wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘grzeczne dziecko’

Twoje dziecko JEST mądre i inteligentne – wykorzystaj tę szansę

Więcej znajdziesz w publikacji Jolanty Gajdy „ABC mądrego rodzica: Droga do Sukcesu”>>>

Na początek mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

Każde dziecko, także i Twoje, jest z natury nadzwyczaj mądre i inteligentne. W ciągu pierwszych czterech lat od momentu narodzin nabywa nowych umiejętności w tak szybkim tempie, że gdyby człowiek zachował podobną zdolność uczenia się przez całe swoje życie, to w wieku kilkudziesięciu lat posiadałby niewyobrażalną wprost wiedzę i chyba nieograniczone możliwości…

Nie tylko kilkuletnie maluchy uczą się tak szybko.

Również i starsze dziecko przejawia niezwykłą inteligencję i ma olbrzymi potencjał intelektualny. Przeprowadzono już wiele eksperymentów, opisanych szeroko w literaturze, które dowiodły, że wyniki, jakie osiąga dziecko w szkole, nie są rezultatem jego indywidualnych zdolności lub ich braku, ale stanowią wypadkową jego własnych przekonań o sobie samym, wiary nauczyciela w jego możliwości oraz stosowanych metod nauczania.

W jednym z takich eksperymentów wybrano grupkę nauczycieli, których poinformowano, iż są uważani za najlepszych fachowców w dziedzinie nauczania i dlatego zostali wyselekcjonowani do pewnego eksperymentu. Mieli dostać klasy – specjalnie utworzone dla celów naukowego badania – złożone z wybitnie zdolnych i pracowitych uczniów. Również wybranym dzieciom przekazano, że uznano je za bardzo inteligentne i w związku z tym wyznaczono ich do udziału w eksperymencie. Celem doświadczenia miało być sprawdzenie, jakie wyniki można osiągnąć oddając najlepszych uczniów w ręce najlepszych nauczycieli. Rzeczywiście klasy te osiągnęły wyniki ponadprzeciętne, znacznie przewyższające wyniki pozostałych klas.

Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tak naprawdę Ci „wyselekcjonowani” nauczyciele byli osobami dobranymi losowo, na zasadzie czystego przypadku a „wyselekcjonowane” dzieci zupełnie przeciętnymi uczniami, nie wyróżniającymi się niczym szczególnym. To wewnętrzne przekonania, zarówno nauczycieli jak i uczniów, pozwoliły w pełni wykorzystać potencjał, jaki tkwi bez wątpienia w każdym dziecku.

——————————————

Jak wychować dziecko na mądre i inteligentne?

Odpowiedź TUTAJ>>>

—————————————–

 

Od Ciebie jednak zależy, jak wykorzystasz tę moc umysłu, którą obdarzyła nas natura i jaki start zapewnisz swoim latoroślom.

Nie jest moim celem przekonywać Cię, że powinieneś zrobić ze swojego dziecka geniusza, który w wieku wczesnoszkolnym jest  gotowy rozwiązywać skomplikowane zadania matematyczne na poziomie szkoły średniej. Absolutnie nie!

Chcę natomiast pokazać Ci, co można i należy zrobić, aby rozbudzić w dziecku ciekawość świata, rozwinąć jego indywidualne talenty i uzdolnienia, pozwolić mu na pełne wykorzystanie swojego potencjału i wreszcie – nauczyć go, jak Ogarnia mnie czasem smutek, gdy obserwuję dorosłych ludzi wokół siebie. Wielu z nich zakompleksionych, nie wierzących w swoje siły i możliwości, porzucających swoje projekty, zanim je w ogóle zaczną.

Inni, z pozoru pewni siebie, pyszałkowaci lub aroganccy, kryją pod tą maską swoje prawdziwe oblicze – niskie poczucie własnej wartości, nieumiejętność współżycia z ludźmi lub przerażające poczucie samotności. Są też tacy, którzy nie mają żadnych pasji czy zainteresowań, spędzają 90% wolnego czasu na przełączaniu kanałów w telewizorze lub pociąganiu piwa z kufla i stopniowo zmieniają swoje życie w bezmyślną, bezcelową egzystencję.

Przejaskrawiam nieco być może, ale nie jest to takie dalekie od prawdy, jak by się mogło wydawać. Jestem przekonana, że postawa życiowa, jaką prezentuje człowiek, ma swoje korzenie w dzieciństwie.

Gdy ci „nieszczęśnicy” byli dziećmi i, został gdzieś popełniony błąd (pewnie niejeden…), który ciągnie się za nimi przez całą dorosłość i uniemożliwia im cieszyć się w pełni tym, co życie oferuje potencjalnie każdemu z nas.

Błędy popełnione w pierwszych latach życia dziecka mszczą się długo na nim i na otoczeniu. Bo pierwsze lata – to fundament osobowości. Gdy się go wadliwie zbuduje – cały dom będzie zagrożony, chociażby inne elementy miał właściwie wykonane.

Maria Łopatkowa

Dla wszystkich dzisiaj jest już oczywiste, że wychowywanie dziecka to coś znacznie więcej, niż tylko karmienie, kładzenie do snu, ubieranie, kąpanie i pilnowanie, by nic mu się nie stało. To także zadbanie o harmonijny rozwój psychiczny dziecka, to kształtowanie zdrowej, silnej osobowości, w pełni przygotowanej do długiej, fascynującej, choć momentami niebezpiecznej podroży, jaką jest życie.

Dziś mogę z całą pewnością stwierdzić, że moje wypracowane metody naprawdę się sprawdzają.

Nagrodą za konsekwentne wdrażanie ich w życie są niezwykle pochlebne opinie nauczycieli uczących moje dzieci, komentarze przyjaciół i bliskich, którzy szczerze podziwiają osiągnięcia i umiejętności mojego syna i córki oraz wreszcie same dzieci, których postawa, zachowanie, sposób myślenia i wypowiedzi napawają mnie niejednokrotnie prawdziwą dumą. 

Więcej znajdziesz w publikacji Jolanty Gajdy „ABC mądrego rodzica: Droga do Sukcesu”>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Co zamiast karania – część III

Zgodnie z obietnicą, przedstawiam kolejne sposoby dyscyplinowania dzieci bez użycia kary.

4. Zaproponuj wybór

To jeden z moich ulubionych sposobów. Może dlatego, że często jest po prostu skuteczny. Do tego ma dużą wartość wychowawczą. Kiedy dziecko zachowuje się nieodpowiednio, zamiast je karać, dajemy wybór. Proste albo… albo… potrafi czasem zdusić spór w zalążku. Daje dziecku poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje – to w końcu jemu zostawiamy wybór! I to jest wielka nauka w małych sytuacjach. Nasze życie składa się w sporej części z podejmowania decyzji. Czasem jest to bardzo trudne zadanie. Jeśli chcemy, by nasze dzieci dobrze i mądrze sobie z nim radziły, uczmy je tego od najmłodszych lat. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie… Na pewno wielu z nas zna rodziców, którzy we wszystkim wyręczają dzieci, nie liczą się z ich zdaniem, bo przecież wiedzą lepiej, narzucają swoje zdanie nawet w najdrobniejszych sprawach. A potem się dziwią, że dzieci są takie niesamodzielne, albo że się z wszystkiego wycofują, bo nie są pewne swoich umiejętności, albo, gdy tylko się na to odważą, zaczynają się buntować. Można tego uniknąć. Do tej nauki można wykorzystać nawet niewłaściwe czy męczące zachowanie dziecka.

Przykład z pokoju małej dziewczynki, która ubiera się do przedszkola i wyrzuca z szafy wszystkie rzeczy, bo nie wie, w co się ubrać (niektórym z nas zostaje tak na długie lata, ale to już inna historia). Przychodzi mama i zaczyna pospieszać córkę. I wtedy się zaczyna (kto zna z życia, ten wie…). Sytuację można rozładować, dając dziewczynce wybór. Mama proponuje załóżmy dwie sukienki i mówi ta albo ta, decyduj! Żeby odwrócić uwagę córki od reszty rzeczy można dodać jakiś krótki opis np. albo ta, bo ładnie ci w zielonym, albo ta, bo bardzo ją lubisz. Wybierz którąś.

Jeśli dziecko biega w supermarkecie i robi wiele zamieszania, można dać mu konkretny wybór: albo idzie obok ciebie, albo wsadzisz go do wózka. Należy zwrócić uwagę dziecka, że decyzja należy do niego (bo przecież naprawdę tak jest). Jeśli dalej nie będzie odpowiednio się zachowywać, to… przejdź do punktu następnego.

————————————————————

Więcej porad znajdziesz również w publikacji autorki tego artykułu Izabeli Pufal pt. ‚Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

————————————————————

5. Daj dziecku odczuć konsekwencje złego zachowania.

Tę metodę stosujemy najczęściej wtedy, gdy wcześniejsze okazały się mało skuteczne. Polega ona na realizacji zapowiedzianych wcześniej konsekwencji. Sprawą kluczową, powtarzaną we wszystkich publikacjach dotyczących wychowania jest właśnie konsekwencja. Działa to nawet na dorosłych przestępców, więc tym bardziej na dzieci. Badania naukowe dowodzą, że przestępcy bardziej niż wysokości kary obawiają się jej nieuchronności. Mniejsze wrażenie robi na nich surowa kara, jeśli wiedzą , że są raczej małe szanse na ich złapanie i ukaranie. Natomiast kiedy prawdopodobieństwo trafienia w ręce wymiaru sprawiedliwości jest bardzo duże, obawiają się nawet małej kary. Jak to wygląda w przypadku dzieci? Dość podobnie. Jeśli ostrzegamy, że konsekwencją za złe zachowanie będzie np. tygodniowy zakaz gry na komputerze, a potem odpuszczamy, bo nie chce nam się tego pilnować, to sami pod sobą kopiemy dołek. Dziecko nie będzie się liczyło z naszymi zapowiedziami, bo nauczy się, że tego nie dopilnowujemy. Lepiej w takiej sytuacji nałożyć dzień czy dwa szlabanu na komputer, ale wtedy konsekwentnie przypilnować, żeby był on zrealizowany. Najczęściej osoby narzekające „moje dzieci nigdy mnie nie słuchają i robią co chcą” to ci z rodziców, którzy nigdy nie są konsekwentni. Dzieci bardzo szybko się uczą, kogo trzeba słuchać, a kogo nie. Zależy to od naszej konsekwencji. Jeśli więc dziecko w supermarkecie nadal biega i nie idzie obok Ciebie, wsadzasz je wózka, mówiąc przy okazji, dlaczego tak się dzieje: Miałeś do wyboru: idziesz obok mnie lub wkładam Cię do wózka. Widzę, że wolisz wózek. I choćby dziecko się buntowało i urządzało sceny, bądź konsekwentna/y! Dziecko musi mieć pewność, że jak coś powiesz, to tego dotrzymasz.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na kilka spraw.

Po pierwsze – mądrze wybieraj konsekwencje, jakie ma ponieść dziecko za niewłaściwe zachowanie. Muszą być one adekwatne do przewinienia. Nie można ciągle, za wszystko nakładać zbyt dużych konsekwencji! Są osoby, które używają tej metody tylko po to, żeby ograniczyć aktywność dziecka do minimum. Ma się wtedy wrażenie, że każą dziecko za jego naturę, za fakt bycia dzieckiem! Dla niech priorytetem jest zasada, żeby dziecko nie przeszkadzało. Za nic mają potrzeby poznawcze i społeczne dziecka. Przeszkadza im zabawa w piaskownicy, bo się maluch  pobrudzi. Przeszkadzają inne dzieci, bo są nie takie jak trzeba (mój syn nie będzie się bawił z chłopcem z takiego domu) itd. itp. Myślę, że należy to mocno podkreślić – żadna z tych metod nie jest dobra, jeśli motywacją rodziców jest nie jest dobro dziecka! Jak wszystkie techniki i metody, choćby najlepsze, źle wykorzystane, mogą obrócić się przeciwko nam i dzieciom. Stosowanie czegokolwiek nie zwalnia nas z myślenia!

Po drugie – zawsze uprzedzajmy dziecko o konsekwencjach, które je czekają. Tym właśnie różni się konsekwencja od kary. Kara jest czymś niezapowiedzianym, często wynikającym ze złości lub chęci odwetu. Konsekwencja szanuje wolność dziecko, bo to jemu zostawia wybór. Dziecko wie, że może zrobić inaczej. Wie też, że jeśli postąpi źle, to samo skazuje się na takie a nie inne konsekwencje. Ma wtedy o wiele mniejsze pretensje, bo miało wpływ na sytuację. A że wybrało tak a nie inaczej… Jeśli chcemy wychować człowieka skrajnie nieodpowiedzialnego wystarczy, żebyśmy byli skrajnie niekonsekwentni. Niekonsekwencja polega też na tym, że nie mamy jakby środka. Jesteśmy ulegli lub agresywni. Czasem dzieci, zapytane o zasady panujące w domu odpowiadają, że zależy to od humoru taty/mamy – jak ma dobry humor, to można w zasadzie wszystko, a jak zły, to wtedy za najdrobniejsze przewinienie są kary i nieprzyjemności. Zasady i konsekwencje nie mogą być zależne od naszego humoru i nastroju. To mają być mądre, przemyślane, pomocne w wychowaniu reguły. Tylko taka stałość daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Znów posłużę się badaniami – bezpieczniej w rodzinie czują się te dzieci, w domach których panują mądre zasady niż te, którym na pozór wszystko wolno. Te dzieci czują podskórnie, że to wcale nie jest dobre, że może dorosłym na nich nie zależy, skoro nie chcą zadać sobie trudu wychowywania. 

Wracając do dziecka biegającego po supermarkecie – gdy następnym razem będziesz wychodzić do sklepu, możesz nie zabrać ze sobą dziecka. Gdy zapyta, dlaczego nie może pójść z Tobą, poproś, żeby samo na to pytanie odpowiedziało. Dziecko prędzej czy później domyśli się, że powodem Twojej decyzji jest jego niewłaściwe zachowanie. Pewnie obieca poprawę. I dobrze. Nie oznacza to jednak, że zaraz masz je ze sobą zabierać. Powiedz, że jeszcze będzie miało niejedną szansę udowodnienia poprawy, ale musi na to jeszcze trochę poczekać.

cdn

Autorka: Iza Pufal

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Co zamiast karania. Część I

Większość z nas podziela opinię, że aby dobrze wychować dzieci, trzeba mieć do tego odpowiednie podejście. Staramy się więc stosować różne metody, liczyć się z uczuciami i emocjami dzieci, zachęcać je do współpracy itp. Czasem jednak odnosimy wrażenie, że to wszystko jest nieskuteczne, bo dzieci albo nas ignorują albo robią na przekór. Niby metody dobre, a pożądanych skutków nie ma! Zdarza się wtedy, że do głowy przychodzi nam tylko jedno: ukarać!!!

Wiele się dyskutuje na temat karania dzieci. Zamiast przytaczać argumenty podawane w tych dyskusjach proponuję raczej zastanowić się nad tym, dlaczego to robimy i jakie przynosi to skutki.

Kiedy zapytamy rodziców o powody stosowania kar, usłyszymy najczęściej takie odpowiedzi:

– jeżeli nie będę karać dzieci, to wejdą mi w końcu na głowę,

– czasem nie wiem, co mam zrobić, nie mam już pomysłów, nic innego nie przychodzi mi do głowy,

– najczęściej karzę w przypływie złości, rzadziej zmęczenia,

– boję się, że bez stosowania kar dzieciaki przestaną mnie słuchać,

– karzę, żeby wiedzieli, kto tu rządzi, żeby nie stracić nad nimi kontroli,

– trzeba karać dzieci, żeby wiedziały, że zrobiły coś złego, inaczej to do nich nie trafi i nie zrozumieją, że nie wolno tak czynić,

– karzę, ponieważ tylko w ten sposób mogę wyegzekwować zmianę zachowania mojego dziecka, ono rozumie tylko kary.

Spróbujmy przyjrzeć się motywacjom rodziców stosujących kary. Odkryjemy bezsilność, poddawanie się impulsom (a wychowanie powinno być przecież oparte na przemyślanych zasadach), obawę przed utratą autorytetu (a czy można mieć autorytet oparty na strachu? przecież jedno z drugim się po prostu wyklucza!), chęć udowadniania dominacji i władzy (niektórzy do dziś myślą, że dzieci to jakiś gorszy gatunek człowieka), założenie, że dziecko niewiele rozumie oraz że to dobra metoda kształtowania właściwych zachowań.

A gdyby spojrzeć na wszystko oczami dziecka… Przypomnijmy sobie, jak sami reagowaliśmy na kary zadawane przez rodziców? Jakie pojawiały się w nas emocje, myśli i pragnienia? Czy nie była to złość, niechęć, a nawet nienawiść do własnych rodziców, która potem przechodziła w przykre wyrzuty sumienia? A może wierzyliśmy rodzicom, że naprawdę jesteśmy źli, leniwi, nie spełniamy ich (czasem wygórowanych przecież) oczekiwań, że zasługujemy na karę? Może planowaliśmy zemstę, obmyślaliśmy sposoby zrobienia przykrości, a następnym razem kombinowaliśmy lepiej i skuteczniej, żeby sprawa się nie wydała? Mogliśmy też obrzucać w myślach rodziców wyzwiskami i przekleństwami? A może czekaliśmy na jakąś smutną sytuację (np. naszą chorobę), żeby mieć satysfakcję ukarania rodziców i wzbudzania w nich wyrzutów sumienia? … Czy naprawdę takiego negatywnego nastawienia oczekujemy od naszych własnych dzieci?

 „Problem stosowania kar polega na tym, (…) iż sposób ten po prostu nie skutkuje, gdyż powoduje rozterkę duchową i dziecko – zamiast poczucia winy za to, co zrobiło oraz myślenia nad tym, jak to naprawić – oddaje się całkowicie myślom o odwecie. Innymi słowy, karzą dziecko, pozbawiamy je w tym samym momencie bardzo ważnych procesów wewnętrznych, unaoczniających mu złe zachowanie.” (Faber, Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań, 1998, s.108)

Może nie wszyscy zgodzą się całkowicie z tym cytatem, ale przyznać trzeba, że coś jest na rzeczy. Czasem ulegamy złudzeniu, że kara rozwiązuje problem. Zapominamy, że jest to rozwiązanie chwilowe, które nie przynosi zmiany zachowania dzieci. Gdyby tak było, nie musielibyśmy do tych kar ciągle wracać. Stając przed wyborem, czy stosować kary czy nie, stajemy tak naprawdę przed decyzją, czy chcemy faktycznej zmiany zachowania dziecka, choć będzie to wymagać wysiłku również z naszej strony, czy skłonimy się ku prowizorycznemu rozwiązaniu, które przyniesie pięciominutowy sukces, ale nie zmieni niczego w podejściu dziecka i będzie wracać jak bumerang.

Dla niektórych dzieci kara to swego rodzaju wymiana handlowa: narozrabiałem – dostałem karę, czyli rachunek wyrównany; nie muszę już przepraszać, ani się poprawiać, bo przecież bilans jest na zero. To niebezpieczny sposób myślenia, który w końcu może doprowadzić do tego, że nasze kary nie będą robić żadnego wrażenia i że ten nasz ostatni ratunek okaże się całkowicie nieskuteczny. Co wtedy zrobimy? Brzmi to strasznie, ale dzieciaki potrafią przyzwyczaić się do kar i mają nawet satysfakcję z tego, że nic już na nich nie robi wrażenia, a my załamujemy ręce. Mam siedzieć w domu? Posiedzę, co mi tam. Mam szlaban na komputer? Trudno, zajmę się czymś innym. Nasze pomysły szybko się skończą, a problem będzie jeszcze bardziej skomplikowany. Dla innych z kolei dzieci stosowanie kar będzie zalążkiem małej wojny domowej z rodzicami. Obie strony będą udowadniać sobie, kto więcej może, kto więcej wytrzyma itd. Nasze ograniczenia zaczną być łamane lub lekceważone, co doprowadzi do konieczności zastosowania następnej kary. I tak błędne koło będzie się nakręcać. Przewinienie – kara – zlekceważenie kary lub odwet – następna kara – bunt – wzmocnienie kar i …. i tak w nieskończoność. A przecież nie chcemy robić wroga z własnego dziecka! Sami też nie chcemy być dla niego wrogiem! Czy więc istnieją jakieś sposoby, które zastąpiłyby kary, były od nich skuteczniejsze i nie wpływały negatywnie na relacje rodzice – dziecko? Odpowiedź na to pytanie w następnej części artykułu. Zapraszam.

Izabela Pufal

TUTAJ ZNAJDZIESZ NIEZWYKŁĄ KSIĄŻKĘ IZABELI PUFAL „SPRÓBUJ MNIE ZROZUMIEĆ”>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

ZACHĘCANIE DZIECI DO WSPÓŁPRACY część II

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

W poprzedniej części omówione zostały błędy, które zdarza nam się popełniać, gdy próbujemy wyegzekwować od dziecka wykonanie tego, czego od niego oczekujemy. Teraz spróbujmy przyjrzeć się właściwym sposobom, które zachęcają do współpracy i nie powodują złych doznań.

Opisz, co widzisz lub przedstaw problem

Ten sposób polega na krótkim opisaniu tego, co widzimy lub przedstawienia tego w postaci problemu do rozwiązania. Należy powstrzymać się od wszelkich złośliwości i oskarżeń. Przecież doskonale wiemy, że poczucie bycia oskarżonym jest bardzo demotywujące i powoduje, że jeszcze trudniej jest nam zrobić to, co do nas należy. Dzieci przeżywają to tak samo! O wiele łatwiej jest im skupić się na problemie, gdy ktoś im go po prostu przedstawi. Wskazanie dziecku, gdzie leży problem, stwarza mu szansę do zastanowienia się nad tym, co powinno zrobić. Nie zapominajmy, że dziecko to tylko dziecko i pewne zachowania nie wynikają z jego złośliwości tylko po prostu z natury. Nie możemy przecież żądać, by dziecko było tak odpowiedzialne, jak dorosły (i to nie każdy), bo przecież ono dopiero się tego uczy! Od tego m.in. jest okres dzieciństwa! Nasze metody mogą mu te naukę ułatwić albo utrudnić; zależy, jak podejdziemy do sprawy.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka zapominalska! Znowu zapomniałaś zgasić światło w kuchni. Czy to takie trudne?”  opisz, co widzisz „Zostawiłaś światło w kuchni.”

Zamiast „Dlaczego znowu nie nakarmiłaś kota? Jesteś taka nieodpowiedzialna! Gdyby nie ja, ten biedak padłby z głodu” opisz, co widzisz „Aniu! Miska kota jest pusta.”

Udziel informacji

Udzielanie informacji to nic innego, jak podawanie  właściwego sposobu zachowania lub przedstawianie ewentualnych konsekwencji. Informacja jest czymś neutralnym i dzięki temu nie wywołuje u dziecka jakichś trudnych emocji. Gdy udzielamy informacji, dzieci najczęściej same dochodzą do tego, co powinny zrobić.  Dzięki temu unikamy szukania winnego, złości itp.

Przykłady

Zamiast „Kto robił kanapki i zostawił wędlinę na stole” (najczęściej nie ma winnych lub dzieci zrzucają winę na siebie nawzajem) udziel informacji „Wędlina się psuje, gdy jest poza lodówką.”

Zamiast „Jestem taka zmęczona i mam jeszcze tyle do zrobienia, a ty zamiast mi pomóc siedzisz i gapisz się w telewizor. Nie można na ciebie liczyć!” udziel informacji „Romek, bardzo byś mi pomógł, gdybyś odkurzył w pokoju i korytarzu.”

Powiedz to jednym słowem

Czasem mniej znaczy więcej! Lepszym sposobem od długich kazań i pouczeń często jest przypomnienie czegoś po prostu jednym słowem. Unikamy dzięki temu pewnej nerwowości i nakręcania samych siebie. Specjalizujemy się w tym zwłaszcza my, kobiety… Często zapominamy o tym, że wraz ze wzrostem ilości wypowiadanych przez nas słów spada szansa na ich wysłuchanie i poważne potraktowanie. I chyba gdzieś tu tkwi tajemnica sukcesu niektórych ojców. Znamy to doskonale: „Ja się nagadam, naprodukuję, naproszę, natłumaczę itd., a on powie jedno słowo i słuchają!” Jeżeli przyzwyczaimy dzieci do tego, że ciągle narzekamy i nic z tego nie wynika, to w którymś momencie po prostu przestaną słuchać tych naszych meczących tyrad.  

Przykłady

Zamiast „Chłopcy, tyle razy was proszę, żebyście ułożyli klocki do koszyka. Przecież wiecie, że przed kolacją ma być w pokoju porządek. Ile razy mam jeszcze powtarzać. Dlaczego żaden się nie ruszy, przecież to są dwie minuty!”  powiedz to jednym słowem „Chłopaki, klocki!”

Zamiast „Znowu nie umyłaś rąk przed jedzeniem. Nie powinnaś siadać do stołu z brudnymi rękoma. Codziennie muszę ci to powtarzać. Co z Tobą jest nie tak?!” powiedz to jednym słowem „Izka, ręce!”

————————————————————————————

Więcej o tym jak zachęcać dzieci do współpracy przeczytasz w książce autorki tego artykułu pt. „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

———————————————————————————–

Porozmawiaj o swoich uczuciach

Jeżeli naprawdę chcemy pomóc dziecku, mówmy tylko o swoich odczuciach i doznaniach. Możemy zacząć od słów ja czuję…, jest mi… , nie lubię kiedy… , przeszkadza mi gdy… , jestem… . W ogóle nie wypowiadajmy się na temat cech, osobowości czy charakteru dziecka! Nie będziemy wzbudzać w nim niepotrzebnych przykrych emocji. Dodatkowo, mówiąc o tym, co sami czujemy, będziemy postrzegani jako wiarygodni. To nie przynosi żadnej ujmy, wręcz przeciwnie, wzbudza większy szacunek i autorytet. Dziecko będzie wiedziało, że naprawdę coś się z nami dzieje. Będzie to również dla niego lekcja, jak samo może mówić o swoich emocjach, zamiast w niewłaściwy sposób wyładowywać złość i frustrację. Czasem oczekujemy od dziecka, żeby zachowało się właściwie, ale sami nie dajemy mu dobrego przykładu! Gdy mówimy o naszej złości czy zdenerwowaniu, nie atakując w żaden sposób dziecka, ciągle dajemy możliwość na współpracę i rozwiązanie problemu.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka niegrzeczna! Ciągle mi przerywasz i wymyślasz jakieś bzdurne pytania. Mam już tego dosyć!” porozmawiaj o swoich uczuciach „Jestem bardzo zdenerwowana, kiedy nie mogę spokojnie porozmawiać z babcią przez telefon i ciągle muszę przerywać.”

Zamiast „Przestań wrzeszczeć i zachowywać się jak dziki zwierz! Wstyd mi za ciebie!” porozmawiaj o swoich odczuciach „Nie lubię kiedy krzyczysz do mnie z drugiego końca  sklepu. Chciałbym, żebyś do mnie podszedł i powiedział co chcesz normalnym głosem.”

Napisz liścik

Czasem warto spróbować trochę niekonwencjonalnego sposobu i napisać do dziecka liścik! Sama forma takiego przekazu wywołuje podekscytowanie i bardziej skłania do współpracy. Warto wykorzystać nasze wrodzone poczucie humoru i zamiast tyrady słów użyć kilku zabawnych wersów.

Przykłady

Kiedy dziecko zapomina o umyciu zębów – liścik przyklejony koło lustra w łazience – „Nikt nas nie myje, nikt nas nie czyści. Niedługo będziemy z buzi wypadać, a bez nas nie można będzie pogadać. Ratunku!!! Brudne ząbki Michałka”

Kiedy dziecko najpierw siada do komputera zamiast najpierw odrobić lekcje – liścik przyklejony do ramy ekranu – „Najpierw obiad, potem cukierek! Najpierw lekcje, potem komputerek!” albo „Nie martw się, stary. Możesz spokojnie odrobić lekcje. Ja naprawdę nie ucieknę  i poczekam tu na ciebie. Twój komputer”

Można napisać liścik nawet do dzieci, które nie potrafią czytać i położyć w widocznym dla nich miejscu tak, żeby wiedziały, że jest on dla nich. Przecież mama czy tata mogą go im przeczytać. To na pewno zrobi wrażenie. Miło jest przecież dostać list. Zanim skrytykujemy, spróbujmy! Pewnie będziemy zdziwieni.

 W naszych kontaktach z dziećmi ważna jest autentyczność rodziców. Nie warto udawać uczuć. Nie warto udawać cierpliwości, jeśli jesteśmy zdenerwowani i wzburzeni. Dzieci są dobrymi psychologami i szybko wyczują, że jest sprzeczność między naszymi słowami a tak zwaną mowa ciała i całą resztą. To odbiera szansę na prawdziwe porozumienie i współpracę. Takie udawanie może czasem prowadzić  do agresji. Udajemy cierpliwość, a w środku coraz bardziej się gotujemy, aż coś w nas pęka i np. uderzamy dziecko! Gdybyśmy nie udawali i od razu powiedzieli, że bardzo nas denerwuje jakieś zachowanie, raczej nie doszłoby do takiego nakręcenia agresji.

I jeszcze jedno! Nawet jeśli nie wszystko od razu układa się, jak byśmy chcieli, nie wracajmy do starych metod! Mamy przecież do wyboru kilka sposobów. Możemy skorzystać również z  ich kombinacji. Możemy mówić z większym naciskiem. A jeśli nawet to nie pomoże… Już teraz zapraszam do przeczytania następnego artykułu, w którym spróbuję  przedstawić alternatywne sposoby do stosowania zamiast karania.

 Autorka: Izabela Pufal

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Zachęcanie dzieci do współpracy I

Jak zachęcać dzieci do współpracy? Przeczytaj w książce mojej żony „Spróbuje mnie zrozumieć”>>>

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

Któż z nas nie zna tego problemu: mówisz do dziecka, prosisz, błagasz, krzyczysz i co? No właśnie – nic. Jakbyśmy mówili innym językiem. Toczy się mała wojna. Każdy okopuje się na swoim stanowisku. Rodzic uważa – Zrób, co ci każę! Na co dziecko myśli – Zrobię, co będę chciał. I błędne koło toczy się dalej. Czasem może się wydawać, że nasze rozmowy (?) ograniczają się jedynie do nakazów i zakazów!

Umyj ręce. Nie krzycz! Idź w końcu spać! Wstawaj! Siedź spokojnie!

Nie jedz palcami! Nie męcz tego biednego kota! Nie ciągnij siostry za włosy!

Przykłady można by pewnie przytaczać w nieskończoność. Nagadamy się, naprodukujemy, a efektu jak nie było, tak nie ma. Czasem, po wielu bojach, uda nam się coś z wielkim trudem osiągnąć. Nie mamy jednak poczucia satysfakcji. Zdajemy sobie sprawę, że powinno być inaczej. Marzą nam się lepsze i spokojniejsze kontakty z dziećmi. Czy można coś na to poradzić? Można!!! Najpierw jednak przyjrzyjmy się popełnianym przez nas błędom. To one są przyczyną naszych porażek i frustracji. Spróbujmy zrobić mały rachunek sumienia, ale i przypomnieć sobie, co czuliśmy jako dzieci, gdy rodzice nas tak traktowali. Postarajmy się wczuć się w przeżycia i doznania dziecka.

1. Gdy obwiniamy i oskarżamy

Rodzic: *Dlaczego zawsze to robisz? *Czy nigdy nie możesz zrobić czegoś dobrze? *Ile razy mam ci powtarzać, że trzeba spuszczać wodę w ubikacji? *Nigdy nie słuchasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Jestem beznadziejny. *Skoro uważasz, że nigdy nie słucham, to nie będę. *Powiem, że to nie ja.

2. Gdy przezywamy

Rodzic: *Daj, naprawie ten zamek, bo ty masz dwie lewe ręce. *Ale z ciebie świnia, taki bajzel w pokoju! *Ty ośle, przecież to jest takie łatwe. Jak można tego nie rozumieć!

Co może pomyśleć dziecko: *Faktycznie jestem do niczego. *Nienawidzę jej. *Nie warto próbować. *Chcę stąd uciec!

3. Gdy straszymy

Rodzic: *Jeżeli jeszcze raz przezwiesz brata, dostaniesz klapsa! *Jeżeli zaraz nie ułożysz swoich rzeczy, to nie wyjdziesz do kolegów.

Co może pomyśleć dziecko:  *Jak ja mam tego dosyć. *Będę robić, co będę chciał. *To dostanę, wielkie mi coś. *To ucieknę przez okno.

4. Gdy rozkazujemy

Rodzic: *Natychmiast posprzątaj swój pokój! *Ruszaj się! Na co czekasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Czego bym nie zrobiła, to i tak będzie źle. *Nie chce mi się. *Nikt mi nie będzie rozkazywał! *Sama sobie posprzątaj, mi to nie przeszkadza.

5. Gdy dajemy wykłady i moralizujemy

Rodzic: *Czy myślisz, że można popychać siostrę i podkładać jaj nogę?! Wygląda na to, że nie wiesz, jak należy się zachowywać, co wolno, a czego nie. Chyba trzeba ci to przypomnieć. A jak sam byś się czuł na jej miejscu? To nie byłoby miłe, prawda? Znasz powiedzenie – nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe? I co ty na to?

 Co może pomyśleć dziecko: *ble, ble, ble…  *Gadaj sobie. *Szkoda, że siebie nie słyszy! *Jestem głupkiem. *Nie spełniam jej oczekiwań. *Już bym wolał dostać w tyłek, niż tego wysłuchiwać!

6. Gdy ostrzegamy

Rodzic: *Załóż kurtkę, bo zmarzniesz i się rozchorujesz. *Nie wchodź na krzesło, bo spadniesz. *Nie pij wody po jabłku, bo dostaniesz skrętu kiszek.

Co może pomyśleć dziecko:  *Chyba nie dam sobie rady. *Trzeba na wszystko uważać, wszystko jest takie niebezpieczne. *A właśnie, że zrobię na odwrót! *Nie wiem, co mam robić.

7. Gdy przyjmujemy postawę męczennika

Rodzic: *Przez was dostane nerwicy albo zaraz zwariuję. *Wpędzicie mnie do grobu! *Zobaczysz, jak to jest, gdy będziesz miała swoje dzieci. Wtedy pogadamy!

Co może pomyśleć dziecko: *Czuję się winna. *Wszystko przeze mnie. *Jak jej się coś stanie, to chyba się zabiję. *Kto ją zadowoli? * To po co masz dzieci, skoro tak ci źle?

8. Gdy porównujemy

Rodzic: *Dlaczego nie możesz być taki jak siostra. Ona zawsze odrabia lekcje zaraz po obiedzie  i nie robi wieczorami takiego cyrku!  Bierz z niej przykład! *Ola zawsze pomaga swojej mamie. A ty co, tylko byś biegała z koleżankami!

Co może pomyśleć dziecko: *Wszyscy są lepsi ode mnie. *Jestem najgorszy. *Nienawidzę tej głupiej Oli! *Ona kocha bardziej siostrę niż mnie.

9. Gdy stosujemy sarkazm

Rodzic: *To jest praca z polskiego! Myślałam, że to jakieś starożytne hieroglify! *To ma być posprzątany pokój? Chyba uczyłaś się tego w jakimś chlewie!

Co może pomyśleć dziecko:  *Zaraz wybuchnę i coś jej powiem! *Mądrala się znalazła! *Czuję się poniżona. * Nienawidzę jej! *

10. Gdy prorokujemy

Rodzic: *Dalej nie dziel się niczym z nikim. W końcu zostaniesz sam i nie będziesz miał żadnego przyjaciela! Zobaczysz! *Jak tak dalej będziesz się z wszystkim grzebać jak mucha w smole, to nigdy z niczym nie zdążysz! Nie dasz sobie rady ani w pracy ani z prowadzeniem domu. A jak przyjdą na świat dzieci, to w ogóle zginiesz.

Reakcje dzieci: *Może faktycznie jestem zły. *Nie nadaję się do niczego. *Boję się przyszłości.

Może nie zgadzasz się ze mną, że wszystkie wymienione zachowania są błędami. Pomyśl jednak i odpowiedz sobie, czy ich stosowanie daje takie efekty, jakbyś chciał/a? Czy raczej jest to strata czasu i energii? Czy jesteś zadowolona/y z siebie jako rodzic? Czy postępując w ten sposób okazujesz dzieciom miłość, serdeczność i zrozumienie? Czy nie jest to przyczyną kłótni ze współmałżonkiem? A przede wszystkim, czy chcesz, aby Twoje dziecko przeżywało, odczuwało i myślało to, co podano w przykładach? Chcesz, aby miało Ciebie dosyć lub by zaczynało mieć dosyć siebie samego? By przestało wierzyć w swoją wartość? By uważało się za nieudacznika? By traciło motywację? By przeżywało lęk? By ciągle musiało ustawiać się w opozycji do Ciebie?

Przypomnij sobie czasy, gdy sam/a byłeś/aś dzieckiem. Jak wtedy działały na Ciebie takie zachowania rodziców? Mogę podać kilka przykładów z mojego dzieciństwa. *Gdy mama zaczynała ględzić, wyłączałam się i nie słuchałam. Nawet jeśli miałam ochotę coś zrobić, to po takim kazaniu najczęściej mi ona przechodziła. *Siostry miały mnie dość, bo ciągle byłam podawana za przykład. Dopiero po wyjściu z domu udało nam się to naprawić, za co jestem im ogromnie wdzięczna. *Niektóre proroctwa mojej mamy tak mocno utkwiły mi w głowie, że do dziś, w chwilach słabości, przypominają się i dołują. *Częste ostrzeganie spowodowało, że zaczęłam się przesadnie obawiać różnych rzeczy i mam tak do dziś.

W następnej części postaram się przedstawić takie sposoby zachęcania dzieci do współpracy, aby faktycznie je one motywowały, pozwalając jednocześnie zachować poczucie własnej godności (zarówno dziecka jak i rodzica). Zapraszam!

Autorka: Izabela Pufal

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: