wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘gpw’

Inteligentny inwestor

Inteligentny inwestor 

Klasyczny tekst z adnotacjami uwspółcześniającymi ponadczasową wiedzę Grahama o inwestowaniu.

Najznakomitszy doradca inwestycyjny dwudziestego wieku, Benjamin Graham, uczył i inspirował ludzi na całym świecie. Jego filozofia „inwestowania wartościowego” – które chroni inwestorów przed podstawowymi błędami i uczy ich stosowania długofalowych strategii – od chwili pierwszego wydania uczyniła z Inteligentnego inwestora prawdziwą biblię giełdy papierów wartościowych.

Rozwój giełdy przez wiele lat potwierdzał mądrość strategii Grahama. Wydanie poprawione zachowuje integralność oryginalnego jego tekstu, a jednocześnie dodaje aktualne komentarze uznanego dziennikarza finansowego, Jasona Zweiga. Wnoszą spojrzenie z punktu widzenia współczesnego rynku, ukazują zbieżności pomiędzy przykładami podawanymi przez Grahama a nagłówkami obecnie wydawanych gazet finansowych. Pozwalają czytelnikom głębiej zrozumieć, w jaki sposób stosować reguły Grahama.

Obecne wydanie Inteligentnego inwestora to najważniejsza książka, jaką kiedykolwiek przeczytasz o osiąganiu zamierzonych celów finansowych. Jasno przedstawia podstawy, niezwykle skutecznego i popularnego podejścia do inwestowania.

 

Jason Zweig Słowo o Benjaminie Grahamie

   Kim był Benjamin Graham i dlaczego trzeba o nim mówić?

  Był nie tylko jednym z najlepszych inwestorów na świecie, ale także największym w dziejach, filozofem praktycznego inwestowania. W czasach przed nim, osoby obracające pieniędzmi postępowały niczym średniowieczna gildia, kierująca się w dużej mierze przesądami, domysłami i hermetycznymi rytuałami. Książka Grahama pt. Security Analysis przekształciła te skostniałe kręgi w nowoczesną profesję.

  A Inteligentny inwestor to pierwsza, przeznaczona dla indywidualnych inwestorów książka, opisująca strukturę emocjonalną i analityczne instrumenty, które stanowią podstawę sukcesu finansowego. Nadal pozostaje najlepszą pozycją, jaką kiedykolwiek napisano dla przeciętnego odbiorcy. Przeczytałem ją zaraz po tym, gdy jako świeżo upieczony dziennikarz w 1987 roku, zacząłem pracować w Forbes. Zaskoczyła mnie wtedy niewzruszona pewność Grahama, że każdy rynek byka wcześniej czy później musi skończyć się źle. W październiku tego roku, doszło do jednego z największych krachów w dziejach amerykańskiej giełdy, a ja byłem wstrząśnięty (obecnie, po szalonej hossie końca lat 90., i brutalnej bessie początku nowego wieku, słowa zawarte w Inteligentnym inwestorze, brzmią bardziej proroczo niż kiedykolwiek).

  Droga Grahama do wiedzy nie była łatwa. Na własnej skórze poznał cierpienia finansowej porażki. Przez dziesięciolecia studiował historię i psychologię giełdy. Urodził się jako Benjamin Grossbaum 9 maja 1894 roku w Londynie. Jego ojciec handlował porcelanowymi figurkami i naczyniami. Gdy Ben miał rok, cała rodzina przeniosła się do Nowego Jorku. Początkowo żyli dostatnio przy Fifth Avenue, mieli służącą, kucharza i francuską guwernantkę. Ale po śmierci ojca, w 1903 roku, porcelanowy biznes zaczął się chwiać, a rodzina popadała w biedę. Matka Bena zrobiła z domu pensjonat.

Potem, za pożyczone pieniądze, zaczęła inwestować „na bazie marży”, a w 1907 roku splajtowała. Ben do końca życia zapamiętał upokorzenie, które spotkało go, gdy poszedł zrealizować za matkę czek i podsłuchał, jak kasjer zadaje pytanie: – Czy Dorothy Grossbaum ma pokrycie na pięć dolarów?

  Na szczęście Benjamin zdobył stypendium na Columbia University, gdzie jego inteligencja mogła w pełni rozkwitnąć. W 1914 roku ukończył studia z drugą pozycją na roku. Przed końcem ostatniego semestru trzy wydziały – filozofii, języka angielskiego i matematyki – zaproponowały mu stanowiska. Miał wtedy zaledwie 20 lat.

  On jednak, zamiast na uczelni, wolał spróbować szczęścia na Wall Street. Zaczął od pracy urzędniczej w firmie handlującej obligacjami, potem został w niej analitykiem, następnie partnerem i wkrótce kierował firmą inwestycyjną należącą częściowo do niego.

  Nie zaskoczyłby go boom internetowy i nagły wzrost cen spółek internetowych. W 1919 roku osiągnął 250% zysku już pierwszego dnia obrotu akcjami Savold Tire, nowej spółki z kwitnącego przemysłu motoryzacyjnego. Po październikowym krachu firmę oskarżono o defraudację, a jej akcje stały się bezwartościowe.

  Graham osiągnął mistrzostwo w niemal mikroskopowo szczegółowym badaniu akcji. W 1925 roku, przekopując raporty Amerykańskiej Komisji Handlu na temat ropociągów, natknął się na wiadomość, że firma Nothern Pipe Line – jej akcje kosztowały wtedy 65 dolarów – trzyma co najmniej 80 dolarów na akcję w bezpiecznych obligacjach (kupił te akcje, nakłonił dyrekcję do zwiększenia dywidendy i trzy lata później sprzedał po 110 dolarów).

  Mimo druzgocącego spadku cen akcji, sięgającego 70%, podczas wielkiego krachu w latach 1929–1932, Grahamowi udało się przetrwać, a nawet dobrze prosperować, bo korzystał z przemijającej hossy. Nie wiadomo dokładnie, kiedy po raz pierwszy osiągnął zyski, ale od 1936 roku, aż do odejścia na emeryturę w 1956 roku, jego Graham−Newman Corp. osiągał co najmniej 14,7% wzrostu rocznie i był to jeden z najlepszych długofalowych wyników notowanych w dziejach Wall Street (dla porównania średnia dla Wall Street to 12,2%).

Jak to się Benjaminowi Grahamowi udało? Łącząc niezwykłą sprawność intelektualną ze zdrowym rozsądkiem i szerokim doświadczeniem, opracował podstawowe zasady inwestowania, które dzisiaj są przynajmniej tak samo aktualne, jak w jego czasach:

    Akcja to nie tylko symbol na taśmie telegrafu albo elektroniczne błyski, lecz świadectwo posiadania konkretnej spółki, której zasadnicza wartość nie zależy od ceny akcji.

    Giełda jest jak wahadło, które stale odchyla się od nieuzasadnionego optymizmu (co sprawia, że ceny akcji są zbyt wysokie) do przesadzonego pesymizmu (gdy akcje są zbyt tanie). Inteligentny inwestor to realista, który sprzedaje optymistom i kupuje od pesymistów.

    Przyszła wartość każdej inwestycji jest funkcją jej obecnych kosztów. Im większe poniesiesz koszty, tym mniejszy osiągniesz zysk.

    Choćby inwestor był nie wiadomo jak ostrożny, przed jednym ryzykiem nie jest w stanie się uchronić, a mianowicie przed ryzykiem pomyłki. Tylko zachowywanie, jak to nazywa Graham, „marginesu bezpieczeństwa”: nigdy nie przepłacać, choćby nie wiadomo jakie emocje budziła inwestycja – pozwala minimalizować prawdopodobieństwo błędu.

    Ty sam posiadasz sekret powodzenia inwestycji. Jeśli staniesz się krytykiem, który nigdy nie wierzy w to, o czym mówi się na Wall Street, i będziesz inwestował z cierpliwością i pewnością siebie, możesz odnosić stałe korzyści podczas najgorszej bessy. Rozwijając dyscyplinę i odwagę, nie pozwalasz, aby zmienne nastroje innych ludzi rządziły losem twoich finansów. Od tego, jak ty się zachowujesz, ważniejsze jest, jak zachowują się twoje finanse.

   Wydanie poprawione Inteligentnego inwestora stawia sobie za cel dopasowanie koncepcji Grahama do współczesnych rynków finansowych, przy całkowitym zachowaniu nienaruszalności oryginalnego tekstu (z wyjątkiem przypisów wyjaśniających) . Po każdym rozdziale Grahama znajduje się współczesny komentarz. W tych przewodnikach dla czytelnika podaję przykłady wydarzeń z ostatnich lat, aby pokazać, że zasady Grahama pozostają aktualne – i odkrywcze – do dziś dnia.

Wszystkim tym, którzy czytają mistrzowski tekst Grahama po raz pierwszy – ale także po raz czwarty lub piąty – zazdroszczę przeżywanego podekscytowania i doznawanego olśnienia. Jak wszystkie książki należące do klasyki, Inteligentny inwestor uczy nas i zmienia nasz pogląd na świat. Im częściej się tę książkę czyta, tym bardziej staje się to oczywiste. Jeśli Graham zostanie twoim przewodnikiem, masz zagwarantowane, że staniesz się inwestorem o niebo inteligentniejszym.

Wprowadzenie Jaki jest cel tej książki?

   Książka ta stawia sobie za cel dostarczenie – w formie przystępnej dla laika – wskazówek na temat opracowywania i realizowania polityki inwestycyjnej. Stosunkowo niewiele zostanie tu powiedziane na temat technik analizy papierów wartościowych, ponieważ skoncentrowaliśmy się głównie na postawach inwestorów i zasadach inwestowania. Mimo to, przedstawimy pewną liczbę skrótowych analiz akcji – głównie w parach notowanych na New York Stock Exchange – aby na konkretnych przykładach pokazać ważne elementy odgrywające rolę przy wyborze określonych walorów.

  Najwięcej miejsca poświęcimy prawidłowościom, występującym w zachowaniach rynków, na przestrzeni niejednokrotnie nawet kilkudziesięciu lat. Aby inteligentnie inwestować w papiery wartościowe, należy posiąść odpowiednią wiedzę na temat tego, jak różne rodzaje akcji i obligacji zachowują się w określonych warunkach, ponieważ z niektórymi z nich można później zetknąć się ponownie. Żaden z cytatów nie pasuje do Wall Street tak, jak sławne ostrzeżenie Santayany: „Ci, którzy zapominają o przeszłości, są skazani na jej powtarzanie”.

  Nasz tekst jest skierowany do inwestorów, a nie do spekulantów, zatem naszym najważniejszym zadaniem będzie wyjaśnienie i zaakcentowanie nieco zapomnianych różnic między tymi dwiema postawami. Na początku trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to książka o tym, „jak zarobić milion”. Ani na Wall Street, ani nigdzie indziej, nie ma łatwych i pewnych dróg do bogactwa. Te słowa dobrze ilustruje pewna historia, którą warto tu przytoczyć, zwłaszcza że zawiera ona więcej niż jeden morał. W pamiętnym 1929 roku, John J. Raskob, ważna osobistość nie tylko dla Wall Street, ale i dla całego kraju, w artykule Każdy powinien się bogacić opublikowanym na łamach Ladies’ Home Journal, wychwalał błogosławieństwa kapitalizmu. Twierdził, że inwestując zaledwie 15 dolarów miesięcznie w dobre akcje, i reinwestując dywidendy, po 20 latach człowiek zgromadzi 80 000 dolarów chociaż włożył tylko 3600 dolarów. Gdyby ten magnat z General Motors miał rację, to naprawdę droga do bogactwa byłaby łatwa. Z naszych pobieżnych kalkulacji – opartych na hipotetycznej inwestycji w akcje 30 spółek z indeksu DJIA (Dow Jones Industrial Average) – wynika, że gdyby ktoś skorzystał z porady Raskoba w latach 1929–1948, na początku 1949 roku jego akcje warte byłyby w sumie około 8500 dolarów. To znacznie mniej niż 80 000 obiecane przez słynną osobistość. Na tym przykładzie najlepiej widać, jaką wagę należy przykładać do takich optymistycznych prognoz i założeń. A tak na marginesie trzeba zauważyć, że roczny zysk w okresie 20 lat mógł wynieść ponad 8% rocznie i to pomimo faktu, że kiedy inwestor zaczynałby kupować akcje indeks DJIA wynosił 300, a na koniec 1948 roku 177. Taki argument może przemawiać za regułą comiesięcznego kupowania dobrych akcji przez wszystkich – program ten nosi nazwę dollar cost average.

  Nasza książka nie jest skierowana do spekulantów, czyli do tych, którzy handlują na giełdzie. Większość z nich kieruje się wykresami i w dużej mierze mechanicznymi instrumentami pomagającymi określić, kiedy najkorzystniej kupować i sprzedawać. We wszystkich tych tak zwanych „podejściach technicznych”, obowiązuje zasada, że trzeba kupować akcje, ponieważ ich cena rośnie albo giełda przejawia tendencje wzrostowe, a sprzedawać, ponieważ cena spada. To wbrew zdrowemu rozsądkowi w każdym biznesie, i mało prawdopodobne, aby miało prowadzić do trwałego sukcesu na giełdzie papierów wartościowych. Podczas naszych doświadczeń i obserwacji giełdowych nie spotkaliśmy ani jednej osoby, która regularnie zarabiałaby pieniądze na „podążaniu za rynkiem”. Nie wahamy się powiedzieć, że jest to podejście równie popularne, co złudne. Później zilustrujemy to przykładem – którego oczywiście nie można traktować jako dowodu – w krótkim omówieniu słynnej Dow theory na temat kupowania i sprzedawania na giełdzie papierów wartościowych.

  Od pierwszego wydania Inteligentnego inwestora w 1949 roku, mniej więcej co pięć lat, ukazywały się uzupełnienia. W uaktualnieniu do obecnego wydania będziemy musieli uwzględnić znacznie większą ilość zmian, jakie pojawiły się od 1965 roku. Należą do nich:

    Bezprecedensowy wzrost odsetek z wysokooprocentowanych obligacji.

    35% spadek poziomu cen wiodących akcji zwykłych, który zakończył się w maju 1979 roku, to największy wyrażany w procentach spadek od jakichś 30 lat (niezliczona liczba walorów gorszej jakości odnotowała jeszcze większe spadki).

Ustawiczna inflacja hurtowych i detalicznych cen, która nabierała rozpędu nawet w obliczu ogólnego ostudzenia gospodarki w 1970 roku.

    Szybki rozwój przedsiębiorstw zwanych „konglomeratami”, popularność franczyzy i pojawienie się innych nowinek biznesowych i finansowych (między innymi podejrzane „letter stock”1, prawa poboru akcji premiowych, zwodnicze nazwy, wykorzystywanie banków zagranicznych i inne).

    Bankructwo największej linii kolejowej, zbyt wysokie krótko i długoterminowe zadłużenie wielu niegdyś mocno zabezpieczonych przedsiębiorstw, a nawet niepokojący problem wypłacalności firm z Wall Street.

    Pojawienie się mody na „sztuczną poprawę wyników” w zarządach funduszy odnoszących niepokojące rezultaty (także niektórych funduszy powierniczych prowadzonych przez banki).

  Bierzemy te zjawiska pod baczną uwagę, a niektóre z nich spowodują zmianę wniosków z poprzednich edycji. Podstawowe zasady solidnego inwestowania nie powinny zmieniać się co 10 lat, ale stosowanie tych zasad trzeba dopasowywać do zmian w klimacie gospodarczym i mechanizmach finansowych.

  To ostatnie zdanie zostało wystawione na próbę podczas prac nad obecnym wydaniem. Pierwsza wersja była ukończona w styczniu 1971 roku. W tym czasie indeks DJIA odbił się od swojego minimum z 1970 roku, czyli 632, i w 1971 wzrósł do 951, więc zapanował powszechny optymizm. W chwili składania ostatecznej wersji, w listopadzie 1971, ceny giełdowe znów zaczęły spadać, a DJIA na poziomie 797 oznaczał powszechny niepokój o przyszłość. Staraliśmy się, aby takie wahania nie wpłynęły na ogólne podejście do solidnej polityki inwestycyjnej, która pozostaje niezmienna od pierwszego wydania z 1949 roku.

  Spadki na giełdzie w latach 1969–1970, rozwiały złudzenia z ostatnich 20 lat. Wtedy każdą akcję można było kupić w dowolnym czasie i za dowolną cenę, i była pewność, że przyniesie zysk, a jeśli nawet jakaś korekta doprowadziła do spadku jej ceny, to i tak było wiadomo, że wkrótce znów zdrożeje do wysokiego poziomu. To zbyt piękne, aby było prawdziwe. Po długiej przerwie giełda „wróciła do normalności” – zarówno inwestorzy, jak i spekulanci znów muszą być gotowi nie tylko na wzrost, ale także na znaczne i długotrwałe spadki wartości swoich portfeli.

Wśród wielu akcji drugo- i trzeciorzędnych, zwłaszcza spółek, które wypłynęły niedawno, zamieszanie wywołane załamaniem rynku spowodowało katastrofę. Załamanie samo w sobie nie było niczym nowym – do podobnego doszło w latach 1961–1962 – teraz jednak pojawił się nieznany dotychczas element, mianowicie taki, że w tego typu spekulacyjnych, i często wycenionych zbyt wysoko walorach, znaczą część aktywów ulokowały niektóre fundusze inwestycyjne. Najwyraźniej nie tylko nowicjuszy należy ostrzegać, że chociaż entuzjazm bywa przydatny w wielu dziedzinach, na Wall Street nieuchronnie prowadzi do niepowodzenia.

  Ważnym problemem, którym musimy się zająć, jest znaczny wzrost odsetek z wysokooprocentowanych obligacji. Od końca 1967 roku, inwestorzy mogą uzyskać z takich obligacji dwukrotnie wyższy zysk, niż z dywidendy akcji zwykłych. Na początku 1972 roku, zysk z wysokooprocentowanych obligacji wynosił 7,19%, a z akcji spółek przemysłowych tylko 2,76% (dla porównania, pod koniec 1964 roku, liczby te wynosiły odpowiednio 4,40% i 2,92%). Trudno to sobie wyobrazić, ale gdy pisałem tę książkę w roku 1949, proporcje wyglądały odwrotnie: obligacje przynosiły 2,66%, a akcje 6,82%.2 W poprzednich wydaniach twierdziliśmy, że co najmniej 25% portfela inwestora konserwatywnego musi składać się z akcji zwykłych, chociaż sugerowaliśmy, że portfel powinien zawierać raczej po połowie akcji i obligacji. Teraz należy się zastanowić, czy przewaga obligacji nad akcjami, nie uzasadnia polityki inwestowania wyłącznie w obligacje, dopóki pomiędzy zyskami z tych dwóch rodzajów walorów nie zarysuje się rozsądniejsza proporcja, a spodziewamy się, że do tego dojdzie. Oczywiście ważną sprawą przy podejmowaniu decyzji, będzie też wysoka inflacja. Jej omówieniu zostanie poświęcony cały rozdział.

  Dawniej, wyraźnie odróżnialiśmy dwa rodzaje inwestorów, do których adresowana jest ta książka – „defensywnych” i „przedsiębiorczych”. Inwestor defensywny (bierny) przede wszystkim stara się unikać poważnych błędów i strat. Stara się unikać wysiłku, niepokoju i konieczności częstego podejmowania decyzji. Zasadniczą cechą inwestora przedsiębiorczego (aktywnego, agresywnego), jest gotowość do poświęcenia czasu i pracy na wybór akcji bardziej atrakcyjnych niż przeciętne. Przez kilkadziesiąt lat, taki inwestor mógł w zamian za swój wysiłek, spodziewać się wartościowej nagrody w postaci zysków wyższych niż osiąga inwestor pasywny. Obecnie mamy poważne wątpliwości, czy w dzisiejszych warunkach, aktywny inwestor naprawdę może liczyć na tego typu gratyfikację. Ale w przyszłym roku, lub w przyszłych latach, może się to zmienić. Dlatego będziemy o możliwościach przedsiębiorczego inwestowania mówili w taki sam sposób, jak w poprzednich okresach, które być może powrócą.

  Przez wiele lat pokutował pogląd, że sztuka skutecznego inwestowania polega na tym, aby najpierw wyłonić branże, które według wszelkiego prawdopodobieństwa, w przyszłości będą się rozwijać, a potem wybrać z tych branż najbardziej obiecujące firmy. Na przykład, sprytny inwestor – lub sprytni doradcy – od dawna przewidywali rozwój całego przemysłu komputerowego, a w szczególności firmy IBM. Podobnie, w przypadku kilku innych branż i firm. Ale teraz już nie jest tak łatwo. Aby dokładnie to wyjaśnić, na początek pozwolimy sobie zacytować fragment, który został zamieszczony w pierwszym wydaniu tej książki z 1949 roku.

  Taki inwestor może na przykład kupować akcje linii lotniczych, bo wierzy, że czeka je bardziej świetlana przyszłość, niż to wynika z obecnych trendów. Dla niego w tej książce cenniejsze, od pożytecznych technik, które mogłyby mu pomóc, będą ostrzeżenia przed pułapkami związanymi z jego ulubionym podejściem inwestycyjnym.

  Pułapki we wspomnianej branży okazały się szczególnie niebezpieczne. Oczywiście łatwo było prognozować, że w kolejnych latach ruch lotniczy przeżyje spektakularny wzrost. Z tego powodu akcje spółek lotniczych stały się ulubieńcami funduszy inwestycyjnych. Lecz mimo wzrostu przychodów – w tempie jeszcze szybszym niż w branży komputerowej – kłopoty techniczne i nadmierny rozrost mocy przewozowych spowodowały, że zyski wyglądały katastrofalnie. W latach 70., mimo wzrostu ruchu powietrznego, linie lotnicze przyniosły akcjonariuszom około 200 mln dolarów strat (w 1945 roku i 1961 roku także wykazywały straty). W okresie 1969–1970, ceny akcji tych spółek spadły bardziej niż ogólnie ceny giełdowe. Z zapisków archiwalnych wynika, że nawet wysoko opłacani, profesjonalni eksperci z funduszy inwestycyjnych, mylili się zupełnie w kwestii tej potężnej i dobrze rozpoznanej branży.

  Z drugiej strony, chociaż fundusze inwestycyjne sporo zainwestowały w akcje IBM i sporo na nich zyskują, to wysoka cena i brak pewności powiedzmy, 3% akcji tej znakomicie spisującej się firmy. Dlatego te, jak najbardziej trafnie wybrane akcje, nie mają znaczącego wpływu na ogólne wyniki funduszy. Co więcej wiele – jeśli nie większość – inwestycji w spółki komputerowe inne niż IBM, okazywało się niedochodowe. Z tych przykładów wyłaniają się dwie konkluzje:

    Znakomite perspektywy rozwoju danej branży nie muszą przekładać się na zyski inwestorów.

    Eksperci nie mają wiarygodnych metod na wybieranie najbardziej obiecujących spółek z najbardziej obiecujących branż.

   Autor nie stosował takiego podejścia, gdy zarządzał funduszem i nic nie doradzi, ani nie zachęci w żaden sposób tych, którzy chcieliby wypróbować tę metodę.

  A zatem, co chcemy osiągnąć za pośrednictwem tej książki? Naszym podstawowym celem będzie przeprowadzenie czytelnika przez tereny, na których mógłby popełnić poważne błędy, i opracowanie takiej polityki inwestycyjnej, z którą będzie czuł się bezpiecznie. Powiemy też nieco o psychologii inwestowania. Ponieważ głównym problemem – może nawet wrogiem – inwestora jest on sam („wina, drogi inwestorze, leży nie po stronie gwiazd ani akcji, ale po naszej…”). To jest szczególnie widoczne w ostatnich dziesięcioleciach, gdy konserwatywni inwestorzy stanęli przed koniecznością zakupu akcji i, chcąc nie chcąc, wystawili się na pokusy i emocje związane z giełdą papierów wartościowych. Za pomocą argumentów, przykładów i zachęt, mamy nadzieję pomóc naszym czytelnikom w przyjęciu odpowiedniego nastawienia umysłowego i emocjonalnego, wobec decyzji inwestycyjnych. Zwyczajni ludzie, z temperamentem odpowiednio dopasowanym do procesu inwestowania, na naszych oczach potrafili zarobić i nie stracić więcej pieniędzy niż ci, którym brakowało tej cechy, a posiadali ogromną wiedzę z dziedziny finansów, rachunkowości i giełdy papierów wartościowych.

  Ponadto, mamy nadzieję zaszczepić czytelnikom skłonność do dokonywania rzetelnych ocen. W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto, potrafiliśmy stwierdzić, że akcje są na tyle tanie, aby je kupić, i na tyle drogie, że warto je sprzedać. Dla inwestora nieoceniony jest nawyk zestawiania tego, ile trzeba zapłacić, z tym, co jest do zaoferowania. Wiele lat temu, w pewnym kobiecym czasopiśmie, radzono czytelniczkom, aby kupowały akcje nie jak perfumy, ale jak produkty spożywcze. W ostatnich latach (a także w podobnych sytuacjach wcześniej), doszło do wielu druzgocących strat na akcjach, ponieważ kupujący zapominali zapytać – „po ile?”.

  W czerwcu 1970 roku rentowność wystawionych na sprzedaż wysokooprocentowanych obligacji państwowych wynosiła 9,40%. Teraz liczba ta spadła do 7,3%. Po co więc szukać innych sposobów, skoro można mieć pewny zysk na obligacjach? Ponieważ istnieją inne sposoby i trzeba je starannie rozważyć. Poza tym powtarzamy, że i my, i nasi czytelnicy, musimy być z wyprzedzeniem przygotowani na to, że w latach, powiedzmy, 1973–1977 będzie zupełnie inna sytuacja.

  Dlatego dość szczegółowo zaprezentujemy korzystny program inwestowania w akcje zwykłe. Część mogą realizować oba typy inwestorów, a część jest przeznaczona wyłącznie dla inwestorów przedsiębiorczych. Jest dość dziwne, że jedyny wymóg, jaki tutaj stawiamy, jest taki, aby nasi czytelnicy ograniczyli się do walorów sprzedawanych niewiele ponad wartość aktywów materialnych spółki. Chociaż to rada nieco staroświecka, przydaje się pod względem praktycznym i psychologicznym. Doświadczenie nauczyło nas, że choć istnieje wiele dobrze rozwijających się przedsiębiorstw, wartych kilka razy więcej niż ich aktywa netto, inwestor kupujący ich akcje za bardzo uzależnia się od giełdowych kaprysów i wahań. Natomiast osoba inwestująca w, dajmy na to, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, wyceniane niewiele ponad poziom wartości aktywów netto, zawsze może uważać się za posiadacza akcji solidnej, rozwijającej się firmy, zakupionych po rozsądnej cenie – niezależnie, co na ten temat sądzi giełda. Taka konserwatywna polityka, ostatecznie przynosi większe korzyści, niż ekscytujące przygody z akcjami spółek z ponętnych i niebezpiecznych branż rokujących wzrost.

  Sztuka inwestowania ma jedną, powszechnie niedocenianą, cechę. Rzetelne, choć mało spektakularne wyniki, może osiągać inwestor−laik przy minimum wysiłku i umiejętności, ale aby wznieść się ponad tę łatwą do osiągnięcia przeciętność, trzeba bardziej się przyłożyć i zdobyć większą wiedzę. Jeżeli do swojego programu inwestycyjnego wniesiesz tylko trochę nowej wiedzy i mądrości, to może się okazać, że zamiast osiągnąć nieco lepsze rezultaty, pogorszyłeś swoją sytuację.

Skoro każdy, kupując i trzymając akcje reprezentatywnych spółek, może osiągać wyniki równe średnim giełdowym, to „wybicie się ponad przeciętność” wydawałoby się zadaniem stosunkowo łatwym. W rzeczywistości jednak, zaskakująco duży odsetek mądrych ludzi próbuje to osiągnąć bezskutecznie. Nawet większość funduszy inwestycyjnych, gdzie zatrudnieni są doświadczeni pracownicy, na przestrzeni wielu lat nie osiąga wyników dorównujących średnim giełdowym. Za taką sytuację odpowiadają, m.in. publikacje prognoz giełdowych sporządzanych przez domy maklerskie; mamy solidne dowody na to, że na ich kalkulacjach można polegać tak samo, jak na rzucaniu monetą.

  Pisząc tę książkę, staraliśmy się pamiętać o tej pułapce. Podkreślaliśmy już zalety prowadzenia prostej polityki zawartości portfela – kupować wysokooprocentowane obligacje i zdywersyfikowane akcje wiodących spółek – z którą, przy niewielkiej pomocy eksperta, poradzi sobie każdy inwestor. Wypady poza tę strefę bezpieczeństwa i stabilności, wydają się pełne niebezpieczeństw i trudności, zwłaszcza wynikających z temperamentu inwestora. Przed zdecydowaniem się na taką przygodę, inwestor powinien sam czuć się pewnie i być pewny swoich doradców, a szczególnie tego, czy dokładnie zdają sobie sprawę z różnicy między inwestowaniem a spekulacjami, a także między ceną giełdową a wartością.

  Twarde podejście do inwestowania, mocno oparte na zasadzie „marginesu bezpieczeństwa”, może owocować znacznymi zyskami. Ale jeśli ktoś, zamiast postawić na pewne zyski z inwestowania defensywnego, postanawia sięgnąć po te dodatkowe dochody, musi koniecznie dokonać najpierw rzetelnej samooceny.

  I na koniec wspomnienie. Kiedy autor, jako młody człowiek, w czerwcu 1914 roku pojawił się na Wall Street, nikt nie miał pojęcia, co będzie się dziać przez następne pół wieku (nie podejrzewano nawet, że dwa miesiące później wybuchnie wojna światowa, a New York Stock Exchange zostanie zamknięta). Teraz, w 1972 roku, okazujemy się najbogatszym i najpotężniejszym krajem świata, ale dręczonym przez poważne problemy i patrzącym w przyszłość z obawami i niepewnością. Jednak, jeśli przeanalizujemy nasze amerykańskie doświadczenia inwestycyjne, to zauważymy, że od 57 lat panuje względny spokój. Chociaż warunki na giełdach są nieprzewidywalne jak trzęsienia ziemi, jest prawdą niezmienną, że solidne zasady inwestycyjne przynoszą solidne zyski. I musimy przyjąć założenie, że nadal będą przynosiły.

Uwaga do czytelnika. Książka ta nie dotyczy ogólnej polityki finansowej ludzi oszczędzających i inwestorów. Odnosi się tylko do tej części ich finansów, którą zdecydowali się przeznaczyć na zakup, pozostających w obrocie giełdowym, papierów wartościowych czyli obligacji i akcji. Dlatego nie omawiamy tutaj tak ważnych instrumentów, jak konta oszczędnościowe, lokaty terminowe, rachunki w towarzystwach oszczędnościowo−kredytowych, ubezpieczenia na życie, ubezpieczenia emerytalne, kredyty hipoteczne. Czytelnik powinien pamiętać również, że gdy znajdzie w tekście słowo „obecnie” lub inne podobne słowa, odnoszą się one do końca roku 1971 i początku roku 1972.

KSIĄŻKĘ MOŻESZ ZDOBYĆ TUTAJ:

Inteligentny inwestor 

Giełda Papierów Wartościowych to jest to!

Tobiasz Maliński – „Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś TEGO nie wiedział?”>>>

„Jesteśmy najszybciej rozwijającą się giełdą w Europie”.

(Ludwik Sobolewski, wypowiedź z dnia 21.12.2010 r.)

Osoby pytające mnie, czym się zajmuję, po usłyszeniu odpowiedzi, że jestem głównie inwestorem, chcą się dowiedzieć, w co inwestuję. Gdy odpowiadam, że w spółki giełdowe, rozjaśnia im się twarz i stwierdzają: „To znaczy, że jesteś inwe­storem giełdowym!”. Myślą, że trafili, ale nie mają racji.

Można inwestować na giełdzie oraz za pośrednictwem giełdy, co ja właśnie czynię. Inwestowanie na giełdzie to zwyczajna gra giełdowa, handel i spekulacja. Inwe­stowanie za pośrednictwem giełdy jest inwestowaniem w spółki giełdowe, czyli podmioty, których akcje są notowane na giełdzie. Inwestując na rynku, zarabiam za jego sprawą, natomiast inwestując w spółkę, pragnę zarobić głównie na niej. Giełda jest pośrednikiem, który umożliwia po prostu łatwe znalezienie drugiej strony transakcji – kupującego lub sprzedającego. Słusznie mówi Warren Buffett,że jeśli chodzi o niego, to giełdy mogłyby zostać zamknięte na wieczność i jemu nie sprawiłoby to różnicy. On bowiem zarabia nie na giełdzie, ale właśnie za jej pośrednictwem.

Koncentrując się na rynku jako takim, masz duże szanse, żeby zwariować. Każde­go dnia z rynku napływa mnóstwo informacji, które są śledzone. Każdego dnia trzeba obserwować zachowanie cen na rynku, aby przypadkiem nie stracić. Sło­wem – inwestowanie na giełdzie jest zajęciem pełnoetatowym, które wykonywać należy codziennie. Z kolei inwestowanie za pośrednictwem giełdy – w spółki giełdowe – jest o wiele mniej wymagające oraz czasochłonne. Inwestor ogranicza się do analizy historycznych sprawozdań finansowych,poznaniaspółkiorazprzed­miotu jej działalności, a w dalszej kolejności śledzi bieżące informacje finansowez niej napływające. Bieżącymi informacjami są sprawozdania kwartalne, półroczne i roczne, dlatego inwestor posiadający akcje tylko jednej spółki będzie się skrajnie obijał, a nie przepracowywał, natomiast jak najbardziej zarabiał.

Jeśli po lekturze poprzednich rozdziałów wciąż zastanawiasz się, czy warto inwe­stować w spółki giełdowe, odpowiem Ci, że warto, ponieważ:

1. Nie będziesz tracił nerwów tak jak w przypadku gry giełdowej.

2. Będziesz miał więcej czasu i nie będziesz go bezsensownie tracił.

3. Zaczniesz zarabiać więcej oraz skuteczniej, nie męcząc się przy tym.

Słowem – warto nauczyć się być cierpliwym oraz poznać tajniki sprawozdań finan­sowych, bo umiejętności te raz zdobyte pozostają na całe życie i będą przekładać się na wysokie zyski. 

 

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Inwestowanie w akcje przez Internet, czyli jak wybrać biuro maklerskie

Jakie biuro maklerskie?

Inwestowanie w akcje z roku na rok staje się coraz bardziej dostępne.

Stanie w kolejce do biura maklerskiego, aby kupić akcje wybranej spółki odchodzi w niepamięć. Od 2000 roku wraz ze znacznym wzrostem popularności Internetu biura maklerskie udostępniły klientom zlecenia internetowe. Wybór biura jest decyzją zazwyczaj na lata. Jak wybrać biuro maklerskie, aby inwestowanie w akcje było maksymalnie efektywne?

Inwestorzy coraz częściej korzystają ze zleceń internetowych

Porównując możliwości składania zleceń giełdowych z początków funkcjonowania giełdy w 1991 roku a obecnie, można bez wahania mówić o rewolucji. Pod koniec lat 90-tych znacznym krokiem naprzód było wprowadzenie zleceń telefonicznych.

Klient podając podczas rozmowy telefonicznej odpowiednie dane osobowe oraz hasło składał dyspozycję ustną. Zlecenie było nagrywane na wypadek ewentualnych reklamacji. Zlecenia internetowe to prawdziwy przełom zarówno pod względem kosztów, jak i oszczędności czasu.

Każdy, kto składał zlecenia telefoniczne pamięta, ile czasu zajmowało połączenie się z biurem maklerskim, a dodatkowo ponosiliśmy opłaty średnio 3-krotnie większe niż obecnie przy zleceniach internetowych.

Według danych GPW pod koniec 2005 roku otwartych było ok. 850 tys. rachunków maklerskich. Jednak rachunków aktywnych – czyli tych, na których w przeciągu kilku ostatnich miesięcy zawarto transakcje było niespełna 200 tys. Częściowo winę za taki stan ponoszą inwestorzy indywidualni, którzy zakładają rachunki tylko w celu kupna akcji oferowanych przez Skarb Państwa (PKO BP, PGNiG, LOTOS), a po ich sprzedaży rachunek pozostaje martwy.

Cieszyć może za to fakt, iż 29% aktywnych inwestorów składa zlecenia za pośrednictwem Internetu i ilość ta rośnie z roku na rok. Dla porównania w 2001 roku zlecenia internetowe składało zaledwie 12% inwestorów. Tak dużemu wzrostowi sprzyja coraz powszechniejszy dostęp do Internetu, spadek cen za korzystanie z sieci oraz wzrost świadomości w kwestii elektronicznych transakcji, do czego z pewnością przyczynił się dynamiczny rozwój bankowości elektronicznej. Klienci przekonali się, że korzystanie z bankowości elektronicznej może być łatwe i co najważniejsze bezpieczne pod warunkiem zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa. Zabezpieczenia w dostępie do rachunków maklerskich są w wielu przypadkach analogiczne, jak w rachunkach bankowych.

W tym tkwi olbrzymi potencjał dla biur maklerskich. Dwaj liderzy bankowości internetowej: mBank i Inteligo posiadają ponad 2 mln użytkowników kont internetowych.

Czy warto kierować się rankingami?

Publikowane często w prasie rankingi biur maklerskich mają być dla potencjalnych klientów wskazówką przed podjęciem decyzji o wyborze biura maklerskiego.

Jak w każdym rankingu istotne są kryteria, według których powstał ów ranking.

I tak, biuro maklerskie o bardzo dużej ilości placówek wypadnie wysoko w rankingu biur o największej liczbie placówek. Nie oznacza to jednak, że jest najlepsze również pod względem kosztów prowadzenia rachunku, dostępu do ofert publicznych czy zyskowności firm, które trafiają na giełdę za jego pośrednictwem.

Przykład: Internetowy Dom Maklerski S.A.

Choć IDM posiada zaledwie kilka POK (Punktów Obsługi Klienta), a jego udział w obrotach giełdowych jest znikomy, pokonał wiele znacznie większych biur maklerskich w rankingu za 2005 r. biorącym pod uwagę ilość przeprowadzonych ofert publicznych i ich dochodowość dla inwestorów.

Zyski przemawiają do klientów lepiej niż niska prowizja, czy duża sieć placówek.

Co również istotne, ilość ofert pierwotnych to nie tylko spółki, w których biuro jest tzw. oferującym, ale również pośrednictwo w ofercie wspólnie z innymi biurami. Ma to wymierne korzyści dla klientów, gdyż wiele spraw mogą załatwić w jednym miejscu.

Klient zewnętrzny

Dla wszystkich inwestorów zainteresowanych ofertą kupna akcji spółki na rynku pierwotnym, która nie jest dostępna w wybranym przez nich biurze maklerskim, pozostaje rola tzw. klienta zewnętrznego.

W skrócie wygląda to tak:

– telefonujemy do biura maklerskiego, które oferuje akcje interesującej nas spółki,

– informujemy o zamiarze kupna akcji jako klient zewnętrzny i prosimy o podanie nr rachunku bankowego – tzw. konta emisyjnego, na które mamy dokonać wpłaty za akcje,

– dokonujemy przelewu na konto i po minimum 2 dniach udajemy się do biura, aby złożyć zlecenie,

– akcje, które kupimy zostaną zdeponowane na naszym rachunku w biurze, w którym mamy rachunek,

– w przypadku redukcji zleceń środki zostaną przelane na nasz rachunek bankowy, który wskażemy podczas składania zlecenia zakupu akcji.

Podsumowując – jeden telefon, jeden przelew, jedna wizyta w biurze maklerskim oferującym akcje i wchodzimy w ich posiadane. Zajmuje to trochę czasu, ale po pierwszej udanej operacji jest dużo łatwiej.

Warto korzystać z tej formy zakupu, gdyż jedynie spółki wprowadzane na GPW przez Skarb Państwa są dostępne praktycznie w każdym biurze maklerskim.

Konto osobiste + rachunek maklerski

Banki i biura maklerskie, które ściśle ze sobą współpracują starają się udostępniać klientom maksymalny komfort inwestowania. Pionierami takich rozwiązań są mBank oraz BPH, które jako pierwsze zaoferowały rachunek maklerski powiązany z kontem osobistym. W kwietniu 2006 r. dołączył do nich również Multibank.

Nie ma biur idealnych.

Tak samo, jak nie ma idealnego konta osobistego czy karty kredytowej, nie ma idealnego biura maklerskiego. O wyborze biura decydować może zarówno miejsce zamieszkania, jak i aktywność w charakterze inwestora.

Ilość POK – punktów obsługi klienta

Największe w Polsce biuro maklerskie CDM (Centralny Dom Maklerski) Pekao SA posiada kilkadziesiąt oddziałów w całym kraju. Są jednak biura, które posiadają POK tylko w największych miastach Polski. Z kolei CDM Pekao S.A., BM BPH czy BDM PKO BP posiadają sieć POK obejmującą małe miasta. Duża ilość POK znacznie ułatwia załatwienie wielu spraw.

Niektórzy inwestorzy ze względu na miejsce zamieszkania są niejako skazani na wybór jednego lub co najwyżej dwóch biur maklerskich.

W takiej sytuacji wybór pozostaje prosty, aczkolwiek nie zawsze

najkorzystniejszy.

Opłata za prowadzenie rachunku

Przy wyborze biura maklerskiego warto brać pod uwagę zarówno koszty prowadzenia rachunku, jak i prowizję od dokonywanych transakcji.

Roczny koszt prowadzenia rachunku to ok. 40-60 zł. Są jednak biura, które nie pobierają opłat z tego tytułu. Jedynym kosztem pozostaje wówczas znaczek skarbowy za 15 zł niezbędny do podpisania umowy o świadczenie usług maklerskich.

O ile różnice w opłatach za prowadzenie są spore, to prowizje od transakcji są niemal identyczne i wynoszą zazwyczaj 0,39% lub 0,40% od kwoty transakcji przekraczającej 2000 zł. Poniżej tej kwoty prowizja jest stała – 8 zł.

Wspomniane przeze mnie wysokości prowizji dotyczą oczywiście zleceń składanych za pośrednictwem Internetu. Większość biur stosuje wyraźny podział na zlecenia tradycyjne (droższe) i internetowe (znacznie tańsze). Wyjątkami od tej reguły pozostawało do marca 2006 biuro KBC Securities (dawniej Kredyt Bank) oraz DI BRE Banku.

Aktywni inwestorzy mogą liczyć na jeszcze niższe prowizje liczone od wartości obrotu. Zachęty dotyczą również osób inwestujących na rynku kontraktów terminowych. Im więcej kontraktów kupujemy/sprzedajemy, tym niższe mamy opłaty.

Rachunek bez opłaty>>>

Dostęp do notowań online

W inwestowaniu w akcje często znaczenie mają minuty, a nawet sekundy. Dlatego inwestorzy powinni zapewnić sobie dostęp do najświeższych informacji. Niestety ogólnodostępne notowania giełdowe publikowane na najpopularniejszych portalach: Onet, WP, Bankier są opóźnione o 15 min. Jakie ma to znaczenie przy aktywnym inwestowaniu, nie muszę nikomu przypominać. Niestety za dostęp do notowań online biura maklerskie każą sobie płacić.

Na zachętę udostępniają wgląd do jednej oferty, ale za dostęp do trzech musimy zapłacić ok. 35-50 zł miesięcznie. Za pięć ofert opłata sięga od ok. 70 do 100 zł. Na zniżki mogą liczyć klienci generujący znaczne obroty na swoim rachunku. Zatem jeśli dokonujemy wielu transakcji, dostęp do notowań z pewnością nam się opłaci.

O czym jeszcze warto wiedzieć korzystając z usług biura maklerskiego?

Zasilanie i wypłacanie pieniędzy z rachunku maklerskiego.

Każdy klient zakładając rachunek w biurze maklerskim otrzymuje nr konta bankowego przypisanego do jego rachunku maklerskiego, który jest np. 6-cyfrowym numerem 126032. W ten sposób można dokonywać wpłat przelewem np. z własnego konta osobistego podając nr rachunku bankowego, imię nazwisko i 126032 jako numer rachunku maklerskiego.

Dzięki temu środki są przypisywane do odpowiednich rachunków. Nieco inaczej sprawa wygląda przy wypłacie środków z naszego rachunku.

Można to zrobić w każdym POK, ale w przypadku zleceń internetowych należy najpierw zdefiniować nr rachunku. Jest to podyktowane względami bezpieczeństwa. Chodzi o to, aby klient podczas wizyty w POK złożył pisemną dyspozycję z podaniem nr rachunku osobistego, na jaki mają trafiać wypłacane pieniądze. Jest to operacja jednorazowa i rachunek podany przez klienta widnieje w systemie transakcyjnym jako jedyny dostępny do przelewów.

Rozliczanie transakcji giełdowych.

Kwestia istotna o tyle, iż środki ze sprzedaży akcji są dostępne do wypłaty dopiero trzeciego dnia od transakcji. Tego samego dnia możemy kupować akcje, a następnego dnia obligacje. Dzieje się to za sprawą systemu rozliczeń biura maklerskiego. Środki dostępne i środki wolne to nie zawsze to samo. Za środki dostępne możemy np. kupić akcje, ale wypłacić/przelać gotówkę możemy dopiero, kiedy przyjmą status wolnych (do wypłaty). Logując się na swój rachunek maklerski możemy zauważyć, iż jest to wyszczególnione.

Musimy o tym pamiętać, jeśli chcemy np. kupić akcje w ofercie publicznej za pośrednictwem innego biura maklerskiego. Jeden dzień zwłoki w upłynnieniu akcji może nas bowiem pozbawić możliwości udziału w wybranej ofercie publicznej.

Jeśli brać pod uwagę, że według informacji GPW Polacy lokują w akcje zaledwie 10% swoich aktywów, a średnia pięciu największych krajów UE sięga 32%, widać ogromny potencjał i pole do działania dla biur maklerskich. W najbliższych latach będziemy świadkami ciekawej walki o udział w rynku wśród najaktywniejszych biur maklerskich.

Od rachunku internetowego w banku do rachunku maklerskiego pozostaje tylko mały krok.

Fragment publikacji „Inwestowanie pieniędzy w praktyce”, dzięki której nauczysz się pomnażać własne pieniądze>>>       

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Jak grać na giełdzie, czyli gra na giełdzie dla każdego

Jak zacząć grę na giełdzie, czyli początkujący inwestor w akcji

Giełda to miejsce, w którym można osiągnąć wyzwolenie i niezależność finansową. Jest ona stworzona dla tych, którzy nie godzą się na rygor codzienności i dążą do swobody finansowej, gdzie każdy może w dowolny sposób ustalać i kreować czas pracy w taki sposób, jaki mu odpowiada.

Początkujący inwestor często odczuwa strach i obawę przed lokowaniem swoich pieniędzy w wirtualne instrumenty finansowe. Myśl o ich stracie, często będących oszczędnościami życia, sprawia, że już na samym początku popełniamy błąd. Podświadomie wmawiamy sobie, że poniesiemy porażkę.

Tymczasem mając tylko wolny i swobodny umysł, możemy osiągnąć sukces. Jednak nie ulega wątpliwości, że strach i obawa to coś dobrego; coś, co wyostrza nasze zmysły i wzmacnia uwagę i koncentrację.

Jeżeli nie poświęcisz, zwłaszcza na początku, kilku godzin dziennie na to, co się dzieje na rynku, zostaniesz w tyle, ponieważ robiący to będą krok przed Tobą. Im bardziej zaangażujesz się w analizę spółek, ich sytuacji finansowej, wykresów, wskaźników, komunikatów i raportów, tym większa szansa, że szala zwycięstwa przechyli się na Twoją korzyść.

Pamiętaj, że im więcej informacji posiadasz, tym podejmiesz bardziej racjonalną i mającą lepsze skutki decyzję  inwestycyjną, ponieważ będzie ona poparta wiedzą i intuicją, która z czasem sama się w Tobie zrodzi.

Początki zawsze bywają trudne i zniechęcają do kontynuacji tego, co się zaczęło. Jeżeli nawet w początkowej fazie inwestowania nie będziemy odnosić sukcesów, nie powinniśmy się zrażać. Wiedza, doświadczenie, ciężka praca i własne wnioski z czasem przełożą się na sukcesy i pierwsze zarobione pieniądze.

Każda zyskowna transakcja będzie motorem do dalszego działania i uczenia się. Stosowanie własnych, sprawdzonych strategii, trzymanie się dyscypliny i przestrzeganie zasad panujących na giełdzie przyczyni się do naszego sukcesu i zwiększenia zasobności naszego portfela.

Każdy, nawet największy rekin giełdowy, był kiedyś w tym samym punkcie co początkujący inwestor — zaczynał od zera. To, jak pokierujemy naszym sukcesem, zależy wyłącznie od nas i od tego, ile wysiłku włożymy w jego osiągnięcie.

 Zdobywanie wiedzy przez początkującego inwestora

 Jeżeli nie wiesz, dokąd zmierzasz, to prawdopodobnie nie trafisz do celu.

David Cambell

U każdego początkującego inwestora przychodzi taki moment, w którym zastanawia się: co dalej? Od czego zacząć? Co będzie przydatne, a co nie? Dlatego to, jak profesjonalnie podejdziesz do zdobywania i poszerzania swojej wiedzy, będzie rzutowało na Twój sukces inwestycyjny w przyszłości.

Aby zostać rekinem giełdowym, wcale nie musimy kończyć studiów o tym profilu, chociaż taka droga edukacji znacznie ułatwia start. Dzisiaj każdy ma dostęp do nieograniczonego źródła wiedzy i informacji na temat rynków kapitałowych. Powstało już wiele książek na ten temat — zagranicznych, które są dostępne na naszym rynku, jak i polskich, również bardzo wartościowych. Z pomocą przychodzi także internet: serwisy branżowe, fora dyskusyjne i wiele innych, ciekawych i przydatnych stron internetowych.

Domy maklerskie – jak dokonać wyboru

Kolejną decyzją, którą musimy podjąć, jest wybór odpowiedniego dla nas domu maklerskiego. Obecnie, dzięki rozwojowi internetu i rynków kapitałowych, możemy przebierać w ofertach.

Na początku powinniśmy otworzyć rachunek maklerski, który spełni nasze oczekiwania co do platformy transakcyjnej, odpowiednich prowizji i obsługi. Przy jego wyborze należy zwrócić uwagę na kilka istotnych rzeczy, takich jak:

1. opłaty za prowadzenie konta maklerskiego;

2. prowizje za składanie zleceń;

3. rodzaj platformy transakcyjnej oferowanej przez dany dom maklerski;

4. opłaty za udostępnianie notowań w czasie rzeczywistym;

5. opłaty za przelewy;

6. bezpieczeństwo konta (szyfrowanie danych, maskowania, tokeny — generatory haseł);

7. funkcjonalność platform transakcyjnych;

8. odległość domu maklerskiego od miejsca zamieszkania (często pomijany punkt, lecz z doświadczenia wiem, że dość istotny);

9. obsługa i podejście domu maklerskiego do klienta.

Warto również zaczerpnąć informacji o interesującym nas domu

maklerskim na forach internetowych poświęconych rynkom

kapitałowym, ponieważ praktyka i funkcjonalność często nie idą

w parze z tym, o czym mówią broszury informacyjne.

 Zyski z giełdy  i podatki

Zarobiłeś — czas, żebyś rozliczył się z fiskusem. Podatek od zysków kapitałowych w Polsce jest liniowy i wynosi 19%. Dotyczy on zysków, które uzyskaliśmy ze zbycia papierów wartościowych i instrumentów pochodnych i tylko tych papierów, które zostały sprzedane. Wyjątek stanowią akcje zakupione przed 1 stycznia 2004 roku — są one zwolnione z tego podatku.

Z Urzędem Skarbowym musimy rozliczyć się samodzielnie.

W przypadku lokat i rachunków oszczędnościowych banki automatycznie odliczają od zysku podatek należny fiskusowi.

Jak się rozliczyć?

Uzyskane zyski kapitałowe i należny od nich podatek rozliczamy w formularzu PIT-38, który otrzymamy w każdym Urzędzie Skarbowym.

Możemy go również pobrać z jego strony internetowej i wydrukować — co zaoszczędzi nam czas i pieniądze. Rozliczenia PIT-38 dokonujemy na podstawie otrzymanego z domu maklerskiego formularza PIT-8C, w którym znajduje się między innymi rubryka o przychodach i kosztach ich uzyskania. Znajdziemy też tam dane o ewentualnym zysku lub stracie.

Pamiętajmy, że z Urzędem Skarbowym musimy się rozliczyć najpóźniej do 30 kwietnia.

Straty

Jeżeli wskutek złych inwestycji poniesiemy straty w danym roku podatkowym, to istnieje możliwość odliczenia ich od zysków w latach następnych (maksymalnie do 5 lat). Odliczenie w danym roku podatkowym nie może jednak przekroczyć w jednym roku 50% poniesionej straty.

Koszty uzyskania przychodu

Do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć prowizje maklerskie pobierane np. za składanie zleceń lub odsetki od kredytu zaciągniętego na zakup akcji. Istnieje również możliwość wpisania w koszty prenumeraty prasy branżowej, jednak w tym wypadku należy być ostrożnym i na wszelki wypadek zaczerpnąć porady bezpośrednio w Urzędzie Skarbowym. Wyjaśni on dokładnie swoją interpretację kosztów uzyskania przychodu od zysków kapitałowych.

Emocje na giełdzie

 Nasze emocje to nic innego jak szereg skomplikowanych, złożonych procesów psychicznych, nieustannie zachodzących w naszej psychice i odpowiedzialnych za nasze reakcje i decyzje. Natomiast giełda to idealne miejsce, w którym żeruje się na emocjach inwestorów i na podjętych pod ich wpływem złych transakcjach.

Spekulacje, fałszywe wybicia z formacji, niezliczone transakcje w ciągu dnia, natłok informacji, komunikatów, raportów i zmieniające się wykresy — to tylko nieliczne bodźce, z którymi nasz umysł będzie musiał sobie poradzić. Na ich podstawie będzie on reagował i podejmował decyzje w zależności od tego, jakie informacje otrzyma. Raz będziemy popadać w euforię, a innym razem w panikę. Dlatego tak ważne jest, aby nie podejmować decyzji pod wpływem emocji i chwilowych „anomalii” rynkowych.

Często widząc szał zakupów „na spółce”, większość inwestorów podąża za tłumem i pchana chwilowym „szałem” i chciwością uczestniczy w masowym entuzjazmie spowodowanym możliwością szybkiego zarobku. Jednak giełda to jedno z tych miejsc, w którym większość nie ma racji. Dlatego należy być ostrożnym tam, gdzie inni o tym zapominają, i być zawsze krok przed nimi. Tylko nasza dyscyplina, wiedza i doświadczenie pozwolą nam zapanować nad emocjami i spojrzeć na każdą sytuację z rozsądkiem, opanowaniem i poddać ją zimnej kalkulacji.

Na giełdzie każdy spotka się z dziwnymi i niezrozumiałymi zjawiskami. Będziemy widzieli spekulacyjne wzrosty, panikę, która przeceni spółki do niezrozumiałych poziomów, czy rekomendacje i wyceny z kosmosu. Jednak giełda rządzi się własnymi prawami.

Należy o tym pamiętać i liczyć się z tym, że nie raz nas zaskoczy i przyprawi o ból głowy.

Kartka i długopis, czyli śledzenie transakcji na giełdzie

To chyba najlepsza metoda śledzenia tego, co dzieje się na rynku, łącząca w sobie praktyczność, skuteczność i prostotę.

Kartka i długopis doskonale sprawdzają się w każdych warunkach i pozwalają śledzić przebieg dziennych transakcji, zmieniającą się liczbę otwartych pozycji na rynku terminowym, ich poziomy czy też pułapy realizowanych transakcji. Taka metoda pozwala również dostrzec wszelkie parametry rynku czy interesujących nas akcji, jak wolumen obrotu, jego wartość, teoretyczne kursy otwarcia i zamknięcia notowań (TKO), kursy bieżące i wiele innych przydatnych informacji.

Największymi zaletami kartki i długopisu są niezawodność i gwarancja, że łatwo się nie zepsują. Należy również pamiętać, że często wielogodzinne śledzenie notowań przed monitorem z czasem przełoży się na przemęczenie wzroku, co w konsekwencji może wpływać na efektywność i trafność naszych decyzji — można wtedy przeoczyć wiele istotnych i znaczących dla naszej inwestycji sygnałów.

Dlatego tak ważne jest również zadbanie o odpoczynek od monitora, a kartka i długopis stanowią idealne rozwiązanie.

 Kolejne super praktyczne porady na temat gry na giełdzie znajdziesz w publikacji „Czas na giełdę!” Daniela Sokołowskiego

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: