wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘ebook’

DIETA

 Z wiekiem spowalnia się przemiana materii, zmniejsza masa mięśniowa, występują zmiany hormonalne. Aby zachować zdrowie i dłużej cieszyć się sprawnością, powinno się dostosować dietę do nowych potrzeb organizmu i do różnych dolegliwości, które zwykle zaczynają się pojawiać w dojrzałym wieku. Odpowiednia dieta jest podstawą profilaktyki chorób kładu pokarmowego, układu krążenia, miażdżycy, nadciśnienia, cukrzycy. Dieta ma olbrzymie znaczenie w różnych stanach chorobowych. Choroby będące wynikiem pewnych nieprawidłowości metabolicznych, jak miażdżyca, cukrzyca, nawet dna, czyli artretyzm, wymagają ograniczenia w diecie produktów, które pogarszają przebieg choroby. Na przykład cukrzyca wymaga ścisłego limitowania spożywanych kalorii, zwłaszcza dostarczanych przez produkty bogatocukrowe. W artretyzmie natomiast należy unikać tych produktów, które zawierają sporo kwasu szczawiowego i moczowego (szpinak, rabarbar, szczaw, kawa). Nieznajomość zasad racjonalnego żywienia jest dla ludzi starszych szczególnie niebezpieczna, gdyż nieodpowiednie pożywienie doprowadza do ujawnienia się różnych chorób, pogarsza stan i rokowania w już istniejących dolegliwościach. Szczególnie szkodliwy jest pogląd, iż dla człowieka w starszym wieku najodpowiedniejsze są kleiki i papki kaszowo-mleczne, gdyż normalnie przygotowane i urozmaicone pożywienie złożone z różnorodnych produktów spożywczych może mu zaszkodzić jako ciężkostrawne. Jak pisze prof. Eliza Lamer-Zarawska, takie podejście do kwestii żywienia szybko doprowadza do pogłębienia i tak już częstych w organizmie starszych ludzi niedoborów pokarmowych, zawsze niebezpiecznych dla zdrowia, zwłaszcza gdy utrzymują się przez dłuższy czas. Trzeba zatem zwracać uwagę na to, co mamy na talerzu. To, co wybieramy, jak przyrządzamy i w jaki sposób jemy, ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. Naprawdę warto otworzyć się na kulinarne wyzwania, a nowy sposób odżywiania potraktować jako jedną ze zmian stylu życia.

Co i jak jeść, by dobrze się czuć w zaawansowanym wieku? Z czasem spowalnia się przemiana materii, zmniejsza masa mięśniowa, następują zmiany hormonalne. Odpowiednie jedzenie może nas dłużej utrzymywać w dobrej formie.

Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej omówione są podstawowe zasady żywieniowe pozwalające uniknąć problemów pokarmowych. W drugiej autorka prezentuje smakowite przepisy na potrawy dla starszych osób, które nie są poważnie i przewlekle chore.

Zdrowe gotowanie. Książka kucharska na drugą połowę życia.  

 

 

 

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

 

 

 

Przepływ pieniężny

 Małgorzata Bladowska-Wrzodak Jak być kobietą zadbaną finansowo (fragment):

  

Co to jest przepływ pieniężny?

Na pewno zwróciłaś uwagę, że w poradniku często odwołuję się do dwóch kobiet: Suze Orman i Kim Kiyosaki.

Obie panie odniosły niewątpliwy sukces finansowy, przy  czym sukces Kim i jej męża jest bardziej spektakularny, ale i obciążony większym ryzykiem. Suze bardziej stawia na regularne oszczędzanie i inwestowanie z części zaoszczędzonych pieniędzy. Kiyosaki, najpierw wraz z mężem, a od pewnego momentu samodzielnie, idzie va banque — stawia na inwestycje, przede wszystkim w nieruchomości.

Kim nie twierdzi, że oszczędzanie jest nieefektywne, ale poleca zadać sobie pytanie, czy odkładanie jest wystarczające. Jak długo będziesz musiała pracować i oszczędzać, żeby utrzymać się z tych pieniędzy przez resztę życia — 20–30 lat? Czy będziesz musiała liczyć się z każdym groszem w obawie, że skończą ci się pieniądze? Jaki będzie standard twojego życia na emeryturze? Dlatego Kim poleca iść krok dalej niż oszczędzanie — przekonuje do inwestowania, generowania pasywnego dochodu, skupienia się na uzyskaniu dodatniego przepływu pieniężnego.

Przykładowy przepływ pieniężny uzyskany z zakupu i wynajmu

nieruchomości, podany przez Kim Kiyosaki:

Wpłacasz 20 000 dolarów jako pierwszą ratę za nieruchomość

pod wynajem, którą stanowią 2 mieszkania i która jest warta 100 000. Pod koniec każdego miesiąca, po pobraniu czynszu, zapłaceniu kosztów związanych z tą nieruchomością oraz zapłaceniu raty kredytu hipotecznego, twój zysk netto wynosi 300 dolarów. Te 300 dolarów stanowi przepływ pieniężny, który wędruje prosto do twojej kieszeni.

• przychód z czynszu

• koszty

• rata kredytu hipotecznego

_________________________

Przepływ pieniężny (zasadniczą sprawą jest, żeby był dodatni!)

Pozostawiam cię z tym dylematem, czy ryzykować, inwestując

w nieruchomości, akcje i w ten sposób za kilkanaście lat uzyskać niezależność finansową i cieszyć się wolnością i zamożnością. Czy też przyjąć stonowaną strategię, jak radzi Suze, postawić na oszczędzanie, kontrolowanie wydatków i pewne, choć nieprzynoszące kokosów inwestycje.

Myślę, że jest to kwestia osobowości i indywidualnych sytuacji

i wyborów. Moje zdanie jest takie, że amerykański rynek nieruchomości rządzi się innymi prawami, inna jest też relacja pomiędzy wielkością zarobków a chociażby cenami produktów spożywczych w USA i w Polsce. Stąd też ja osobiście stawiam na edukację w dziedzinie inwestycji, nieruchomości, a od ręki zajęłam się oszczędzaniem i w miarę bezpiecznym inwestowaniem, bo to są dziedziny, które nie wiążą się z dużym ryzykiem.

Obserwowaliśmy rozwój kryzysu w USA, masę bankructw, nie tylko firm, ale również gospodarstw domowych, które musiały opuścić swoje siedziby obciążone hipoteką. To przestroga przed zbyt konsumpcyjnym stylem życia, ale także przed podejmowaniem nieprzemyślanych decyzji inwestycyjnych (np. zakup wielkiego domu na kredyt przy niewielkich zarobkach).

Wiele osób, o czym się rzadko mówi, przechodzi załamania psychiczne związane z problemami finansowymi: niewypłacalnością, nieprzemyślanymi inwestycjami itd. Należy

mieć tego świadomość. Dlatego, czytając amerykańskie poradniki, miło jest się zainspirować pewnym stylem myślenia, jednakże potrzebna jest też rozwaga i znajomość naszych polskich realiów. Z drugiej strony, mamy tylko jedno życie… wybór należy do ciebie. Warto mieć wiedzę i otwartą głowę, to pewne.

Od ciebie zależy, jak wysoko postawisz sobie poprzeczkę.

Cokolwiek wybierzesz dla siebie, ważne, żebyś podjęła wyzwanie, choćby było ono minimalne — np. na początek będziesz tylko kontrolowała swoje wydatki i wyłapywała czarne dziury. Ważne, żeby zrobić cokolwiek dla swoich finansów.

Już dziś.

Witam, mam dwa poważne problemy, jeśli chodzi o zarządzanie finansami:

1) brak konsekwencji — kilkakrotnie już próbowałam

zapisywać codzienne wydatki w tabeli Excela i za każdym razem przestaję w którymś momencie (zwykle po 2 tygodniach), a) bo nie mam czasu spisywać tej masy rachunków, b) bo jestem zmęczona, c) bo mam wiele innych spraw na głowie itp…

2) nadal nie potrafię odmówić sobie zakupu jakiegoś fajnego ciuszka, to mój „lek na całe zło” i dzieje się to dosyć często, niestety zupełnie nie pomaga przeliczanie na przepracowane godziny…

I może jeszcze jedno — kupiłam książkę „Bogata kobieta”, czytam, ale jeśli chodzi o porady w sprawie rynku inwestycyjnego — to dla mnie abstrakcja, nie znam ani jednej osoby, która by się tym zajmowała, więc nie mam z kim o tym

rozmawiać, a zgłębianie samej? — chyba brak mi zapału…

Jednak dzięki poradnikowi założyłam III filar — ubezpieczenie

emerytalne, otworzyłam konto oszczędnościowe, na które już regularnie wpłacam pieniądze z głównego konta.

Czyli jest postęp.

Patrycja Ż.

 

KAPITAŁ intelektualny i emocjonalny, jaki możesz wynieść z tego poradnika i dalszej edukacji finansowej, jakkolwiek byłby on wielki, ważne, że jakiś JEST, jest bezcenny.

Znajdź sobie dobre towarzystwo. Współpracuj z pozytywnymi, zorientowanymi na cele ludźmi, którzy cię inspirują i pobudzają do działania.

Brian Tracy

Jeżeli nie niezależność finansowa, to co?

Stoicka zasada zaspokajania potrzeb poprzez rezygnację z pragnień jest jak amputacja stóp po to, by nie potrzebować butów.

Jonathan Swift

 

Kwestia biernego dochodu jest trudna do ugryzienia dla początkujących. Sam Eker przyznaje, że większość ludzi ma ogromne trudności ze stworzeniem biernego dochodu.

Po pierwsze, jesteśmy wychowywani do zdobywania pieniędzy przez pracę świadczoną osobiście, w którą inwestujemy większość swojego czasu i energii. Po drugie, nikt nas nie uczył, jak zorganizować sobie źródło biernego dochodu.

Po trzecie, w związku z powyższym, nigdy nie poświęcaliśmy temu zagadnieniu wystarczającej uwagi.

Istnieją pewne dziedziny, pewne rodzaje pracy, które w ogóle uniemożliwiają drogę ku wolności finansowej. Na przykład branża usług indywidualnych, w której zwyczajowo dominują kobiety. Usługi wymagają osobistej obecności i zaangażowania, natomiast bierny dochód oznacza generowanie przychodów z „usamodzielnionego biznesu”.

Idea „wiecznych wakacji” jest coraz bardziej modna, biorąc pod uwagę, że tematykę pasywnego przychodu poruszano m.in. na łamach miesięcznika „Twój Styl”. Przyznasz, że jest to wizja bardzo kusząca. Można regularnie generować nadwyżki finansowe, akumulować bogactwo, w myśl zasady „get rich slowly” lub iść va banque, grając na GPW, ale żadna z tych opcji nie daje gwarancji osiągnięcia owej finansowej niezależności. Jak pięknie to ktoś ujął: najważniejsza jest droga.

Jeżeli to marzenie nam się nie ziści, to co w „najgorszym wypadku” zyskamy? Otóż, uporządkujesz swoje podejście do finansów osobistych i będziesz mogła powiedzieć o sobie, że jesteś zadbana finansowo, czyli:

 będziesz miała poczucie finansowego komfortu i psychicznego bezpieczeństwa;

 nie będziesz się obawiała, że jesteś „o jedną wypłatę od

bankructwa”;

 mając spore oszczędności, będziesz w dużej mierze czuła się niezależna finansowo — od banków, rodziny, znajomych;

 w każdej chwili będziesz mogła zafundować sobie drogie

wakacje i inne wymagające większych nakładów finansowych przedsięwzięcia, które pozwolą ci uwierzyć, że… marzenia się spełniają.

W duchu Ekera…

Ludzie bogaci myślą w kategoriach długoterminowych.

Ludzie biedni myślą tylko o tym, co dzisiaj, i mówią: jak mogę myśleć o jutrze, skoro ledwie udaje mi się przeżyć dzisiaj? Bogaci dbają o to, żeby pieniądze ciężko na nich pracowały.

Biedni ciężko pracują na swoje pieniądze.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Wolność i niezależność finansowa

 Małgorzata Bladowska-Wrzodak Jak być kobietą zadbaną finansowo (fragment):

 

Alfabet finansów = abecadło wolności

Zanim się czemuś oddasz, zawsze jest wahanie, szansa, by się wycofać, zawsze nieudolność. Przy każdej inicjatywie i akcie tworzenia jest jedna elementarna prawda, której nieświadomość zabija nieprzebrane idee i niezliczone plany: że kiedy całkowicie się czemuś poświęcisz, Opatrzność też wykona swój ruch. Wszystko się wtedy zdarzy, aby ci pomóc, co inaczej nigdy by się nie zdarzyło.

Z decyzji wypływa cały strumień zdarzeń, przynosząc z korzyścią dla ciebie najrozmaitsze wypadki, spotkania i rzeczy, o których nikt by nie śnił, że mu się przydarzą. Cokolwiek robisz lub marzysz, że możesz to zrobić — zacznij tylko.

W zdecydowaniu drzemie geniusz, siła i magia.

Zacznij teraz.

Fragment „Fausta” Johanna W. Goethego

 

Bierność i wolność w świecie finansów

Być może zaskoczę cię stwierdzeniem: nie musisz harować na kilku etatach, żeby być bogatą kobietą. Takie przekonania wpajano nam od dzieciństwa. „Chcesz mieć pieniądze na wyjazd?” — pytali rodzice. I zaraz sami sobie odpowiadali:

„To znajdź sobie pracę wakacyjną”.

„Chcesz mieć pieniądze i uniezależnić się od nas? Znajdź pracę na pełen etat”. Większość z nas słyszała wyłącznie taką receptę na zdobywanie pieniędzy. Umowa z pracodawcą jest jasna: ty oddajesz mu swój czas i swoje umiejętności, a otrzymujesz w zamian pieniądze. No ale przecież CZAS nie jest z gumy…

Jak wynika z praktyki, lwią część zarobionych pieniędzy wydajemy na tzw. życie.

Małej grupie kobiet udaje się coś zaoszczędzić, a jeszcze mniejszej zainwestować zaoszczędzone pieniądze.

Robi się z tego błędne koło, bo bez bufora oszczędności trudno mówić o wolności i niezależności.

Pieniądze „idą” na bieżące wydatki, a gdzieś z tyłu głowy czai się strach przed utratą etatu — rozumianego jako jedyne „pewne źródło dochodu”. Dlatego też praca etatowa silnie kojarzy się z koniecznością, mozołem „zarabiania na chleb”, a nie z realizacją zawodowej pasji i budowaniem finansowego dobrobytu.

A przecież można mieć dochody, które regularnie będą pokrywały twoje wydatki na tzw. życie — niezależnie od tego, czy pracujesz czy nie. Czy znasz określenia „bierny dochód” i „niezależność finansowa” lub „wolność finansowa”?

Jeżeli nie chcesz być finansową analfabetką, przeczytaj kolejną część poradnika, by dowiedzieć się, co kryje się

za tymi, coraz bardziej popularnymi, sformułowaniami.

Nauczysz się być zadbaną finansowo kobietą, tak

samo jak nauczyłaś się dbać o swoją edukację, karierę

i wygląd. Wszystkim bowiem, czego potrzebujesz

— jesteś ty sama.

Motto projektu KasaKobiety.pl

 

Czy dochód może być bierny?

Kupiłaś tę książkę, więc pragniesz być kobietą zadbaną finansowo.

Warto wobec tego, abyś poznała pojęcia takie jak:

„bierny dochód”, „pasywny dochód”, „niezależność finansowa”

i „wolność finansowa”. Mam nadzieję, że zainspirują cię do działania, do życia takiego, jakie sobie wymarzyłaś.

Wolność finansowa, według Ekera, to zdolność do życia w pożądany przez ciebie sposób, bez konieczności pracy ani zależności od kogokolwiek. Aby uzyskać wolność, będziesz musiała znaleźć sposób na zarabianie pieniędzy (ale wyłączając pracę zarobkową), tak aby uzyskiwać tzw. bierny dochód (inaczej mówiąc: dochód pasywny). Musi on być dostatecznie duży, by opłacić pożądany przez ciebie sposób życia. Bierny dochód powinien przekraczać twoje wydatki. Pasywny dochód daje więc upragnioną niezależność finansową.

Witaj. Z kasą jest wiele problemów, zwłaszcza jak jej nie ma, ale chyba najwięcej trudności pojawia się w momencie, kiedy uda się odłożyć jakąś niewielką sumę, którą chciałabym zainwestować. Ten początek, jak zacząć? Jakie są dostępne narzędzia, metody. Jak nie wtopić, zmniejszyć ryzyko i w ogóle zacząć. Moim marzeniem jest „bierny dochód”, ale do tego muszę się sama dogrzebać, ponieważ, jak to się mówi, nie jestem bogata z domu i nikt mnie nie „ustawił” w życiu. No to muszę się ustawić sama. Wiem, że droga może daleka, ale przydałyby się drogowskazy.

Pozdrawiam, Ewa

 

Jak zdobyć tę wolność i jak długo może to potrwać?

Według Kim Kiyosaki przeciętny człowiek potrzebuje minimum

20 lat, aby uzyskać niezależność finansową.

Definicja niezależności finansowej według Kim Kiyosaki:

Kupuję i tworzę aktywa, które generują przepływ pieniężny.

Przepływ pieniężny z moich aktywów pokrywa moje koszty utrzymania. Gdy mój miesięczny przepływ pieniężny jest równy moim miesięcznym kosztom utrzymania lub jest większy od nich, to jestem niezależna finansowo. Jestem wolna pod względem finansowym, ponieważ moje aktywa generują przepływ pieniężny i pracują dla mnie. Nie muszę już pracować za pieniądze.

Dwa główne źródła biernego dochodu:

1. Pieniądze, które pracują dla ciebie. Zyski z inwestycji

uzyskane z: akcji, obligacji, bonów skarbowych, rynków pieniężnych, funduszy powierniczych, z własności hipotecznej lub z innych aktywów, które zyskują na wartości i mogą być zamienione na gotówkę.

2. Biznes, który pracuje na ciebie. Chodzi o biznes, który nie wymaga twojego osobistego zaangażowania, „żeby mógł się kręcić” i przynosić dochód, np. wynajem nieruchomości, pobieranie tantiem z książek, z muzyki czy z programów komputerowych, patentowanie swoich pomysłów, uzyskanie pozycji franczyzodawcy, posiadanie magazynów czy automatów sprzedających towary lub innych automatów na monety, MLM — marketing sieciowy i inne. Każdy założony własny biznes, który tak jest zorganizowany, że może działać bez twojego udziału. To biznes ma pracować i przynosić wartość, a nie ty (kosztem pracy od świtu do nocy i dysharmonii pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym, które odbierają w gruncie rzeczy… wolność). Brzmi jak bajka, prawda? Nie muszę chyba dodawać, że najpierw trzeba mocno się napracować, żeby taki biznes uruchomić, ale perspektywa spływania środków na konto, podczas gdy właścicielka smacznie sobie śpi, działa na wyobraźnię, zgadza się?

Musisz najpierw wygrać w umyśle, zanim wygrasz w życiu.

John Addison

ODBIERZ PREZENTY>>>

Monitorowanie majątku

Małgorzata Bladowska-Wrzodak Jak być kobietą zadbaną finansowo (fragment):

Ulepsz swój biznes, swoje życie, swoje związki, swoje finanse i swoje zdrowie. Kiedy to zrobisz — cały świat się ulepszy.

Mark Victor Hansen

 

Po co monitorować swój majątek?

To, na ile jesteś zamożna, można poznać także po obliczeniu aktualnej wartości swojego majątku netto. Co to właściwie jest majątek netto? Wartość majątku netto to różnica pomiędzy posiadanymi aktywami i pasywami. Innymi słowy, jest to różnica pomiędzy tym, co mamy, a tym, co jesteśmy winni.

1. AKTYWA: to posiadana gotówka, papiery wartościowe, jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, złoto, srebro, diamenty, nieruchomości (w tym dom lub mieszkanie, które są twoją własnością), udziały w firmach, oszczędności w III filarze itd.

ÖÖKiedy oszczędzamy, w tej czy w innej formie, nasze aktywa rosną, a wraz z nimi rośnie wartość naszego majątku netto.

Do aktywów nie wlicza się rzeczy osobistych, jak np. ubrania, meble (no, chyba że jesteśmy posiadaczami cennych antyków), AGD, RTV itp.

2. PASYWA: pożyczki, kredyty, inne rodzaje zadłużenia krótko- i długoterminowego.

ÖÖ Zadłużając się, zwiększamy nasze pasywa i tym samym

zmniejszamy wartość majątku netto.

Stan pożądany mamy oczywiście wówczas, kiedy wartość netto jest dodatnia — tzn. gdy wartość naszych aktywów przewyższa nasze zobowiązania. Stan niepożądany występuje wówczas, kiedy nasze aktywa są mniejsze od naszych pasywów.

Obliczanie wartości netto w złotówkach jest istotne z wielu względów:

 wartość netto jest miarą naszego bogactwa lub biedy;

 pokazuje, ile wart byłby nasz majątek po uregulowaniu

zobowiązań wobec wierzycieli (po spłacie wszystkich długów), gdybyśmy zdecydowali się na jego całkowite spieniężenie;

 wartość netto — monitorowana regularnie — pełni

funkcję motywatora do aktywnego dbania o finanse osobiste. Jeżeli nakreślisz jeszcze wizję jego wzrostu — będzie jak samospełniające się proroctwo!

Z cyklu: Z życia wzięte…

Wyobraź sobie kobietę, powiedzmy, gwiazdę show-biznesu, jeżdżącą porsche, mieszkającą w pięknej willi w najbardziej snobistycznej dzielnicy kraju. Można by umrzeć z zazdrości w stosunku do tego, jak fantastyczne życie prowadzi, jak pławi się w luksusie. Gdybyśmy jednak zbadały jej majątek netto, okazałoby się, że jest biedniejsza od babuleńki mieszkającej w jednopokojowym, ale niezadłużonym mieszkaniu w starej kamienicy. Jak to możliwe? Pierwsza z kobiet, oprócz tego, że jest szczęśliwą posiadaczką majątku wartego kilka milionów złotych, jest również nieszczęśliwą posiadaczką długu o wartości przekraczającej, powiedzmy, o pół miliona złotych wartość owego majątku, a więc wartość majątku NETTO jest ujemna i wynosi, powiedzmy, pół miliona złotych na minusie.

Czy rozumiesz już, jak ważna jest wiedza na temat twojej faktycznej sytuacji finansowej — wartości twojego majątku netto? Jeszcze raz:

WARTOŚĆ NETTO = AKTYWA – PASYWA

Za Ekerem polecam wizualne monitorowanie wartości netto:

Weź kartkę  papieru i zatytułuj ją „majątek netto”. Następnie

stwórz prosty wykres, który zaczyna się od zera, a kończy na tej liczbie, która ma oddawać twój pożądany majątek netto. Zaznacz na wykresie swój obecny poziom majątku netto (aktywa minus zobowiązania).

ÖÖ Co kwartał zaznaczaj aktualny stan majątku netto.

Eker twierdzi, że samo monitorowanie majątku netto sprawi, iż będziemy coraz bogatsze. Nie za sprawą pobożnego życzenia, tylko na zasadzie koncentracji: „Tam, gdzie kieruje się uwaga, płynie energia i poprawiają się wyniki”.

Warto też monitorować zmiany majątku netto w czasie, bo taka analiza to:

 motywator do pomnażania dóbr,

 stymulator do powstrzymywania się od zbędnych wydatków

i trwonienia oszczędności,

 strażnik przed złymi długami.

Zalecane działania, zmierzające ku powiększeniu majątku netto:

 skoncentruj się na wszystkich czterech czynnikach:

zwiększaj dochody, zwiększaj oszczędności, zwiększaj inwestycje, natomiast zmniejszaj koszty utrzymania poprzez

uproszczenie stylu życia, jaki prowadzisz;

 analizuj przyczyny zmian wartości netto i wyciągaj wnioski;

 pamiętaj: zwiększanie wartości majątku netto jest twoim

głównym celem finansowym.

Albo ryzykujesz i idziesz świadomie przez życie,

doświadczając wszystkiego, co ci oferuje, albo

tchórzysz i jesteś tylko podglądaczem, który zerka

na świat przez dziurkę od klucza.

Nicole Kidman

 

(…) mój największy problem to dwa kredyty z ogromnymi ratami, które pochłaniają 3/4 dochodów. Za resztę muszę porobić opłaty, przeżyć cały miesiąc i jeszcze coś odłożyć na fundusz bezpieczeństwa i koniecznie na IKE. Poza tym brak mi systematyczności w zapisywaniu wydatków. Albo zapisuję zbyt ogólnie, albo niektóre rzeczy pomijam, bo „teraz mi się nie chce”, a potem zapomnę. Jak spłacę kredyty, będę żyła jak pączek w maśle.

Joanna P.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Zamożność

Małgorzata Bladowska-Wrzodak Jak być kobietą zadbaną finansowo (fragment):

Jak bardzo jesteś zamożna?

Poszukajmy odpowiedzi na pytania: „Jak bardzo jesteś zamożna?”, „Ile miesięcy wynosi twoja zamożność?”. Od dowiedzenia się prawdy dzielą cię trzy kroki.

Krok 1.

Pierwszy etap pozwoli ci odpowiedzieć sobie na pierwsze, pomocnicze pytanie: ile wynoszą twoje miesięczne koszty?

Jeżeli nie znasz na nie odpowiedzi, przez najbliższy miesiąc zapisuj wszystkie, powtarzam, wszystkie, nawet najdrobniejsze

wydatki, podzielone na kategorie, przykładowo:

Spłata kredytu hipotecznego

Podatki od nieruchomości

Ubezpieczenie mieszkania/domu

Opłaty (media, woda, telefon, internet, kablówka, inne)

Czynsz

Spłata kredytu na samochód

Utrzymanie samochodu (paliwo, serwis, parking)

Koszty dojazdu (bilety, taksówki)

Posiłki — w domu

Posiłki — „na mieście”

Rozrywka (kino, teatr, koncerty, wydarzenia sportowe)

Zakupy (spożywcze, środki czystości, inne)

Zakupy pozostałe (ubrania, kosmetyki)

Hobby (książki, czasopisma, karnet na fitness, kurs tańca,

inne)

Inne przyjemności dla ciała (fryzjer, kosmetyczka, inne)

Wypoczynek (wyjazdy w weekendy/wakacje)

Dzieci (opiekunka, wykształcenie, ubrania, zabawki, sport)

Ubezpieczenie zdrowotne

Koszty utrzymania zwierząt (jedzenie, wydatki na opiekę

weterynaryjną)

Wszystkie pozostałe wydatki

+

= już wiesz, ile wynoszą twoje miesięczne koszty

Spojrzałaś prawdzie w oczy i… czy coś cię zaskoczyło? Czy znalazłaś obszary kosztowe, nad którymi chciałabyś popracować?

W każdym razie, dla celów tego ćwiczenia, powinnaś znać kwotę przeciętnych, miesięcznych wydatków.

Krok 2.

Za chwilę obliczysz, ile pieniędzy masz obecnie, nie uwzględniając twojej pensji za wykonaną pracę.

Dlaczego masz pomijać bieżące pensje w obliczeniu poziomu twojej zamożności? Wyobraź sobie, że z jakichś względów przestajesz pracować i na twoje konto nie wpływa już ani złotówka związana z pracą zawodową. Podlicz, ile masz pieniędzy w: oszczędnościach, certyfikatach depozytowych, akcjach, które można natychmiast spieniężyć lub upłynnić, i jaki jest twój przepływ pieniężny generowany przez posiadane przez ciebie aktywa.

Uwaga! Nie wliczaj biżuterii i pamiątkowych precjozów. Jeżeli

już zdecydowałabyś się je sprzedać, zapewne otrzymałabyś za nie mniej niż są one dla ciebie rzeczywiście warte.

A po drugie, chodzi o analizę twojego obecnego standardu życia.

Oszczędności

Akcje

Nieruchomości

Przepływ pieniężny generowany z tzw. dochodu biernego/pasywnego

+

= tyle, ile pieniędzy masz obecnie, nie uwzględniając pensji za wykonywaną pracę

Krok 3.

Czyli odpowiedź na kluczowe pytanie: ile wynosi twoja zamożność?

I teraz moment prawdy… Dla przykładu…

Aneta obliczyła w poprzednim kroku, że jej aktualna wielkość zasobów finansowych, bez wynagrodzenia za pracę, to 20 000 zł (oszczędności 16 000 zł, akcje 4000 zł). Tę kwotę podzieliła przez miesięczne koszty utrzymania, tj. 5000 zł.

Wynik równa się: 4. Co oznacza ten wynik? Oznacza, że zamożność finansowa Anety „wynosi” 4 miesiące. Gdyby przestała dziś pracować, to wystarczyłoby jej gotówki na pokrycie kosztów utrzymania przez 4 miesiące. Wynik Anety nie jest najgorszy. Choć mam nadzieję, że twoja zamożność jest większa… a gdyby nawet była zerowa… potraktuj to jako punkt wyjścia, początek podróży.

Pełne równanie zamożności wygląda tak:

Oszczędności (lub dostępna gotówka)

+ ew. tzw. dochód bierny/pasywny

= twoja ZAMOŻNOŚĆ

Miesięczne koszty utrzymania

To jest dobry moment na refleksję. Czy na etapie kariery, na którym jesteś, jest możliwe znalezienie nowej pracy w wyznaczonym czasie, np. w ciągu 4 miesięcy? W przypadku kobiet na tzw. „urlopie” wychowawczym, powrót do pracy może być długotrwałym procesem. Oczywiście obie wiemy, że to żaden urlop, a na brak pracy w domu nie można narzekać przy np. dwójce małych dzieci, ale wiesz, co mam na myśli.

Zastanów się, jak będzie wyglądał powrót do starego miejsca pracy lub poszukiwanie nowego zajęcia. Powiedzmy, zaczynasz pisać CV. Jak ono wygląda? Jak przyjmie je pracodawca?

Czy może uznać twoje kwalifikacje za nieaktualne?

Wówczas potrzebowałabyś skończyć odpowiedni kurs/szkolenie, a to wymagałoby dodatkowych nakładów czasowych i finansowych (cena szkolenia, pieniądze potrzebne na tzw. życie w czasie, kiedy będziesz odbywała szkolenie i pozostawała jeszcze bez dochodu z pracy zawodowej).

Być może okres opieki nad dzieckiem był dla ciebie niezwykle inspirującym doświadczeniem i masz w głowie świetny pomysł na własny biznes? Zastanów się: jak szybko i przy jakich nakładach mogłabyś go uruchomić? Czy te przykładowe 4 miesiące wystarczyłyby, żebyś zaczęła utrzymywać się z własnej działalności?

ODBIERZ PREZENTY>>>

Czy mężczyźni są światu potrzebni?

Janusz Leon Wiśniewski  Czy mężczyźni są światu potrzebni

  Kobieta, aby pójść do łóżka z mężczyzną, potrzebuje bliskości, zaufania i poczucia więzi. Mężczyzna – przeważnie – potrzebuje tylko miejsca…

   Czy w tym deprymującym (głównie dla mężczyzn) stwierdzeniu kryje się jedynie cynizm, czy także jakaś prawda? A jeśli tak, to jak gorzka jest ta prawda? Dlaczego mężczyźni pożądają inaczej? I co z tego wynika?

   U zwierząt wszystko jest o wiele prostsze. Pożądanie służy prokreacji i jak największej dystrybucji genów. Bliska nam ewolucyjnie małpka bonobo bez żadnych skrupułów jest w stanie przerwać akt kopulacji, gdy tylko na horyzoncie pojawi się inny samiec, który swoim wyglądem i zachowaniem zdradza, że mógłby jej zagwarantować lepszy zestaw genów dla potencjalnego potomstwa. Na taką decyzję wyuzdana bonobo potrzebuje nie więcej niż osiem sekund. Jeszcze mniej czasu potrzebuje na to samica poligamicznego nornika górskiego.

   Zwierzęta pożądają tylko w jednym celu: prokreacji. Do dzisiaj trwają dyskusje naukowców na temat tego, czy realizując swoje pożądanie w akcie seksualnym, zwierzęta odczuwają przy tym jakąś przyjemność. Oglądając fotografie kopulujących par goryli, słynących notabene z wierności, mam co do tego poważne wątpliwości. Cynicy twierdzą, że cierpienie na pysku (twarzy?) goryla wynika z tego, iż ciągle jest fotografowany z tą samą samicą.

   Ludzie są pierwszym i jedynym gatunkiem, który na drodze ewolucji oddzielił prokreację od pożądania. I jednym z trzech gatunków, który pożąda i spółkuje bez względu na porę roku. Pozostałe dwa to muchy i pluskwy. U całej reszty stworzeń pożądanie pojawia się wyłącznie w krótkim okresie godowym (tzw. rui). Tylko wtedy występuje u nich przewaga popędu płciowego (podobnie jak u ludzi) nad uczuciami głodu, zimna, pragnienia i bezpieczeństwa. Dotyczy to w większym stopniu samców niż samic.

   W dodatku, tylko człowiek koniecznie chce powiązać pożądanie ze zjawiskiem kulturowym, jakim jest miłość. Pomagają mu w tym poeci i pisarze, od czterech tysięcy lat wychwalający w literaturze „miłość romantyczną” (mam w tym swój udział), a także laboranci, którzy zsyntetyzowali pigułkę antykoncepcyjną, i dziennikarze, którzy z miłości romantycznej zrobili kultowy, zawsze dobrze sprzedający się temat. To oczywiste, że bez miłości romantycznej nie byłoby ani Hollywood, ani tym bardziej Bollywood.

   Tymczasem wiele wskazuje na to, że człowiek w sferze seksualności pozostał w dużej mierze zwierzęciem. Wymyślając tysiąclecia temu miłość, jedynie zhumanizował pożądanie, seks oraz reprodukcję, nadając kulturowe znaczenie biologicznym faktom. Mimo to niewiele się przez wieki zmieniło, jak wykazały badania antropologa George’a Murdocha. W końcu lat czterdziestych XX wieku przebadał on historię 238 kultur cywilizacyjnych na całym świecie. Tylko dla 43 z nich monogamia była społecznie preferowanym wzorcem struktury rodziny. W pozostałych panował system, który dzisiejszy świat zachodni nazwałby brutalnie i dosadnie urzeczywistnieniem fantazji masturbującego się mężczyzny: jak najwięcej różnych kobiet w jak najkrótszym czasie. Czy to u Indian w Ameryce Północnej, czy u Inków w Ameryce Południowej, czy u kultur szczepowych w Afryce lub Azji – w większości akceptowano fakt, że mężczyźni współżyją jednocześnie z wieloma kobietami. Czasami musiano liczbę tych partnerek prawnie reglamentować. Do dzisiaj muzułmanie, zgodnie z Koranem, mogą posiadać maksymalnie cztery żony (jeśli są w stanie je wszystkie utrzymać na tym samym poziomie materialnym). Z kolei władca Aszantów (obecna Ghana) musiał zaakceptować prawo, według którego jego harem nie mógł przekraczać dokładnie ustalonej, tajemniczej do dzisiaj liczby 3333 kobiet.

   Biolodzy ewolucyjni widzą w tej poligynii ukryty sens. Nawet dla kobiet. Niewiasta w haremie miała szanse wymieszania swoich genów z genami najważniejszego i najbardziej wpływowego mężczyzny w państwie.

   Według znanego zoologa Tima Birkheada z uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii, monogamia jest systemem skrajnie nienaturalnym. W artykule opublikowanym w renomowanym czasopiśmie naukowym „Nature” (2005) Birkhead przekonuje, że ludzie, podobnie jak zwierzęta, z natury dążą do pozbawionych więzi uczuciowej kontaktów seksualnych z przypadkowymi, często zmienianymi partnerami (nazywamy to zjawisko promiskuityzmem), a monogamia, jako dominujący w zachodnich cywilizacjach system partnerski, jest sztucznym tworem kulturowym, narzuconym przez religię dla ustabilizowania społeczeństw. Dodajmy: ściśle patriarchalnych społeczeństw.

   Monogamię narzucili światu, o dziwo, mężczyźni. Chcąc uniknąć konfliktów i całego zła wynikającego z walki o dostęp do jak największej liczby kobiet, wymyślili demokratyczny system, w którym każdy mężczyzna będzie miał, przynajmniej teoretycznie, prawo do tylko jednej kobiety. Samych kobiet o zdanie oczywiście nie pytano. Zresztą nawet gdyby zapytano, to odpowiedź (w tamtych czasach) mogła być tylko jedna. Znajdując się w całkowitej materialnej zależności od mężczyzn, przyjęły pomysł małżeństwa z jednym partnerem na całe życie – uważały, że w ten sposób zagwarantują sobie i swoim dzieciom materialne bezpieczeństwo.

   Przez tysiące lat kobiety były zmuszone handlować z mężczyznami: moja wierność w zamian za moje i moich dzieci bezpieczeństwo socjalne. Ale dzisiaj, na początku XXI wieku, ten kontrakt między płciami traci powoli (i nareszcie) ważność. Kobiety same potrafią zadbać o swoje utrzymanie. Mężczyźni i kobiety obeszli równik historii, powracając do punktu wyjścia, czyli do jaskiń. Przynajmniej jeśli chodzi o seksualne partnerstwo i równouprawnienie.

   Z biologicznego punktu widzenia hedonistyczni mężczyźni wracają do jaskiń z ogromną radością. Erotyka w plejstocenie stanowi doskonały scenariusz dla każdego filmu pornograficznego (chociaż osobiście nie podejrzewam, żeby do tego gatunku filmów istniały „scenariusze”). Ostatnie, liczące ponad 7200 lat, znalezisko archeologów w niemieckiej Saksonii zdaje się to potwierdzać. Dziewiętnastego sierpnia 2003 roku czujny operator koparki w Erdreich, niedaleko Lipska, przygotowując teren do założenia przewodów gazowych, natrafił na figurkę z okresu neolitu ceramicznego. W artykule naukowym, który niedługo później pojawił się w fachowym czasopiśmie „Germania”, archeolog Harald Stäuble potwierdził, że figurka przedstawia wyuzdany akt seksualny naszych jaskiniowych przodków. To było sensacyjne odkrycie, ponieważ najstarsze znane dotychczas przedstawienia aktu płciowego powstały (jako freski) w Grecji dopiero ponad 4000 lat później. Do erotycznej figurki z Saksonii dołączyło wkrótce liczące ponad 6000 lat znalezisko archeologów z Ludwigshafen, wydobyte z wód Jeziora Bodeńskiego na granicy Niemiec i Szwajcarii – tzw. dom kultu. Okazał się on świątynią, z której ścian wystają gliniane, niegdyś obfite, kobiece piersi.

   Według antropolog Helen Fisher, autorki wydanych w Polsce fascynujących książek Anatomia miłości i Dlaczego kochamy, kobiety z epoki kamiennej „chodziły w krzaki z coraz to nowym partnerem”. W domach z betonu nie ma wolnej miłości, ale w jaskiniach z granitu lub piaskowca była jak najbardziej. Fred Flintstone tylko w kreskówce dla dzieci jest zabawnym pantoflarzem i zatwardziałym monogamistą. Ten sam Fred Flintstone na kanale National Geographic lub w „różowej serii” na innych kanałach, emitowanej zwykle po północy, byłby kimś zupełnie innym, ale prawdziwszym: biologicznie uwarunkowanym samcem, z niczym nie hamowanym (oprócz prawa silniejszego w stadzie) instynktem.

   Jak się okazuje, wyuzdany seks jaskiniowców ma nawet dzisiaj ogromne znaczenie dla ludzkości. Przynajmniej dla tej jej części, która zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że praczłowiekowi udało się zaludnić całą planetę. Dotychczas obowiązująca teoria zakłada, że wszyscy – jako gatunek – wywodzimy się od pewnej pary praprzodków z Afryki, która rozmnożywszy się, opanowała cały świat. Pierwsi ludzie z Afryki przywędrowali na inne kontynenty i w wyniku brutalnych wojen podbili zastane gatunki ludzkie, doprowadzając do ich wymarcia.

   Ostatnio jednak Alan R. Templeton, młody genetyk z uniwersytetu w Michigan, w trakcie kongresu Australijskiego Towarzystwa Genetycznego w Melbourne podważył prawdziwość tej teorii. Twierdzi, że człowiek afrykański wcale nie wymordował innych gatunków ludzkich, ale jedynie się z nimi wymieszał. Podpiera on swoje tezy szczegółowymi analizami DNA różnych żyjących obecnie na świecie ras ludzkich. Stopień wymieszania genów jest tak duży, że według Templetona „nasi przodkowie myśleli jedynie o seksie i robili to każdy z każdym, przy każdej nadarzającej się okazji”. Tylko w ten sposób mogło dojść do aż takiego wymieszania genów. Okazuje się, że slogan „make love, not war” to wcale nie pomysł hippisowskich komun końca lat sześćdziesiątych XX wieku.

   Niekiedy człowiek jest nawet bardziej „biologiczny” od zwierząt, a przy tym znacznie bardziej od nich (ewolucyjnie) obłudny. Samce zwierząt używają seksualnych forteli w celu zapłodnienia jak największej liczby samic. Mężczyźni (ze znacznie lepiej rozwiniętym mózgiem), wymyślając o wiele bardziej skomplikowane fortele, wcale nie chcą dopełnić naturalnego obowiązku zapłodnienia kogokolwiek (przeważnie wręcz przeciwnie, bardzo się tego obawiają). Pragną jedynie czerpać z aktu seksualnego przyjemność, najlepiej z obcymi „samicami”, nie zostawiając nic w zamian naturze. W swoim upodobaniu do obcych samic są bardzo podobni do samców gadów, których mózg zatrzymał się w rozwoju na najbardziej podstawowym etapie. Na przykład jaszczurki mają jedynie tzw. gadzi mózg (obecny także u człowieka), składający się wyłącznie z pnia. To tam jest źródło podstawowych fizjologicznych procesów. Jaszczurki nie mają ani kory mózgowej (odpowiadającej za myślenie), ani układu limbicznego (sterującego emocjami).

   Mimo to, jak stwierdziła para amerykańskich zoologów, Laura Steele i William Cooper Jr, samce gekonów (łac. Gek konidae, duża rodzina 90 rodzajów i 800 gatunków jaszczurek) w okresie rui zachowują się bardzo podobnie jak pożądający mężczyźni. Pląsają, mają błogi wyraz pyska i poruszają ogonem – ale to popisy nie dla samicy, która jest obok i czeka w gotowości na akt zapłodnienia. Ta już cała do nich należy. Gekony robią to dla samic, które czasami zupełnie przypadkowo znalazły się na oznaczonym przez nie terenie. Samce te nie zważają na zmęczenie, stratę energii i czasu. W dodatku owe samice wcale nie muszą być płodne. Podniecony seksualnie gekon jest zadziwiająco podobny do mężczyzny, ale w jednym bardzo się od niego różni. Gekon zachowuje się, jakby myślał o przyszłości. Wiele samic oczarowanych ruchami ogona gekona pozostanie na jego terenie tak długo, aż jajeczka w nich dojrzeją. Samiec gekon także nie opuści tego miejsca, w nadziei, że może zostać po raz kolejny ojcem. Z kolei większość współczesnych mężczyzn, po nasyceniu swego pożądania, jak najszybciej zmieniłaby miejsce pobytu…

   Czas, jaki mija u ludzi od wstępnego zainteresowania do zachowań seksualnych, jest wprawdzie dłuższy niż u szympansów, lecz krótszy niż na przykład u goryli. No ale goryle nigdy nie czytały Leśmiana. Spętany warunkami społecznymi i nakazami religii (niektórych), człowiek ograniczył swoją do tej pory nieposkromioną, seksualność za pomocą ciasnych gorsetów, pijących pod sercem i pod podniesionymi do góry z podniecenia piersiami (kobiety), oraz zrobionych z drutu kolczastego etyki kagańców moralności (mężczyźni). Mężczyznom w tych kagańcach jest o wiele gorzej niż kobietom w gorsetach. Kobieta w gorsecie, nawet jeśli cierpi, wygląda powabnie; mężczyzna w kagańcu jest jak rozjuszony seksualnie wilk. Wynika to głównie z uwarunkowań ewolucyjnych.

   Mężczyźni na całym świecie kopulują 50 miliardów razy rocznie, co daje około miliona litrów nasienia dziennie. Mężczyzna ma między nogami dwie fabryki, które bez przerwy, na cztery zmiany, w dzień i noc, produkują miliony ich malutkich genetycznych kopii. W każdej sekundzie na całym świecie mężczyźni produkują 200 bilionów plemników, co przekłada się na mizerne pięć urodzeń na sekundę! Kobieta rodzi nieporównywalnie małą liczbę dzieci w porównaniu do liczby dzieci, które może począć mężczyzna. Ewolucyjnie rzecz ujmując, na świecie istnieje ogromny przerost podaży spermy nad popytem na nią. Już sam ten fakt biologicznie determinuje większą poligamiczność mężczyzn.

   Lecz aby być poligamicznym, trzeba pożądać. I to bardzo intensywnie. Teoretycznie nawet nieustannie. Natura (lub Stwórca) w związku z tym już na poziomie molekularnym wyposażyła mężczyzn w inną niż kobiety chemię pożądania. Zaopatrzyła ich w jądra produkujące testosteron (jego chemiczna nazwa to: 17ß-Hydroxy-androst-4-en-3-on), którego poziom u mężczyzn jest o wiele wyższy niż u kobiet.

Ewolucję należy ganić (albo jej dziękować?) za to, że mężczyźni pożądają zazwyczaj młodych i atrakcyjnych kobiet. Bo im młodsza, tym więcej dzieci może mu urodzić. Im atrakcyjniejsza, tym bardziej atrakcyjne dzieci przyjdą na świat. Lepiej wyglądające potomstwo ma większe szanse na znalezienie atrakcyjnych partnerów. W ten sposób cykl się zamyka. Na dodatek atrakcyjność partnerki przyczynia się do zrównoważenia podaży spermy i popytu na nią. Akty seksualne z kobietami atrakcyjnymi (według badań amerykańskiego Instytutu Kinseya) trwają o wiele krócej niż te z mniej atrakcyjnymi.

   Przy wysokim poziomie testosteronu mężczyźni mają jednocześnie bardzo niski poziom (w porównaniu z kobietami) oksytocyny i wazopresyny, dwóch peptydowych hormonów, które od dawna przez neurobiologów kojarzone są z utrzymaniem więzi społecznych i zaliczane do grupy tzw. hormonów wierności.

   Szczególnie interesujące jest działanie oksytocyny na pożądanie mężczyzn. Jej poziom wpływa na tzw. czas refrakcji, czyli czas, jaki upływa od ejakulacji do możliwości następnej erekcji. U mężczyzn z niskim poziomem oksytocyny ten czas jest o wiele krótszy niż u mężczyzn z wysokim poziomem tego hormonu. Krótko mówiąc, mężczyzna potencjalnie mniej wierny „może drugi raz” po piętnastu minutach, podczas gdy ten bardziej wierny dopiero po piętnastu godzinach. Ewolucja jest także w tym wypadku niesprawiedliwa dla kobiet…

   Jak już okazywało się wielokrotnie, pożądanie mężczyzn może być bardzo niebezpieczne… politycznie. Historia pokazuje, że dla pożądanych kobiet mężczyźni wywoływali wojny, w których wyniszczali całe narody lub zmieniali mapy świata. Wielu mężczyzn na tym świecie żyje według nieprawdziwej wskazówki w chwytliwym sloganie (wymyślonym notabene przez kobietę), twierdzącym, że „życie to pożądanie, cała reszta to tylko drobiazg”. Pożądający mężczyźni – zdobywając za wszelką cenę kobietę – poszukują głównie potwierdzenia. Samopotwierdzenia. Nic ich tak nie umacnia w przekonaniu o własnej wartości jak kobieta, która krzyczy. Ale nie ze złości. Z rozkoszy.

 

Janusz Leon Wiśniewski w książce Czy mężczyźni są światu potrzebni podjął się analizy związków międzyludzkich, które mają ogromny wpływ na nasze życie.

Autor zastanawia się nad małżeństwem – uczuciem miłości i pożądania, które staje się podwaliną związku lub chorobliwą zazdrością czy zdradą, jaka może zniszczyć nawet najbardziej udane małżeństwo. Wskazuje różnice płci nie tylko w postrzeganiu seksu, ale również uczuć. Stawia pytanie, jaką rolę w dzisiejszych czasach odgrywa mężczyzna i czy lęki, które zakłócają jego spokój, nie dewaluują stwierdzenia o sile męskiej płci.

To próba obalenia mitów na temat związków międzyludzkich i stereotypowego postrzegania zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wiśniewski wysnuwa odważne tezy i prowokuje do dyskusji na tak ważny w życiu każdego temat.

ODBIERZ PREZENTY>>>

ADHD

ADHD – fakty

Nadpobudliwość psychoruchowa z deficytem uwagi (ADHD) nie jest zjawiskiem nowym: po raz pierwszy stan ten został opisany prawie sto lat temu, a dobroczynne efekty lekarstw stymulujących są dobrze znane od ponad połowy wieku. Dzisiaj, kiedy mówimy o ADHD, mamy na myśli niewielkie, ale widoczne odchylenie w normalnym funkcjonowaniu mózgu. Powoduje ono, że inteligentne dziecko osiąga gorsze od spodziewanych wyniki w nauce i zachowuje się źle, mimo iż otoczone jest opieką najwyższej jakości. Ten zestaw objawów był niegdyś nazywany nadaktywnością, następnie zaburzeniem z deficytem uwagi, a obecnie zyskał miano nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Przy tak dużym dzisiejszym zainteresowaniu ADHD można by pomyśleć, że jesteśmy dotknięci epidemią. Wbrew  pozorom ADHD nie występuje obecnie częściej niż w przeszłości – staliśmy się po prostu lepsi  w rozpoznawaniu tego bardzo realnego stanu, na który wcześniej nie zwracano uwagi lub który błędnie diagnozowano. Jednak mimo wzrostu wiedzy na ten temat wiele dzieci  wciąż pozostaje niezdiagnozowanych. Zdezorientowani rodzice są świadkami nieadekwatnych osiągnięć swojego dziecka w szkole, co przekłada się na ogromne napięcie w domu. Specjaliści są często równie nieświadomi; niektórzy wciąż uważają, że ADHD to przejściowa moda albo kiepska wymówka dla  niekompetentnego wychowania. Niektórzy przedstawiciele starej szkoły psychiatrii dziecięcej nadal postrzegają ADHD jako przejaw dysfunkcji i problemów w rodzinie dziecka. Na szczęście obwinianie rodziców zdarza się coraz rzadziej, a nauka ugruntowuje inne poglądy na temat przyczyn występowania tego stanu. Ponieważ ADHD jest powodowane przez subtelne odchylenie w działaniu mózgu, z początkami tego stanu mamy do czynienia już przy urodzeniu. Stopień trudności zależy od ostrości problemu dziecka oraz od tego, jak otoczenie radzi sobie z jego zachowaniem i edukacją. Nie można zmienić jego wrodzonej predyspozycji, ale z całą pewnością jesteśmy w stanie wpłynąć na środowisko domowe i szkolne, by w ten sposób pomóc dzieciom zachowywać się najlepiej, jak to możliwe, oraz wykorzystać maksimum ich potencjału.

Jako że wśród współczesnych rodziców wciąż zdarza się niewiedza na temat istoty ADHD, zacznijmy od podania podstawowych informacji o tym stanie. ADHD  jest rzeczywistym stanem chorobowym, który do pewnego stopnia dotyka w przybliżeniu od 2 do 5% wszystkich dzieci. Mówi się, że koncepcja ADHD jest kontrowersyjna, ale tak naprawdę dziś jakakolwiek kontrowersja dotycząca realnego istnienia tego stanu jest możliwa tylko mediach, nie w kręgach profesjonalistów.  Kiedy media  przedstawiają jakieś okropne zachowanie albo działania kryminalne jako typowe dla ADHD, podają nieprawdę. ADHD samo  z siebie nie sprawia, że dziecko działa w złej wierze albo jest umyślnie antyspołeczne. Tego typu problemy to przejaw ciężkich zaburzeń opozycyjno-buntowniczych (ang. oppositional defiant       disorder  – ODD) lub zaburzeń zachowania (conduct disorder  – CD). Zaburzenia te mogą być związane  z ADHD, ale nie są integralną częścią stanu, który opisujemy.

ADHD to biologiczny, dotyczący mózgu stan, którego przyczyną jest niewielki błąd  w precyzyjnym dostrojeniu normalnego mózgu (drobna dysfunkcja mózgu).

Uważa się, że ADHD jest związane z brakiem równowagi pomiędzy neuroprzekaźnikami: noradrenaliną  i dopaminą. Nierównowaga ta pojawia się  w głównej mierze w tych częściach mózgu, które są odpowiedzialne za samoobserwację i nakładanie hamulców na niemądre zachowania (płaty czołowe oraz ich głębokie połączenia – jądra podstawne  i móżdżek).  Te obszary dysfunkcji są obecnie odkrywane przez badaczy wykorzystujących do tego różne techniki skanowania mózgu: pozytonową tomografię emisyjną (ang. positron emission tomography

 – PET) oraz wolumetryczne, funkcjonalne obrazowanie metodą rezonansu  magnetycznego (ang. functionalmagnetic resonance imaging  – fMRI).

ADHD objawia się na dwa sposoby: poprzez impulsywne, słabo kontrolowane zachowanie (zachowanie nadaktywno-impulsywne) oraz problemy z uwagą, pamięcią krótkotrwałą i uczeniem się (problemy deficytu uwagi  i uczenia się). Dziecko może przejawiać jeden  z tych objawów osobno, ale najczęściej ADHD obejmuje połączenie obu elementów.  Dla ADHD rozpoznawane są znaczniki genetyczne.  Zachowania te  i problemy z uczeniem się nie występują wyłącznie przy ADHD. Wszyscy mamy z nimi do czynienia, ale w dużo mniejszym stopniu. Aby kwalifikować się do takiej diagnozy, dziecko musi znacząco odstawać od innych maluchów na tym samym poziomie rozwojowym i przy takim samym standardzie wychowania.

                                 

W dzisiejszych czasach większość specjalistów przyjmuje zaburzenie z deficytem uwagi i nadaktywnością (Attention Deficit Hyperactivity Disorder – ADHD) jako ważny element dzieciństwa. Wszędzie dookoła nas ADHD powoduje, że inteligentne dzieci nie dają sobie rady w szkole i mimo właściwego wychowywania sprawiają kłopoty w domu. Przy dzisiejszej świadomości tego stanu specjaliści i rodzice potrzebują praktycznych najświeższych informacji, jak można pomóc tym dzieciom, a celem niniejszej publikacji jest odpowiedzenie na tę potrzebę.

Wciąż trwa dyskusja na temat najlepszych sposobów diagnozowania ADHD, relatywnego znaczenia różnych rodzajów terapii oraz przypuszczalnych, ale jeszcze nieudowodnionych długoterminowych korzyści wypływających ze stosowania leków stymulujących. Te i inne nierozwiązane dotychczas kwestie nie są specjalnie istotne, jeśli wszyscy dążymy do osiągnięcia tego samego celu, jakim jest pomaganie tym dzieciom we wkraczaniu w dorosłość z możliwie najlepszym wykształceniem, wysokim poziomem pewności siebie, przydatnymi umiejętnościami życiowymi oraz nieuszkodzonymi relacjami rodzinnymi. Jeżeli wszyscy razem będziemy pracować dla tego celu, następna dekada będzie dużo łatwiejsza zarówno dla tych dzieci, jak i ich zestresowanych rodziców.
Zrozumieć ADHD to książka napisana przystępnym językiem, pełna sprawdzonych, praktycznych propozycji, odpowiednich do zastosowania zarówno w domu, jak i w klasie szkolnej.

Dowiesz się z niej:

  • jakie są fakty, a jakie mity na temat ADHD,
  • czego spodziewać się po dziecku z ADHD i jak zdiagnozować nadpobudliwość psychoruchową,
  • jak skłaniać dziecko z ADHD do nauki oraz słuchania i jak opanować jego nadpobudliwe reakcje,
  • jak radzić sobie z presją otoczenia i reakcjami osób trzecich: rówieśników dziecka, nauczycieli, sąsiadów,
  • jakie terapie zdają egzamin i jak je stosować.

O AUTORACH

Dr Christopher Green jest najbardziej znanym australijskim autorem książek o wychowaniu. Przez ponad dwadzieścia pięć lat służył rodzicom radami dotyczącymi opieki nad niemowlętami, małymi oraz starszymi dziećmi. Jest pediatrą i honorowym konsultantem Szpitala Dziecięcego w Westmead w Sydney. Do innych jego bestsellerowych książek należą: Poskramianie małego dziecka oraz Babies!, Beyond Toddlerdom.

Dr Kit Y Chee jest pediatrą specjalizującym się w problemach z zachowaniem i uczeniem się dzieci. Jest również honorowym lekarzem na Oddziale Rozwoju Dziecka w Children’s Hospital i konsultantką w Sydney Learning Clinic. Prowadzi badania z zakresu uczenia się, języka, ADHD i efektów podawania leków stymulujących u dzieci. Jej mąż, Arthur, również jest pediatrą.

ZROZUMIEĆ ADHD>>>

 

 

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: