wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘jak żyć’

Twórczość

Nie! Nie uciekaj! Czytaj dalej!

Napisałem tak dlatego, że wiele osób słysząc o twórczości, od razu ma skojarzenia z artystami, dziwakami, z jakimiś bohomazami, albo nudnymi wierszami. Najczęściej mówią „Tfu!rczość nie jest dla mnie!”

Oczywiście nie zgadzam się z taką opinią.

Tworzenie w sensie dosłownym nie jest zarezerwowana dla absolwentów szkół artystycznych. Nie trzeba posiadać wykształcenia plastycznego, by malować obrazy, a muzycznego, by pisać piosenki. Amatorzy również tworzą sztukę i często odnoszą sukces. A ile jest tworzących w domu nie myślących o sukcesie i sławie, tylko robiących to dla własnej satysfakcji!

Myślałeś kiedyś o tym?

Czy wiesz gdzie w Twoim mieście możesz nauczyć się na przykład robienia kilimów?

 Albo śpiewania?

Niektórzy artyści, na przykład surrealiści, mówili nawet o twórczym spędzaniu wolnego czasu. Wprawdzie w ich czasach nie było powszechnego dostępu do telewizji, ale dzisiaj do tego to się odnosi. Zamiast aktywnie, twórczo spędzać czas, siedzimy przed telewizorem. A przecież nawet komputer i internet dają wiele możliwości: pisanie bloga, rysowanie i malowanie, edycja zrobionych zdjęć, tworzenie stron internetowych, muzyki itd.

A wspólne zajęcia twórcze z rodziną z pewnością wzmocnią Was, ułatwią wzajemne poznanie i zrozumienie, łatwiej będzie można nawiązać (albo nie stracić…) kontakt z dorastającymi dziećmi.

Z uprawianiem sztuki, ale również życia:) wiąże się termin flow – przepływ. Oznacza to stan całkowitego poświęcenia się temu, co robimy, jakiemuś kreatywnemu zajęciu. Mi taki stan zdarzył się zaledwie parę razy: zapomniałem o całym świecie, byłem maksymalnie skupiony, ale nie męczyłem się. Po zakończeniu byłem zdziwiony, że upłynęło tyle czasu. I odczuwałem wielką satysfakcję z wykonanej pracy (twórczej). Szkoda, że zdarza się to tak rzadko…

A napisałem tyle o sztuce, ponieważ interesują mnie wszelkie jej przejawy.

Twórczość to oczywiście nie tylko uprawianie sztuki, ale również, a może przede wszystkim w przypadku takich zwykłych ludzi jak my, twórcze życie. Czyli takie, w którym nie boisz się próbować nowych rzeczy, podejmujesz decyzje naruszające status quo, zaskakujesz pomysłowością, kreatywnością
z każdej sferze życia. Osoba żyjąca twórczo nieustannie zadaje pytania, szuka rozwiązań dotychczas nieznanych choćby jej samej, próbuje zrozumieć siebie i otaczający ją świat.

           Definicji twórczości istnieje chyba tyle, ile osób się tym zajmuje. Na przykład według jednych twórczość to oryginalne pomysły, dotąd przez nikogo nie przedstawione, ale użyteczne. Inni mówią, ze to nowe spojrzenie na stare sprawy. Jeszcze inni po prostu wymieniają przykłady oryginalnych rozwiązań w przemyśle, sztuce, życiu codziennym.

           Z pewnością i Ty mógłbyś podać przykłady ze swojego życia, które uznać można za przejaw twórczości czy to w życiu osobistym czy zawodowym. Gdybyś miał z tym trudności, nie przejmuj się. Uważam bowiem, że przejawów twórczości do końca nie można zmierzyć, ani zważyć ani czasem opisać. Mogą to być drobnostki, których Ty nie zauważasz, ale widzą i doceniają inni. Zapytaj czy ktoś postrzega Cię jako osobę twórczą?

           Kompletni malkontenci muszą pamiętać, że zdolności twórcze można rozwijać. Z pomocą trenerów lub tylko jakiegoś podręcznika, który kupić można bardzo łatwo. Musisz tylko wiedzieć, jakie zdolności chcesz rozwijać, chyba, że ogólne twórcze myślenie. Nawet tutaj nie można być leniem. A może właśnie nie można być leniem chcąc rozwijać swoje zdolności.

Jest to fragment mojej książki pt. „Po prostu żyj!”>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Zyskaj spokój i radość

Maciej Bober  – „Spokój i radość”

Co to jest stres, czyli po co nam emocje?

Często chcielibyśmy nie odczuwać pewnych szczególnie nieprzyjemnych emocji. Skoro one jednak istnieją, to pewnie są do czegoś potrzebne.

Stres, który często pojmowany jest jako coś złego, tak naprawdę jest naszym przyjacielem. To dzięki niemu istniejemy jeszcze na tej planecie. Wyobraźcie sobie, jak by to było, gdyby człowiek był zawsze wyluzowany i z przyjaznym uśmiechem witał każde niebezpieczeństwo zagrażające jego życiu. Rozwój cywilizacji sprawił, że obecnie rzadko zdarza nam się stanąć twarzą w twarz z niedźwiedziem czy lwem. Życie stało się bezpieczniejsze. Lecz mimo to stres nadal spełnia swoje zadanie. Kiedy stanie przed nami dwumetrowy olbrzym z nożem w ręku, nagły zastrzyk adrenaliny może uratować nam życie. Tempo, w jakim wtedy uciekamy, zadziwia nas samych.

Mimo wszystko – sytuacje takie należą do rzadkości. Zastanawiające jest natomiast to, dlaczego człowiek denerwuje się w sytuacjach, które tak naprawdę nie zagrażają jego życiu. Teraz stresuje nas krzykliwy szef, plama na ubraniu czy podejście do nieznajomej osoby. Mimo że takie sytuacje nie zagrażają naszemu życiu, to nawet wtedy zdenerwowanie może być naszym sprzymierzeńcem.

Ból – sygnał ostrzegawczy

Możemy zacząć pojmować odczuwane przez nas emocje jako doskonały sygnał, który trudno zlekceważyć. Problem w tym, że nie wiemy, jak interpretować ten sygnał, bo przecież – jak już wiemy – zdenerwowanie wcale nie oznacza, że nasze życie jest w niebezpieczeństwie.

Nasze ciało posiada doskonały system ostrzegawczy, który za pomocą bólu informuje nas, że dzieje się coś złego. Ból nie jest przyjemny i właśnie dlatego zwracamy na niego uwagę. Podobnie jest z nieprzyjemnymi emocjami, które są sygnałami wysyłanymi do nas przez naszą psychikę. Tak jak ból fizyczny jest bodźcem, dzięki któremu zauważamy, że powinniśmy zatroszczyć się o swoje ciało, podobnie ból psychiczny jest sygnałem, że powinniśmy zatroszczyć się o nasz umysł.

Jeśli w naszym życiu powtarza się sytuacja, która nas denerwuje lub sprawia nam przykrość, niekoniecznie musi oznaczać to, że sytuacja sama w sobie jest zła. Może to być również sygnał, że niewłaściwe jest to, jak reagujemy na daną sytuację, co o niej myślimy. Nie mamy kontroli nad całym otaczającym nas światem.

Zdarzenie, które wywołuje w nas nieprzyjemne uczucia, może się powtarzać. Wtedy nie mamy innego wyjścia, jak tylko zmienić własne emocje dzięki zmianie sposobu myślenia. Teraz pewnie wydaje ci się to dziwne lub nawet niemożliwe, ale z dalszej części książki nie tylko dowiesz się, że to jest możliwe, ale także – w jaki sposób to zrobić.

Emocje

Emocje są niezwykle istotne przy podejmowaniu decyzji. Wbrew pozorom – człowiek większość swoich decyzji podejmuje pod wpływem emocji. Najpierw działa, a dopiero później wymyśla dla tego działania logiczne uzasadnienie. Gdybyśmy nie odczuwali emocji, podjęcie jakiejkolwiek decyzji byłoby niezwykle trudne. Człowiek, któremu jest wszystko jedno, nie jest w stanie na nic się zdecydować. Równocześnie niezwykle istotne jest to, aby nie podejmować ważnych decyzji pod wpływem chwilowego impulsu. Człowiek targany silnymi emocjami przestaje myśleć racjonalnie i łatwo popełnia wtedy błędy.

Jak już wspominaliśmy, emocje miały służyć nam jako narzędzie umożliwiające przetrwanie. Człowiek stający oko w oko z zagrożeniem nie ma czasu na myślenie. Musi działać natychmiast. Zwlekanie mogłoby doprowadzić do utraty życia. Jednak, jak już wiemy, sytuacje realnego zagrożenia życia w obecnym świecie zdarzają się naprawdę rzadko. I kiedy masz podjąć ważną decyzje, to odczuwanie w tym momencie silnych emocji bardzo przeszkadza. Wyłączenie myślenia jest pomocne tylko wtedy, gdy musisz walczyć lub uciekać.

W innych wypadkach dobrze jest się zastanowić przed podjęciem decyzji.

Mając tego świadomość, nie podejmuj ważnych decyzji pod wpływem emocji. Daj sobie czas na to, żeby emocje opadły. A przede wszystkim – naucz się nimi kierować. Oceń sytuację na zimno.

Pozytywne myślenie

Czym właściwie jest pozytywne myślenie? Powstało na ten temat wiele mitów. Często mylone jest ono z naiwnością albo oszukiwaniem samego siebie. Pozytywne myślenie nie polega na wmawianiu sobie, że jest dobrze, kiedy czujemy, że jest źle. Niestety – wiele osób właśnie w ten sposób pojmuje tę sprawę. Zastanówmy się, na czym rzecz polega.

Pierwsze, co nasuwa się na myśl, to zdolność dostrzegania we wszystkim czegoś pozytywnego. Jest ona bezcenna. Już tylko ta jedna umiejętność może odmienić twoje życie. Z kłębka nerwów możesz stać się pogodnym i zrównoważonym człowiekiem. Nie ekscytujmy się jednak za bardzo. Jeśli dotąd byłeś pesymistą albo, jak to niektórzy ładnie nazywają, realistą (co jest bardziej wyszukaną nazwą pesymizmu) – będziesz musiał poświęcić trochę czasu i wysiłku, zanim staniesz się prawdziwym optymistą. Wiedz jednak, że warto.

Aby łatwiej było to zrozumieć, posłużę się przykładem. Załóżmy, że teraz jesteś nerwowy, co na pewno utrudnia ci życie. Co właściwie może być w tym dobrego? Na przykład to, że stoi prze tobą wyzwanie – stać się spokojnym i opanowanym. Jeśli tylko bardzo tego pragniesz, to na pewno ci się uda. Nadal jednak możesz nie dostrzegać tu nic pozytywnego. Otóż wyobraź sobie, że kiedy już pokonasz swoją słabość, będziesz na lepszej pozycji niż ktoś, kto z natury jest spokojny.

Nie dość, że będziesz tak samo spokojny jak on, to będziesz bogatszy o bezcenne doświadczenie, które możesz wykorzystać na innych polach swojej działalności. Wysiłek, który włożysz w pracę nad sobą, w rezultacie da ci dodatkową siłę.

Co może być pozytywnego w tym, że zachorowałeś? Zależnie od sytuacji – możesz mieć teraz czas na myślenie, rozwoj duchowy, napisanie książki, rysowanie. Możesz dzięki temu uświadomić sobie, jak ważne jest zdrowie, i zacząć od tego momentu bardziej dbać o siebie.

Irytacja

Każda sytuacja, która jest irytująca, która wyprowadza cię z równowagi, kryje w sobie potencjał. Jest egzaminem, mówiącym, w jakim stopniu kontrolujesz siebie. Jeśli wszyscy doprowadzają cię do szału, to nie rozwiąże problemu wyjechanie na kilka lat do pustelni. Uspokoisz się w tym czasie, ale jeśli nie zajdzie w tobie zmiana, to nadal wszyscy będą cię denerwować. Tak więc – to dobrze, że inni cię denerwują.

To znak, że powinieneś coś zmienić. Bez tego nie wiedziałbyś,  że powinieneś popracować nad sobą.

Optymizm

Optymizm to umiejętność jak każda inna. Możesz ją posiąść. Trzeba tylko, żebyś wyćwiczył się we właściwym sposobie myślenia. Zawsze, w każdej niemiłej sytuacji zadaj sobie pytanie: „Co w tym jest dobrego?

Czego teraz się uczę? Co wyniosę dobrego z tej sytuacji?”.

Jeśli wiesz już, o co chodzi, i nawet zgadzasz się z tym, że we wszystkim można dostrzec coś dobrego, ale nadal nie wiesz, jak się zmienić, to nie przejmuj się. Dowiesz się tego już z następnego rozdziału. A teraz pozwól, że wyjaśnię pozostałe aspekty pozytywnego myślenia.

Na czym jeszcze polega pozytywne myślenie? Zapewniam cię, że jesteś bogatszy niż myślisz. Czytasz te słowa, więc widzisz i umiesz czytać.

Jeśli do tego słyszysz, chodzisz i masz zdrowe wszystkie członki swego ciała, to masz naprawdę powody do radości. Ale nawet jeśli jesteś kaleką, to pomyśl o tym wszystkim, co masz, a czego nie mają inni. Może to dach nad głową, jedzenie, pieniądze, rodzina. Zapewniam cię, że masz mnóstwo rzeczy, których inni ci zazdroszczą, a o których istnieniu zapominasz. Ale właściwie… jak to ma się do pozytywnego myślenia? Otóż pozytywne myślenie – jak już mówiliśmy – to umiejętność dostrzegania we wszystkim dobra. Pewnie już masz świadomość, że w twoim życiu jest wiele dobrych rzeczy, być może już teraz uważasz siebie za człowieka bogatego w porównaniu z innymi. Do czego zmierzam? Uświadomienie sobie swoich bogactw materialnych i niematerialnych wyzwoli w tobie poczucie wdzięczności.

Przyczyni się ono do powstania w twojej duszy spokoju, a może nawet wielkiej radości. Tak więc zawsze pamiętaj o tym, co masz, a nie o tym, czego ci brakuje.

Wdzięczność

Doskonałą metodą wyzwolenia w sobie poczucia wdzięczności jest codzienne wyliczanie swoich bogactw. Jeśli wierzysz w Boga, możesz przy tym dodać słowa: „Dziękuję Ci, Boże, za…” – i w tym miejscu wymieniaj wszystko, co przyjdzie ci do głowy. Twój wewnętrzny dialog może wyglądać np. tak: „Dziękuję Ci, Boże, za to, że żyję, mam dach nad głową, mam co jeść i pić. Dziękuję Ci, Boże, za to, że jestem zdrowy, widzę, słyszę, chodzę, mam sprawne ręce. Dziękuję Ci, Boże, za to, że mam pracę, rodzinę, znajomych…” – i tak dalej. Jeśli nie wierzysz w Boga lub nie odpowiadają ci takie słowa, mów sobie po prostu: „Dziękuję za…” – i dalej wymieniaj swoje dobrodziejstwa.

Jak już wiemy, sama świadomość, że we wszystkim możemy znaleźć coś dobrego, może być pomocna. Ale to nie jedyna korzyść pozytywnego myślenia. Poruszę teraz kwestię działania ludzkiego umysłu.

Działa on jak mechanizm samonaprowadzający. Bez udziału naszej świadomości zdąża w kierunku tego, co się w nim znajduje. Jeśli myślisz o problemach, to będziesz ich mieć jeszcze więcej. Jeśli natomiast skupisz swoją uwagę na celu, jaki stawiasz przed sobą, czyli – w naszym wypadku – na osiągnięciu spokoju, to twój umysł będzie skłaniał się w stronę osiągnięcia spokoju. Jeśli będziesz myślał o tym, co cię zdenerwowało, to będziesz jeszcze bardziej zdenerwowany i przyciągniesz jeszcze więcej takich sytuacji. Jeśli natomiast, mimo istnienia pewnych trudności, będziesz myślał o zachowaniu spokoju, to nawet jeśli jeszcze tego nie potrafisz, sam fakt zmiany twoich myśli zacznie powodować zmianę. Pamiętaj, że nie chodzi tu o oszukiwanie samego siebie i naiwne wmawianie sobie nieprawdy.

Chodzi tylko o punkt skupienia twoich myśli. W jaki sposób wykorzystać tę cechę ludzkiego umysłu – wyjaśnię w następnym rozdziale.

Teraz ważne jest natomiast to, żebyś miał świadomość, że przyciągasz to lub zbliżasz się do tego (albo jedno i drugie), o czym myślisz.

Myśl więc o szczęściu, radości i spokoju.

Maciej Bober  – „Spokój i radość”

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Silna, niezależna kobieta

„KAŻDY CZŁOWIEK MA SWÓJ WŁASNY KRĄG, W KTÓRYM MOŻE DZIAŁAĆ W SPOSÓB SOBIE TYLKO WŁAŚCIWY, A IM MNIEJSZE JEGO KRÓLESTWO, TYM BARDZIEJ SKUPIONA JEGO SIŁA”

– Goethe

Kim jest animator własnego życia

Animator to słowo łacińskie oznaczające dosłownie „ożywiciela”.

Jest to więc ktoś, kto ożywia, zachęca, pobudza do działania.

Animator własnego życia to ktoś, kto ożywia własne życie, czyli mówiąc językiem potocznym, poprawia swój los własnym działaniem.

Czy wiesz, na czym polega animacja filmu rysunkowego? To metoda wykonania szeregu rysunków w poszczególnych fazach ruchu po to, by przy wyświetlaniu na ekranie dały wrażenie ożywienia, ruchu ciągłego.

Tak samo wyglądają zmiany w naszym życiu. Trzeba wykonać szereg działań, aby w efekcie uzyskać małą zmianę, pchnąć sprawę do przodu, poprawić swój los.

Zwykle człowiek potrzebuje jakiegoś impulsu, aby ruszyć z miejsca.

Takim impulsem często bywa nagła zmiana w życiu. Może to być np. rozwód. Jednak rozwód sam w sobie zazwyczaj przygnębia, mamy poczucie straty, nieudanego życia, zmarnowanych młodych lat. Dopiero po pewnym czasie zaczynamy dostrzegać bezsens naszej bezradności, upokorzenia, bezsens poddawania się sytuacji i wtedy zaczynamy walczyć. Walczyć o siebie, o dalsze życie. Tym impulsem jest czasem spojrzenie koleżanki albo opinia kogoś zupełnie przypadkowego. U mnie takim impulsem było stwierdzenie znajomej: „Dziewczyno! Jak Ty wyglądasz! To tylko facet! Na świecie jest ich całe multum! Nie warto się tak przejmować tylko jednym, weź się w garść!”. Podejmujemy wówczas pierwsze próby zmiany swojego życia, potem kolejne

wyzwania, aby uzyskać efekt ożywienia. Powoli stajemy się animatorami swojego życia. Możemy wpływać na bieg wydarzeń, uczymy się, że to możliwe, a każdy sukces napełnia nas wiarą i nadzieją na lepsze jutro. Tylko po co czekać, aż życie zmusi nas do zmian.

Możemy zacząć je kształtować o wiele wcześniej.

„Nie bój się wspinać. To na czubkach drzew są owoce.”

H. Jackson Brown Jr

[…]

Czteroletni ciąg…

Bycie matką to wielkie wyzwanie dla kobiety, zwłaszcza kiedy jest nią na pełny etat, a mąż zarabia na utrzymanie domu. Kobieta zostaje ze swoim wyzwaniem sama, zupełnie jakby nie była mężatką. Pomocne męskie dłonie przy wieczornej kąpieli dziecka to kropla w morzu potrzeb.

Co dla kobiety oznaczają kolejne ciąże? Oczywiście radość, oczekiwanie, spełnienie ale też ból, samotność, zmęczenie, depresyjne nastroje… Każda kobieta, która została matką choć jeden raz zna doskonale ten czas. W moim przypadku to czteroletni ciąg: 9 miesięcy pierwszej ciąży, potem 18 miesięcy karmienia, kolejne 9 miesięcy drugiej ciąży i kolejne 18 karmienia. Tak wyszło. Chciałam mieć minimum dwoje dzieci, jak to zwykle jedynaczki chcą, jednak nie sądziłam, że tak szybko to zrealizuję. Chciałam karmić swoje dzieci naturalnie, zdrowo około 1 roku, ale okoliczności w obu przypadkach zadecydowały o przedłużeniu tego okresu. Łatwo policzyć: 9+18+9+18 = 54 – dobrze ponad 4 lata.

Organizm kobiety zostaje w tym czasie tak bardzo wycieńczony, nie wspominając o psychice, że mamy ochotę wyć. Ciąże przechodzimy różnie, ale mnie życie dało popalić. Kłopoty z kręgosłupem, zębami, paznokciami. Ciągły brak snu, karmienie na żądanie, co godzinę, dwie, pranie, prasowanie, przewijanie, obiad też się sam nie chciał ugotować.

Gdy ktoś mieszka z rodzicami, nawet nie wie, jak bardzo taka pomoc na co dzień jest ważna, nie docenia tego. Ja byłam ze wszystkim przeważnie sama. Czasami musiałam wyjść z domu choć na chwilę, sama, żeby odreagować i nie odgrywać się na wszystkich dookoła, kto tylko mi się mógł nawinąć pod rękę. Padałam ze zmęczenia i zasypiałam natychmiast, kiedy tylko nadarzyła mi się taka okazja.

Chyba właśnie dlatego wymyśliłam sobie studia. Po roku takich atrakcji wyrwałam się z domu. Jeden weekend w miesiącu mogłam odpocząć, udzielać się towarzysko i uczyć. Dołożyłam sobie obowiązków z własnej woli. To był początek końca…

To w perspektywie czasu okazało się dobre dla mnie, ale nie dla mojego małżeństwa…

Moje kolorowe marzenia pryskają jak bańka mydlana

Któż z nas nie marzy o romantycznej miłości, domu z ogródkiem, dzieciach? Kiedy jesteś bardzo młoda wydaje Ci się, że wszystko przed Tobą, że cały świat stoi otworem. Wyrastają Ci skrzydła i lecisz ufnie ku przygodzie. A kiedy marzenia zaczynają się spełniać myślisz, że masz naprawdę dużo szczęścia i nawet do głowy Ci nie przyjdzie, że to wszystko może nagle zniknąć.

Moje marzenia właśnie tak się zaczęły realizować: najpierw miłość, potem dom z ogródkiem i dzieci. Wszystko we właściwej kolejności.

Czasem jednak w życiu bywa tak, że nagle wszystko pryska jak bańka mydlana, opryskując Cię szczypiącym mydłem. Musi upłynąć sporo czasu, żeby oczy przestały Cię szczypać, mydło drażnić, a marzenia znowu wróciły i zaczęły się realizować. Nic na to nie możesz poradzić, stało się, Twoje marzenia legły w gruzach. Zyskałaś wrogów, których kiedyś widziałaś tylko w filmach. Straciłaś pseudo-przyjacioł, którzy mieli być z Tobą na dobre i złe. Wydaje Ci się, że nic dobrego Cię już nie spotka, że teraz może już być tylko gorzej. Jedyny człowiek, który tak niedawno zapewniał Cię o swojej miłości i oddaniu nagle zaczyna Cię nienawidzić, uważać za wroga osobistego numer 1. A przecież to dla niego zrezygnowałaś z wielu własnych ambicji, dla niego gotowałaś, prałaś, sprzątałaś, jemu urodziłaś i wychowujesz dzieci. To jemu robiłaś sweter na drutach, żeby nie zmarzł zimą i pięknie wyglądał. To dla niego robisz prawo jazdy, pomimo lęku, żeby mógł wypić drinka na imprezie, a Ty odwozisz go do domu. Cała uwaga poświęcona temu jedynemu mężczyźnie to nie najlepszy pomysł na życie. Bo co zrobisz, kiedy On nagle się od Ciebie odwróci? Co kiedy zostaniesz bez pracy, pieniędzy, z małymi dziećmi na utrzymaniu, niekochana, odrzucona, samotna i zgorzkniała? Myślisz – dlaczego to mnie spotkało? Tak się starałam, tak bardzo chciałam mieć szczęśliwą, kochającą się, pełną rodzinę. To było najważniejsze!!! Nie kariera zawodowa, nie jakieś pasje tylko rodzina! Wspólna starość, dzieci odwiedzające rodzinny dom, wnuki, piękny ogród dookoła, spokój i harmonia…

Życie rzadko spełnia nasze marzenia tak dokładnie i precyzyjnie, jakbyśmy chcieli. Przyczyn takiego stanu rzeczy szukają od lat psycholodzy, terapeuci, socjolodzy. Życie potrafi zaskakiwać, większość scenariuszy nawet nie przyszłaby nam do głowy. Nie ma sensu zastanawiać się dlaczego, po co, co złego zrobiłam, gdzie popełniłam błąd, że się nie udało. Teraz musimy postarać się żyć dalej tak, aby nasza wiara, a raczej resztki wiary w siebie, nie upadła do końca – żeby rosła w siłę, gruntowała się i procentowała na przyszłość. Żeby nasze dzieci, kiedy dorosną, powiedziały: Mamo, kocham Cię i podziwiam za to, że tyle w życiu osiągnęłaś pomimo wszystko…

„Gorzej już być nie może…”

Czasami staramy się myśleć pozytywnie w sytuacjach trudnych, choć jest to bardzo dużym wyzwaniem. Kiedy nagromadzi się nam cała sterta negatywnych zdarzeń i wpadamy w tzw. dołek, jakiekolwiek myśli, które odwracają uwagę od problemów traktujemy jak wyzwolenie, nadzieję. Był taki moment w moim życiu kiedy myślałam, że wali się cały Moj świat. Chwyciłam się wówczas takiej myśli jak koła ratunkowego:

„gorzej już być nie może…”

Zostałam sama w starym domu z dwójką małych dzieci. Wypłakałam wszystkie łzy, w jednej chwili straciłam wszystkie marzenia.

Kobieta bez pracy, pieniędzy, bez jakiejkolwiek wizji na przyszłość. Zasnęłam pewnego wieczora z nadzieją, że jutro wstanie nowy dzień i jakoś to będzie. W nocy rozszalała się burza, pomyślałam, że cały wszechświat płacze razem ze mną. Rano obudziłam się na dźwięk lejącej się wody. Wstałam i zobaczyłam, że deszcz wdarł się do mojego domu. Zalało wszystko, strumienie wody lały się z sufitu w kilkunastu miejscach. Moją pierwszą reakcją obronną organizmu, jak sądzę, był śmiech. No tak, pomyślałam, jednak może być gorzej! Usiadłam na progu pokoju, w jedynym miejscu, gdzie woda nie lała mi się na głowę, obok usiadły moje przestraszone dzieci… Rozbeczałam się na dobre.

Nie miałam już siły walczyć z przeciwnościami losu.

Jednak to nie koniec tej historii, skończyło się solidnym przeziębieniem całej naszej trojki. Wysoka gorączka, bezsilność, depresyjne nastroje i nikogo, kto podałby choćby kubek gorącej herbaty. Od tego czasu nigdy już nie powiem sobie ani nikomu innemu, że gorzej już być nie może. Zawsze może być gorzej, ale dzisiaj już wiem, że może też być lepiej. To zależy wyłącznie od nas. Im szybciej zaczniemy działać tym szybciej nastąpi poprawa.

Wyszłam z tego, już nawet nie pamiętam jak, chyba wyparłam to z pamięci, ale udało się. Zostały już tylko koszmarne wspomnienia.

Może to wszystko zdarzyło się właśnie po to, żebym mogła to teraz opisać, kto wie…

11. Podstawa egzystencji

Zastanów się, co stanowi podstawę egzystencji? Miejsce do spania i pieniądze, za które możesz kupić pożywienie i odzież. Nie ma wyjścia, musisz się podnieść z dna i zawalczyć o swoje. To bardzo trudne, zwłaszcza że do tej walki włączasz emocje. Nie da się wszystkiego załatwić bez stresu, zmagań, ale musisz być silna! Zrób to dla swoich dzieci, na pewno potrafisz! Musisz w to tylko uwierzyć. Ja jestem zupełnie zwyczajną kobietą i zrobiłam to! Naprawdę jestem z siebie dumna. Ty też to zrobisz, zaufaj mi. Uda Ci się, jestem tego pewna.

Jak sobie poradziłam? Może nie idealnie, ale kompromis czasem jest więcej wart niż wieloletnie kłótnie o majątek. Wzięłam jakąś ¼ wartości naszego wspólnego domu, po to tylko, aby zamknąć ten rozdział życia jak najszybciej, aby nie tracić energii i sił na bezsensowną walkę, aby pokazać, że nie będę niszczyć człowieka, z którym przeżyłam 10 lat swojego życia, człowieka, który jest ojcem moich dzieci.

Może ktoś powiedzieć, że to naiwność, głupota, ale ja wiem, że spokój ducha i wiara w to, że On się po prostu pogubił pomogły mi przez to przejść. Ta 1/4 majątku pozwoliła mi na zakup własnego mieszkania, niewielkiego, ale to nic. To był pierwszy krok do samodzielności i moje pierwsze całkowicie własne mieszkanie. Ten moment pokazał, że mogę osiągnąć to, czego chcę. Uwierzyć, że zmiana mojego życia jest do zrealizowania, że dam radę, że jestem silna, nawet skąpana we łzach.

Kolejny krok to zapewnienie nam utrzymania. Nie lada wyzwanie, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 10 lat byłam po prostu kurą domową.

Po zastanowieniu się nad sytuacją, postanowiłam zrobić plan.

Najpierw zabezpieczenia doraźne: czyli zasiłek, zapomoga, alimenty. Potem szukanie stałej pracy i podnoszenie kwalifikacji.

Największy problem to rozpoczęte studia. Ale udało się, skończyłam i zostałam panią magister. Znalazłam kurs komputerowy dla matek samotnie wychowujących dzieci w Teresinie koło Warszawy.

3-tygodniowy pobyt z dziećmi z wyżywieniem, wówczas za około 350 zł. Pewnie teraz też coś organizują, musisz poszukać w organizacjach kobiecych. Wyjechałam też na kolonie z dziećmi, ja jako opiekunka, a dzieci przy okazji, kolejne 3 tygodnie. Robiłam makramy ze sznurka, swetry na drutach i próbowałam się jakoś utrzymać. Jednak to wszystko niewiele dawało.

Pracy nie mogłam znaleźć przez dwa lata… Na kawę chodziłam do przyjaciółki, bo nie stać mnie było na jej zakup. Czasem bywało tak, że nagle sol jest potrzebna do wszystkiego, a w domu nic nie ma. Bywało tak, że sama nie zjadłam, żeby dać dzieciom. Przerabianie ubrań swoich na dzieci to norma. Dwa lata mijają, a dzieci rosną, nie ma w domu ubrań, telefonu, nie wylewasz wody z wanny, bo może się przydać do prania, do mycia podłogi, do spłukania WC. Zdarza Ci się przyjąć zaproszenie na obiad od przyjaciółki, która sama niewiele ma, ale chce Ci pomoc. Co zrobisz dalej? Poddasz się? Nie możesz, masz dzieci, nie Ty jesteś tu najważniejsza…

Takim przełomowym momentem, który uświadomił mi, że moje życie leży w moich rękach była sytuacja dnia codziennego. Stałam, jak co miesiąc, w kolejce po zasiłek, parę groszy na życie. Swoją drogą, ciekawe jak ktoś z rządzących naszym krajem wyżyłby za 400 zł cały miesiąc. Wracając do tematu – stałam w tej kolejce i przyglądałam się innym ludziom obok. To niezwykła mieszanka ludzkich losów, emocji:

cierpień, ubóstwa, chorób, ale też alkoholizmu, depresji, beznadziei.

Czy byłaś kiedyś w takim otoczeniu ludzi, a może jesteś teraz? Rozejrzyj się. Czy uważasz, że jesteś jedną z nich? Czy masz dość wiary w siebie, żeby odmienić swój los, nie upaść na samo dno i w rozpacz? Jesteś zdrowa? To już coś! Nie poddajesz się zwątpieniu? To kolejny krok. Czy Twoje dzieci poradzą sobie same? Nie. Musisz walczyć! To jedyna droga, żeby nie podzielić losu tych ludzi z kolejki po zasiłek. Pamiętaj o tym.

Co dalej? No cóż, kolejny zakręt. Skoro nie ma pracy tu gdzie jestem, poszukam dalej. Znalazłam! W innym mieście. Podjęłam decyzję o pozostawieniu naprawdę wspaniałych przyjaciół i wędrówce w nieznane.

Sprzedałam mieszkanie i kupiłam kolejne. Nie uwierzysz – większe, ładniejsze, z dala od byłego. To nie znaczy, że wszystko poszło szybko i przyjemnie. Nieźle się natrudziłam. Musiałam znaleźć kupca i sprzedającego, mieć oczy otwarte na oścież, być czujna, ostrożna i stanowcza. To nie było łatwe. Ale w końcu się wyprowadziłam. W tym nowym miejscu na ziemi dostałam pracę w swoim zawodzie. Pensja była początkowo niewielka, ale to i tak więcej niż zasiłek czy zapomoga. Zaczęłam znowu wierzyć, że dam radę, że nie będę już głodna, że moje dzieci będą miały nowe ubrania, że to będzie początek dobrego startu w nowe życie po rozwodzie. Dzisiaj wiem, że było warto podjąć ryzyko!

Odnalazłam się w tej pracy, lubię ją. Pensja wzrosła przez kilka kolejnych lat, a mnie stać na podstawowe potrzeby naszej rodziny. Zrobiłam to!!! Zmieniłam swoje życie i jestem z tego dumna. Naprawdę się udało!!!

Katarzynie Gajowskiej udało się zmienić swoje życie. Zobacz jak to osiągnęła>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Sekret Błękitnego Lwa

Dlaczego wszystko jest takie trudne?

Dlaczego problemy się wciąż piętrzą?

Dlaczego wszędzie tyle cierpienia, przemocy, smutku, niezrozumienia?

Dlaczego czasem człowiek chce się tylko zalać i nie istnieć…

Podobno życie jest piękne, nawet nie trzeba mieć grosza przy duszy, by być szczęśliwym… Podobno są ludzie, którzy są szczęśliwi, nie mają problemów…

Co z tego, że ktoś tam mówi, że jest szczęśliwy, co z tego, że ktoś zna sposoby na to, by stać się innym, by stać się szczęśliwym. Głupotą jest mówić sobie, że wszystko gra, że będzie dobrze, że pieniądze spadną z nieba, że znajdzie się gdzieś niewiadomo skąd miłość. Zejdźmy na ziemię. Nie ma czegoś takiego jak spełniający życzenia kosmos, nie ma jakichś praw sekretnych, które dają wszystko, w które tylko trzeba uwierzyć.

Sekret szczęśliwego życia

Podobno sekret szczęśliwego życia znali najwięksi ludzie na tym świecie, jak Albert Einstein. Ale cóż to za sekret szczęśliwego życia, gdy choruje się na ostrą chorobę wątroby, dokuczają wrzody żołądka, w życiu prywatnym nie wychodzi i grozi rozwód, śni się, że podcina się sobie gardło brzytwą, gdy czuje się, że jest się ułomnym… Jedyna rekompensata, to sława, i praca ponad siły, aż do wyczerpania, tworzenie teorii dla kogoś, chociaż samemu jest się w coraz gorszym stanie. Czy to tak ma wyglądać sekret szczęśliwego życia Einsteina?

Mówi się, że Winston Churchill był niesamowitą charyzmatyczną osobistością, najwybitniejszy Brytyjczyk w historii, laureat nagrody Nobla, osiągnął szczyty! Podobno znał sekret szczęśliwego życia. Może znał jakieś formułki i teorie jak Einstein, ale nie pomogło mu to w pozbyciu się nałogowego picia alkoholu i palenia cygar, oraz nękającej go całe życie depresji.

Można być też geniuszem muzycznym jak Beethoven i znać sekret, ale co począć z tym sekretem, gdy w życiu uczuciowym same katastrofy, gdy dopada człowieka głuchota i załamanie, gdy swój geniusz zawdzięcza się zmarnowaniem młodości na naukę, a kończy życie słowami „Klaszczcie, przyjaciele, komedia skończona!”.

Tak wygląda sekret szczęśliwego życia, tak wygląda życie zgodne z tajnymi sekretami, które pozwalają osiągnąć niebosiężny sukces i skończyć na łożu śmierci z wykrzywionym wyrazem twarzy, z nagłą świadomością, że życie to była komedia, gdzie grało się pajaca.

Walcz z emocjami, zmieniaj siebie, myśl tylko o bogactwie, o tym, jak czujesz się w nowym ferrari; pracuj, pracuj i jeszcze raz pracuj nad sobą, nad bogactwem, nad wszystkim, praca czyni wolnym!!!

Jak myślisz, dlaczego w Oświęcimiu, brama posiadała napis „Praca czyni wolnym”? Bo jeżeli pracuje się ponad siły i nie lubi się swojego zajęcia, na siłę pracuje, nie myśli się o niczym, to nie chce się myśleć. Ty nie masz myśleć, masz pracować jak więzień, nad sobą, dla innych, bo to jedyna droga do zadowolenia, ale czy zadowolenia z siebie?

Ci, którzy byli od dziecka zmuszani do pracy, którzy teraz pracują ponad siły, i chcą jeszcze więcej, wiedzą, co mam na myśli- w środku pusto aż wiatr po kątach piszczy. Nie trzeba pracować, by skończyć marnie, gorzej człowiek kończy, gdy nic nie robi i pracuje inaczej, by zagłuszać się używkami, marną rozrywką, żalem. To ta pustka tworzy mrok w środku, mrok duszy, cierpienie, lęki, brak sensu życia, brak zadowolenia, szczęścia, brak poczucia normalności, sensu rzeczywistości i zagubienie siebie.

Jak żyć?

Jak żyć normalnie? Co jest normalnością? O co chodzi w życiu? Gdzie jest w tym wszystkim sens, jak go odnaleźć? Czy istnieją odpowiedzi na pytania egzystencjonalne? Bóg, dusza, życie po życiu, duchowość. Czy ktoś zna odpowiedzi na te pytania?

Nie ma pytań, na które nie można odpowiedzieć! Są tylko błędne drogi prowadzące do celu.

Czym jest religia?

Chciałbym Ci teraz pokazać, na czym opiera się religia. Głównym celem religii jest bowiem rozwój duchowy. Nie ważne jak poważnie to brzmi, albo jak irracjonalnie. Są osoby, które nie chcą mieć nic wspólnego z duchowością, albo po prostu się jej boją! W pewnym towarzystwie (np. tzw. rozrywkowym), duchowość to temat tabu, gdyż nie potrafi się tam na to zagadnienie nic powiedzieć. Jeśli już pojawia się wątek religijny, to głównie wtedy, gdy wytyka się błędy duchownych, w ten sposób dyskredytując religię. Koronnym argumentem jest, iż skoro oni nie postępują tak jak mówią, to dlaczego my mamy żyć zgodnie z ich wytycznymi? W efekcie dochodzi się do wniosku, że religia nie ma sensu, gdyż chodzi tak naprawdę tylko o pieniądze itp. Osoby tak myślące często przedstawiają swój pogląd, oparty na tym co usłyszeli od innych. Okazuje się wtedy, iż przekonywujące są dla nich bzdury, w formie: Biblia to stek kłamstw, bo nie ma w niej dinozaurów. A skąd one mają się tam niby wziąć? Przecież Biblia dająca opis stworzenia świata, nie ma na celu opisywanie ewolucji organizmów, z jednokomórkowców, poprzez ryby, płazy, gady (dinozaury to gady) ptaki, ssaki. Ta księga nie jest książką botaniczną czy zoologiczną. Biblia jest specyficzna. Dla chrześcijan to Słowo Boże, a nie oszukujmy się, Bóg mówiący o dinozaurach nie jest zbyt poważny. Dlatego ma ona zajmować się moralnością, duchowością i innymi ważnymi aspektami życia.

Zapomnijmy więc o takim jak powyższe podejściu, czy też o tym, co sami wydumaliśmy. Nastawmy się na coś głębszego, a więc skupmy się na sednie religii, którym jest Trójjedyny Bóg.

Więcej w ebooku Ivo Bad Birnbacha „Sekret Błękitnego Lwa”…

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Efekt jo-jo w motywacji

Wybór: Czy umiesz lekceważyć?

Nie zajmuj się na raz wielu sprawami, jeżeli chcesz zachować pogodę ducha. […] Gdyby bowiem ktoś nie mówił ani czynił przeważającej części tego, co mówimy i czynimy, a co nie jest konieczne, miałby i więcej czasu,
i mniej niepokoju. Stąd też przy każdej sprawie należy przypomnieć sobie, czy też nie jest ona jedną z tych, które nie są konieczne.

Marek Aureliusz

Staram się dźwigać jak najmniej, ponieważ to bardzo utrudnia pracę. Dla mnie wzorem i przykładem są Nomadowie na Saharze: oni to, co mają, wyrzucają, żeby jak najmniej mieć do noszenia.

Ryszard Kapuściński

Które marzenie jest najważniejsze?

Wszyscy mamy zbyt dużo marzeń. Jeżeli uważasz, że w Twoim przypadku tak nie jest, to albo nie znasz siebie, albo zbyt często jesteś napięty i przestraszony życiem. Spięcie i obawy odpędzają marzenia i nie pozwalają im się zbliżyć do Ciebie. Gdy pozwolisz marzeniom na swobodny dostęp do Twojej świadomości, będzie ich zdecydowanie za dużo. Jednak czymś innym jest dopuścić marzenia do siebie, a innym pójść za nimi. Wiele osób próbuje w tym samym momencie zrobić karierę naukową, artystyczną czy biznesową. Ale im więcej się starają, tym bardziej czują się zagubione. Każde z ich marzeń oddzielnie może być cenne, ale łącznie mogą wywołać w człowieku poczucie chaosu.

Czy z tego, co spisałeś, potrafisz wybrać jedno, najważniejsze marzenie? Co Cię teraz najbardziej pociąga? Które z nich w największym stopniu zmieni Twoje życie?

Skupienie na jednym celu

Donald Trump (multimilioner, znany między innymi z programu „The Apprentice”) zapytany przez miesięcznik „Forbes” o najbardziej twardą lekcję, jakiej musiał się nauczyć, odpowiedział: Nie tracić skupienia. Gdy miałem problemy finansowe w latach dziewięćdziesiątych, nie mogłem winić nikogo, tylko siebie samego. Co prawda rynek nieruchomości nie był wtedy wspaniały, ale z całą pewnością na chwilę straciłem fokus. Bardzo szybko do niego wróciłem — nie miałem wyboru.

Orison Marden cytuje wypowiedź Rotszylda pod adresem młodego i ambitnego właściciela browaru:

Niech pan trzyma się jednego interesu, niech pan odda się całkowicie pracy przy swoim browarze, a w końcu może pan stać się największym piwowarem w Londynie. Lecz jeżeli będzie pan jednocześnie piwowarem, kupcem, bankierem, fabrykantem, na pewno wkrótce zostanie pan bankrutem.

Dalej Marden pisze:

„Przewożenie mebli, trzepanie dywanów, załatwianie zleceń i pisanie poezji na zamówienie” — takie ogłoszenie wisiało na drzwiach pewnego londyńskiego kupca, który pomimo te go wszystkiego robił bardzo złe interesy. Napis ten przypomina ogłoszenie pana Kenarda w Paryżu: „pisarz, który prowadzi rachunki, tłumaczy mowę kwiatów i sprzedaje pieczone kartofle”.

Niejeden zostałby wielkim człowiekiem, gdyby nie trwonił swej energii na próżno, gdyby nie wolał być „chłopcem do wszystkiego”,  niż niedoścignionym specjalistą w jednej gałęzi. Ludzie „do wszystkiego” mogą wzbudzać podziw, lecz nie zaufanie.

Jak odnieść sukces

Ludzie odnoszący sukces nie różnią się bardzo od tych, co sukcesu nie odnoszą. Często i jedni, i drudzy mają tego samego rodzaju uzdolnienia, talenty, pochodzenie, a nawet podobne doświadczenia. Gdyby wyciągnąć z głowy i położyć na wadze wszystko, co mają jedni i drudzy, nie znaleźlibyśmy różnicy. Różnice pojawią się dopiero wtedy, gdy przyjrzymy się temu, jak to wszystko jest ułożone. Ludzie sukcesu są uporządkowani. Liczy się nie waga i ilość, ale struktura. Człowiek, który ma mniejsze uzdolnienia, gorszy start i w ogóle gorsze warunki, może osiągnąć znacznie większe sukcesy, gdy tylko osiągnie harmonię. Gdy ułoży to wszystko, co ma, w jedną spójną strukturę. Czarna kreda do rysowania, tak miękka, że ściera się w kontakcie z papierem, oraz twardy diament, którego nie można zarysować niczym innym jak tylko diamentem, to ten sam minerał. To węgiel. Różnica polega na tym, jak ułożone są cząsteczki.  W diamencie cząstki mają spójną strukturę.

Także nasz organizm funkcjonuje tylko tak długo, jak długo potrafi przeciwstawiać się procesowi entropii i rozpadu. Marden kontynuuje: Nieokreślone dążenie nie wystarcza nigdy. Wypuszczona z łuku strzała nie krąży dookoła, poszukując celu, lecz leci wprost. Igła kompasu nie wskazuje wszystkich gwiazd na niebie, chociaż wszystkie ją przyciągają. Stopiwszy nabój śrutu w jedną kulę, można nią zabić czterech ludzi. Zbierz w jedno ognisko promienie słoneczne, a wzniecisz ogień.

Człowiek, który mając przed oczami dostojny cel, dąży do niego wytrwale z natężeniem wszystkich sił, nie spotka się nigdy z niepowodzeniem.

To nic złego mieć szeroki zakres zainteresowań oraz być człowiekiem interdyscyplinarnym. To naturalne, że pociąga Cię wiele rzeczy. Świat jest tak piękny i wielki, że czasem naprawdę trudno zdecydować się na jedną tylko rzecz. Dobrze znam to uczucie. Siadam za komputerem i zaczynam pisać o czymś, co mnie bardzo interesuje. Nagle przychodzi mi do głowy pomysł na świetne zdjęcie. Tak, chcę je zrobić, porywa mnie ta intencja. Biorę aparat i już chcę wychodzić, gdy wpada mi do ręki doskonała płyta, którą chciałem odsłuchać, ale po drodze przypominam sobie, że warto byłoby się napić dobrej kawy… I tak dalej. Obraz goni obraz. Po takiej gonitwie jest się zmęczonym jak diabli. Napracujesz się, namęczysz, dasz z siebie wszystko, ale nic z tego nie wychodzi. Jest wielka rzesza ludzi zmęczonych i przepracowanych, którzy dają z siebie naprawdę dużo, ale mimo to nie osiągają większych efektów. Często już po kilku latach pracy czują się wypaleni i zmęczeni. Mieć zbyt dużo marzeń jest czymś tak samo złym, jak nie mieć żadnego. Marden pisze: Wielu z tych ludzi, którzy giną marnie, pracowało w swoim życiu dość, aby osiągnąć wielkie powodzenie, lecz robili zawsze wszystko na chybił trafił. […] Mają zbyt dużo zdolności, lecz i ogromny nadmiar czasu, co jest najpewniejszą przeszkodą do prowadzenia. Rzucają puste czółenko na wszystkie strony, lecz nie potrafią wcale tkać rzeczywistej przędzy życia. Jeżeli od któregoś z takich ludzie zażądasz, aby określił Ci cel, do którego dąży w życiu, na pewno odpowie: „nie mogę  jeszcze dotąd zdać sobie sprawy, do czego jestem uzdolniony, ale wierzę niezłomnie w siłę szlachetnej i dzielnej pracy: postanowiłem kopać od rana do wieczora i wiem, że w końcu muszę trafić na coś. Jeżeli nie na złoto, to na srebro, a w najgorszym razie na żelazo”. Lecz ja mówię Ci stanowczo: nie! Czy człowiek inteligentny będzie kopał ziemię w całym kraju, aby natrafić na żyłę złota lub srebra? Kto wiecznie rozgląda się wokół poszukując, co ma robić, nigdy nic nie znajdzie. Znajdujemy tylko to, czego szukamy całą duszą.

Osiołkowi w żłoby dano

Stara opowieść o osiołku mówi, jak to biedne zwierzę padło z głodu, stojąc pomiędzy dwoma pełnymi jedzenia żłobami. Ile razy osioł zbliża nos do owsa, żal mu siana, które jest po drugiej stronie. Ile razy do siana, żal mu owsa. W końcu oślina padła z głodu wśród obfitości jedzenia. Ktoś, kto chce wszystkiego tak samo i w tym samym momencie, jest takim osłem głodującym wśród obfitości. By przestać być osłem, wystarczy nauczyć się lekceważenia.

Sztuka lekceważenia

W naszej kulturze uczymy się gromadzić. Ryszard Kapuściński mówił, że Nomad na Saharze, idąc przed siebie, wyrzuca, co tylko się da, byle mieć jak najmniej do noszenia. My, idąc przez życie, najczęściej gromadzimy. Nauczyliśmy się niczego nie wyrzucać i niczego nie pozbywać. Bez piwnic i strychów, w których upychamy tysiące rzeczy, większości z nas trudno byłoby obie poradzić. Biurka tysięcy osób zawalone są tysiącami papierów i dokumentów, które nigdy nie będą im potrzebne. Wiele osób ma kalendarze przepełnione do granic możliwości przez wydarzenia, które nic nie wnoszą do ich życia.

Rób jedno, ale dobrze

Czy to taka odkrywcza zasada: skupić się na jednej rzeczy, przestać łapać pięć srok za ogon, robić jedno, ale dobrze? Oczywiście, że nie. Każdy ją zna. Nie ma chyba nikogo na ziemi, kto by słyszał o niej po raz pierwszy. Dlaczego jednak jest to takie trudne? Dlaczego ciągle tak wielu z nas rozdrabnia się na tysiące rzeczy i skazuje się na brak sukcesów. Dlaczego zamiast zrealizować jedno marzenie, wymyślamy następne i następne?

Trzeba umieć iść do przodu i gromadzić, ale trzeba umieć także być pasywnym, poddawać się i odpuszczać sobie. Gdy tak podchodzimy do sztuki koncentracji, nigdy się jej nie nauczymy. Staramy się być bardziej skupieni poprzez większą aktywność i wywieranie większego nacisku. Tak jakbyśmy chcieli wprowadzić porządek do strasznie zagraconego mieszkania. Przestawiamy, segregujemy, wymyślamy nowe ułożenia, ale ciągle nam nie wychodzi. To niemożliwe. Najpierw musimy wyrzucić stare graty. Porządek i klarowność pojawi się tam, gdzie jest puste miejsce.  To umiejętność puszczania, rezygnacji, poddawania się, wyrzucania.

Jak być efektywnym

Ludzie efektywni potrafią świadomie lekceważyć pewne rzeczy. Pewna znana skrzypaczka, którą zapytano o to, na czym polega tajemnica jej sukcesu, odpowiedziała: „zaplanowanie lekceważenie”. Następnie wyjaśniła: Gdy chodziłam do szkoły, mój czas zajmowało wiele rzeczy. Po śniadaniu wracałam do swojego pokoju, ścieliłam łóżko, zamiatałam podłogę, porządkowałam przedmioty i wykonywałam wiele innych czynności, które przychodziły mi do głowy.

Następnie w pośpiechu brałam się do ćwiczeń gry na skrzypcach. Stwierdziłam, że nie robię postępów zgodnych z moimi oczekiwaniami. Odwróciłam więc priorytety. Zaczęłam świadomie lekceważyć wszystko, dopóki nie wypełniłam programu ćwiczeń. Myślę, że zawdzięczam  swój sukces zaplanowanemu lekceważeniu.

Świadomość priorytetów jest ważna, ale nie załatwia sprawy. Na drodze umiejętności odpuszczenia stoi rozległość naszego ja. Gdy szkoliłem kiedyś likwidatorów szkód komunikacyjnych, uczestnicy opowiadali mi o jednym z typów trudnych klientów.

To ludzie uczuciowo powiązani ze swoimi samochodami.

Likwidator mówi:

— Proszę pana, koszty naprawy tego samochodu kilkakrotnie przekraczają jego wartość, nie opłaca się go naprawiać.

— Ale ja chcę go naprawić!

— Damy panu takie odszkodowanie, że stać będzie pana na nowy, wygodniejszy samochód.

— Tu nie chodzi o pieniądze, jestem związany z tym samochodem, kochałem się w nim z żoną, woziłem nim swoje małe dzieci, byłem na wakacjach w Bułgarii… wie pani, ile wspomnień?

I człowiek dopłaca i jeździ starym, zdezelowanym samochodem.

Świat czeka z nową ofertą: weź nowy, wygodny, taki, który się nie psuje, w którym Twojej rodzinie będzie wygodniej. A on: nie, ten samochód jest moją częścią. Wyrzucić go to tak, jakby odciąć jakąś część siebie. Strasznie by to było smutne. Nie mogę tego zrobić. „Ja” tego człowieka rozlało się na samochód. Pusty przedmiot więzi dużą część jego wewnętrznej energii. Czy wspomnienia znikną, gdy pozbędziesz się samochodu?

Czy „Ty”, to rzeczywiście przedmiot? Czy ubędzie Cię, gdy odpuścisz sobie tysiące rzeczy, jakie Cię otaczają?

Dokładnie tak samo jak z przedmiotami, jest z naszymi marzeniami. Wydaje się nam , że możemy mieć coraz to nowe rzeczy, z niczego nie rezygnując. Niczego nie zmieniając i nie zostawiając za sobą. Marzymy o wielkim świecie, o nowych wspaniałych domach i samochodach, nie rozumiejąc, że witając się z nową rzeczą, musimy pożegnać się ze starą.

 

Jak zacząć nowe życie

Jeżeli chcesz zacząć wreszcie realizować swoje marzenia, naucz się czegoś od koczownika. Naucz się wyrzucać stare rzeczy. Cały świat należy do Ciebie. Nie trzymaj się kurczowo tego małego fragmentu, który masz pod ręką. Gdy otworzysz się na obfitość i bogactwo świata, nie będziesz musiał gromadzić starych rzeczy. Gdy otworzysz się na przyszłość, nie będziesz musiał żyć w przeszłości. Samochód tego człowieka był świadkiem wielu wspaniałych chwil. Ale ten nowy przecież też może być.

Nie musisz wozić ze sobą przeszłości. Czy myślisz, że w Twoim życiu nie będzie już żadnych szczęśliwych chwil? Paradoks gromadzenia polega na tym, że im bardziej kurczowo trzymasz coś w dłoni, tym więcej rzeczy jest poza nią. Jeżeli chcesz być naprawdę bogaty i mieć wiele, to nie możesz wszystkiego kurczowo się trzymać. Choćbyś nawet miał przeogromną piwnicę.

Często ludzie nie realizują swoich marzeń dlatego, że nie potrafią się pożegnać z tym, do czego przywykli. Ktoś np. buduje firmę, a gdy ta się rozrasta, nie potrafi zrobić kroku naprzód, bo zbytnio jest przyzwyczajony do starych ścian i starych metod działania. Zatrzymuje się i nie pozwala sobie na rozwój. Albo pragnie zostać szefem, ale nie potrafi pożegnać się ze starymi relacjami z dotychczasowymi kolegami z pracy. Albo pragnie zostać sławny i nie potrafi się pożegnać z dotychczasową anonimowością.

Albo pragnie zamieszkać w nowym domu z ogrodem, ale nie potrafi wyobrazić sobie przeprowadzki ze swojego mieszkania.

Jakie dziś masz marzenia?

Wiele osób nosi ze sobą stare, niezrealizowane marzenia. Jako dziecko marzyłem, by być kierowcą rajdowym albo architektem, albo modelką, albo superagentką, albo gitarzystą rockowym… Ludzie myślą o tych dziecięcych fantazjach i wydaje im się, że coś, co było marzeniem kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu,  to ciągle musi nim być i dziś.

Może, ale nie musi. Nasze stare pomysły na życie to wielkie rumowisko, na którym można znaleźć wiele rozpadających się mebli oraz ukryte wśród nich piękne, błyszczące diamenty. Nie warto wyrzucać wszystkiego, ale także nie warto trzymać całej tej śmieciarni.

Pozbycie się starych marzeń może być bolesne. Tak samo jak człowiek czasem z bólem wyrzuca stare ubrania czy stary samochód. Ale robisz to, bo potrzebujesz miejsca. Robisz to, bo teraz i jutro liczy się bardziej niż wczoraj. Fajnie było marzyć o tym, że kiedyś zagram koncert rockowy na wielkiej scenie, ale teraz nie jestem gotów, by poświęcić godzinę czasu na to, by ćwiczyć. Fajnie było marzyć o sobie jako kierowcy rajdowym, ale dziś są rzeczy, które mnie bardziej fascynują. Takie przeterminowane marzenia mogą dotyczyć większych lub mniejszych rzeczy. Możesz na przykład co roku postanawiać, że zabierzesz się za naukę języka obcego. Ale nigdy nic w tym celu nie robisz. Albo możesz ciągle mówić sobie: chcę napisać powieść. Ale nigdy nie udało Ci się wyjść poza pięć stron lub jeden rozdział.

Przejrzyj swoją listę marzeń z poprzedniego rozdziału. Która z pozycji wzbudza wyrzuty sumienia? Może nie zapisałeś wszystkiego? Może jest coś innego? Coś, co Cię męczy od lat?

Jakiś ciągle niezrealizowany cel? Jakieś zamierzenie, które sprawia, że robi Ci się niedobrze, gdy tylko sobie o tym przypomnisz? Postanowiłeś coś zmienić, postanowiłeś coś osiągnąć, ale nic z tego. Ciągle jesteś w tym samy miejscu. Spisz, co Cię męczy.

Powodów, dla których nie udało Ci się zrealizować Twoich marzeń, może być wiele. Mogłeś być nie dość wytrwały, mogło Ci zabraknąć odpowiednich umiejętności czy środków albo po prostu mogłeś mieć pecha… Ale być może to, że czegoś nie osiągnąłeś, wynika z mądrości Twojego organizmu. Poskąpił Ci energii, bo dobrze wiedział, że tak naprawdę Ci na tym nie zależy. Być może podejmując kolejne próby realizacji marzenia, działasz wbrew swojej naturze.

Czy teraz to ciągle jest ważne:

potwierdź lub zrezygnuj

Spisz wszystkie swoje aktualne, jeszcze niezrealizowane cele. Spisz wszystko, co Ci nie daje spokoju. Wszystkie przedsięwzięcia, które powracają do Ciebie jak bumerang. Spisz swoje wyrzuty sumienia. Pamiętasz jeszcze, co było na Twojej ostatniej liście postanowień noworocznych? Przyznaj się, co to było: zrzucenie wagi, nauka hiszpańskiego, regularne ćwiczenia, nauka gry na gitarze, napisanie książki, podróż w jakieś wspaniałe miejsce czy oszczędzanie pieniędzy? Jeżeli nie masz takich zamierzeń — w porządku, nie szukaj na siłę. Ale jeżeli masz — wszystko zapisz.

Moje niezrealizowane, ciągle męczące cele Rezygnuję Potwierdzam

Gdy wszystko spiszesz, zastanów się nad każdym z punktów. Pomyśl, czy rzeczywiście jest wart Twojego wysiłku. Być może nie wszystkie cele zasługują na to, aby ciągle o nich pamiętać?

Zastanów się, dlaczego miałbyś ciągle mieć jakiś cel na uwadze? Czy naprawdę jest tego wart? Czasami niepotrzebnie nosimy w sobie pewne zamiary czy postanowienia. Zamiast ciągle do nich wracać, raz za razem ponosić klęski i czuć wyrzuty sumienia, czasem lepiej się z nich wyleczyć. Jeżeli cierpisz na syndrom notorycznie niezrealizowanych postanowień (nie tylko) noworocznych, być może lekarstwem jest odpuszczenie sobie celu.

Ile jesteś w stanie zapłacić za realizację tego marzenia? Ile jesteś w stanie miesięcy zmagań mu poświęcić? Może czujesz, że nie możesz poświęcić nawet tygodnia?

Cele, za które nie jesteśmy gotowi zapłacić, to tylko życzenia. Pozycje „dobrze by było”. To nie są nasze prawdziwe marzenia. Być może kiedyś nimi były. Ale za marzenie możesz uznać tylko coś, za co jesteś gotowy zapłacić teraz. Nie coś, za co kiedyś byłeś gotowy zapłacić. Nie coś, za co w przyszłości może będziesz mógł zapłacić.

Chciałbym, byś pamiętał o ważnej zasadzie: prawdziwe marzenia można mieć tylko teraz. Puszczając stary niezrealizowany cel, tworzysz miejsce na nowe. Oczywiście nie chodzi o to, by poddawać się. Są marzenia, których się trzeba trzymać niezależnie od tego, jak długo nie udaje nam się ich realizować.

Chodzi tylko o to, by przestać żyć w przeszłości. Pozbyć się marzeń, które wloką się za nami siłą bezwładności, a które przestały być ważne. Jeżeli jakieś marzenie jest tak samo ważne, jak było kiedyś — powinno zostać.

Naucz się osiągać trwałe sukcesy  z tekstu Zbigniewa Ryżaka „Efekt jo-jo w motywacji”…

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: