiej firmie każdy może  mówić to, co myśli, i zostanie wysłuchany. Ludzie nie obgadują się za plecami, szanują i szczerze wspierają.

Na pewno chciałbyś pracować w firmie, w której każdy jest traktowany sprawiedliwie, niezależnie od:

”. stanowiska,

”. znajomości,

”.wyglądu,

”.pewności siebie i śmiałości,

”.płci, koloru skóry, wyznania, sposobu ubierania, wad wymowy itd…

Jeśli masz nieprawdopodobne szczęście realizować się zawodowo w miejscu podobnym do opisanego powyżej, proszę, bądź łaskaw dać znać, jak tam trafić. Zapewne w wielkiej, zabytkowej szafie uprzejmego prezesa na rozpatrzenie czeka potężna sterta CV osób, które oddałyby całe swoje dotychczasowe kariery za wstęp do pracowniczego raju.

No dobrze, od fantazjowania to był Tolkien. My szybko zejdziemy z obłoków na ziemię. Idylla w rzeczywistości nie istnieje. To fikcja, gatunek literacki. Nasza praca natomiast to realne życie, a w nim sporo spraw postawionych jest na głowie.

Karierę robią… karierowicze — pragnące za wszelką cenę dowartościowania i pieniędzy bezczelne typy.

Wybory parlamentarne wygrywają niekoniecznie ludzie światli.

Potem decydują o wielu ważnych dla nas sprawach, a najważniejsze jest dla nich i tak przyklejenie się do dochodowych stołków.

W normalnym życiu straż miejska wlepia mandaty osobom jeżdżącym po mieście 50 kilometrów na godzinę, którym zdarzy się zaparkować jednym kołem na pasie trawy. Herosi w mundurach, uzbrojeni w aparaty i formularze, są wtedy zawsze na miejscu.

W życiu prym nierzadko wiodą najgłośniejsi, a mniej inteligentni.

Agresją zastępują pewność siebie, tupetem — brak taktu.

Arogancja i zuchwałość mogą dać lepsze efekty niż cicha rzetelność, pracowitość i inteligencja.

Nie powinniśmy się łudzić, że czeka nas zasłużona sprawiedliwość.

Szkoda na to czasu. Ta książka ma Cię namówić do tego, byś wziął sprawy w swoje ręce. Niech każdy otrzymuje naprawdę to, na co zapracował swoim postępowaniem, charakterem i poziomem kompetencji.

Świat, w którym żyjemy

Nauczysz się mówić NIE, kiedy tego chcesz. Ale nie tylko. Masz bowiem także prawo usłyszeć od innych słowo TAK, gdy tego potrzebujesz. Masz takie samo prawo mówić, jak i być wysłuchanym.

W pierwszej części poznasz wielofunkcyjne dobrodziejstwo, w jakie się potem wyposażysz. To ASERTYWNOŚĆ — 24-godzinne pogotowie na Twoich usługach, które pozwala Ci ułożyć zdrowe stosunki z innymi ludźmi. Tytuł książki wyjaśnia, o jaką tematykę chodzi w szczególności. Treść i wiele ćwiczeń mają wszechstronnie poprawić poziom Twojej asertywności w pracy.

To złożona umiejętność, nieskończenie wydajna w przynoszeniu Ci osobistych korzyści oraz wzmacnianiu poczucia własnej wartości. Pozwala prowadzić Twoje sprawy tak, jak tego chcemy.

  

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

 

Nienawidzę poniedziałków! Zresztą wtorków też!

 Gabriela Abratowicz:

Dlaczego nie powinieneś godzić się na nieszczęście w pracy?

Stres i wypalenie zawodowe

Czy czujesz się nieustannie zmęczony w pracy?

Czy odczuwasz silny stres w pracy?

Czy praca kojarzy Ci się wyłącznie ze złym szefem i zbyt dużą ilością obowiązków?

Według badań aż 85% dorosłych Polaków odczuwa stres w pracy, a tylko dla 11% praca jest spełnieniem marzeń. Praca silnie wpływa na nasze życie. Stresujemy się z różnych powodów.

Stres objawia się atakami paniki, bólami głowy, lękiem, depresją.

Niewielkie dawki stresu pomagają nam się zmobilizować, mamy energię do działania i zapał do pracy. W dużych dawkach jednak stres jest szkodliwy i może powodować utratę zdrowia.

W dzisiejszych czasach pracujemy po kilkanaście godzin dziennie, nie mamy czasu dla siebie, dla rodziny, to znacząco wpływa na nasze życie, wywołuje stres, rozdrażnienie i frustrację.

Badania wykazują, że stres może powodować migreny, osłabia układ odpornościowy, wywołuje bezsenność, a także poważniejsze schorzenia — choroby serca, nowotwory.

Wyniki badań przeprowadzone na zlecenie firmy Klosterfrau Healthcare „Stres w pracy — Raport Melisany Klosterfrau” wskazują, że najczęstsze dolegliwości w pracy to:

• bóle głowy 40%

• bóle pleców 42%

• zmęczenie 69%

• bóle żołądka 17%

• kłopoty z zasypianiem 22%

• kłopoty z sercem 8%

Jeśli w pracy często odczuwasz:

• bóle głowy, kręgosłupa,

• ciągłe napięcie,

• chroniczne zmęczenie,

• ból w klatce piersiowej,

to sygnał, że powinieneś zwolnić tempo i zwrócić szczególną uwagę na swoje zdrowie. Stres jest niebezpieczny dla Twojego zdrowia i życia.

Odpowiedz sobie na pytanie: co jest dla Ciebie najważniejsze?

O co dbasz na pierwszym miejscu? Pieniądze? Kariera? Zdrowie?

Pamiętaj:

• Jeśli nie będziesz zdrowy, nie będziesz mógł pracować.

• Jeśli nie będziesz zdrowy, nie zarobisz pieniędzy.

• Jeśli nie będziesz zdrowy, nie zrobisz kariery.

Co powoduje stres w pracy?

• praca pod presją

• konflikty w pracy

• nieumiejętność komunikowania się

• strach przed utratą pracy

• negatywni ludzie

Pracujemy coraz szybciej i coraz więcej, najczęściej pod presją, co powoduje, że jesteśmy przemęczeni i zestresowani. Z powodu stresu pracujemy mniej wydajnie i jesteśmy chronicznie zmęczeni. Pośpiech i wysokie wymagania pracodawcy powodują, że stresujemy się coraz bardziej, popełniamy coraz więcej błędów i zniechęcamy się do pracy jeszcze bardziej. Częste konflikty i nieporozumienia w pracy to też wynik stresu.

Wysoki poziom stresu zmniejsza wydajność, zwiększa niezadowolenie, praca przestaje być przyjemnością, a staje się udręką.

Taki zespół czynników określa się mianem syndromu burnout, czyli wypaleniem zawodowym.

Na pracę pod presją każdy reaguje inaczej. Są osoby, które dobrze sobie radzą, pracując w ten sposób, są bardziej zmobilizowane efektywne. Presja nie może być jednak zbyt duża, bo wpłynie negatywnie na pracownika. Wiele osób nie radzi sobie z presją w pracy. Natychmiast odczuwają napięcie, dekoncentrują się, popełniają błędy, nie są w stanie w ogóle pracować.

Dlatego tak ważne są przerwy w pracy, chwila relaksu, odpowiedni rozkład obowiązków, dobra komunikacja i rozsądne terminy realizacji projektów.

Wszyscy doświadczamy nieprzyjemnych i stresujących sytuacji w pracy. Nie uchronimy się przed nimi, ale dzięki zmianie naszego nastawienia, pewnym technikom i wskazówkom możemy zapobiec wielu takim sytuacjom.

Twoje życie w pracy może zmienić się całkowicie. Nie musisz zgadzać się na pracę w złej, stresującej atmosferze, z ludźmi, którzy są negatywni, którzy pogodzili się z tym, że nic się nie da zrobić, żeby poprawić warunki, w jakich pracują. Nie pozwól, żeby negatywni ludzie mieli wpływ na Ciebie, to na pewno nie sprawi, że będziesz zadowolony z pracy.

Powinieneś skupiać się raczej na pozytywnych rzeczach niż na negatywnych. Dobrym pomysłem, żeby dostrzec pozytywne aspekty pracy, jest notowanie każdego pozytywnego doświadczenia w pracy. Spróbuj to zrobić. To lepsze niż rozmyślanie o negatywnych rzeczach.

Nie jesteś w stanie całkowicie pozbyć się nieprzyjemnych sytuacji w pracy, musisz zaakceptować fakt, że oprócz tych dobrych rzeczy będą pojawiać się te złe, jednak z pozytywnym nastawieniem będzie Ci łatwiej. Spróbuj rozwiązywać jeden problem na raz. Nie bierz sobie na głowę zbyt wielu spaw. Może się okazać, że nie jesteś w stanie poradzić sobie ze wszystkimi jednocześnie.

Staraj się myśleć pozytywnie. Opanuj metody radzenia sobie ze stresem, a problem w sposób widoczny zmniejszy się.

Wiele osób narzeka, że nienawidzi swojej pracy z powodu zmęczenia, przeciążenia obowiązkami, złych stosunków z szefem i współpracownikami, nie wiedząc o tym, że można w prosty sposób to zmienić. Praca zajmuje ważne miejsce w naszym życiu, musimy więc zadbać o to, żeby czuć się dobrze w swoim miejscu pracy, lubić to, co robimy, dobrze komunikować się ze współpracownikami. Wtedy ograniczymy negatywny wpływ stresu i szkodliwego napięcia, które zagrażają naszemu zdrowiu.

Poradnik dla wszystkich, którzy nie znoszą własnej pracy>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: