wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘jak mówić’

Komunikacja niewerbalna – kontrowersje wyjaśnione

Wiesz, że interesuję się komunikowaniem się ludzi. Niedawno trafiłem na wywiad z profesorem Dariuszem Dolińskim, który po raz któryś już burzy mit pokutujący od wielu lat a mówiący, że większość naszej komunikacji odbywa się na poziomie niewerbalnym. Oto pytanie i, przyznaj, dość ostra odpowiedź Dolińskiego:

„Jak ocenia pan poziom publikacji popularyzatorskich z dziedziny psychologii biznesu, wywierania wpływu itp.? Nie operują one zbyt dużymi uproszczeniami?

Czytałem naprawdę bardzo dobrze napisane przez praktyków książki – oczywiście nieco upraszczające, ale z konieczności. Jednak niektóre pozycje, szczególnie z obszaru komunikacji niewerbalnej, to rzeczy jeżące włos na głowie.

Na przykład powtarzanie (rzekomych zresztą) odkryć Alberta Mehrabiana na temat tego, że głównie komunikujemy się w sposób niewerbalny i jest to najważniejszy sposób komunikacji – to jest już klasyka bełkotu. I to bardzo groźna, ze względu na powszechność tych twierdzeń.

Wie pan, powiedzenie komuś, że najważniejsze jest to, czy mówi sensownie, czy nie, jest rzeczą oczywistą i mało spektakularną. Natomiast powiedzenie komuś, że wszystko zależy od tego, jak trzyma ręce i w jaki sposób marszczy czoło, robi na ludziach ogromne wrażenie – ale niestety jest to bełkot.”

Tak więc skupmy się na tym co ważne w komunikowaniu się, czyli na tym CO i JAK mówimy a z pewnością będzie to skuteczna komunikacja.

Przemek Pufal

 

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

 

Komunikowanie się – szczerość czy gra?

Komunikacja interpersonalna, jak sama nazwa wskazuje, zawsze zachodzi między osobami. Nie ma w niej miejsca na udział aktorów, na granie, udawanie. A przynajmniej nie powinno mieć to miejsca. Niestety różnie to wygląda.

A przecież w dobrej, poprawnej, skutecznej komunikacji nie tylko się bierze, ale i daje, to jest wymiana, nie tylko informacji, ale również stanów, emocji. W tym procesie każdy jest wyjątkowy. Nie można akceptować udawania kogoś innego, fałsz jest szybko wyczuwalny.

Co chcesz osiągnąć poprzez komunikowanie się? Głównie coś załatwiasz, prawda? Tyle, że to nie opisuje całości komunikowania się. Przecież on również wpływa na Ciebie, na to jaki, kim jesteś. To z kim się komunikujesz i w jaki sposób, wpływa na Twoją tożsamość, na to jak funkcjonujesz.

Nie zawsze zdajesz sobie sprawę z przeżywanych uczuć czy emocji, mogą być one trudne do odczytania, ale przecież człowiek to istota myśląca. Jesteś raczej świadomy tego co się z Tobą i wokół Ciebie dzieje. Stąd też wpływ komunikacji na siebie samego można zauważyć, wystarczy trochę zastanowienia, refleksji.

Bowiem całe komunikowanie się powinno być poddane Twojemu oglądowi. Powinieneś zastanawiać się nie tylko nad tym w jaki sposób, z kim, po co się komunikujesz, ale właśnie również nad tym, jak to na Ciebie, na Twoje relacje, wpływa. Możesz bezmyślnie poprosić o sól, ale poważna rozmowa na ważne tematy nie powinna odbywać się gdy na wpół śpisz i w drodze do toalety.

Co więcej, powinieneś być świadomy, że Twoje komunikowanie się wpływa na nie tylko na Ciebie, ale i na Twoich  rozmówców. Tylko czy zawsze o tym chcesz pamiętać? I brać odpowiedzialność za własne słowa?

Możesz, a nawet powinieneś to robić. Powinieneś w procesie komunikacji kontrolować siebie. Bo innych nie możesz, więc nie ma co tracić czasu i energii na próby kontroli rozmówców. Oni i tak powiedzą, co będą chcieli albo uznają za ważne. Skup się na tym, co Ty możesz zrobić dla poprawienia jakości komunikowania się a tym samym życia w ogóle.

 <<<AUTORSKI KURS SKUTECZNEJ KOMUNIKACJI>>>

 

Nie boję się mówić – jak przemawiać

 Jak nawiązać kontakt z widownią

Załapanie kontaktu z publicznością to chyba najważniejsza rzecz, jaką masz do zrobienia jako mowca. To właściwie cała tajemnica sukcesu w prezentacjach publicznych.

Pewnie uczestniczyłeś w szkoleniach prowadzonych przez świetnych mówców i myślałeś: „Chcę być taki jak on. Jak on to robi, że jest taki wyluzowany? No tak, ludzie rodzą się z takimi umiejętnościami…”

Mam dla Ciebie garść dobrych wiadomości:

Pierwsza. Możesz być taki jak on.

Druga. Twój „idol” jest taki wyluzowany, bo włożył mnóstwo pracy w przygotowanie do tej prezentacji.

Trzecia. Ludzie nie rodzą się z takimi umiejętnościami, tylko się ich uczą.

To chyba dobre wieści, prawda?

Może nie jesteś super dowcipny, błyskotliwy, z refleksem i pewnością siebie. A może jesteś?!

Jeśli tak, to dalej nie czytaj!

Żartuję.

Jeśli nie masz wrodzonych predyspozycji do bycia wodzirejem, to i tak pomysły, które zapisałem w tym rozdziale, pomogą Ci poczuć się znacznie lepiej na starcie Twojego wystąpienia. Stosuj je, trenuj, modyfikuj, testuj, a z pewnością wypracujesz własny styl występowania przed publicznością.

Za jakiś czas ktoś z siedzących na widowni podczas Twojej prezentacji pomyśli: „Chcę być taki jak on. Jak on to robi, że jest taki wyluzowany?

No tak, ludzie rodzą się z takimi umiejętnościami…”

Dla emeryta i biznesmena

Jeśli uda Ci się od pierwszych minut prezentacji wciągnąć widownię do współpracy, to wygrałeś. Podam Ci w tym rozdziale wiele sposobów na nawiązanie kontaktu z audytorium. Skupię się oczywiście na praktyce.

Prawda jest taka – wszyscy reagujemy podobnie na zachowania prowadzącego.

Nie mówię o tym, aby prelekcje o kołdrach z wielbłądziej wełny prowadzić podobnie jak prezentacje biznesowe, bo to byłoby samobójstwo. Chcę Ci tylko powiedzieć, że ludzie niezależnie od tego, jaki jest ich status czy zawód, podobnie reagują na zachowania prowadzącego szkolenie.

Schematy postępowania, jakie zaprezentuję w tym rozdziale, możesz stosować na rożnych grupach odbiorców, a wybór techniki pozostawiam Tobie.

Pomysły, które Ci przedstawię zostały przetestowane na prowadzonych przeze mnie szkoleniach i naprawdę działają! Dlatego mogę Ci je polecić z czystym sumieniem. Jestem po prostu przekonany, że również dla Ciebie okażą się przydatne.

Mam do Ciebie prośbę – wykorzystaj te porady podczas swoich wystąpień, bo bez tego nigdy nie przekonasz się, jak są skuteczne.

Zaprezentuję Ci kilka technik ułatwiających kontakt z audytorium.

Sprawę Twojego merytorycznego przygotowania do wystąpienia, konstrukcji prezentacji, znajomości tematu pozostawiam bez komentarza.

Rozumiem, że jest co najmniej dobra.

Jak sprawić, aby Twoja widownia chciała się z Tobą zaprzyjaźnić?

Pewnie bywałeś na rożnych seminariach, szkoleniach, konferencjach?

Chodzi mi o udział w roli uczestnika, a nie prowadzącego. Na pewno spotkałeś się z prelegentami, którzy jeszcze przed rozpoczęciem szkolenia z wyuczonym uśmiechem podchodzili do uczestników lub kilkuosobowych grupek i na siłę próbowali ich zagadać, włączyć się do rozmowy. Nawiązywali do pogody, korków na ulicach itp. Po jednym, dwóch pytaniach i zdawkowych odpowiedziach rozmowa zaczynała kuleć na obie nogi. Wszystko to jakieś sztuczne, wyuczone…

Przyznam Ci się do czegoś – nie znoszę takiego sposobu nawiązywania kontaktu z uczestnikami spotkania. Zarówno jako uczestnik, jak i prowadzący. Nigdy nie próbuję na siłę zagadywać ludzi. Wiem, wiem, uczą tego na kursach poświęconych prezentacjom. Mówią: zaprzyjaźnij się z kimś z sali, uczyń z niego swojego sojusznika, przyda Ci się ktoś życzliwy, gdy będziesz miał kłopoty podczas wystąpienia.

Nie próbuj na siłę zaprzyjaźnić się z audytorium. Odwróć relacje – niech oni chcą zaprzyjaźnić się z Tobą!

Jak zatem poradzić sobie z tym wyzwaniem?

Obserwuj wchodzących i spróbuj wyłowić osoby na pierwszy rzut oka zrelaksowane, w dobrym humorze (są uśmiechnięte, energiczne, kręcą się po sali, zagadują innych, są otwarte). Na razie nie próbuj z nimi porozmawiać. Wręcz przeciwnie – czekaj na kontakt z ich strony!

No i teraz najważniejsze: jak ich sprowokować do tego kontaktu?

Poniżej opisuję kilka sprawdzonych przeze mnie sposobów.

Sposoby przykucia uwagi słuchaczy:

Metoda 1. Na ekranie mam „odpalony” slajd z mojej prezentacji.

Wybieram taki, który moim zdaniem powinien zainteresować uczestników.

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobią po wejściu do sali, jest właśnie rzut oka na ekran. Bardzo często ktoś zadaje mi pytanie związane z prezentacją, a ja tylko na to czekam! Jak nie pada pytanie, a widzę, że „przypadkowo” pozostawiony przeze mnie slajd zainteresował uczestników, to króciutko, niezobowiązująco wyjaśniam o co chodzi i w 50% przypadków wywiązuje się rozmowa.

Metoda 2. Zamiast odpalonego slajdu z prezentacji na ekranie widać pulpit mojego laptopa z jakimś zdjęciem rodzinnym, fotografią zabytku, ciekawą grafiką. Zawsze ktoś się zainteresuje, zapyta lub spojrzy zaciekawiony, a ja mam szansę na opowiedzenie krótkiej historyjki związanej z fotografią. Często zdarza się, że mój rozmówca zrewanżuje mi się jakimś zgrabnym opowiadaniem.

Metoda 3. Stojąc blisko audytorium, przeglądam materiały, najczęściej te, które za chwilę otrzymają uczestnicy konferencji. Na moim stole mam wyeksponowane publikacje, które będę chciał pokazać lub rozdać uczestnikom. Zawsze znajdzie się ktoś zainteresowany i podejdzie do stołu. Wtedy jest „mój”!

Metoda 4. Właściwie najprostsza – koniecznie ją wykorzystuj, o ile przed rozpoczęciem spotkania rozdajesz materiały swoim kursantom. Po prostu zaproś ich do siebie. Część z nich podchodząc, zapyta:

„A co pan dla nas dzisiaj ma?” Jeśli nawet tego nie zrobią, rozdając pakiety z upominkami, zagadnij osoby, które wydają Ci się sympatyczne i „interaktywne”. Na pewno odpowiedzą. U mnie czasem wywiązuje się taka rozmowa, że muszę sam ją ucinać, bo robi się kolejka.

Piszę te słowa kilka dni po konferencji dla nauczycieli matematyki w Toruniu, gdzie miało miejsce zdarzenie znakomicie ilustrujące model tego działania. Do stolika, przy którym rozdawałem materiały dla uczestników szkolenia (m.in. nasze podręczniki), podeszła pani w zaawansowanej ciąży. Ja, patrząc na nią, powiedziałem z uśmiechem:

„Jak trzeba będzie, to sprowadzimy dla pani książki nawet z Gdańska, tylko proszę się nie denerwować”. Kobieta odwzajemniła moją uwagę uśmiechem. Zamieniliśmy kilka zdań, a odchodząc od stolika z wybraną książką, odpowiedziała, wskazując na swój brzuch: „bardzo panu dziękujemy”!

Całe zdarzenie trwało kilkadziesiąt sekund, a ja wiedziałem już, że mam na sali sojusznika. Nie minęło 20 minut, a okazało się, że był mi potrzebny! W trakcie prezentacji zadawałem pytania. Kilkudziesięcioosobowe audytorium niechętnie odpowiadało, ale zawsze mogłem liczyć na moją nową „koleżankę”. Odpowiadała na moje pytania.

Chciała mi pomoc.

Jeśli dzięki omówionym wyżej działaniom uda Ci się zainteresować, rozbawić część sali jeszcze przed oficjalnym początkiem Twojej prezentacji, to zdobyłeś sojuszników. To Twoje ubezpieczenie na wypadek jakichś kłopotów podczas prezentacji („trudne” pytania, kłopoty ze zdyscyplinowaniem grupy).

Zapamiętaj:

Nie próbuj na siłę „zaprzyjaźnić się” z audytorium. Jak będziesz

uśmiechnięty, miły, otwarty na innych, zawsze ktoś z sali będzie

chciał „zaprzyjaźnić się” z Tobą. Ty musisz tylko wyłowić taką osobę i dać jej szansę na kontakt z Tobą.

Jak uciszyć widownię na początku prezentacji

Z tego rozdziału dowiesz się, w jaki sposób zapanować nad widownią na samym początku spotkania. Metoda na uciszenie sali, jaką zaprezentuję, pewnie wyda Ci się banalna, a może szokująco banalna. Ale tak to w życiu bywa, najprostsze rozwiązania przynoszą najlepsze efekty.

Nie muszę Cię przekonywać o tym, jak ważne jest prowadzenie spotkania przy wyciszonej, skoncentrowanej publiczności. Cisza jest szczególnie ważna na początku spotkania, z następujących powodów:

Po pierwsze, wpływa na Twój komfort pracy jako prowadzącego.

Oszczędzasz swoje struny głosowe.

Po drugie, najczęściej na początku prezentacji umieszczamy to, co mamy do powiedzenia najważniejszego. Ludzie są wtedy najbardziej skoncentrowani i Twoje przesłanie do nich trafi.

Po trzecie, dzięki ciszy masz czas na uspokojenie się, nabranie pewności, po prostu dobre „wejście w prezentację”. To sprawi, że świetnie wypadniesz. Im dłużej uda Ci się zapanować nad salą, tym pewniejszy będzie sukces Twojego wystąpienia.

Daj im szansę zamilknąć

Winę za to, że nasi słuchacze rozmawiają, ponosimy najczęściej my, prelegenci. Godzimy się na te szepty, szemrania, dialogi, bo nie chcemy być nieuprzejmi. Wolimy pracować w „uciążliwych warunkach”, niż zareagować. Ja też przez długi czas zgadzałem się na te warunki stawiane przez audytorium, ale w pewnym momencie pomyślałem:

„dość tego!” Stało się to jakieś dwa lata temu na spotkaniu w Inowrocławiu.

Przypadek ten opisuję ze szczegółami w części II „Trudne sytuacje”, choć powinienem raczej nazwać ten rozdział: „Dramatycznie trudne sytuacje na prezentacji, czyli jak łatwo odnaleźć w sobie zabójcę”.

Do rękoczynów było na szczęście daleko.

Wróćmy do naszej rozgadanej widowni. Nie będę dłużej trzymał Cię w niepewności i wyjawię „sekret”, jak uciszyć publiczność. Jak widzisz, sekret napisałem w cudzysłowie, zatem to żadna tajemnica. Ty także wiesz, jak to zrobić.

Pierwszy krok:

Poproś o ciszę.

Drugi krok:

Poczekaj, aż ludzie rzeczywiście zamilkną.

Proste?

Tak!

To dlaczego spora grupa prelegentów tego nie stosuje? Podstawowym błędem jest rozpoczynanie wystąpienia przy rozmawiającej jeszcze publiczności. Często prosimy o ciszę, a paradoksalnie nie czekamy, aż widownia spełni naszą prośbę! A na to potrzeba czasu – kilkunastu sekund po wyartykułowaniu naszej prośby.

Dzień jak co dzień

Jak zatem wygląda początek typowego, „rozgadanego” wystąpienia?

Wychodzisz na środek sali. Większość uczestników spotkania rozmawia.

Kilka osób, najpewniej z pierwszych dwóch, trzech rzędów, zauważyło Cię, ale nie robi to na nich większego wrażenia. Patrzysz na zegarek. Właśnie wybiła godzina rozpoczęcia konferencji, mówisz zatem:

– Proszę państwa, minęła godzina X. Zaczynamy nasze spotkanie.

Bardzo proszę o uwagę.

I co się dzieje? Nic. Jak gadali, tak gadają. Zdenerwowany mówisz nieco głośniej:

– Proszę państwa, zaczynamy. Bardzo proszę o ciszę!

Teraz jest trochę lepiej. Pierwszy rząd Cię słucha, Ty zadowolony z takiego stanu rzeczy rozpoczynasz prelekcję na „podkładzie” rozmawiających szeptem pozostałych 9 rzędów. Gratulacje – masz 10-procentową skuteczności w uciszaniu sali!

Co zatem robić?

Po wygłoszeniu apelu o ciszę musimy poczekać kilka lub kilkanaście sekund, w zależności od audytorium, aby ta cisza zapanowała. Uwierz mi, w 90% przypadków uda się.

Jak to działa?

Podczas Twojego oczekiwania wśród publiczności działa efekt domina.

Jak zauważyliśmy, pierwszy rząd już Cię słucha. Cisza, jaka zapadła po Twoich kilku słowach, zostaje zauważona po chwili przez kolejne rzędy: drugi, trzeci. Robi się coraz ciszej. Następnie ludzie z rzędu trzeciego odwracają się do tyłu i uciszają tych z czwartego:

„cii… już zaczął!” itd. Nawet najbardziej gadatliwi uspokoją się, bo będzie im głupio kontynuować rozmowę w cichej sali. Na to właśnie potrzeba tych kilkunastu sekund.

Pogratuluj sobie – To Twój sukces!

Masz już zatem uciszone audytorium, teraz musisz „tylko” utrzymać ich zainteresowanie tym, co masz do powiedzenia.

Jak? Dowiesz się z kolejnych rozdziałów.

Znajdziesz tam mnóstwo propozycji, od Ciebie będzie zależało, jak je wykorzystasz.

Trzy sposoby na dobre rozpoczęcie prezentacji

Teraz stajesz przed kolejnym wyzwaniem. Skoro masz ciszę, skoncentrowaną na sobie publiczność czekającą na to, co masz do powiedzenia, szkoda byłoby to zmarnować. Chyba zgodzisz się ze mną?

Koniecznie musisz powiedzieć coś ważnego, interesującego, zabawnego lub kontrowersyjnego. Musisz za wszelką cenę utrzymać ich uwagę, wciągnąć do rozmowy, wywołać interakcję. Jeśli tego nie zrobisz, straciłeś ich.

Przedstawię Ci trzy sposoby na dobre rozpoczęcie prezentacji, czyli zainteresowanie audytorium naszą historią. W slangu prezenterów mówimy o tym „przynęta”.

Nie musisz opowiadać dowcipu

Nie jestem zwolennikiem rozpoczynania prelekcji od opowiedzenia kawału. Powody są następujące: liczba osób, które umieją dobrze opowiedzieć dowcip przed dużym audytorium jest naprawdę ograniczona.

Poza tym, takie rozpoczęcie wystąpienia wydaje mi się po prostu kontrowersyjne i ryzykowne. Wyobrażam sobie, co muszą myśleć ludzie, gdy prowadzący próbuje ich rozbawić dowcipem – połowa pewnie modli się o to, aby dowcip był śmieszny, część o to, by prelegent w ogóle dobrnął do pointy bez spalenia kawału. O grupie, która już słyszała ten żart nie wspominam…

Dla tych, którzy nie czują w sobie powołania do kabaretowych popisów, mam inne propozycje niż żenujący żart prowadzącego, jak mawia Szymon Majewski.

Opowiedz ciekawą historię

Dobrze opowiedziane historie wciągają nas od samego początku, bo tak działa narracja. Zatem w ten prosty sposób, opowiadając historię związaną z tematem wystąpienia, od samego początku zainteresujesz publiczność. Byłoby bardzo dobrze, gdyby Twoja opowieść była związana z tematem prelekcji. Tu widzę dwie możliwości:

Osobista anegdota

Przez pewien czas na początku prowadzonych przeze mnie spotkań na ekranie wyświetlałem fotografię moich synów (tak się składa, że jestem ojcem bliźniaków). Dla potrzeb prezentacji wybrałem zdjęcie, które „rozklejało” obecne na spotkaniach panie. W 9 przypadkach na 10 padało pytanie: „Co to za sympatyczne chłopaki patrzą z fotografii?”.

Ja tylko na to czekałem, mając w rękawie kilka bieżących historii z życia moich synów.

Opowiedzenie takiej historii dawało mi następujące korzyści: przedstawiało mnie w pozytywnym świetle jako kochającego ojca i głowę rodziny (miałem plus u obecnych na spotkaniu kobiet). Z drugiej strony mogłem nawiązać do tematu mojego wystąpienia. Pracuję w wydawnictwie oświatowym i moją opowieść o synach pointowałem w następujący sposób: „Chłopcy niedługo pójdą do pierwszej klasy, zatem postanowiłem trzymać rękę na pulsie i zatrudnić się w dobrym wydawnictwie edukacyjnym. Przynajmniej będę zorientowany, do jakiej szkoły ich posłać.” (w domyśle, do takiej, gdzie uczą z naszych książek). Skoro chcę, aby moje dzieci uczyły się z podręczników mojego wydawnictwa, to muszą być one dobre.

Wykorzystaj bieżące wydarzenia

Weź pomysły z serwisów informacyjnych, porusz aktualne problemy, jakie nurtują środowisko. Oczywiście musisz być przygotowany do dyskusji i dobrze zorientowany w nastrojach osób obecnych na sali.

Wysondujesz je, rozmawiając z kilkoma osobami przed spotkaniem.

Pamiętasz na pewno sprawę uczniów z Torunia, którzy sfilmowali swojego nauczyciela języka angielskiego z koszem na śmieci na głowie.

Nawiązywałem do tego zdarzenia podczas moich wystąpień. Co to były za dyskusje na prowadzonych przez mnie spotkaniach! Taki „samograj” zdarza się raz na kilka lat!

Teraz (piszę te słowa pod koniec 2008 r.) wykorzystuję jako „przynętę” emerytury pomostowe dla nauczycieli. Dostaną czy nie dostaną?

Bo to, że się należy jest poza wszelką dyskusją. 😉

Zadaj pytanie, które zaskoczy Twoją widownię

Moje ulubione pytanie „na start” brzmi:

Proszę mi powiedzieć, po co tu państwo przyszli?

Wiem, że brzmi niegrzecznie, ale taki jest mój zamiar – zaskoczyć, zaszokować, po prostu wywołać emocje! Po moim pytaniu w sali jest cicho, ludzie nie wiedzą, jak zareagować. Wtedy dopowiadam:

Chcę poznać motywy, jakimi kierowali się państwo, zgłaszając się

na naszą konferencję.

Odpowiedzi są przeróżne:

– Chcę poznać waszą ofertę.

– Można otrzymać darmowe książki.

– Macie ciekawe warsztaty metodyczne.

– Inne wydawnictwa nie organizują u nas tego typu konferencji, dlatego przyszłam do was.

– Serwujecie pyszną kawę.

Te głosy powinieneś wykorzystać i powiedzieć:

– Jestem przekonany, że uda mi się dziś spełnić wszystkie te życzenia.

(jesteś profesjonalnie przygotowany do spotkania – zaspokajasz oczekiwania uczestników) Na jednej z prowadzonych przeze mnie konferencji, bodajże w Pile, padła „najwyżej punktowana” odpowiedź:

– Przyszłam tu dla miłych i profesjonalnych prowadzących!

Więcej znajdziesz w publikacji Roberta Ważyńskiego „Nie boję się mówić. Sztuka publicznego przemawiania. Wszystko, co musisz wiedzieć, aby Cię słuchali z zainteresowaniem”

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

ZACHĘCANIE DZIECI DO WSPÓŁPRACY część II

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

W poprzedniej części omówione zostały błędy, które zdarza nam się popełniać, gdy próbujemy wyegzekwować od dziecka wykonanie tego, czego od niego oczekujemy. Teraz spróbujmy przyjrzeć się właściwym sposobom, które zachęcają do współpracy i nie powodują złych doznań.

Opisz, co widzisz lub przedstaw problem

Ten sposób polega na krótkim opisaniu tego, co widzimy lub przedstawienia tego w postaci problemu do rozwiązania. Należy powstrzymać się od wszelkich złośliwości i oskarżeń. Przecież doskonale wiemy, że poczucie bycia oskarżonym jest bardzo demotywujące i powoduje, że jeszcze trudniej jest nam zrobić to, co do nas należy. Dzieci przeżywają to tak samo! O wiele łatwiej jest im skupić się na problemie, gdy ktoś im go po prostu przedstawi. Wskazanie dziecku, gdzie leży problem, stwarza mu szansę do zastanowienia się nad tym, co powinno zrobić. Nie zapominajmy, że dziecko to tylko dziecko i pewne zachowania nie wynikają z jego złośliwości tylko po prostu z natury. Nie możemy przecież żądać, by dziecko było tak odpowiedzialne, jak dorosły (i to nie każdy), bo przecież ono dopiero się tego uczy! Od tego m.in. jest okres dzieciństwa! Nasze metody mogą mu te naukę ułatwić albo utrudnić; zależy, jak podejdziemy do sprawy.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka zapominalska! Znowu zapomniałaś zgasić światło w kuchni. Czy to takie trudne?”  opisz, co widzisz „Zostawiłaś światło w kuchni.”

Zamiast „Dlaczego znowu nie nakarmiłaś kota? Jesteś taka nieodpowiedzialna! Gdyby nie ja, ten biedak padłby z głodu” opisz, co widzisz „Aniu! Miska kota jest pusta.”

Udziel informacji

Udzielanie informacji to nic innego, jak podawanie  właściwego sposobu zachowania lub przedstawianie ewentualnych konsekwencji. Informacja jest czymś neutralnym i dzięki temu nie wywołuje u dziecka jakichś trudnych emocji. Gdy udzielamy informacji, dzieci najczęściej same dochodzą do tego, co powinny zrobić.  Dzięki temu unikamy szukania winnego, złości itp.

Przykłady

Zamiast „Kto robił kanapki i zostawił wędlinę na stole” (najczęściej nie ma winnych lub dzieci zrzucają winę na siebie nawzajem) udziel informacji „Wędlina się psuje, gdy jest poza lodówką.”

Zamiast „Jestem taka zmęczona i mam jeszcze tyle do zrobienia, a ty zamiast mi pomóc siedzisz i gapisz się w telewizor. Nie można na ciebie liczyć!” udziel informacji „Romek, bardzo byś mi pomógł, gdybyś odkurzył w pokoju i korytarzu.”

Powiedz to jednym słowem

Czasem mniej znaczy więcej! Lepszym sposobem od długich kazań i pouczeń często jest przypomnienie czegoś po prostu jednym słowem. Unikamy dzięki temu pewnej nerwowości i nakręcania samych siebie. Specjalizujemy się w tym zwłaszcza my, kobiety… Często zapominamy o tym, że wraz ze wzrostem ilości wypowiadanych przez nas słów spada szansa na ich wysłuchanie i poważne potraktowanie. I chyba gdzieś tu tkwi tajemnica sukcesu niektórych ojców. Znamy to doskonale: „Ja się nagadam, naprodukuję, naproszę, natłumaczę itd., a on powie jedno słowo i słuchają!” Jeżeli przyzwyczaimy dzieci do tego, że ciągle narzekamy i nic z tego nie wynika, to w którymś momencie po prostu przestaną słuchać tych naszych meczących tyrad.  

Przykłady

Zamiast „Chłopcy, tyle razy was proszę, żebyście ułożyli klocki do koszyka. Przecież wiecie, że przed kolacją ma być w pokoju porządek. Ile razy mam jeszcze powtarzać. Dlaczego żaden się nie ruszy, przecież to są dwie minuty!”  powiedz to jednym słowem „Chłopaki, klocki!”

Zamiast „Znowu nie umyłaś rąk przed jedzeniem. Nie powinnaś siadać do stołu z brudnymi rękoma. Codziennie muszę ci to powtarzać. Co z Tobą jest nie tak?!” powiedz to jednym słowem „Izka, ręce!”

————————————————————————————

Więcej o tym jak zachęcać dzieci do współpracy przeczytasz w książce autorki tego artykułu pt. „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

———————————————————————————–

Porozmawiaj o swoich uczuciach

Jeżeli naprawdę chcemy pomóc dziecku, mówmy tylko o swoich odczuciach i doznaniach. Możemy zacząć od słów ja czuję…, jest mi… , nie lubię kiedy… , przeszkadza mi gdy… , jestem… . W ogóle nie wypowiadajmy się na temat cech, osobowości czy charakteru dziecka! Nie będziemy wzbudzać w nim niepotrzebnych przykrych emocji. Dodatkowo, mówiąc o tym, co sami czujemy, będziemy postrzegani jako wiarygodni. To nie przynosi żadnej ujmy, wręcz przeciwnie, wzbudza większy szacunek i autorytet. Dziecko będzie wiedziało, że naprawdę coś się z nami dzieje. Będzie to również dla niego lekcja, jak samo może mówić o swoich emocjach, zamiast w niewłaściwy sposób wyładowywać złość i frustrację. Czasem oczekujemy od dziecka, żeby zachowało się właściwie, ale sami nie dajemy mu dobrego przykładu! Gdy mówimy o naszej złości czy zdenerwowaniu, nie atakując w żaden sposób dziecka, ciągle dajemy możliwość na współpracę i rozwiązanie problemu.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka niegrzeczna! Ciągle mi przerywasz i wymyślasz jakieś bzdurne pytania. Mam już tego dosyć!” porozmawiaj o swoich uczuciach „Jestem bardzo zdenerwowana, kiedy nie mogę spokojnie porozmawiać z babcią przez telefon i ciągle muszę przerywać.”

Zamiast „Przestań wrzeszczeć i zachowywać się jak dziki zwierz! Wstyd mi za ciebie!” porozmawiaj o swoich odczuciach „Nie lubię kiedy krzyczysz do mnie z drugiego końca  sklepu. Chciałbym, żebyś do mnie podszedł i powiedział co chcesz normalnym głosem.”

Napisz liścik

Czasem warto spróbować trochę niekonwencjonalnego sposobu i napisać do dziecka liścik! Sama forma takiego przekazu wywołuje podekscytowanie i bardziej skłania do współpracy. Warto wykorzystać nasze wrodzone poczucie humoru i zamiast tyrady słów użyć kilku zabawnych wersów.

Przykłady

Kiedy dziecko zapomina o umyciu zębów – liścik przyklejony koło lustra w łazience – „Nikt nas nie myje, nikt nas nie czyści. Niedługo będziemy z buzi wypadać, a bez nas nie można będzie pogadać. Ratunku!!! Brudne ząbki Michałka”

Kiedy dziecko najpierw siada do komputera zamiast najpierw odrobić lekcje – liścik przyklejony do ramy ekranu – „Najpierw obiad, potem cukierek! Najpierw lekcje, potem komputerek!” albo „Nie martw się, stary. Możesz spokojnie odrobić lekcje. Ja naprawdę nie ucieknę  i poczekam tu na ciebie. Twój komputer”

Można napisać liścik nawet do dzieci, które nie potrafią czytać i położyć w widocznym dla nich miejscu tak, żeby wiedziały, że jest on dla nich. Przecież mama czy tata mogą go im przeczytać. To na pewno zrobi wrażenie. Miło jest przecież dostać list. Zanim skrytykujemy, spróbujmy! Pewnie będziemy zdziwieni.

 W naszych kontaktach z dziećmi ważna jest autentyczność rodziców. Nie warto udawać uczuć. Nie warto udawać cierpliwości, jeśli jesteśmy zdenerwowani i wzburzeni. Dzieci są dobrymi psychologami i szybko wyczują, że jest sprzeczność między naszymi słowami a tak zwaną mowa ciała i całą resztą. To odbiera szansę na prawdziwe porozumienie i współpracę. Takie udawanie może czasem prowadzić  do agresji. Udajemy cierpliwość, a w środku coraz bardziej się gotujemy, aż coś w nas pęka i np. uderzamy dziecko! Gdybyśmy nie udawali i od razu powiedzieli, że bardzo nas denerwuje jakieś zachowanie, raczej nie doszłoby do takiego nakręcenia agresji.

I jeszcze jedno! Nawet jeśli nie wszystko od razu układa się, jak byśmy chcieli, nie wracajmy do starych metod! Mamy przecież do wyboru kilka sposobów. Możemy skorzystać również z  ich kombinacji. Możemy mówić z większym naciskiem. A jeśli nawet to nie pomoże… Już teraz zapraszam do przeczytania następnego artykułu, w którym spróbuję  przedstawić alternatywne sposoby do stosowania zamiast karania.

 Autorka: Izabela Pufal

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Zachęcanie dzieci do współpracy I

Jak zachęcać dzieci do współpracy? Przeczytaj w książce mojej żony „Spróbuje mnie zrozumieć”>>>

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

Któż z nas nie zna tego problemu: mówisz do dziecka, prosisz, błagasz, krzyczysz i co? No właśnie – nic. Jakbyśmy mówili innym językiem. Toczy się mała wojna. Każdy okopuje się na swoim stanowisku. Rodzic uważa – Zrób, co ci każę! Na co dziecko myśli – Zrobię, co będę chciał. I błędne koło toczy się dalej. Czasem może się wydawać, że nasze rozmowy (?) ograniczają się jedynie do nakazów i zakazów!

Umyj ręce. Nie krzycz! Idź w końcu spać! Wstawaj! Siedź spokojnie!

Nie jedz palcami! Nie męcz tego biednego kota! Nie ciągnij siostry za włosy!

Przykłady można by pewnie przytaczać w nieskończoność. Nagadamy się, naprodukujemy, a efektu jak nie było, tak nie ma. Czasem, po wielu bojach, uda nam się coś z wielkim trudem osiągnąć. Nie mamy jednak poczucia satysfakcji. Zdajemy sobie sprawę, że powinno być inaczej. Marzą nam się lepsze i spokojniejsze kontakty z dziećmi. Czy można coś na to poradzić? Można!!! Najpierw jednak przyjrzyjmy się popełnianym przez nas błędom. To one są przyczyną naszych porażek i frustracji. Spróbujmy zrobić mały rachunek sumienia, ale i przypomnieć sobie, co czuliśmy jako dzieci, gdy rodzice nas tak traktowali. Postarajmy się wczuć się w przeżycia i doznania dziecka.

1. Gdy obwiniamy i oskarżamy

Rodzic: *Dlaczego zawsze to robisz? *Czy nigdy nie możesz zrobić czegoś dobrze? *Ile razy mam ci powtarzać, że trzeba spuszczać wodę w ubikacji? *Nigdy nie słuchasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Jestem beznadziejny. *Skoro uważasz, że nigdy nie słucham, to nie będę. *Powiem, że to nie ja.

2. Gdy przezywamy

Rodzic: *Daj, naprawie ten zamek, bo ty masz dwie lewe ręce. *Ale z ciebie świnia, taki bajzel w pokoju! *Ty ośle, przecież to jest takie łatwe. Jak można tego nie rozumieć!

Co może pomyśleć dziecko: *Faktycznie jestem do niczego. *Nienawidzę jej. *Nie warto próbować. *Chcę stąd uciec!

3. Gdy straszymy

Rodzic: *Jeżeli jeszcze raz przezwiesz brata, dostaniesz klapsa! *Jeżeli zaraz nie ułożysz swoich rzeczy, to nie wyjdziesz do kolegów.

Co może pomyśleć dziecko:  *Jak ja mam tego dosyć. *Będę robić, co będę chciał. *To dostanę, wielkie mi coś. *To ucieknę przez okno.

4. Gdy rozkazujemy

Rodzic: *Natychmiast posprzątaj swój pokój! *Ruszaj się! Na co czekasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Czego bym nie zrobiła, to i tak będzie źle. *Nie chce mi się. *Nikt mi nie będzie rozkazywał! *Sama sobie posprzątaj, mi to nie przeszkadza.

5. Gdy dajemy wykłady i moralizujemy

Rodzic: *Czy myślisz, że można popychać siostrę i podkładać jaj nogę?! Wygląda na to, że nie wiesz, jak należy się zachowywać, co wolno, a czego nie. Chyba trzeba ci to przypomnieć. A jak sam byś się czuł na jej miejscu? To nie byłoby miłe, prawda? Znasz powiedzenie – nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe? I co ty na to?

 Co może pomyśleć dziecko: *ble, ble, ble…  *Gadaj sobie. *Szkoda, że siebie nie słyszy! *Jestem głupkiem. *Nie spełniam jej oczekiwań. *Już bym wolał dostać w tyłek, niż tego wysłuchiwać!

6. Gdy ostrzegamy

Rodzic: *Załóż kurtkę, bo zmarzniesz i się rozchorujesz. *Nie wchodź na krzesło, bo spadniesz. *Nie pij wody po jabłku, bo dostaniesz skrętu kiszek.

Co może pomyśleć dziecko:  *Chyba nie dam sobie rady. *Trzeba na wszystko uważać, wszystko jest takie niebezpieczne. *A właśnie, że zrobię na odwrót! *Nie wiem, co mam robić.

7. Gdy przyjmujemy postawę męczennika

Rodzic: *Przez was dostane nerwicy albo zaraz zwariuję. *Wpędzicie mnie do grobu! *Zobaczysz, jak to jest, gdy będziesz miała swoje dzieci. Wtedy pogadamy!

Co może pomyśleć dziecko: *Czuję się winna. *Wszystko przeze mnie. *Jak jej się coś stanie, to chyba się zabiję. *Kto ją zadowoli? * To po co masz dzieci, skoro tak ci źle?

8. Gdy porównujemy

Rodzic: *Dlaczego nie możesz być taki jak siostra. Ona zawsze odrabia lekcje zaraz po obiedzie  i nie robi wieczorami takiego cyrku!  Bierz z niej przykład! *Ola zawsze pomaga swojej mamie. A ty co, tylko byś biegała z koleżankami!

Co może pomyśleć dziecko: *Wszyscy są lepsi ode mnie. *Jestem najgorszy. *Nienawidzę tej głupiej Oli! *Ona kocha bardziej siostrę niż mnie.

9. Gdy stosujemy sarkazm

Rodzic: *To jest praca z polskiego! Myślałam, że to jakieś starożytne hieroglify! *To ma być posprzątany pokój? Chyba uczyłaś się tego w jakimś chlewie!

Co może pomyśleć dziecko:  *Zaraz wybuchnę i coś jej powiem! *Mądrala się znalazła! *Czuję się poniżona. * Nienawidzę jej! *

10. Gdy prorokujemy

Rodzic: *Dalej nie dziel się niczym z nikim. W końcu zostaniesz sam i nie będziesz miał żadnego przyjaciela! Zobaczysz! *Jak tak dalej będziesz się z wszystkim grzebać jak mucha w smole, to nigdy z niczym nie zdążysz! Nie dasz sobie rady ani w pracy ani z prowadzeniem domu. A jak przyjdą na świat dzieci, to w ogóle zginiesz.

Reakcje dzieci: *Może faktycznie jestem zły. *Nie nadaję się do niczego. *Boję się przyszłości.

Może nie zgadzasz się ze mną, że wszystkie wymienione zachowania są błędami. Pomyśl jednak i odpowiedz sobie, czy ich stosowanie daje takie efekty, jakbyś chciał/a? Czy raczej jest to strata czasu i energii? Czy jesteś zadowolona/y z siebie jako rodzic? Czy postępując w ten sposób okazujesz dzieciom miłość, serdeczność i zrozumienie? Czy nie jest to przyczyną kłótni ze współmałżonkiem? A przede wszystkim, czy chcesz, aby Twoje dziecko przeżywało, odczuwało i myślało to, co podano w przykładach? Chcesz, aby miało Ciebie dosyć lub by zaczynało mieć dosyć siebie samego? By przestało wierzyć w swoją wartość? By uważało się za nieudacznika? By traciło motywację? By przeżywało lęk? By ciągle musiało ustawiać się w opozycji do Ciebie?

Przypomnij sobie czasy, gdy sam/a byłeś/aś dzieckiem. Jak wtedy działały na Ciebie takie zachowania rodziców? Mogę podać kilka przykładów z mojego dzieciństwa. *Gdy mama zaczynała ględzić, wyłączałam się i nie słuchałam. Nawet jeśli miałam ochotę coś zrobić, to po takim kazaniu najczęściej mi ona przechodziła. *Siostry miały mnie dość, bo ciągle byłam podawana za przykład. Dopiero po wyjściu z domu udało nam się to naprawić, za co jestem im ogromnie wdzięczna. *Niektóre proroctwa mojej mamy tak mocno utkwiły mi w głowie, że do dziś, w chwilach słabości, przypominają się i dołują. *Częste ostrzeganie spowodowało, że zaczęłam się przesadnie obawiać różnych rzeczy i mam tak do dziś.

W następnej części postaram się przedstawić takie sposoby zachęcania dzieci do współpracy, aby faktycznie je one motywowały, pozwalając jednocześnie zachować poczucie własnej godności (zarówno dziecka jak i rodzica). Zapraszam!

Autorka: Izabela Pufal

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Umiesz rozmawiać?

Oczywiście! Odpowiesz i… nie jestem pewien czy będziesz mieć rację.

Gdybym zapytał czy umiesz się komunikować, to z uwagi na poważniejszy termin jakim jest „Komunikować się”, z pewnością większość z nas zawahałaby się z odpowiedzią.

Właśnie…

Rozmawiać umie każdy? A komunikować się już niekoniecznie?

Więcej! Śmiem twierdzić, że również rozmawiać nie każdy potrafi. I zaraz to udowodnię, choć nie chcę w tym artykule zajmować się tak zwanymi barierami w komunikowaniu się,   a sprawami dla porozumiewania się podstawowymi.

Spis wszystkich barier w komunikowaniu się znajdziesz w moim ebooku „Klucz do skutecznej komunikacji”.

Definicja rozmowy

Aby zaistniała rozmowa, musi istnieć mówiący i słuchający,  którzy posługują się kodem znanym obu osobom.

Wszystko brzmi prosto, prawda?

To teraz, tak jak wspomniałem, zastanówmy się nad najprostszymi rzeczami występującymi w rozmowie i rozłóżmy powyższą definicję na czynniki pierwsze.

1. Osoba mówiąca.

Teoretycznie zwracając się do kogoś z jakimś przekazem mówisz…
Ale czepiam się słówek, więc zapytam: a nie zdarza Ci się czasami krzyczeć? Bo mi niestety tak…

Mówić, wypowiadać słowa to jedno, ale sposób w jaki to mówimy, to drugie. Według mnie krzyk jednej osoby do drugiej to już nie jest rozmowa. Taki nacechowany negatywnymi emocjami, bo można przecież krzyczeć
w żartach.

Masz inne zdanie na ten temat? To odwróć sytuację i wyobraź sobie, że to na Ciebie ktoś krzyczy.

Nadal uważasz, ze jest to rozmowa?

Jak się czujesz, gdy nie możesz dojść do głosu, gdy ktoś zakrzykuje Ciebie, Twoje argumenty, Twoje prośby?

Nie jest to komfortowa sytuacja, jest nieprzyjemna. Uważam, że w takim momencie należy być tym mądrzejszym i przerwać kontakt. W tak zwanych nerwach również i Ty możesz zacząć krzyczeć, wykrzyczeć niepotrzebne rzeczy a nawet obrazić rozmówcę.

Tak więc niestety nie zawsze mówimy.

 2. Osoba słuchająca.

I kolejny problem. I to samo pytanie: zawsze słuchasz?

Bo mi zdarza się nie słuchać, a czasami nawet udawać,
że słucham. Słucham, ale nie słyszę. Bo coś mi się przypomni, bo mi się nie chce, bo w radiu mówią coś ciekawego. Bo to, bo tamto. Usprawiedliwień może być wiele, uważam jednak, że się tak nie powinno postępować.

Nie możesz słuchać? Nie masz czasu? Nastroju?

Powiedz o tym swojemu rozmówcy wprost, bez owijania
w bawełnę i bez krętactw. Myślę, że zgodzisz się ze mną,
że druga strona wolałaby poczekać i zostać z należytą uwagą wysłuchana niż oszukiwana, że się jej słucha.

Ponownie – postaw się na jej miejscu, a zobaczysz jakie to przykre.

 3. Kod musi być znany obu osobom.

Kod czyli język jakim się posługujemy, żebyśmy się mogli zrozumieć. Przyjmuję, że posługujemy się językiem polskim, jego wersją zrozumiałą dla wszystkich i z tym nie ma problemu w rozmowie.

Jednak żeby być zrozumianym, u rozmówcy musi występować chęć rozumienia, nastawienie na zrozumienie drugiej osoby. Wyobraź sobie rozmowę z kimś, komu próbujesz uświadomić, że musi respektować Twoje prawa, ale osoba ta po prostu nie jest Twoimi argumentami zainteresowana, lekceważy Cię. Po prostu ma to gdzieś… I Ty to widzisz, czujesz, ale nie możesz tego zmienić. Jej nastawienie do Twoich problemów nie zmienia się, po drugiej stronie nie ma chęci do zrozumienia.

Jak się czujesz?

Źle? Bardzo źle? Fatalnie?

Nie dziwię się. Stąd moja kolejna prośba w tym samym stylu: nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Ale pod żadnym pozorem nie postępuj jak w przykładzie wyżej. Może Ci się nie chcieć słuchać, ale nie możesz nie chcieć zrozumieć drugiej osoby!

Powtórzę pytanie z początku artykułu: umiesz rozmawiać?

<<<AUTORSKI KURS SKUTECZNEGO KOMUNIKOWANIA SIĘ.

ZAPRASZAM-PRZEMEK PUFAL>>>

Uczucia dzieci część III

Wszystko o uczuciach Twojego dziecka znajdziesz w publikacji Izabeli Pufal „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

4. Zamień pragnienia dziecka w fantazję.

To dobry sposób na sytuację, gdy dziecko czegoś bardzo pragnie, a my z różnych powodów nie możemy mu tego dać. By nie dopuścić do scen płaczu i wrzasku, warto powiedzieć „gdybym miała czarodziejską moc, to zamieniłabym te ziemniaki we frytki!”. Dziecko niekoniecznie będzie od razu szczęśliwe, ale jest większe prawdopodobieństwo, że jakoś przełknie te ziemniaki.

Takie postępowanie sprawdza się również w sklepie, gdy umówimy się
z dzieckiem, że będziemy zapisywać wszystko, co chciałoby dostać. Uprzedzamy też, że niestety tego nie kupimy, ale możemy zapisać. Może nam wydawać się to bez sensu, ale dzieciom często starcza taka lista. Dostają też to, na czym im najbardziej zależy – uwagę, zaangażowanie i poważne traktowanie przez rodziców.

Teksty o uczuciach zostaną zamknięte autentycznym przykładem ilustrującym zarówno błędne jak i właściwe postępowanie.

Ojciec mówił: Normalnie sytuacja wyglądałaby w ten sposób:

SYN:       Mam ochotę dać Michaelowi w nos!

OJCIEC: Dlaczego? Co się stało?

SYN:       Rzucił mój zeszyt na ziemię.

OJCIEC: Rozumiem, a czy zrobiłeś mu coś przedtem?

SYN:       Nie.

OJCIEC: Jesteś pewien?

SYN:       Przysięgam, nigdy go nie tknąłem.

OJCIEC: No cóż, Michael jest twoim kolegą. Przyjmij moją radę i zapomnij o całej sprawie. Nie jesteś święty, wiesz o tym. Czasami ty zaczynasz, a winisz kogoś innego – tak jak to jest z twoim bratem.

SYN:       Nieprawda. On zaczął pierwszy. Oj, z tobą nie warto rozmawiać.

      Ponieważ ojciec właśnie brał udział w kursie na temat pomagania dzieciom w radzeniu sobie z ich własnymi uczuciami, oto jak naprawdę wyglądała rozmowa:

 SYN:       Mam ochotę dać Michaelowi w nos.

OJCIEC: Wygląda na to, synu, że jesteś zły.

SYN:       Miałbym ochotę uderzyć go w tę tłustą twarz.

OJCIEC: To jesteś  a ż   t a k  wściekły na niego.

SYN:       Czy wiesz, co ten osioł zrobił? Wyrwał mi zeszyt na przystanku autobusowym i rzucił go na ziemię. Zupełnie bez powodu.

OJCIEC: Hmm!

SYN:      Założę się, że on myślał, iż ja byłem jednym z tych, którzy rozbili jego głupiego glinianego ptaka w pracowni plastycznej.

OJCIEC: Tak myślisz?

SYN:       Tak, cały czas kiedy płakał, patrzył na mnie.

OJCIEC: Och.

SYN:       Ale ja  tego nie zrobiłem. Nie.

OJCIEC: Ty   w i e s z ,  że tego nie zrobiłeś.

SYN:       No, nie zrobiłem tego celowo. Nie mogę za to, że ten głupi Debby pchnął mnie na tablicę.

OJCIEC: A więc Debby cię pchnął.

SYN:      Tak. Wiele rzeczy spadło, ale zbił się tylko ten ptak. Nie chciałem go zniszczyć. Był ładny.

OJCIEC: Rzeczywiście nie chciałeś go zbić?

SYN:       Nie, ale on mi nie uwierzy.

OJCIEC: Czy sądzisz, że nie uwierzyłby ci, gdybyś powiedział mu prawdę?

SYN:       Nie wiem. W każdym razie powiem mu bez względu na to, czy uwierzy mi, czy nie. Ale myślę, że powinien przeprosić mnie za rzucenie mojego zeszytu na ziemię.

Autorka: Izabela Pufal

 Źródło: Adele Faber, Elaine Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań. 1998r. Rozdział 1: Jak pomóc dzieciom, by radziły sobie z własnymi uczuciami.

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: