wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘emerytura’

Nowe produkty finansowe

Nowe produkty finansowe

Oferta Xelion:

Bezpłatny audyt emerytalny, w ramach którego doradca Xelion:

• wyliczy wysokość przyszłej emerytury oraz luki emerytalnej,

• wytłumaczy możliwości finansowego zabezpieczenia przyszłości,

• pomoże zbudować optymalny plan emerytalny.

Pozwól doradcom Xelion prześwietlić Twoją emeryturę!

Wybierz jeden z najlepszych OFE!

Otwarty Fundusz Emerytalny Xelion pozwala na gromadzenie środków na emeryturę w ramach II filara systemu emerytalnego. OFE są tworzone i zarządzane przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne.

Pakiet Moja Przyszłość

Xelion jako pierwszy na rynku usług związanych z zabezpieczeniem emerytalnym wprowadził kompleksowy pakiet inwestycyjny łączący w sobie:

• Produkt regularny,

• Indywidualne Konto Emerytalne,

• Otwarty Fundusz Emerytalny.

Wybierając produkt regularny, IKE możesz otrzymać bez prowizji.

Sprawdź i zaoszczędź nawet do 4%.

Indywidualne Konto Emerytalne 0%prowizji w pakiecie Moja Przyszłość

• Indywidualne Konto Emerytalne to forma dodatkowego oszczędzania na przyszłą emeryturę w ramach III filaru systemu emerytalnego.

• Jedyna forma oszczędzania zwolniona z podatku od zysków kapitałowych.

• Otwierając IKE w ramach pakietu Moja Przyszłość możesz otrzymać zwolnienie z opłat wstępnych nawet na cały limit dostępny w 2011 roku.

• Wpłaty dokonywane na IKE w danym roku kalendarzowym nie mogą przekroczyć określonego ustawowo limitu, w wysokości 10 077 zł w roku 2011. Dla kogo?

Produkty regularne dedykowane są osobom, które:

• planują świadomie oszczędzać na przyszłą emeryturę,

• chcą, aby ich zyski z inwestycji były zwolnione z podatku od zysków kapitałowych,

• preferują fundusze inwestycyjne jako formę oszczędzania.

• nie tolerują wysokiego ryzyka.

 Sprawdź szczegóły>>>

Produkt Domu Kredytowego Notus

W ramach zaciąganego kredytu mieszkaniowego Dom Kredytowy Notus oferuje dodatkową usługę „Wnętrze z Notusem” tj. doposażenie zakupionej nieruchomości i, jako pierwszy na rynku, umożliwia jednoczesne sfinansowanie zakupu nieruchomości oraz jej wykończenia. Pożyczka hipoteczna pozwala uzyskać środki finansowe na dowolny cel. Ze względu na zabezpieczenie w postaci hipoteki taka pożyczka jest zdecydowanie tańsza niż kredyt gotówkowy. Przy udzielaniu pożyczki hipotecznej, bank nie pyta na co wydamy przyznane środki, możesz zatem je przeznaczyć na zakup samochodu czy nawet podróże.  

Sprawdź>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Reklamy

Dobre praktyki zarządzania pieniędzmi i zawierania transakcji

Robert Kajzer:

Dobre praktyki zarządzania pieniędzmi i zawierania transakcji, które przybliżą Cię do osiągnięcia sukcesu na giełdzie. Nie musisz do wszystkich książkowo się stosować. Możesz modyfikować je. Ważne żeby robić to mądrze, z głową i z zachowaniem zdrowego rozsądku.

1. Inwestuj zgodnie z trendem. Zawsze kieruj się trendem znajdującym się w dłuższej perspektywie od Twojej perspektywy inwestowania. Jeśli decydujesz się zainwestować środki na kilka miesięcy, patrz, w którą stronę podążają ceny na wykresie rocznym.

2. Kupuj na korektach. Podczas trendu wzrostowego na zniżkach, a podczas trendu spadkowego na wzrostach.

3. Ucinaj straty i pozwól zyskom rosnąć.

4. Stosuj stop lossy w celu automatycznego ucinania strat i minimalizowania ryzyka.

 5. Inwestuj według wcześniej opracowanego planu.

6. Ciągle pracuj nad swoim planem. Zmieniaj go wraz ze zmieniającym się otoczeniem. 7. Zasady są po to, żeby je… stosować. Inwestuj zgodnie z zasadami zarządzania pieniędzmi.

8. Stosuj dywersyfikację, ale zachowaj umiar i zdrowy rozsadek.

9. Wchodź na rynek tylko wtedy, gdy relacja zysku do ryzyka wynosi minimum 3 : 1.

10. Powiększając swoją pozycję, pamiętaj: a) Każda kolejna partia zakupów powinna mieć mniejszą wartość od poprzedniej. b) Dostosuj linie obrony do progu zyskowności. c) Powiększaj tylko pozycje, które przynoszą Ci zyski. d) Nigdy nie powiększaj stratnych pozycji. Nie przyśpieszaj swojej egzekucji. Powinieneś od takich pozycji uciekać.

11. Ucz się na swoich błędach. Tylko człowiek głupi popełnia wciąż te same błędy.

12. Zamykaj w pierwszej kolejności pozycje przynoszące straty. Dopiero potem zajmuj się pozycjami przynoszącymi zyski.

13. Nie słuchaj „doradców”. Najlepiej podejmuj decyzje z daleka od rynku, od wszelkich notowań i analityków, którzy nie zarobili złamanego grosza na giełdzie.

14. Analizę zaczynaj od perspektywy długoterminowej i schodź na coraz krótsze perspektywy inwestowania aż do Twojej.

15. Stosuj krótkoterminowe wykresy do precyzyjnego wejścia i wyjścia z rynku.

16. Najpierw naucz się inwestować długoterminowo, a potem krótkoterminowo. W krótkoterminowym inwestowaniu musisz dużo szybciej podejmować trafne decyzje. Jeśli nie będzie umiał tego zrobić w długoterminowym inwestowaniu, to jak chcesz inwestować w krótkim terminie, gdzie podobne decyzje musisz podejmować natychmiast bez zastanowienia?

17. Nie sugeruj się prasą ani programami ekonomicznymi w TV podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych.

18. Jesteś mniejszością. Uważaj na zachowania tłumu.

19. Ciągle ucz się i doskonal swoje umiejętności. Analizę techniczną będziesz dobrze wykorzystywał dopiero, gdy nabierzesz doświadczenia.

20. Ujmuj rzeczy prosto. Nie wszystko, co skomplikowane, jest lepsze. Nie przesadzaj z mnogością stosowanych metod i technik analizy.

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Robert Maicher – Pierwszy milion

Spis treści całości tutaj>>>

A oto fragmenty publikacji „Pierwszy milion” >>>

Lekcja 8. Jestem za młody na to

Może zastanawiasz się, dlaczego pisałem o moich potyczkach biznesowych z czasów, kiedy miałem lat 13, może 14? Dlatego że jest to moja osobista odpowiedź na kolejną wymówkę, którą słyszę często, a mianowicie: „Jestem za młody!”. Ja nie czułem się wtedy za młody.

Steven Paul Jobs — założyciel Apple Computer — może on czuł się za młody jak na milionera? Stał się nim w wieku zaledwie 27 lat!

Steven Spielberg — reżyser legenda, otrzymał trzy Oscary za filmy: „Szeregowiec Ryan” i „Lista Schindlera”, i to w najbardziej prestiżowych kategoriach:

najlepszy reżyser i najlepszy film. Może on czuł się za młody jak na miliardera? Tak, miliardera. Stał się nim w wieku zaledwie 35 lat!

Paul Getty na „czarnym złocie” zarobił pierwszy milion, mając zaledwie 23 lata. Było to w roku 1916, więc siła nabywcza jego miliona dolarów przekraczała kilkakrotnie siłę nabywczą dzisiejszego miliona.

Jako 23-latek dorobił się pierwszego miliona, a rok później, mając zaledwie 24 lata, oznajmił, że już zarobił wystarczająco dużo, wycofuje się z biznesu i od teraz będzie resztę życia spędzał na korzystaniu z niego i swoich milionów. Po dwóch latach wrócił do biznesu, a w roku 1957 czasopismo „Fortune” namaściło go na najbogatszego człowieka świata. Może on też narzekał, że jest za młody, by w wieku 24 lat już nigdy w życiu nie musieć pracować?

By nie kończyć tego rozdziału tak całkiem poważnie, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź osoby niebędącej ani multimilionerem, ani chińskim mędrcem. Nie jest też ani filozofem, ani nikim podobnym — jest po prostu moim wujkiem, który kiedyś mi powiedział:

„Na stare lata wystarczy mi małe mieszkanie blisko sklepu i apteki. Ale by było ekstra mieć za młodu te pieniądze, które mam dziś, na starość”.

Lekcja 9. Zadowolony klient to podstawa

Ja byłem zadowolony, a przede wszystkim moi koledzy- klienci byli równie zadowoleni. Mieli więcej czasu na różne inne rzeczy, np. grę w piłkę czy oglądanie bajek. Choć powoli zaczynał się  już czas, w którym my, chłopcy, bardziej niż bajkami zaczynaliśmy się interesować dziewczynami. Ja miałem coraz lepsze oceny i własne, samodzielnie zarobione pieniądze, oni mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań.

Ja byłem szczęśliwy i zadowolony, oni byli zadowoleni. Pewnie ich rodzice byli ze swych pociech zadowoleni równie albo nawet bardziej niż oni sami z siebie. W końcu ich synowie w końcu wzięli się do nauki i przynosili dobre oceny.

Czułem się jak geniusz: miałem pomysł i zaoferowałem potencjalnemu klientowi produkt, który stanowił dla niego wartość, za którą był skłonny zapłacić.

Znalazłem klienta, którego przekonałem do mej oferty i wynegocjowałem cenę, która i jego, i mnie satysfakcjonowała.

Świadczyłem moje usługi na najwyższym z możliwych poziomów, czego dowodem były Pierwsze kroki na drodze do bogactwa dobre oceny kolegów za owe wypracowania, a przede wszystkim — ich zadowolenie i chęć kontynuacji współpracy ze mną.

Czy to już pierwszy milion?

Najważniejszy jednak dla mnie był fakt, że udowodniłem sobie po fiasku z handlem lampami rowerowymi, że jednak jestem zdolny do zbudowaniu znowu od zera nowego biznesu. Czułem się jak młody geniusz. W końcu nikt inny z klasy nie wpadł na ten pomysł, to ja go miałem, ja znalazłem niszę rynkową i w krótkim czasie faktycznie zarabiałem prawdziwe pieniądze. Znowu uwierzyłem w siebie i swoje możliwości.

Nadal nie miałem pieniędzy, ale znowu byłem pełen nadziei, że mi się uda to zmienić. Po pierwszej wypłacie, gdy trzymałem moje 100 dolarów w ręce, nie byłem jeszcze bogaty w rzeczywistości, ale za to byłem już bogaty w duchu. Natychmiast widziałem świat w innych, bardziej różowych barwach. Było po postu pięknie. Do czasu…

I znowu koniec z biznesem

Chwilę wcześniej napisałem, że koledzy mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań. Tym razem mój biznes legł w gruzach przez „mieli dobre oceny z wypracowań” i przez matkę jednego z kolegów.

Faktycznie, obaj mieli dobre, a czasami nawet bardzo dobre oceny z wypracowań, które ja dla nich pisałem, lecz nie było widać żadnej poprawy innych ocen, np. z odpowiedzi na lekcjach lub z prac kontrolnych pisanych w trakcie zajęć. Tak naprawdę to te typy ocen były coraz gorsze u nich. Dlaczego? Powód był prozaiczny: gdy jeszcze w przeszłości sami cokolwiek

pisali w domu, przynajmniej trochę byli oczytani w temacie. Gdy jednak prace domowe pisałem ja za nich, ich zaangażowanie sprowadzało się tylko i wyłącznie do przepisania jej, tak by nie wpadli z powodu niezgodności charakteru pisma.

Dalej sprawa potoczyła się bardzo szybko — matka jednego z kolegów, zaniepokojona innymi, złymi ocenami, przyszła do szkoły i powiedziała do wychowawcy klasy: „Jak to się dzieje, że mój syn ma coraz gorsze oceny, przecież ja płacę Robertowi za naukę!”.

No i wydało się.

Osobiście uważałem, że nie robiłem nic złego, to był po prostu biznes — i kropka. Nie miałem z nimi umowy, by im udzielać korepetycji, nie byłem odpowiedzialny za ich pozostałe oceny. Przedmiotem naszej umowy były wypracowania — i nic więcej. Nie wiem, co oni naopowiadali swoim rodzicom, ale z tego wynikało, że niby ich uczyłem wszystkiego na zasadzie korepetycji itd., co było nieprawdą.

Szkoła krzyczy

Najpierw oberwało mi się od pana wychowawcy. Choć od pana wychowawcy dostało mi się tylko trochę — że to nieuczciwe, że tak nie wolno postępować itd., to we mnie w tym czasie wszystko krzyczało: „Jaka nieuczciwość? Czy ja kogoś okradałem? Czy ja kogoś oszukałem? Nie!”. Najgorsze jednak było dopiero Pierwsze kroki na drodze do bogactwa przede mną — wizyta u pana dyrektora. Nim przejdę do opisu tej sytuacji, muszę przytoczyć kilka zdań na temat naszego pana dyrektora.

Miał na imię Marian i był potężnym mężczyzną. Ważył jakieś 180 kg, a jego wzrost to mniej więcej 180 cm.

Zawsze kojarzył mi się z morsami żyjącymi na Antarktydzie albo afrykańskimi hipopotamami, i to nie ze względu na rozmiary, ale na jego krzyki, wrzaski, które przypominały otwierającą się paszczę jednego z wyżej wymienionych zwierząt. Każde dziecko bało się pana dyrektora wręcz panicznie, łącznie ze mną.

Mimo że miałem już 14 lat, bałem się jego i jego wrzasków bardzo! Najgorszą karą w szkole było pójście do szefa szkoły „na dywanik”, który zawsze kończył się krzykami i wyzwiskami rzucanymi w stronę wystraszonego dzieciaka. Nieważne, czy lekcje były na parterze czy na poddaszu, krzyki i wrzaski było słychać  nawet na podwórku, a jak bardzo wybuchową osobą był pan dyrektor, oddaje ten przykład…

Była jesień. Boisko szkolne było otoczone dużymi, starymi drzewami, które siłą rzeczy zrzucały przed zimą liście. W tym dniu liście już były zgrabione na kupki. Dzieci grały w piłkę. W którymś momencie piłka wpadła do jednej z kupek liści. Uczeń o imieniu Martin złapał ją, kopnął i gra toczyła się dalej.

Toczyłaby się też bez przerwy, gdyby nie niesamowity wrzask pana dyrektora, który obserwując całą sytuację i nie widząc w kupce liści piłki, przyjął, że Martin schyla się nad owymi liśćmi po to, by je rozrzucać. To, co później się działo, było straszne: zaraz wezwał do siebie chłopca ważącego jakieś 40 kg, całe jego 180 kg przystanęło nad nim i ryczało na niego bez opamiętania.

Martin stał z opuszczoną głową, a dyrektor chyba stracił kontrolę nad sobą i zaczął go szarpać. Krzyczał i wrzeszczał bez końca, ile miał sił. Dał mu spokój, dopiero gdy Martin się rozpłakał. Tak postępował za każdym razem z uczniem, któremu miał coś do zakomunikowania.

Nie jestem pedagogiem, nie mam też takowego wykształcenia, tak więc nie mnie oceniać poprawność postępowania tego dyrektora z uczniami. Tym niemniej każdy logicznie myślący człowiek jest w stanie sam wyrobić sobie zdanie na temat metod wychowawczych, które ciągle stosował ten pan. Można by postawić sobie pytanie: czy proces wychowawczo-edukacyjny może polegać na wrzaskach, krzykach i opierać się na doktrynie strachu?

Tak więc zostałem przez wychowawcę oddelegowany do gabinetu szefa szkoły. Na samą myśl o tym byłem wystraszony jak posłany na pewną śmierć baranek.

Moje obawy były uzasadnione — ledwo tylko wszedłem, dwie panie nauczycielki siedzące przy swoich biurkach natychmiast je opuściły i wyszły — dobrze wiedziały, co zaraz się będzie działo. I zaczęło się…

Krzyczał, ile tylko miał w swoim 180-kilogramowym ciele siły! Krzyczał tak głośno, że bałem się, że nawet moja mama to usłyszy, siedząc teraz w domu oddalonym o parę kilometrów. Dyrektor zrobił się zupełnie czerwony na twarzy i miałem wrażenie, że zaraz wybuchnie. Jego wrzaskom nie było końca, tak się wydzierał, że nawet chyba nie robił przerw, by wziąć oddech.

Dowiedziałem się wtedy, że jestem najgorszym dzieckiem na świecie, że jestem oszustem do potęgi entej i naciągaczem największego kalibru. Nawet wypowiedział groźbę, że pójdę za to do więzienia. To trwało wieczność i niech nikt nie liczy na to, że w tym momencie próbowałem coś mu wytłumaczyć. Miałem

już 14 lat, więc nie byłem zupełnym dzieckiem, ale tak strasznie się go bałem, że nie wypowiedziałem ani jednego słowa, choć chciałem to zrobić… Strach, że będzie jeszcze gorzej, był tak duży, że mnie paraliżował i zamykał mi usta na dobre.

A chciałem wszystko wyjaśnić, chciałem powiedzieć, jaki był układ między nami, jaką zawarliśmy umowę.

Łatwo udowodniłbym też, że ja się z mojej strony z niej wywiązywałem bardzo skrupulatnie — wystarczyło przecież rzucić okiem na dziennik ocen, by zobaczyć, że ich oceny za prace domowe, które im pisałem, były dobre, a nawet bardzo dobre. To na nich powinna spaść kara, bo to oni złamali umowę i tajemnicę handlową. Dla mnie to było jasne jak słońce, ale nie odezwałem się naprawdę ani razu.

Kiedy już dyrektor wykrzyczał się za wszystkie czasy, wróciłem na lekcje i wszyscy — ja, nauczyciele oraz koleżanki i koledzy z klasy – udawaliśmy, że nigdy nic się nie stało.

W ten oto głośny i burzliwy sposób znów musiałem zaniechać mego minibiznesu. Szkoda, bo mogłem się dzięki niemu dużo nauczyć – jeszcze więcej, niż i tak się już nauczyłem.

Całą publikację „Pierwszy milion” i receptę na jego zarobienie znajdziesz tutaj>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

DLACZEGO WARTO ZADBAĆ O SWOJE FINANSE OSOBISTE?

Tomasz Bar – Praktyczne porady finansowe. Jak efektywnie zadbać o swoje finanse:

Niezależność finansowa, ale po co?

Otóż po to, aby zapewnić sobie względny spokój finansowy w sytuacji:

– utraty pracy;

– spadku osiąganych dochodów;

– wzrostu wydatków (np. koszty utrzymania i wykształcenia dzieci);

– przejścia na emeryturę.

Jakie masz szanse na stałą, dobrze płatną pracę przez cały okres (30–40 lat) aktywności zawodowej? Nie owijając w bawełnę – nikłe. Jeśli nawet znajdziesz się wśród szczęśliwców, którzy będą mieć pracę do osiągnięcia wieku pozwalającego przejść na emeryturę, to Twoja emerytura nie będzie wysoka.

Pozwól, że przytoczę kilka danych. Według prognoz GUS z 2005 roku, zmiany demograficzne, jakie mają miejsce w naszym kraju, sprawią, że:

– w 2012 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadać będzie 20 osób powyżej 65. roku życia, zaś

– w 2030 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadać będzie aż 40 osób powyżej 65. roku życia.

Liczba osób pracujących (płacących składki) zmalała z 17,8 mln w 1980 roku do 12,7 mln w 2004 roku. Jednocześnie liczba emerytów i rencistów (w pozarolniczym systemie ubezpieczeń społecznych) wzrosła z 4,1 mln w 1980 roku do 7,5 mln w 2004 roku.

Oznacza to nic innego, jak spadek wysokości realnych emerytur, gdyż w 2030 roku osób uprawnionych do ich pobierania będzie ponad dwukrotnie więcej niż obecnie, a osób pracujących i odprowadzających składki nie wystarczy do zapewnienia obecnego poziomu wypłat.

Problem ten dotyczy zwłaszcza pokolenia dzisiejszych 30-latków, którzy są na początku swojej kariery zawodowej i mają przed sobą 30–35 lat pracy.

No tak, ale mamy przecież OFE, IKE

Rzeczywiście, tylko że obecne rozwiązania OFE są połowiczne co najmniej z kilku powodów:

– trafia do nich zaledwie część składki, która poprzednio trafiała w całości do ZUS;

– składki obciążone są wysokimi prowizjami, które pobierają Towarzystwa Funduszy Emerytalnych;

– wyniki OFE są ściśle związane z koniunkturą giełdową.

W okresie dekoniunktury na GPW zyski z OFE tylko nieznacznie

przekraczają np. dochody z lokat, pieniądze w OFE są zamrożone do czasu osiągnięcia przez nas wieku emerytalnego, który, jak wynika z opublikowanych w czerwcu 2005 roku propozycji, może ulegać wydłużeniu m.in. ze względu na wydłużanie się okresu życia obywateli.

Średnia życia Polaków wynosi obecnie 74,5 roku i jest dłuższa o 4 lata od średniej z początku lat 90.

Tak więc pieniądze, które zgromadzimy, zobaczymy nieprędko.

Będziemy mieć 65–70 lat, a wtedy radość z ich posiadania jest nieporównywalnie mniejsza, niż kiedy mamy lat 30.

„Jest tylko jedna rzecz gorsza od starości – starość bez pieniędzy”

Największą zaletą OFE jest fakt, że bez względu na to, ile zgromadzimy pieniędzy, po naszej śmierci dziedziczy je rodzina. W dotychczasowym systemie pieniądze te przepadały w ZUS.

Z kolei wprowadzone w 2004 roku IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Ilość założonych rachunków IKE odbiega znacznie od oczekiwań ich pomysłodawców. Przyczynił się do tego brak wyraźnych korzyści i zachęt do IKE, co w połączeniu z i tak niską chęcią Polaków do oszczędzania przyniosło taki, a nie inny efekt.

To nie czarne wizje, raczej podjęcie skrywanego problemu bliższego każdemu z nas bardziej, niż to się może wydawać. Zmusza to nas, abyśmy w porę pomyśleli o swojej finansowej przyszłości.

Każdy powinien umieć zarządzać finansami osobistymi tak, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe w czasach coraz bardziej niepewnego rynku pracy. Uniezależnienie się od tradycyjnej pracy etatowej jest tym, o czym moim zdaniem każdy powinien pomyśleć.

NIE namawiam do porzucenia pracy. NIE stosuję haseł typowych dla książek w stylu „Jak zostać bogatym”. Przedstawiam mocne argumenty przemawiające za podjęciem decyzji o zapewnieniu sobie niezależności finansowej.

Chciałbym przedstawić również pewien punkt widzenia, tak naturalny i popularny w krajach zachodnich, który w Polsce dopiero raczkuje – tzw. fundusz bezpieczeństwa. To nic innego, jak oszczędności pozwalające nam normalnie funkcjonować przez ok. 2 lata od utraty pracy do znalezienia następnej. Jest to dwukrotność naszych średnich rocznych dochodów, co w warunkach polskich jest kwotą ok. 60 tys. zł (2500 zł miesięcznie x 24 miesiące).

Zapewne większość czytelników zapyta, skąd mieć 60 tys. zł oszczędności, skoro ledwo wiąże koniec z końcem. Nie chodzi o posiadanie 60 tys. zł, może to być 20–30 tys. zł. Najważniejsze jest posiadanie jakichkolwiek oszczędności na wypadek utraty pracy. Tak, aby nie utracić możliwości regularnych spłat swoich zobowiązań do czasu znalezienia zatrudnienia. Obecna trudna sytuacja na rynku pracy sprawia, że nawet osoby o wysokich kwalifikacjach, z wyższym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym mogą pozostawać bez pracy przez kilka miesięcy.

Zdaję sobie sprawę, że poruszane tematy są mało popularne, niechętnie wspominane lub wręcz unikane. Kwestia bezpieczeństwa finansowego jest specyficzna i według mnie jest to sprawa świadomości, stanu umysłu. W czasach pogoni za pracą i strachu przed jej utratą staje się niezwykle istotne, aby przyjrzeć się, jak wygląda nasze finansowe życie.

Oszczędzanie i inwestowanie nie jest trudne,

pod warunkiem zdobycia praktycznej wiedzy. 

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Forex – czyli jak inwestować na rynku walutowym?

Tomasz Bar:

100% zysku dziennie? To możliwe dzięki forex – międzynarodowemu rynkowi, który umożliwia inwestowanie m.in. w waluty, surowce, wartości indeksów przez 24 godziny na dobę.

Jeszcze kilka lat temu rynek forex (od foreign exchange – wymiana międzynarodowa) pozostawał tematem dla nielicznych, najbardziej wytrawnych uczestników rynku finansowego. Internet i platformy transakcyjne sprawiają, że forex staje się dostępny niemal dla każdego.

Forex a giełda – podstawowe różnice

1. Rynek akcji działa w ściśle określonych godzinach, strefach czasowych – forex działa 24 godziny na dobę.

2. Po sesji na rynku akcji panuje marazm, płynność jest zerowa. Forex zapewnia płynność cały czas ze względu na znacznie wyższą wartość obrotu. Średnia wartość tego obrotu to blisko 2 bln USD dziennie. 24 godzinny cykl powoduje, że niemal w każdym momencie w którymś miejscu na świecie dochodzi do zawarcia transakcji.

Choć rynek forex nazywany jest rynkiem nieregulowanym, nie oznacza to, że nie podlega żadnym przepisom. Brak regulacji w tym aspekcie oznacza raczej brak ograniczeń co do działania rynku.

Regulacje dla rynku akcji są ściśle określone, w przeciwieństwie do rynku forex.

W co można inwestować?

Ok. 60% transakcji na rynku forex dotyczy walut i polega na zarabianiu na różnicach kursów par walut. Główne pary to:

– EUR/USD

– USD/JPY

– GBP/JPY

– USD/CHF

– GBP/USD

Jeśli np. dolar zyskuje na wartości wobec euro na skutek podwyżek stóp procentowych lub dobrych danych makroekonomicznych (spadek inflacji, niskie bezrobocie, wysoki wzrost PKB), inwestorzy posiadający pozycje w dolarach osiągną zyski. I odwrotnie, posiadacze pozycji w euro, liczący na wzrost europejskiej waluty, poniosą straty.

Pozostałe 40% to kontrakty na wartość indeksów giełdowych oraz ceny surowców (ropa, złoto, srebro).

Sukces na rynku forex zależy w dużym stopniu od umiejętności przewidzenia sytuacji w przyszłości.

W jaki sposób dane z rynku wpłyną na kursy walut, cenę surowców itp?

To kluczowe pytania dla każdego inwestora.

Wymagany kapitał

Choć możliwości i ogólnoświatowy zasięg rynku forex mogą powodować obawy, iż jest to forma inwestowania jedynie dla zamożnych klientów, zarówno konkurencja firm oferujących dostęp do rynku, jak również Internet rozwiewają te obawy.

Aby stać się aktywnym uczestnikiem rynku, wystarczy obecnie niespełna 10 tys. zł – w zależności od firmy, którą wybierzemy. Te 10 tys. to tzw. depozyt zabezpieczający nasze transakcje.

Dom Maklerski TMS Brokers poszedł jeszcze dalej. Dla swoich klientów udostępnia platformę „mini-direct”, która pozwala spróbować swoich sił na rynku za zaledwie 2 tys. zł.

Ponieważ na rynku forex stosuje się lewary 1:100, nie potrzebujemy większej gotówki. Dzięki naszemu depozytowi możemy zawierać transakcje na 1 mln zł. (10 tys. x 100). Warto jednak pamiętać, że nasze zyski i straty są naliczane od wartości transakcji, czyli wspomnianego 1 mln zł.

Koszty transakcji

Ogromna płynność rynku powoduje, że od transakcji nie są pobierane żadne prowizje, jak to ma miejsce w przypadku rynku giełdowego, na którym płacimy określony procent od wartości transakcji. Na rynku forex jedynym kosztem jest tzw. „spread”, czyli różnica pomiędzy kursem kupna a sprzedaży. Standardem stają się 3 punkty różnicy, tzw. 3 pipsy.

Dla niezdecydowanych platforma demo

Każdy, kto ma obawy przed wejściem na realny rynek i chce najpierw sprawdzić swoje predyspozycje do tego rodzaju inwestycji, może skorzystać z rachunku w wersji demo.

Podobnie jak w różnych grach giełdowych, klient rejestruje się na platformie demo i otrzymuje wirtualną kwotę pieniędzy, którą może inwestować. Główną różnicą wobec realnej inwestycji jest brak zaangażowania rzeczywistych środków pieniężnych. Można za to przetestować platformę od strony technicznej. Nauczyć się dokonywania poszczególnych transakcji tak, aby w momencie wejścia na realny rynek skupić się na analizowaniu informacji i zawieraniu transakcji.

Inwestować samodzielnie, czy poprzez wyspecjalizowaną firmę?

Inwestor zachęcony możliwościami, jakie stwarza rynek forex, może zlecić wyspecjalizowanej firmie zawieranie transakcji w jego imieniu.

Takich firm jest w Polsce kilka:

– Dom Maklerski TMS Brokers http://www.tms.pl

– X-Trade Brokers DM http://www.xtb.pl

– Internetowy Dom Maklerski http://www.idmsa.pl

Minimalny wkład kapitałowy jest jednak znacznie wyższy niż w przypadku samodzielnych inwestycji. W zależności od firmy i od rachunku, jaki chcemy założyć może wynieść od 50 do 100 tys. zł.

W zamian za to nie musimy się o nic martwić. Regularnie otrzymujemy informacje o wypracowanych wynikach. Musimy jednak pamiętać, iż firma, której powierzamy pieniądze, nie może sobie pozwolić na zbyt ryzykowne inwestycje, a tym samym nasze zyski nie będą tak duże, jak moglibyśmy osiągnąć samodzielnie, ponosząc jednak nieporównywalnie większe ryzyko.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze platformy?

Choć różnice pomiędzy poszczególnymi platformami zacierają się, warto wiedzieć, na co zwrócić uwagę i o co pytać przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ta zasada dotyczy również wyboru biura maklerskiego czy konta internetowego. Mimo że ogólnie chodzi o te same usługi, o wszystkim decydują następujące szczegóły:

– wysokość minimalnej wpłaty,

– wysokość lewara,

– minimalna wielkość transakcji. Może się bowiem okazać, że zakładając rachunek „mini” z wkładem 2 tys. zł, nie będziemy mogli dokonywać niektórych transakcji.

– dostęp do bieżących informacji rynkowych online, które mogą mieć wpływ na kursy walut: poziom inflacji, wysokość stóp procentowych, liczba bezrobotnych, poziom produkcji przemysłowej, wydarzenia polityczne,

– spread, czyli różnice między kursem kupna a sprzedaży. Generalnie dostępne są spready 3 i 4 pipsowe.

– alternatywny wobec Internetu dostęp do rachunku. W przypadku awarii łącza powinniśmy mieć dostęp np. poprzez WAP lub bezpośrednio dzwoniąc do pracownika firmy.

 Dla kogo forex?

W powszechnej opinii inwestorzy, którzy inwestują na rynku forex, to ryzykanci i spekulanci ponoszący znaczne ryzyko. Najczęściej jednak tezy takie wygłaszają osoby, które z forexem nie miały do czynienia.

Tak jak wiele produktów finansowych, tak i forex przybył do Polski z rynków wysoko rozwiniętych.

5 lat temu kontrakty terminowe też były uznawane za egzotykę, a dziś przyjęły się na rynku i zyskują coraz większą popularność.

Z cała pewnością forex przeznaczony jest dla osób dobrze obeznanych z rynkiem finansowym. Mam tu na myśli nie tylko znajomość wpływu ekonomii na zachowanie się rynków, ale również predyspozycje natury psychicznej. Umiejętność samodyscypliny i nie uleganie emocjom jest w tym przypadku szczególnie cenne.

Forex to jeden ze sposobów dywersyfikacji posiadanych oszczędności.

Jego możliwości dają szansę osiągania zysków w okresach dekoniunktury giełdowej, kiedy kursy, akcje i jednostki funduszy inwestycyjnych spadają. Z całą pewnością do inwestycji w forex powinna służyć tylko niewielka część posiadanych aktywów. 10-20% to wszystko, co powinniśmy przeznaczyć na ten typ inwestycji.

Nie należy zapominać, że zyski z rynku forex mogą być znaczne, ale dokładnie takie same mogą być straty. Utrata wspomnianych 10-20% kapitału nie powinna zachwiać naszą sytuacją finansową i spowodować zniechęcenia do tej atrakcyjnej formy pomnażania kapitału.

Sprawdź, komu powierzasz swoje oszczędności

Wymienione przeze mnie firmy udostępniające platformy rynku forex posiadają wymagane uprawnienia, tj. licencję domu maklerskiego.

Na rynku działają jednak również podmioty, które takiej licencji nie posiadają i powołują się na prawo międzynarodowe. Popularność rynku forex sprzyjać będzie z pewnością nowym firmom, które pojawią się na rynku.

Informacje o tym, czy dana firma posiada wspomnianą licencję, można sprawdzić na stronie internetowej KPWiG.

Warto mieć to na uwadze, aby uniknąć przykrych niespodzianek.

Mam nadzieję, że powyższy tekst pomoże w podjęciu pierwszych kroków na rynku forex.

A oto literatura na temat Forexu:

Henryk Woźniak – Najlepsze systemy Forex – Price Action

Łukasz Fijołek – Liczby Fibonacciego na rynku FOREX, czyli Harmonic Trading bez tajemnic

Jerzy Kozak – S/R Forex Trading

Dariusz Świerk – Conversations with Forex Market Masters

Jerzy Kozak – Profesjonalny Forex Trader

Dariusz Świerk – Najskuteczniejsze systemy giełdowe: TURBO FOREX System

Jerzy Kozak – FOREX – podstawy, czyli jak zacząć zarabiać na giełdzie walutowej

Zbigniew Piątek – Praktyczny poradnik dla początkujących inwestorów

 Piotr Surdel:

Forex 1. Podstawy Giełdy Walutowej

Forex 2. Analiza techniczna

 Forex 3. Strategie i systemy transakcyjne

Wprowadzenie do gry na giełdzie walutowej Forex Piotr Surdel

 Darmowe materiały o Forexie>>>

 

Bezpieczeństwo

Fragment mojej książki „Po prostu żyj!”:

Strach i lęk mogą i zazwyczaj niszczą nasze życie. Do tego stopnia,
że nie tylko nie powiemy, że posiada ono odpowiednią jakość, ale że jest koszmarem.

Życie w ciągłym strachu nie przynosi nam satysfakcji, nie daje nam poczucia bezpieczeństwa, nie pozwala normalnie działać i funkcjonować.

W kontekście jakości życia bezpieczeństwo zazwyczaj rozpatruje się jako ewentualność zostania ofiarą przestępstwa.

Komfort życia, jego jakość zależy również od naszego poczucia bezpieczeństwa, więc w związku z powyższym odpowiedz sobie na następujące pytania:

 – czy czujesz się bezpiecznie?

– czy Twoja okolica (blisko domu, dzielnica, dojazd od domu) jest bezpieczna?

Może nieszczęśliwie Twoja ścieżka życiowa doprowadziła Cię do nieszczególnej dzielnicy, w której naprawdę jest niebezpiecznie. Masz dwa wyjścia: albo zostaniesz samozwańczym szeryfem walczącym z łobuzami albo… wyprowadzisz się stamtąd.

Przeprowadzka do lepszej dzielnicy to wbrew temu co niektórzy mówią, nic złego. Nie tylko pozwoli Ci poczuć się bezpieczniej,
ale również wzrośnie Twój prestiż, samoocena. A czyż nie o to nam tutaj chodzi?

 – czy Ty lub Twoi bliscy lub znajomi stali się kiedykolwiek ofiarą jakiegoś przestępstwa?

– czy zagrożenia, o których słyszysz są dla Ciebie zagrożeniami realnymi?

Dziwne pytania? Media epatują obrazami zbrodni, przestępstw różnego rodzaju, które niekoniecznie muszą dotyczyć Ciebie. Okazuje się,
że ankietowani ogólnie odpowiadają, że boją się morderstw, okradzenia, pobicia, ale jest to echo tego, co zdarzyło się gdzie indziej, daleko od nas.
Gdy pytają nas czy my kiedykolwiek padliśmy ofiarą jakiegoś przestępstwa okazuje się, że nie, nasi bliscy na szczęście również nie, a w ogóle to w okolicy jest bardzo spokojnie. Stąd musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy nie boisz się czegoś, co jest mało prawdopodobne. Jeśli tak, to nie psuj sobie dobrego samopoczucia i przestań się niepotrzebnie martwić.

Reaguj za to na najmniejsze złamanie prawa, bo jak pokazuje przykład Nowego Jorku, lekceważenie drobnych wykroczeń i wybryków prowokuje bandytów do przekraczania coraz to kolejnych granic i popełniania coraz to cięższych przestępstw.

 Czy jesteś ubezpieczony?

Czy ubezpieczyłeś posiadany majątek?

Czy oszczędzasz na emeryturę dodatkowo oprócz obowiązkowych składek?

 Do czynników wpływających na poczucie bezpieczeństwa należy również posiadanie różnego typu ubezpieczeń. Oczywiście każdego boli płacenie składek, często z nich rezygnujemy przy cięciu domowych wydatków,
ale przezorny zawsze ubezpieczony.

Samo ubezpieczenie nie chroni od nieszczęścia, ale z pewnością spokojniej się śpi, gdy istnieje możliwość otrzymania pieniędzy za zniszczone mienie.

Bezpieczeństwo materialne to również myślenie o emeryturze,
gdy jesteśmy młodzi i pełni sił. To wtedy należy zacząć zastanawiać się
o zabezpieczeniu starości, a nie miesiąc przed pójściem na emeryturę, albo po otrzymaniu świadczenia, które starcza nam tylko na chleb.

Rynek finansowy oferuje wiele różnorodnych produktów oszczędzania na emeryturę. Skorzystaj z nich, jeśli tylko Twoja sytuacja finansowa na to pozwala. A jeśli nie masz pieniędzy, które mógłbyś odkładać, pomyśl jak je zdobyć.

Pamiętaj, że ubezpieczenia i dodatkowa emerytura zapewni bezpieczeństwo nie tylko Tobie, ale również Twojej rodzinie, nawet gdy Ciebie zabraknie.

Więcej na temat jakości Twojego życia dowiesz się z mojej książki „Po prostu żyj!”>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Jak pozbyć się długów? Jak spłacić kredyt? Karty płatnicze – część II

Na podstawie: Sławomir Śniegocki – Inwestuj we własny dług. 7 kroków dzięki którym spłacisz kredyt przed terminem i jeszcze na tym zarobisz

Ograniczanie wydatków

Następny krok to mądre ograniczanie wydatków, ponieważ to również umożliwia ograniczenie powiększania długów. Nie będę Ci doradzał żadnych drastycznych kroków typu: „przestań wydawać połowę pieniędzy z poprzedniego miesiąca” albo: „przestań kupować żywność”. Nie tędy droga. Pokażę Ci na początek bardzo proste czynności dotyczące jednej tylko dziedziny – np.

obsługa kart płatniczych.

1. Na początku truizm – płać na czas. Często bezwiednie robisz opóźnienia, nie z braku chęci czy środków. Po prostu brak Ci nadzoru nad Twoimi finansami. Najpierw tworzysz opóźnienia, potem otrzymujesz kary, monity, pogarszasz swoją zdolność kredytową.

2. Nie wypłacaj gotówki z obcych bankomatów, niekiedy wystarczy podejść kilkadziesiąt metrów czy podjechać do bankomatu swojego banku, a wypłata nic Cię nie będzie kosztować.

Jeżeli bardziej cenisz sobie wygodę niż oszczędności, za każdą wypłatę z „obcego” bankomatu płacisz od 1 do 5 złotych prowizji. Niby niewiele, ale jeżeli tych wypłat robisz kilka w miesiącu, to w sumie jest to już 10, 20 czy 50 złotych miesięcznie. Pomnóż to razy 12 miesięcy. Zobacz, jaki to wydatek dla Ciebie. Możesz również wykorzystać bezpłatną usługę Cashback dostępną do kart debetowych. Polega ona na możliwości wypłaty gotówki do pewnej granicy (na przykład 200 zł) w kasie sklepu w trakcie płacenia za zakupy.

3. Robiąc zakupy, używaj gotówki lub kart obciążających konto.

Ja wiem, że posiadanie karty kredytowej jest bardzo fajne i lepiej się czujesz, mogąc błysnąć złotą, platynową czy czarną kartą przy kasie. Ale tak naprawdę to miły początek bardzo drogiego nawyku.

4. Nie wypłacaj również gotówki z rachunku karty kredytowej, ponieważ w tym momencie przełączasz tę kartę w zupełnie inny tryb pracy i możesz zapomnieć o okresie bezodsetkowym. Bank obciąży Cię pełnymi odsetkami już od momentu wypłaty gotówki.

5. Zweryfikuj i obniż maksymalny limit zadłużenia na swoim rachunku. Jak? Od kwoty swoich miesięcznych zarobków odejmij kwotę wszystkich rat kredytu, które co miesiąc spłacasz.

Kwota, która Ci zostaje, to właśnie Twój maksymalny limit zadłużenia. Nie pozwól się zadłużyć do pełnej wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia. Nie tędy droga.

Oczywiście dla banku to jest czysty zysk, dlatego że pobierze od całego wykorzystanego przez Ciebie limitu swoją prowizję. A dla Ciebie to pułapka – prędzej czy później zaczniesz korzystać z limitu coraz bardziej, aż w końcu dojdziesz do momentu, kiedy nie będziesz go już w stanie spłacić.

6. Jeżeli już posiadasz kartę kredytową, to zmień sposób jej miesięcznego rozliczania. Nie spłacaj jedynie minimalnej kwoty (5 do 10%), ale całość obciążenia. Wymusza to na Tobie konieczność spłacania całości zadłużenia i uczy dyscypliny finansowej.

7. Nie przekraczaj nigdy 95% limitu karty. Może zdarzyć się, że bank obciąży Cię dodatkowymi opłatami, naliczy prowizje i odsetki, a to spowoduje naliczenie bardzo wysokich odsetek za przekroczenie limitu zadłużenia.

8. Przestań być lojalny wobec swojego banku, jeżeli ten karze Cię za to, że jesteś jego klientem. Znajdź taki bank, który nie obciąża Cię za to, że masz tam konto, używasz jego kart, który nie każe Ci płacić za usługi, które nie są Ci do niczego potrzebne.

Jak widzisz, przykładowa zmiana tylko kilku nawyków w tak ograniczonym zakresie jak obsługa kart, może pozostawić w Twojej kieszeni nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

Ograniczenie wydatków więc nie musi się wiązać ze szczególnymi wyrzeczeniami. Ograniczanie wydatków tylko po to, żeby pokazać, że jesteś w stanie to zrobić, nie ma żadnego sensu i kończy się przeważnie po tygodniu, góra po miesiącu. Tak jak przy odchudzaniu – występuje tu efekt finansowego „jojo” – powtarza się sytuacja, która była wcześniej.

Ograniczanie wydatków jest łatwe!

Chcę Ci pokazać, że zmniejszenie wydatków może być łatwe, szczególnie jeżeli dotyczy zmniejszenia wydatków impulsowych lub nieplanowych. Często nie zastanawiasz się nad nimi i bagatelizujesz te parę złotych tutaj, parę złotych tam. Niestety małe kwoty pod koniec miesiąca się kumulują. Skutek – już znasz.

Dobrą metodą na wyrobienie nawyku oszczędzania jest sumowanie drobnych codziennych oszczędności w skali 12 miesięcy.

Wtedy 5 złotych miesięcznie rośnie do 60 złotych rocznie. Niby to samo, jednak za 60 złotych możesz coś konkretnego kupić, możesz je zainwestować lub zaoszczędzić. Zmniejszenie wydatków to nie sztuka dla sztuki. Wystarczy wykorzystać to do nauki inwestowania i oszczędzania.

Weź teraz kartkę i sprawdź, jak szybko przypadkowe wydatki odsuwają Cię od wyjścia z długu. Sprawdź, w jaki sposób kilkuzłotowe wydatki odsuwają w bliżej nieokreśloną przyszłość Twoją niezależność finansową i moment szybkiego uporania się z obecnym zadłużeniem.

Pamiętaj również o zasadzie, że nie musisz kupować, aby czegoś używać. Nie musisz kupować browaru, jeżeli chcesz napić się piwa. Nie musisz kupować linii lotniczych, jeżeli chcesz polecieć na wakacje. Sposób wykorzystania tej zasady to miejsce dla Twojej kreatywności. Możesz wypożyczać książki – zamiast je kupować, możesz wymieniać się płytami, wypożyczać sprzęt Sportowy, który będziesz wykorzystywał raz czy dwa razy w roku. Możesz wymieniać się usługami – istnieją internetowe banki czasu, gdzie ludzie wymieniają się swoimi umiejętnościami.

Możesz wykorzystać do przemieszczania się komunikację miejską, zamiast płacić za benzynę, miejsca parkingowe, ubezpieczenie i konserwację samochodu. Może dzięki temu dojazd do pracy zajmie Ci mniej czasu, a posiadanie samochodu stanie się na tę chwilę zbędnym wydatkiem obciążającym jedynie Twoją kieszeń?

Skup całą swoją energię finansową na inwestycję we własny dług, ponieważ zły dług najbardziej Cię zubaża.

Teraz skupiasz się pewnie na tym, czego nie chcesz zrobić, jak nie chcesz się czuć. Zmień swoje nastawienie. Poczuj, jak stajesz się inwestorem. To bardzo dobry sposób nauki inwestowania na przyszłość. Pomocne przy wdrażaniu takich zmian są afirmacje, czyli proste stwierdzenia, często powtarzane, zawsze wyrażone w pozytywny sposób. Dobrym przykładem może być afirmacja:

Doskonale zarządzam swoimi pieniędzmi

Twój umysł, jak już wyjaśniałem, nie widzi różnicy między prawdą a fikcją. Jeżeli będziesz powtarzać to zdanie, najlepiej rano zaraz po obudzeniu i wieczorem przed zaśnięciem, przez minutę – to zdanie zacznie działać. Możesz ułożyć własną afirmację i zacząć ją stosować. Pamiętaj o metodzie małych kroków.

Zacznij już dzisiaj, pomimo że nie wiesz, czy to zadziała, jeżeli spróbujesz. Ja wiem na 100%, że nie zadziała… jeśli nie spróbujesz.

 Na podstawie: Sławomir Śniegocki – Inwestuj we własny dług. 7 kroków dzięki którym spłacisz kredyt przed terminem i jeszcze na tym zarobisz

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: