wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘dobry rodzic’

Co zamiast karania. Część I

Większość z nas podziela opinię, że aby dobrze wychować dzieci, trzeba mieć do tego odpowiednie podejście. Staramy się więc stosować różne metody, liczyć się z uczuciami i emocjami dzieci, zachęcać je do współpracy itp. Czasem jednak odnosimy wrażenie, że to wszystko jest nieskuteczne, bo dzieci albo nas ignorują albo robią na przekór. Niby metody dobre, a pożądanych skutków nie ma! Zdarza się wtedy, że do głowy przychodzi nam tylko jedno: ukarać!!!

Wiele się dyskutuje na temat karania dzieci. Zamiast przytaczać argumenty podawane w tych dyskusjach proponuję raczej zastanowić się nad tym, dlaczego to robimy i jakie przynosi to skutki.

Kiedy zapytamy rodziców o powody stosowania kar, usłyszymy najczęściej takie odpowiedzi:

– jeżeli nie będę karać dzieci, to wejdą mi w końcu na głowę,

– czasem nie wiem, co mam zrobić, nie mam już pomysłów, nic innego nie przychodzi mi do głowy,

– najczęściej karzę w przypływie złości, rzadziej zmęczenia,

– boję się, że bez stosowania kar dzieciaki przestaną mnie słuchać,

– karzę, żeby wiedzieli, kto tu rządzi, żeby nie stracić nad nimi kontroli,

– trzeba karać dzieci, żeby wiedziały, że zrobiły coś złego, inaczej to do nich nie trafi i nie zrozumieją, że nie wolno tak czynić,

– karzę, ponieważ tylko w ten sposób mogę wyegzekwować zmianę zachowania mojego dziecka, ono rozumie tylko kary.

Spróbujmy przyjrzeć się motywacjom rodziców stosujących kary. Odkryjemy bezsilność, poddawanie się impulsom (a wychowanie powinno być przecież oparte na przemyślanych zasadach), obawę przed utratą autorytetu (a czy można mieć autorytet oparty na strachu? przecież jedno z drugim się po prostu wyklucza!), chęć udowadniania dominacji i władzy (niektórzy do dziś myślą, że dzieci to jakiś gorszy gatunek człowieka), założenie, że dziecko niewiele rozumie oraz że to dobra metoda kształtowania właściwych zachowań.

A gdyby spojrzeć na wszystko oczami dziecka… Przypomnijmy sobie, jak sami reagowaliśmy na kary zadawane przez rodziców? Jakie pojawiały się w nas emocje, myśli i pragnienia? Czy nie była to złość, niechęć, a nawet nienawiść do własnych rodziców, która potem przechodziła w przykre wyrzuty sumienia? A może wierzyliśmy rodzicom, że naprawdę jesteśmy źli, leniwi, nie spełniamy ich (czasem wygórowanych przecież) oczekiwań, że zasługujemy na karę? Może planowaliśmy zemstę, obmyślaliśmy sposoby zrobienia przykrości, a następnym razem kombinowaliśmy lepiej i skuteczniej, żeby sprawa się nie wydała? Mogliśmy też obrzucać w myślach rodziców wyzwiskami i przekleństwami? A może czekaliśmy na jakąś smutną sytuację (np. naszą chorobę), żeby mieć satysfakcję ukarania rodziców i wzbudzania w nich wyrzutów sumienia? … Czy naprawdę takiego negatywnego nastawienia oczekujemy od naszych własnych dzieci?

 „Problem stosowania kar polega na tym, (…) iż sposób ten po prostu nie skutkuje, gdyż powoduje rozterkę duchową i dziecko – zamiast poczucia winy za to, co zrobiło oraz myślenia nad tym, jak to naprawić – oddaje się całkowicie myślom o odwecie. Innymi słowy, karzą dziecko, pozbawiamy je w tym samym momencie bardzo ważnych procesów wewnętrznych, unaoczniających mu złe zachowanie.” (Faber, Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań, 1998, s.108)

Może nie wszyscy zgodzą się całkowicie z tym cytatem, ale przyznać trzeba, że coś jest na rzeczy. Czasem ulegamy złudzeniu, że kara rozwiązuje problem. Zapominamy, że jest to rozwiązanie chwilowe, które nie przynosi zmiany zachowania dzieci. Gdyby tak było, nie musielibyśmy do tych kar ciągle wracać. Stając przed wyborem, czy stosować kary czy nie, stajemy tak naprawdę przed decyzją, czy chcemy faktycznej zmiany zachowania dziecka, choć będzie to wymagać wysiłku również z naszej strony, czy skłonimy się ku prowizorycznemu rozwiązaniu, które przyniesie pięciominutowy sukces, ale nie zmieni niczego w podejściu dziecka i będzie wracać jak bumerang.

Dla niektórych dzieci kara to swego rodzaju wymiana handlowa: narozrabiałem – dostałem karę, czyli rachunek wyrównany; nie muszę już przepraszać, ani się poprawiać, bo przecież bilans jest na zero. To niebezpieczny sposób myślenia, który w końcu może doprowadzić do tego, że nasze kary nie będą robić żadnego wrażenia i że ten nasz ostatni ratunek okaże się całkowicie nieskuteczny. Co wtedy zrobimy? Brzmi to strasznie, ale dzieciaki potrafią przyzwyczaić się do kar i mają nawet satysfakcję z tego, że nic już na nich nie robi wrażenia, a my załamujemy ręce. Mam siedzieć w domu? Posiedzę, co mi tam. Mam szlaban na komputer? Trudno, zajmę się czymś innym. Nasze pomysły szybko się skończą, a problem będzie jeszcze bardziej skomplikowany. Dla innych z kolei dzieci stosowanie kar będzie zalążkiem małej wojny domowej z rodzicami. Obie strony będą udowadniać sobie, kto więcej może, kto więcej wytrzyma itd. Nasze ograniczenia zaczną być łamane lub lekceważone, co doprowadzi do konieczności zastosowania następnej kary. I tak błędne koło będzie się nakręcać. Przewinienie – kara – zlekceważenie kary lub odwet – następna kara – bunt – wzmocnienie kar i …. i tak w nieskończoność. A przecież nie chcemy robić wroga z własnego dziecka! Sami też nie chcemy być dla niego wrogiem! Czy więc istnieją jakieś sposoby, które zastąpiłyby kary, były od nich skuteczniejsze i nie wpływały negatywnie na relacje rodzice – dziecko? Odpowiedź na to pytanie w następnej części artykułu. Zapraszam.

Izabela Pufal

TUTAJ ZNAJDZIESZ NIEZWYKŁĄ KSIĄŻKĘ IZABELI PUFAL „SPRÓBUJ MNIE ZROZUMIEĆ”>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

ZACHĘCANIE DZIECI DO WSPÓŁPRACY część II

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

W poprzedniej części omówione zostały błędy, które zdarza nam się popełniać, gdy próbujemy wyegzekwować od dziecka wykonanie tego, czego od niego oczekujemy. Teraz spróbujmy przyjrzeć się właściwym sposobom, które zachęcają do współpracy i nie powodują złych doznań.

Opisz, co widzisz lub przedstaw problem

Ten sposób polega na krótkim opisaniu tego, co widzimy lub przedstawienia tego w postaci problemu do rozwiązania. Należy powstrzymać się od wszelkich złośliwości i oskarżeń. Przecież doskonale wiemy, że poczucie bycia oskarżonym jest bardzo demotywujące i powoduje, że jeszcze trudniej jest nam zrobić to, co do nas należy. Dzieci przeżywają to tak samo! O wiele łatwiej jest im skupić się na problemie, gdy ktoś im go po prostu przedstawi. Wskazanie dziecku, gdzie leży problem, stwarza mu szansę do zastanowienia się nad tym, co powinno zrobić. Nie zapominajmy, że dziecko to tylko dziecko i pewne zachowania nie wynikają z jego złośliwości tylko po prostu z natury. Nie możemy przecież żądać, by dziecko było tak odpowiedzialne, jak dorosły (i to nie każdy), bo przecież ono dopiero się tego uczy! Od tego m.in. jest okres dzieciństwa! Nasze metody mogą mu te naukę ułatwić albo utrudnić; zależy, jak podejdziemy do sprawy.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka zapominalska! Znowu zapomniałaś zgasić światło w kuchni. Czy to takie trudne?”  opisz, co widzisz „Zostawiłaś światło w kuchni.”

Zamiast „Dlaczego znowu nie nakarmiłaś kota? Jesteś taka nieodpowiedzialna! Gdyby nie ja, ten biedak padłby z głodu” opisz, co widzisz „Aniu! Miska kota jest pusta.”

Udziel informacji

Udzielanie informacji to nic innego, jak podawanie  właściwego sposobu zachowania lub przedstawianie ewentualnych konsekwencji. Informacja jest czymś neutralnym i dzięki temu nie wywołuje u dziecka jakichś trudnych emocji. Gdy udzielamy informacji, dzieci najczęściej same dochodzą do tego, co powinny zrobić.  Dzięki temu unikamy szukania winnego, złości itp.

Przykłady

Zamiast „Kto robił kanapki i zostawił wędlinę na stole” (najczęściej nie ma winnych lub dzieci zrzucają winę na siebie nawzajem) udziel informacji „Wędlina się psuje, gdy jest poza lodówką.”

Zamiast „Jestem taka zmęczona i mam jeszcze tyle do zrobienia, a ty zamiast mi pomóc siedzisz i gapisz się w telewizor. Nie można na ciebie liczyć!” udziel informacji „Romek, bardzo byś mi pomógł, gdybyś odkurzył w pokoju i korytarzu.”

Powiedz to jednym słowem

Czasem mniej znaczy więcej! Lepszym sposobem od długich kazań i pouczeń często jest przypomnienie czegoś po prostu jednym słowem. Unikamy dzięki temu pewnej nerwowości i nakręcania samych siebie. Specjalizujemy się w tym zwłaszcza my, kobiety… Często zapominamy o tym, że wraz ze wzrostem ilości wypowiadanych przez nas słów spada szansa na ich wysłuchanie i poważne potraktowanie. I chyba gdzieś tu tkwi tajemnica sukcesu niektórych ojców. Znamy to doskonale: „Ja się nagadam, naprodukuję, naproszę, natłumaczę itd., a on powie jedno słowo i słuchają!” Jeżeli przyzwyczaimy dzieci do tego, że ciągle narzekamy i nic z tego nie wynika, to w którymś momencie po prostu przestaną słuchać tych naszych meczących tyrad.  

Przykłady

Zamiast „Chłopcy, tyle razy was proszę, żebyście ułożyli klocki do koszyka. Przecież wiecie, że przed kolacją ma być w pokoju porządek. Ile razy mam jeszcze powtarzać. Dlaczego żaden się nie ruszy, przecież to są dwie minuty!”  powiedz to jednym słowem „Chłopaki, klocki!”

Zamiast „Znowu nie umyłaś rąk przed jedzeniem. Nie powinnaś siadać do stołu z brudnymi rękoma. Codziennie muszę ci to powtarzać. Co z Tobą jest nie tak?!” powiedz to jednym słowem „Izka, ręce!”

————————————————————————————

Więcej o tym jak zachęcać dzieci do współpracy przeczytasz w książce autorki tego artykułu pt. „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

———————————————————————————–

Porozmawiaj o swoich uczuciach

Jeżeli naprawdę chcemy pomóc dziecku, mówmy tylko o swoich odczuciach i doznaniach. Możemy zacząć od słów ja czuję…, jest mi… , nie lubię kiedy… , przeszkadza mi gdy… , jestem… . W ogóle nie wypowiadajmy się na temat cech, osobowości czy charakteru dziecka! Nie będziemy wzbudzać w nim niepotrzebnych przykrych emocji. Dodatkowo, mówiąc o tym, co sami czujemy, będziemy postrzegani jako wiarygodni. To nie przynosi żadnej ujmy, wręcz przeciwnie, wzbudza większy szacunek i autorytet. Dziecko będzie wiedziało, że naprawdę coś się z nami dzieje. Będzie to również dla niego lekcja, jak samo może mówić o swoich emocjach, zamiast w niewłaściwy sposób wyładowywać złość i frustrację. Czasem oczekujemy od dziecka, żeby zachowało się właściwie, ale sami nie dajemy mu dobrego przykładu! Gdy mówimy o naszej złości czy zdenerwowaniu, nie atakując w żaden sposób dziecka, ciągle dajemy możliwość na współpracę i rozwiązanie problemu.

Przykłady

Zamiast „Jesteś taka niegrzeczna! Ciągle mi przerywasz i wymyślasz jakieś bzdurne pytania. Mam już tego dosyć!” porozmawiaj o swoich uczuciach „Jestem bardzo zdenerwowana, kiedy nie mogę spokojnie porozmawiać z babcią przez telefon i ciągle muszę przerywać.”

Zamiast „Przestań wrzeszczeć i zachowywać się jak dziki zwierz! Wstyd mi za ciebie!” porozmawiaj o swoich odczuciach „Nie lubię kiedy krzyczysz do mnie z drugiego końca  sklepu. Chciałbym, żebyś do mnie podszedł i powiedział co chcesz normalnym głosem.”

Napisz liścik

Czasem warto spróbować trochę niekonwencjonalnego sposobu i napisać do dziecka liścik! Sama forma takiego przekazu wywołuje podekscytowanie i bardziej skłania do współpracy. Warto wykorzystać nasze wrodzone poczucie humoru i zamiast tyrady słów użyć kilku zabawnych wersów.

Przykłady

Kiedy dziecko zapomina o umyciu zębów – liścik przyklejony koło lustra w łazience – „Nikt nas nie myje, nikt nas nie czyści. Niedługo będziemy z buzi wypadać, a bez nas nie można będzie pogadać. Ratunku!!! Brudne ząbki Michałka”

Kiedy dziecko najpierw siada do komputera zamiast najpierw odrobić lekcje – liścik przyklejony do ramy ekranu – „Najpierw obiad, potem cukierek! Najpierw lekcje, potem komputerek!” albo „Nie martw się, stary. Możesz spokojnie odrobić lekcje. Ja naprawdę nie ucieknę  i poczekam tu na ciebie. Twój komputer”

Można napisać liścik nawet do dzieci, które nie potrafią czytać i położyć w widocznym dla nich miejscu tak, żeby wiedziały, że jest on dla nich. Przecież mama czy tata mogą go im przeczytać. To na pewno zrobi wrażenie. Miło jest przecież dostać list. Zanim skrytykujemy, spróbujmy! Pewnie będziemy zdziwieni.

 W naszych kontaktach z dziećmi ważna jest autentyczność rodziców. Nie warto udawać uczuć. Nie warto udawać cierpliwości, jeśli jesteśmy zdenerwowani i wzburzeni. Dzieci są dobrymi psychologami i szybko wyczują, że jest sprzeczność między naszymi słowami a tak zwaną mowa ciała i całą resztą. To odbiera szansę na prawdziwe porozumienie i współpracę. Takie udawanie może czasem prowadzić  do agresji. Udajemy cierpliwość, a w środku coraz bardziej się gotujemy, aż coś w nas pęka i np. uderzamy dziecko! Gdybyśmy nie udawali i od razu powiedzieli, że bardzo nas denerwuje jakieś zachowanie, raczej nie doszłoby do takiego nakręcenia agresji.

I jeszcze jedno! Nawet jeśli nie wszystko od razu układa się, jak byśmy chcieli, nie wracajmy do starych metod! Mamy przecież do wyboru kilka sposobów. Możemy skorzystać również z  ich kombinacji. Możemy mówić z większym naciskiem. A jeśli nawet to nie pomoże… Już teraz zapraszam do przeczytania następnego artykułu, w którym spróbuję  przedstawić alternatywne sposoby do stosowania zamiast karania.

 Autorka: Izabela Pufal

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

 

Zachęcanie dzieci do współpracy I

Jak zachęcać dzieci do współpracy? Przeczytaj w książce mojej żony „Spróbuje mnie zrozumieć”>>>

Czyli co zrobić, żeby dzieci nas słuchały.

Któż z nas nie zna tego problemu: mówisz do dziecka, prosisz, błagasz, krzyczysz i co? No właśnie – nic. Jakbyśmy mówili innym językiem. Toczy się mała wojna. Każdy okopuje się na swoim stanowisku. Rodzic uważa – Zrób, co ci każę! Na co dziecko myśli – Zrobię, co będę chciał. I błędne koło toczy się dalej. Czasem może się wydawać, że nasze rozmowy (?) ograniczają się jedynie do nakazów i zakazów!

Umyj ręce. Nie krzycz! Idź w końcu spać! Wstawaj! Siedź spokojnie!

Nie jedz palcami! Nie męcz tego biednego kota! Nie ciągnij siostry za włosy!

Przykłady można by pewnie przytaczać w nieskończoność. Nagadamy się, naprodukujemy, a efektu jak nie było, tak nie ma. Czasem, po wielu bojach, uda nam się coś z wielkim trudem osiągnąć. Nie mamy jednak poczucia satysfakcji. Zdajemy sobie sprawę, że powinno być inaczej. Marzą nam się lepsze i spokojniejsze kontakty z dziećmi. Czy można coś na to poradzić? Można!!! Najpierw jednak przyjrzyjmy się popełnianym przez nas błędom. To one są przyczyną naszych porażek i frustracji. Spróbujmy zrobić mały rachunek sumienia, ale i przypomnieć sobie, co czuliśmy jako dzieci, gdy rodzice nas tak traktowali. Postarajmy się wczuć się w przeżycia i doznania dziecka.

1. Gdy obwiniamy i oskarżamy

Rodzic: *Dlaczego zawsze to robisz? *Czy nigdy nie możesz zrobić czegoś dobrze? *Ile razy mam ci powtarzać, że trzeba spuszczać wodę w ubikacji? *Nigdy nie słuchasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Jestem beznadziejny. *Skoro uważasz, że nigdy nie słucham, to nie będę. *Powiem, że to nie ja.

2. Gdy przezywamy

Rodzic: *Daj, naprawie ten zamek, bo ty masz dwie lewe ręce. *Ale z ciebie świnia, taki bajzel w pokoju! *Ty ośle, przecież to jest takie łatwe. Jak można tego nie rozumieć!

Co może pomyśleć dziecko: *Faktycznie jestem do niczego. *Nienawidzę jej. *Nie warto próbować. *Chcę stąd uciec!

3. Gdy straszymy

Rodzic: *Jeżeli jeszcze raz przezwiesz brata, dostaniesz klapsa! *Jeżeli zaraz nie ułożysz swoich rzeczy, to nie wyjdziesz do kolegów.

Co może pomyśleć dziecko:  *Jak ja mam tego dosyć. *Będę robić, co będę chciał. *To dostanę, wielkie mi coś. *To ucieknę przez okno.

4. Gdy rozkazujemy

Rodzic: *Natychmiast posprzątaj swój pokój! *Ruszaj się! Na co czekasz!

Co może pomyśleć dziecko: *Czego bym nie zrobiła, to i tak będzie źle. *Nie chce mi się. *Nikt mi nie będzie rozkazywał! *Sama sobie posprzątaj, mi to nie przeszkadza.

5. Gdy dajemy wykłady i moralizujemy

Rodzic: *Czy myślisz, że można popychać siostrę i podkładać jaj nogę?! Wygląda na to, że nie wiesz, jak należy się zachowywać, co wolno, a czego nie. Chyba trzeba ci to przypomnieć. A jak sam byś się czuł na jej miejscu? To nie byłoby miłe, prawda? Znasz powiedzenie – nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe? I co ty na to?

 Co może pomyśleć dziecko: *ble, ble, ble…  *Gadaj sobie. *Szkoda, że siebie nie słyszy! *Jestem głupkiem. *Nie spełniam jej oczekiwań. *Już bym wolał dostać w tyłek, niż tego wysłuchiwać!

6. Gdy ostrzegamy

Rodzic: *Załóż kurtkę, bo zmarzniesz i się rozchorujesz. *Nie wchodź na krzesło, bo spadniesz. *Nie pij wody po jabłku, bo dostaniesz skrętu kiszek.

Co może pomyśleć dziecko:  *Chyba nie dam sobie rady. *Trzeba na wszystko uważać, wszystko jest takie niebezpieczne. *A właśnie, że zrobię na odwrót! *Nie wiem, co mam robić.

7. Gdy przyjmujemy postawę męczennika

Rodzic: *Przez was dostane nerwicy albo zaraz zwariuję. *Wpędzicie mnie do grobu! *Zobaczysz, jak to jest, gdy będziesz miała swoje dzieci. Wtedy pogadamy!

Co może pomyśleć dziecko: *Czuję się winna. *Wszystko przeze mnie. *Jak jej się coś stanie, to chyba się zabiję. *Kto ją zadowoli? * To po co masz dzieci, skoro tak ci źle?

8. Gdy porównujemy

Rodzic: *Dlaczego nie możesz być taki jak siostra. Ona zawsze odrabia lekcje zaraz po obiedzie  i nie robi wieczorami takiego cyrku!  Bierz z niej przykład! *Ola zawsze pomaga swojej mamie. A ty co, tylko byś biegała z koleżankami!

Co może pomyśleć dziecko: *Wszyscy są lepsi ode mnie. *Jestem najgorszy. *Nienawidzę tej głupiej Oli! *Ona kocha bardziej siostrę niż mnie.

9. Gdy stosujemy sarkazm

Rodzic: *To jest praca z polskiego! Myślałam, że to jakieś starożytne hieroglify! *To ma być posprzątany pokój? Chyba uczyłaś się tego w jakimś chlewie!

Co może pomyśleć dziecko:  *Zaraz wybuchnę i coś jej powiem! *Mądrala się znalazła! *Czuję się poniżona. * Nienawidzę jej! *

10. Gdy prorokujemy

Rodzic: *Dalej nie dziel się niczym z nikim. W końcu zostaniesz sam i nie będziesz miał żadnego przyjaciela! Zobaczysz! *Jak tak dalej będziesz się z wszystkim grzebać jak mucha w smole, to nigdy z niczym nie zdążysz! Nie dasz sobie rady ani w pracy ani z prowadzeniem domu. A jak przyjdą na świat dzieci, to w ogóle zginiesz.

Reakcje dzieci: *Może faktycznie jestem zły. *Nie nadaję się do niczego. *Boję się przyszłości.

Może nie zgadzasz się ze mną, że wszystkie wymienione zachowania są błędami. Pomyśl jednak i odpowiedz sobie, czy ich stosowanie daje takie efekty, jakbyś chciał/a? Czy raczej jest to strata czasu i energii? Czy jesteś zadowolona/y z siebie jako rodzic? Czy postępując w ten sposób okazujesz dzieciom miłość, serdeczność i zrozumienie? Czy nie jest to przyczyną kłótni ze współmałżonkiem? A przede wszystkim, czy chcesz, aby Twoje dziecko przeżywało, odczuwało i myślało to, co podano w przykładach? Chcesz, aby miało Ciebie dosyć lub by zaczynało mieć dosyć siebie samego? By przestało wierzyć w swoją wartość? By uważało się za nieudacznika? By traciło motywację? By przeżywało lęk? By ciągle musiało ustawiać się w opozycji do Ciebie?

Przypomnij sobie czasy, gdy sam/a byłeś/aś dzieckiem. Jak wtedy działały na Ciebie takie zachowania rodziców? Mogę podać kilka przykładów z mojego dzieciństwa. *Gdy mama zaczynała ględzić, wyłączałam się i nie słuchałam. Nawet jeśli miałam ochotę coś zrobić, to po takim kazaniu najczęściej mi ona przechodziła. *Siostry miały mnie dość, bo ciągle byłam podawana za przykład. Dopiero po wyjściu z domu udało nam się to naprawić, za co jestem im ogromnie wdzięczna. *Niektóre proroctwa mojej mamy tak mocno utkwiły mi w głowie, że do dziś, w chwilach słabości, przypominają się i dołują. *Częste ostrzeganie spowodowało, że zaczęłam się przesadnie obawiać różnych rzeczy i mam tak do dziś.

W następnej części postaram się przedstawić takie sposoby zachęcania dzieci do współpracy, aby faktycznie je one motywowały, pozwalając jednocześnie zachować poczucie własnej godności (zarówno dziecka jak i rodzica). Zapraszam!

Autorka: Izabela Pufal

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Uczucia dzieci część III

Wszystko o uczuciach Twojego dziecka znajdziesz w publikacji Izabeli Pufal „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

4. Zamień pragnienia dziecka w fantazję.

To dobry sposób na sytuację, gdy dziecko czegoś bardzo pragnie, a my z różnych powodów nie możemy mu tego dać. By nie dopuścić do scen płaczu i wrzasku, warto powiedzieć „gdybym miała czarodziejską moc, to zamieniłabym te ziemniaki we frytki!”. Dziecko niekoniecznie będzie od razu szczęśliwe, ale jest większe prawdopodobieństwo, że jakoś przełknie te ziemniaki.

Takie postępowanie sprawdza się również w sklepie, gdy umówimy się
z dzieckiem, że będziemy zapisywać wszystko, co chciałoby dostać. Uprzedzamy też, że niestety tego nie kupimy, ale możemy zapisać. Może nam wydawać się to bez sensu, ale dzieciom często starcza taka lista. Dostają też to, na czym im najbardziej zależy – uwagę, zaangażowanie i poważne traktowanie przez rodziców.

Teksty o uczuciach zostaną zamknięte autentycznym przykładem ilustrującym zarówno błędne jak i właściwe postępowanie.

Ojciec mówił: Normalnie sytuacja wyglądałaby w ten sposób:

SYN:       Mam ochotę dać Michaelowi w nos!

OJCIEC: Dlaczego? Co się stało?

SYN:       Rzucił mój zeszyt na ziemię.

OJCIEC: Rozumiem, a czy zrobiłeś mu coś przedtem?

SYN:       Nie.

OJCIEC: Jesteś pewien?

SYN:       Przysięgam, nigdy go nie tknąłem.

OJCIEC: No cóż, Michael jest twoim kolegą. Przyjmij moją radę i zapomnij o całej sprawie. Nie jesteś święty, wiesz o tym. Czasami ty zaczynasz, a winisz kogoś innego – tak jak to jest z twoim bratem.

SYN:       Nieprawda. On zaczął pierwszy. Oj, z tobą nie warto rozmawiać.

      Ponieważ ojciec właśnie brał udział w kursie na temat pomagania dzieciom w radzeniu sobie z ich własnymi uczuciami, oto jak naprawdę wyglądała rozmowa:

 SYN:       Mam ochotę dać Michaelowi w nos.

OJCIEC: Wygląda na to, synu, że jesteś zły.

SYN:       Miałbym ochotę uderzyć go w tę tłustą twarz.

OJCIEC: To jesteś  a ż   t a k  wściekły na niego.

SYN:       Czy wiesz, co ten osioł zrobił? Wyrwał mi zeszyt na przystanku autobusowym i rzucił go na ziemię. Zupełnie bez powodu.

OJCIEC: Hmm!

SYN:      Założę się, że on myślał, iż ja byłem jednym z tych, którzy rozbili jego głupiego glinianego ptaka w pracowni plastycznej.

OJCIEC: Tak myślisz?

SYN:       Tak, cały czas kiedy płakał, patrzył na mnie.

OJCIEC: Och.

SYN:       Ale ja  tego nie zrobiłem. Nie.

OJCIEC: Ty   w i e s z ,  że tego nie zrobiłeś.

SYN:       No, nie zrobiłem tego celowo. Nie mogę za to, że ten głupi Debby pchnął mnie na tablicę.

OJCIEC: A więc Debby cię pchnął.

SYN:      Tak. Wiele rzeczy spadło, ale zbił się tylko ten ptak. Nie chciałem go zniszczyć. Był ładny.

OJCIEC: Rzeczywiście nie chciałeś go zbić?

SYN:       Nie, ale on mi nie uwierzy.

OJCIEC: Czy sądzisz, że nie uwierzyłby ci, gdybyś powiedział mu prawdę?

SYN:       Nie wiem. W każdym razie powiem mu bez względu na to, czy uwierzy mi, czy nie. Ale myślę, że powinien przeprosić mnie za rzucenie mojego zeszytu na ziemię.

Autorka: Izabela Pufal

 Źródło: Adele Faber, Elaine Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań. 1998r. Rozdział 1: Jak pomóc dzieciom, by radziły sobie z własnymi uczuciami.

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Uczucia dzieci część II

Uczucia dzieci

Po omówieniu błędów wynikających z nieumiejętnego radzenia sobie z dziecięcymi uczuciami czas przejść do promocji właściwych postaw i zachowań, które pomogą wspierać emocjonalny rozwój naszych dzieci.
Kiedy akceptujemy uczucia dzieci tworzymy zdrową, pozbawioną pewnej rywalizacji atmosferę. Tu żadna ze stron nie ma racji i żadna się nie myli. Godność każdego zostaje uszanowana i nienaruszona. Powinniśmy traktować uczucia dzieci z równym zaangażowaniem i troską jak podchodzimy do zranień fizycznych. Gdy dziecko się skaleczy, opatrujemy ranę i zabezpieczamy plastrem lub bandażem itd. Zranienia emocjonalne należy traktować równie poważnie, choć nie musi ich być widać ani na pierwszy ani na drugi rzut oka. Jak to zrobić? Najlepiej stosując podane wskazówki.

1. Słuchaj dziecka bardzo uważnie!

To podstawa sukcesu. Dzieci bardzo często skarżą się na to, że rodzice nie mają dla nich czasu. A nawet, gdy słuchają, to tak naprawdę próbują tylko robić wrażenie słuchających. Mówią, że mogą jednocześnie słuchać i oglądać telewizję albo słuchać i czytać gazetę. Dzieci od razu wyczuwają brak chęci do rozmowy. Wiedzą, że rodzic chce odbębnić swój obowiązek i mieć w końcu święty spokój. Jeśli więc rzeczywiście chcesz pomóc dziecku w radzeniu sobie z własnymi uczuciami, zacznij słuchać go naprawdę uważnie. Zostaw wszystko, co może przeszkadzać (np. wyłącz telewizor) i nawiąż z dzieckiem kontakt wzrokowy. Usiądź, przyklęknij lub stań tak, abyście mogli swobodnie patrzeć sobie w oczy na jednej wysokości. Kiedy stoisz nad dzieckiem i musi ono patrzeć na Ciebie do góry, nieświadomie wytwarzasz dystans i utrwalasz relację opartą na niedającej poczucia bliskości i ciepła wyższości. Jako dorosły często irytujesz się na osoby, które nie potrafią lub nie chcą Cię słuchać. Dzieci odbierają to naprawdę bardzo podobnie. Czują się wtedy odrzucone i niezrozumiane.

2. Zaakceptuj uczucia dziecka.

Czasem wystarczy tylko powiedzieć „rozumiem” lub potwierdzić to bez słów (mhm, mmm). Pomocą mogą też okazać się westchnięcia typu och! Zdarza się, że tak naprawdę niczego nie trzeba mówić. Dziecko doskonale wyczuwa, czy nasze nastawienie do niego jest szczere. Zrozumienie i zaakceptowanie uczuć dziecka nie może przybierać formy wyuczonego, chłodnego tekstu, ale też nie może opierać się na przesadzie. Dzieci nie znoszą jednego i drugiego. Łatwiej jest zaakceptować uczucia, które nie budzą w nas jakiegoś wewnętrznego sprzeciwu. Dużo trudniej poradzić sobie, gdy dzieci wyrażają negatywne uczucia w stosunku do ojca, babci, rodzeństwa. Przecież każdego dotkną słowa typu „nienawidzę cię!”, skierowane wprost do niego przez własne dziecko. Lepiej jednak, zamiast wpadać w złość czy rozczarowanie, powiedzieć „Nie lubię, gdy tak mówisz. Jeżeli jesteś o coś zły, powiedz mi to w inny sposób. Wtedy będę mógł ci pomóc.” Takie słowa jasno wytyczają granice, ale też dają poczucie bezpieczeństwa, nie powodują odrzucenia.

3. Określ uczucia dziecka.

Czasem nie jest to takie łatwe, ponieważ sami mamy problem z nazywaniem własnych uczuć i emocji. Dziecko poczuje ulgę, gdy okaże się, że mama czy tata rozumieją je, wiedzą, co przeżywa, że na ten cały chaos, którego doświadczają, jest jakaś konkurenta nazwa, czyli że obszar ten został już jakoś oswojony.

Jak określać te uczucia?

Najprościej, jak to tylko możliwe:

– Widzę, że cię to zasmuciło.

– Ale jesteś przez to zły!

– To denerwujące!

– Nie dziwię się, że jest ci teraz bardzo przykro.

Nie bójmy się nazywać uczuć dzieci. Niektórzy rodzice, chcąc uchronić dziecko przed przykrymi emocjami, próbują zaczarować rzeczywistość i wmawiać dziecku, że jest inaczej. Ale to przecież nie zmieni faktu, że dziecko czuje to co czuje. Dodatkowo poczuje się niezrozumiane, i to przez najbliższych. Każdy kochający rodzić pragnie, kto wie czy nie najbardziej na świecie, aby jego dziecko było szczęśliwe. I z tym oczywiście nie ma co dyskutować. Natomiast nie wymagajmy od dzieci, żeby cały czas były szczęśliwe, bo przecież jest to po prostu niemożliwe. Każdy przecież czasem przeżywa ciężkie chwile. Uczmy dzieci radzić sobie w takich momentach, zamiast powodować pojawienie się poczucia winy, że nas zawiodły, bo nie są takie szczęśliwe, jak byśmy chcieli. Kiedy dziecko widzi, że matka obarcza się winą na przykład za jego smutek i z przesadą obwinia siebie, to bierze odpowiedzialność na siebie i jest mu wtedy jeszcze gorzej. Oprócz kłopotu, z którym musi się uporać, ma jeszcze jeden dodatkowy – to przeze mnie mama jest smutna.

Jak widać, to błędne koło, które przerwać może jedynie rodzic akceptując uczucia dziecka. Możemy także uświadomić dziecku, że normalną sprawą jest  żywić dwojakie uczucia do jednej osoby, np. że można kochać brata, który jednak czasem nas wkurza. Nie musi być więc wyboru albo (miłość) albo (złość), tylko jedno i drugie razem.

Wszystko o uczuciach Twojego dziecka znajdziesz w publikacji Izabeli Pufal „Spróbuj mnie zrozumieć”>>>

Kiedy rodzice potrafią akceptować uczucia swoich dzieci, są przez nie bardziej kochani. Dzieciom łatwiej jest znieść cierpienie i stawić czoła problemom. Czują, że mają wsparcie i zrozumienie, które jest im potrzebne. Z kolei rodzice czują się potrzebni i silni, a to przecież takie ważne. Nie musimy podzielać uczuć dziecka, tylko je zrozumieć i zaakceptować. Nie pytajmy też, dlaczego czuje to co czuje, bo najczęściej nie wie. Takie pytanie spowoduje jeszcze większe zakłopotanie i frustrację. Pytanie „dlaczego” może też prowadzić do poczucia winy, bo to tak, jakby musiało się z czegoś tłumaczyć. A przecież nie o to nam chodzi. Musimy walczyć z pokusą, żeby jak najwięcej wiedzieć i mówić. To nie w ilości wypowiadanych słów leży sukces wychowawczy. Szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego” może utrudniać przemyślenia na temat sposobów poradzenia sobie z całą sytuacją.

Gdy akceptujemy uczucia dziecka wzmacniamy jego poczucie sprawczości i wartości. Dziecko radzi sobie samo i jest z siebie dumne. Ucząc dziecko kontaktu z własnymi emocjami i uczuciami budujemy w nim podstawę do stawiania czoła życiu i wszystkiemu, co ono z sobą niesie. Dziecko potrafi wymyśleć rozwiązanie, gdy poczuje się zrozumiane.

Kiedy akceptujemy uczucia, dzieci łatwiej zgadzają się na ograniczenia, jakie im stawiamy. Paradoksalnie mamy wtedy mniejszy problem z dyscypliną. Niektórym dzieciom łatwiej jest przelać uczucia na papier, niż o nich mówić. Jeśli więc Twoje dziecko, poproszone o to,  by namalowało, jak wielką czuje złość, szybciej poradzi sobie z tą emocją przez wygryzmolenie jej na kartce papieru, może warto będzie częściej stosować taki sposób.

Są też dzieci, które nie chcą rozmawiać o swoich uczuciach. Nie naciskajmy ich. Bądźmy jednak przy nich. Nasza obecność jest wtedy na wagę złota. Czasem wystarczy razem posiedzieć czy przytulić, żeby dziecku przynieść ulgę. Dodatkowo będzie wdzięczne, że uszanowaliśmy jego potrzebę milczenia.

cdn.

Izabela Pufal

Na podstawie: Adele Faber, Elaine Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina of Poznań. 1998 r.

Sprawdź co radzą autorzy miesięcznika Twoje Dziecko…

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: