wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘diety’

Jagody Acai – jakie mają działanie

Jagody Acai – jakie mają działanie

Reklamy

Czy otyłość jest dziedziczna

Czy otyłość jest dziedziczna

Błonnik

Błonnik

4-godzinne ciało

4-godzinne ciało Timothy Ferriss 

4-godzinne ciało to owoc ponad dziesięcioletnich obsesyjnych poszukiwań sposobu na złamanie kodu ludzkiego ciała. Podsumowuje spostrzeżenia setek najwybitniejszych sportowców i dziesiątków lekarzy, a także rezultaty tysięcy godzin zaskakujących osobistych eksperymentów.

W wielu różnych miejscach – w ośrodkach przygotowań olimpijskich, ale również w czarnorynkowych laboratoriach, w Dolinie Krzemowej, ale także w Republice Południowej Afryki – Tim Ferriss, autor bestsellerowej książki 4-godzinny tydzień pracy, szukał odpowiedzi na kluczowe pytanie:
Spośród wszystkich czynników fizycznych, jakie najmniejsze zmiany mogą wywoływać najbardziej zauważalne skutki?

Dowiesz się (na każdy temat wystarczy maksymalnie 30 minut):

  • Jak schudnąć 10 kilogramów w ciągu 30 dni (bez ćwiczeń) na superprostej diecie Slow-Carb
  • Jak zapobiec przyrostowi tkanki tłuszczowej w okresach obżarstwa (Boże Narodzenie, święta, weekendy)
  • Jak zwiększyć redukcję tkanki tłuszczowej o 300% za pomocą kilku worków lodu
  • Jak Tim zapewnił sobie 15-kilogramowy przyrost mięśni w ciągu 28 dni – nie zażywając sterydów i spędzając w siłowni w sumie 4 godziny
  • Jak to zrobić, żeby spać tylko 2 godziny na dobę, a mimo to czuć się wypoczętym
  • Jak zapewnić kobiecie 15-minutowy orgazm
  • Jak trzykrotnie podnieść poziom testosteronu i podwoić liczbę plemników
  • Jak w ciągu 12 tygodni zwiększyć pokonywany dystans z 5 kilometrów do 50 kilometrów
  • Jak wyleczyć „trwałe” urazy
  • Co zrobić, żeby po upływie 6 miesięcy podnosić nawet 75 kilogramów więcej
  • Jak sfinansować sobie wakacje na plaży, odbywając jedną wizytę w szpitalu

4-godzinne ciało

 Ważna uwaga Tima 

Proszę, nie bądź głupi i się nie zabij.

I ty, i ja bylibyśmy wtedy nieszczęśliwi. Zanim podejmiesz jakiekolwiek działania opisywane w tej książce, skonsultuj się z lekarzem.

SZCZUPLEJSZY, LEPIEJ ZBUDOWANY, SZYBSZY, SILNIEJSZY?

Czy historia zna choćby jeden przypadek, kiedy to większość miałaby rację?  – Robert Heinlein

Uwielbiam głupie eksperymenty. Zawsze takie robię.  – Karol Darwin

MOUNTAIN VIEW, KALIFORNIA, PIĄTEK 22:00Amfiteatr Shoreline szalał.

Ponad 20 tysięcy ludzi przybyło pod największą scenę muzyczną w północnej Kalifornii, żeby wziąć udział w głośnym koncercie Nine Inch Nails, który zgodnie z planem miał stanowić zakończenie trasy zespołu.Za kulisami panowała niezwykle rozrywkowa atmosfera.„Słuchaj, wchodzę do kabiny w wiadomym celu, spoglądam w górę i widzę, że nad ścianką nagle pojawia się czubek głowy Tima. W męskiej toalecie, w całkowitej ciszy, robił pieprzone przysiady”. Glenn, operator kamery i przyjaciel zespołu, ze śmiechem zaczął naśladować moją technikę. Tak naprawdę powinien ustawić uda bardziej równolegle. „Gwoli ścisłości czterdzieści przysiadów” – wyjaśniłem. Kevin Rose, założyciel portalu Digg, jednej z pięciuset najpopularniejszych stron internetowych świata, również się roześmiał i podniósł w górę szklankę z piwem, aby uczcić całe zdarzenie. Ja z kolei z niecierpliwością czekałem na główny element wieczoru.  W ciągu kolejnych 45 minut zjadłem prawie dwie duże pizze z grillowanym kurczakiem i trzy garście różnych orzechów, w sumie przyswajając w ten sposób około 4400 kalorii. Był to mój czwarty posiłek tego dnia. Moje śniadanie składało się  z dwóch szklanek soku grapefruitowego, dużego kubka kawy z cynamonem, dwóch czekoladowych croissantów oraz dwóch pączków bear claw. Najciekawsze wydarzenia nastąpiły jednak dopiero po tym, jak Trent Reznor zszedł ze sceny. Mniej więcej 72 godziny później zbadałem odsetek tkanki tłuszczowej w swoim organizmie. Wykorzystałem w tym celu ultradźwiękowe urządzenie zaprojektowane przez fizyka z Lawrence Livermore National Laboratory. Zapisując wyniki mojego ostatniego eksperymentu, stwierdziłem, że zawartość tkanki tłuszczowej zmniejszyła się z 11,9% do 10,2%. Oznaczało to 14-procentowe zmniejszenie się ilości tkanki tłuszczowej w moim organizmie w ciągu dwóch tygodni. Jak to się stało? Między innymi dzięki regularnym dawkom ekstraktów z czosnku, trzciny cukrowej oraz herbaty. Nie wymagało to wyrzeczeń. Nie sprawiało trudności. Wystarczyło tylko wprowadzić drobne zmiany. Niewielkie zmiany, które rozpatrywane oddzielnie wydają się nic nie znaczyć, w sumie przełożyły się na daleko idące zmiany.

Chcesz wydłużyć czas, w jakim kofeina przyczynia się do spalania tkanki tłuszczowej? W tym względzie doskonale sprawdza się naringenina, pożyteczna cząsteczka zawarta w soku grapefruitowym. Zależy ci na tym, żeby przed cotygodniowym szaleństwem zwiększyć wrażliwość na insulinę? Wystarczy w sobotę rano dosypać sobie do ciastek trochę cynamonu. Chciałbyś na godzinę obniżyć poziom glukozy, żeby móc bez wyrzutów sumienia zjeść posiłek  o wysokiej zawartości węglowodanów? Istnieje na to co najmniej kilka sposobów. Ale zmniejszyć poziom tkanki tłuszczowej w organizmie o 2% w ciągu 2 tygodni? Jak to możliwe, skoro tak wielu lekarzy twierdzi, że nie da się tracić tłuszczu szybciej niż w tempie kilogram na tydzień? Smutna prawda jest taka, że większość uniwersalnych zasad, w tym między innymi ta, nie została jeszcze sprawdzona w praktyce, czy nie należy do wyjątków. Nie da się zmienić rodzaju włókna  w mięśniach? Oczywiście, że się da. Do diabła z genetykami! Spożyte kalorie trzeba zużyć? To w najlepszym razie tylko częściowa prawda. Ja sam pozbywałem się tkanki tłuszczowej, chociaż jednocześnie jadłem stanowczo za dużo. Niech żyje sernik! Przykłady można by mnożyć. Nie ulega wątpliwości, że niektóre zasady wymagają weryfikacji. Właśnie dlatego powstała ta książka. Dziennik szaleńca

Wiosna 2007 roku była niesamowitym okresem w moim życiu.

Moja pierwsza książka, odrzucona pierwotnie przez dwudziestu sześciu spośród dwudziestu siedmiu wydawców, którym ją proponowałem, właśnie trafiła na listę bestsellerów „The New York Times” i zmierzała na jej szczyt, na który dotarła kilka miesięcy później. Nikogo to nie zaskoczyło tak bardzo, jak mnie samego. Pewnego pięknego ranka w San Jose odbyłem swój pierwszy poważny wywiad telefoniczny dla mediów, prowadził go Clive Thompson z czasopisma „Wired”. W trakcie rozmowy poprzedzającej sam wywiad, przeprosiłem, że mój głos brzmi tak, jakbym był na haju. Byłem na haju. Właśnie skończyłem 10-minutowy trening, przed którym wlałem w siebie podwójne espresso na pusty żołądek. Prowadziłem właśnie nowy eksperyment – dzięki dwóm takim sesjom tygodniowo chciałem obniżyć odsetek tkanki tłuszczowej w moim organizmie do jednocyfrowej wartości. Clive chciał ze mną rozmawiać o e-mailach i stronach internetowych, takich jak Twitter. Zanim zaczęliśmy, w ramach nawiązania do wcześniejszego treningu, zażartowałem, że najpoważniejsze obawy współczesnego człowieka w istocie sprowadzają się do dwóch spraw: nadmiaru wiadomości e-mailowych oraz nadwagi. Clive roześmiał się i przyznał mi rację. Potem przeszliśmy do rzeczy. Wywiad się udał, ale w mojej pamięci zapisał się przede wszystkim ten spontaniczny dowcip. W ciągu kolejnego miesiąca opowiedziałem go kilkudziesięciu innym osobom. Wszyscy reagowali tak samo: przytakiwali i potakiwali.  Wydaje się zatem, że ta książka po prostu musiała powstać. Świat zdaje się myśleć, że moją obsesją jest zarządzanie czasem. Świat nie poznał jeszcze mojej drugiej, znacznie bardziej uzasadnionej, ale przy tym również bardziej niedorzecznej obsesji. Zachowałem notatki na temat niemal każdego treningu, jaki przeprowadziłem, odkąd skończyłem osiemnaście lat. Od 2004 roku poddałem się ponad tysiącu badań krwi, czasami wykonywanych w zaledwie dwutygodniowych odstępach. Obserwuję bardzo różne wskaźniki, począwszy od lipidogramów, poprzez stężenie insuliny i hemoglobiny A1c, czynnik IGF-1, a skończywszy na poziomie wolnego testosteronu. Zamówiłem importowany z Izraela czynnik wzrostu komórek macierzystych, żeby leczyć „trwałe” urazy. Poleciałem do Chin, żeby z tamtejszymi rolnikami rozmawiać o wpływie herbaty Pu-Erh na zmniejszanie ilości tkanki tłuszczowej. W związku z powyższym  w ciągu ostatniej dekady wydałem na różne badania i eksperymenty ponad 250 tysięcy dolarów. Niektórzy ludzie kupują awangardowe meble albo dzieła sztuki do ozdoby wnętrza swoich domów. Ja kupuję pulsoksymetr, aparaty do USG oraz różne inne urządzenia medyczne, dzięki którym mogę mierzyć przeróżne parametry, od galwanicznej reakcji skóry aż po przebieg fazy REM snu. Moja kuchnia i łazienka przypominają szpitalny oddział ratunkowy. Jeżeli dopatrujesz się w tym szaleństwa, masz rację. Na szczęście, dzięki temu możesz dowiedzieć się czegoś bez konieczności przeprowadzania eksperymentów na sobie. W ciągu ostatnich dwóch lat setki mężczyzn i kobiet testowały techniki opisane w książce 4-godzinne ciało (4GC). Obserwowałem  i odnotowywałem setki wyników, które udało im się osiągnąć (w tej książce przedstawiam osiągnięcia 194 osób). Wielu spośród nich pozbyło się ponad 10 kilogramów tkanki tłuszczowej już w pierwszym miesiącu prowadzenia eksperymentów, przy czym zdecydowanej większości udało się to po raz pierwszy w życiu. Dlaczego metoda opisana w książce 4-godzinne ciało działa, podczas gdy inne zawodzą? Ponieważ zmiany są albo drobne, albo proste, a niekiedy jednocześnie i drobne, i proste. Nie ma tu miejsca na nieporozumienia, a widoczne rezultaty motywują do dalszego stosowania programu. Jeśli w krótkim czasie osiąga się wymierne wyniki[2], samodyscyplina przestaje być konieczna. Każdą popularną dietę można streścić w czterech punktach. Gotowy?

Całość znajdziesz tutaj>>>

51 produktów spalających tłuszcz

 Co spala tłuszcz?

Dowiedz się jakie produktu pomagają schudnąć, co przyspiesza metabolizm.

Termogeniki to substancje, które zwiększają spalanie tłuszczu w organizmie. Odpowiadają za produkcję ciepła przez organizm, czyli wzmożone spalanie kalorii. Naturalne termogeniki to pokarmy, których działanie polega na przyspieszeniu tempa metabolizmu lub zużyciu większej ilości energii (kalorii) wymaganej do ich strawienia, niż same zawierają. Jakie produkty żywnościowe zawierają najwięcej związków termogenicznych? Co jeść, co gotować?

 Fat burnery, czyli termogeniki:

1. ananas

2. arbuzy

3. bazylia

4. chudy biały ser

5. cynamon

6. cytrusy

7. cytryna

8. czarna czekolada

9. czarne jagody

10. czerwone mięso

11. czosnek

12. grejpfrut

13. herbata zielona, czerwona yerba mate

14. imbir.

15. jabłka

16. jaja

17. kakao

18. kapusta

19. kawa

20. krewetki

21. lecytyna w proszku

22. łosoś

23. maliny

24. marchew

25. margaryny wzbogacone fitosterolami

26. maślanka

27. morele

28. ocet

29. olej lniany

30. olej rzepakowy

31. oliwa z oliwek

32. oregano

33. orzechy

34. owies

35. owoce morza

36. owsianka

37. mąka żytnia razowa

38. papryka chilli

39. pełne ziarna zbóż

40. pieprz

41. produkty mleczne

42. rodzynki

43. ryby

44. sery

45. seler

46. siemię

47. sezam

48. soczewica

49. truskawki

50. woda

51. żen-szeń

Tak więc Twoja dieta powinna zawierać więcej powyższych produktów. Spróbuj i daj znać jakie masz efekty odchudzania się!

ODBIERZ PREZENTY>>>

Odchudzanie – wsparcie

Znajdź „krąg wsparcia”

To trochę coś innego niż poinformowanie najbliższe­go otoczenia o fakcie przejścia na dietę. To znalezie­nie osób, które przeżywają dokładnie to samo co Ty.

Sposób numer 1: namów koleżankę (kolegę)

Idealne rozwiązanie. Przechodzicie przez wszystkie etapy wspólnie, wspieracie się nawzajem w trudnych momentach, podajecie sobie rozwiązania ewentual­nych problemów, wymieniacie się przepisami. Rozej­rzyj się, czy w Twoim otoczeniu nie ma osoby, któ­ra wcześniej albo się już odchudzała, ale jej się nie powiodło, albo wiesz, że chciałaby zrzucić zbędne kilogramy. Jeśli nie zna diety proteinowej, pokaż jej zasady, może zdecyduje się na rozpoczęcie diety wraz z Tobą. Nawet jeśli ta decyzja przesunie trochę Twój wyznaczony dzień startu, warto go opóźnić o te kilka dni. Zyskujesz bowiem naprawdę ważne, codzienne wsparcie.

Sposób numer 2: znajdź „autorytet”

Poszukaj osoby, która ma już dietę za sobą, a co naj­ważniejsze, osiągnęła zamierzony efekt. Może być ona Twoim mentorem, który w trudnych dla Ciebie momentach zwątpienia porozmawia z Tobą, pomoże w doborze przepisów, podsunie sprawdzony sposób na ewentualny problem. Nawet jeśli te spotkania nie będą tak częste, samo przypomnienie tej osoby pozwoli Ci przegonić czarne myśli. Jeśli jej się udało, to dlaczego nie ma się udać Tobie? Zobacz tę osobę w myślach, jak teraz wygląda i co dzięki temu osiągnęła. To na pewno pomoże.

Sposób numer 3: poszukaj kręgu wsparcia w internecie

Miejsc poświęconych diecie i odchudzaniu jest w in­ternecie naprawdę dużo. Poświęć chwilę czasu tylko temu tematowi, znajdź forum, które będzie Ci odpo­wiadało. Zapisz się na nie w momencie rozpoczęcia diety i poproś o wsparcie. Z pewnością znajdziesz bardzo szybko nowych znajomych, którzy tak jak Ty zmagają się ze zbędnymi kilogramami.

WIĘCEJ: DIETA PROTEINOWA

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Dieta – jak schudnąć

Ustal datę rozpoczęcia diety

Musisz wyznaczyć sobie prognozowaną datę rozpo­częcia. Po przeczytaniu wszystkich punktów ocenisz, czy jest realistyczna. Data rozpoczęcia diety będzie Cię mobilizowała do przygotowania się i odrobienia zadania domowego w postaci odhaczenia punktów z listy poniżej. Bądź uczciwy wobec siebie samego i nie przekładaj jej na kolejny poniedziałek.

Odradzam rozpoczynanie diety, kiedy w perspek­tywie są święta, urlop lub jakakolwiek kilkudniowa uroczystość, która może zdekoncentrować Cię na po­czątku odchudzania.

Według mnie powinien być to miesiąc od dnia, w któ­rym czytasz tę część niniejszej publikacji.

Dlaczego miesiąc, a nie krócej?

Spójrz na zawartość tego rozdziału. Składa się on z kilkunastu punktów, które powinieneś wziąć pod uwagę, zanim rozpoczniesz dietę. Zakładając, że będą to aktywności dodatkowe, które pojawią się na Two­jej miesięcznej liście obowiązków, oceń realistycznie, czy będziesz w stanie wykonać je wcześniej. Nie ma sensu na samym początku nadawać sobie zbyt ostre­go tempa.

Dlaczego miesiąc, a nie dłużej?

Jest to wystarczający czas na to, żebyś wykonał wszystkie zadania wynikające z tego rozdziału. Nie odkładaj momentu rozpoczęcia diety w nieskoń­czoność. Po pierwsze dlatego, że możesz zapomnieć już o niektórych wytycznych, a po drugie dlatego, że prawdopodobnie stracisz cały entuzjazm, jaki aktual­nie posiadasz, szczególnie po przeczytaniu rozdziału mówiącego o tym, jakie będzie Twoje życie, kiedy od­niesiesz sukces.

I nie objadaj się w tym miesiącu, niepotrzebnie możesz przybrać kilka kilogramów w tak krótkim czasie.

Skonsultuj się z lekarzem

Być może po lekturze 2. rozdziału zorientowałeś się, że jedną z przyczyn otyłości może być jakaś choroba. Mam nadzieję, że wizytę u lekarza masz już za sobą.

Jeśli nie odnalazłeś u siebie żadnych objawów i czujesz się świetnie (oprócz oczywiście tych dodatkowych ki­logramów), to i tak mocno zalecam wizytę u lekarza.

Wyniki badania krwi i moczu, które zrobisz na począt­ku diety, pomogą kontrolować Twoje zdrowie w jej trakcie. Jeśli planujesz 10-dniową fazę uderzeniową, konsultacja lekarska będzie bardzo wskazana.

Przygotuj tygodniowy plan jedzenia

Planowanie jedzenia to bardzo istotny punkt w przy­gotowaniu się do rozpoczęcia diety. Szczególnie waż­ny na samym początku, kiedy to dopiero zaczynasz poruszać się na tym poligonie produktów dozwolo­nych. I aby unikać zaminowanych terenów, zarówno w sklepie, jak i we własnej lodówce, tygodniowy plan jedzenia jest kluczowy.

Zastanów się nad tym, co lubisz jeść. Twoje menu nie może składać się z produktów, na których widok wcześniej odwracałaś się z obrzydzeniem. Lista pro­duktów dozwolonych jest naprawdę szeroka, a wybór w sklepie przeogromny, więc na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Tygodniowy plan jedzenia powinien odzwierciedlać tak naprawdę fazę odchudzania, w której aktual­nie się znajdujesz. Ma także pomóc w prawidłowym przejściu do kolejnego etapu diety.

Poznaj korzyści wynikające z planowania jedzenia:

Systematyczność

Z planu wynika, kiedy powinieneś zrobić zakupy, nie będzie więc to przypadkowe działanie. Możesz więc tak planować swoje tygodniowe aktywności, żeby uwzględnić sklep na swojej liście „do zrobienia”.

Oszczędzasz czas

Robisz „efektywne” zakupy, czyli poruszasz się tylko w rejonach sklepu z produktami dozwolonymi. Ku­pujesz te rzeczy, których potrzebujesz, a wszystko to trwa zdecydowanie krócej niż dotychczas.

Oszczędzasz pieniądze

Kierując się listą zakupów, unikasz pokus w posta­ci produktów niedozwolonych, nawet jeśli są akurat w niesamowitej promocji. Ponadto nie kupujesz pro­duktów, których w danym tygodniu nie wykorzystasz i być może w konsekwencji musiałbyś je wyrzucić.

Gotujesz to, co zaplanowałeś

Masz wszystkie produkty potrzebne do ugotowania danej potrawy, o niczym tym razem nie zapomniałeś.

Nie myślisz ciągle o jedzeniu

Masz plan, który sam sobie stworzyłeś, więc zakładam, że są tam pozycje, które lubisz i akceptujesz. Nie musisz ciągle myśleć o tym, że jesteś na diecie. Zapominając o jedzeniu, możesz koncentrować się na codziennych obowiązkach. Twoje myśli niech raczej krążą wokół tego, jakie będzie Twoje życie, jak już odniesiesz sukces, niż wokół tego, co możesz, a czego nie możesz zjeść.

Prowadź dzienniczek

Punkt mocno związany z poprzednim. Plan jedzenia prowadź w dzienniczku. Najlepiej zaadaptuj sobie kalendarzyk, w którym możesz robić notatki. Może być także zwykły zeszyt, do którego dopiszesz daty. Wybierz, co wolisz i co masz akurat pod ręką.

W takim dzienniczku, oprócz już omówionego ty­godniowego planu jedzenia, możesz notować swoje uwagi: smakowało, nie smakowało, ile kosztuje, na ile dni starcza, ile czasu zajęło przygotowanie danej potrawy, chcę ten przepis powtórzyć, warto podzielić się ze znajomymi. Wszystkie obserwacje, które są dla Ciebie istotne i o których nie chcesz zapomnieć.

Oczywiście tutaj także zapisuj Twoje cotygodniowe wyniki pomiaru.

Zapiski pomogą również zrozumieć swoje nawyki je­dzeniowe. Notuj, o której godzinie zjadasz konkretny posiłek. Pomimo że możesz jeść produkty dozwolo­ne w nieograniczonych ilościach, podstawowe zasa­dy żywieniowe pozostają bez zmian (o tym więcej za chwilę).

Dzięki dzienniczkowi będziesz wiedział, w jakich go­dzinach jadasz największe posiłki i z czego to wyni­ka. Czasami nie mamy świadomości, że to wieczorem spożywamy najbardziej obfite porcje.

Notuj także informacje o emocjach, jakie Ci towarzy­szą przy jedzeniu. Zrozumienie „dlaczego” jesz w da­nym momencie, pozwoli Ci na lepsze przygotowanie się. Jeśli to jest odreagowanie stresu i podjadasz za­wsze po powrocie do domu, może lepiej na ten czas zaplanować spacer albo wizytę na basenie? Ogólnie mówiąc, jakąkolwiek aktywność, która pomoże Ci wyciszyć się po pracy i jednocześnie zapobiegnie pod­jadaniu pod wpływem impulsu.

Gotuj większe porcje 2–3 razy w tygodniu

Nie musisz gotować codziennie. Spokojnie możesz robić to 2–3 razy w tygodniu, czyli prawdopodobnie tak, jak do tej pory. Po przygotowaniu podziel danie na mniejsze porcje i albo przechowaj w lodówce na kolejny dzień, albo zamróź.

Po pewnym czasie zgromadzisz w zamrażarce już róż­ne dania i wtedy każdego dnia odmrażaj sobie to, co zaplanowałeś. Zapisuj w swoim dzienniczku, co aktu­alnie wrzucasz do zamrażarki — dzięki temu będziesz miał nad tym pełną kontrolę.

Takie „kilkudniówki” pomogą Ci także w planowaniu już kolejnych potraw, masz bowiem czas na zastano­wienie się, poszukanie nowych interesujących prze­pisów i w konsekwencji przemyślane zakupy odpo­wiednich składników.

Dieta nie może Ci się kojarzyć z codziennym obowiąz­kiem, a gotowanie z czynnością, od której na samą myśl robi się gorąco. Eksperymentuj, próbuj nowych przepisów, baw się jedzeniem i gotowaniem, odkry­waj nowe smaki. Pokaż swoją kreatywność w kuchni. Jedyne ograniczenie, jakie masz na tym polu, to lista dozwolonych składników. Na większe szaleństwa ku­linarne pozwól sobie wtedy, kiedy masz więcej czasu.

Staraj się o różnorodność na talerzu

Najgorsza w życiu jest monotonia. W wypadku diety jest ona podwójnie niebezpieczna, może bowiem skło­nić Cię albo do zjedzenia czegoś spoza listy produktów dozwolonych, albo w najgorszym wypadku do całko­witej rezygnacji z niej. Nie wspomnę już o wyrzutach sumienia, które pojawiają się zawsze po chwili krót­kotrwałej ekstazy spowodowanej zjedzeniem zakaza­nego owocu. Czy warto się na nie narażać?

Jednym ze sposobów, abyś nie szukał chwilowych przyjemności, jest planowanie różnorodnych posił­ków. Dieta proteinowa jest tak skonstruowana, że masz całkiem duży zasób produktów już od pierwszej fazy. Później stopniowo rozszerzasz gamę produktów dozwolonych. Nie osiągniesz sukcesu, jeśli będziesz traktować dietę jako zło konieczne.

Jedzenie powinno być smaczne, pachnące przypra­wami, kolorowe — czyli takie, żeby działało na Twoje zmysły. Unikaj nudy i rutyny, dodawaj do swojej die­ty zupełnie nowe przepisy.

Spraw sobie segregator

Przepisy na potrawy z diety proteinowej są już sze­roko dostępne. Powstały nawet książki poświęcone tylko temu zagadnieniu. Dostęp do wiedzy jest więc bardzo łatwy. W punkcie o różnorodności na talerzu pisałam o tym, jak ważne jest unikanie rutyny. Miej więc oczy i uszy otwarte na nowości, zbieraj najbar­dziej ciekawe przepisy w jedno miejsce, drukuj, wy­cinaj i twórz swoją księgę przepisów. Twórz ją przez cały czas: zobaczysz, ile satysfakcji przyniesie Ci po­większający się zbiór.

Najlepszy do tego jest właśnie segregator. Możesz w nim zrobić odpowiednie sekcje, np. drób, wołowi­na, ryby, warzywa, zupy, śniadania. Przy planowaniu kolejnego tygodnia, zamiast poszukiwania pomysłów, wystarczy, że otworzysz swoją księgę i rozwiązanie gotowe. Każdy przepis posiada listę składników, nie ma więc mowy o tym, że o czymś zapomnisz.

Uwzględnij odpowiednią ilość snu w codziennym planie dnia

Dlaczego to tak ważne, zauważył już Cyceron1: „Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha — odświeża siły”.

I na tym właściwie moglibyśmy zakończyć, ten cytat tłumaczy praktycznie wszystko.

Spójrzmy jednak jeszcze na bardziej naukowe wy­tłumaczenie wpływu braku snu na nadwagę. Zacząć należy od tego, że posiadamy 2 przeciwstawne sobie hormony odpowiedzialne w naszym organizmie za łaknienie: grelinę i lektynę. Pierwszy z tych hormo­nów ma za zadanie przekazać organizmowi informa­cję o tym, że jesteśmy głodni. Zadanie drugiego nato­miast jest wręcz odwrotne: to on przesyła do mózgu wiadomość, że jesteśmy już syci. Gdzie więc wpływ snu? Już odpowiadam. W niewy­spanym organizmie poziom greliny wzrasta, a lekty­ny spada. W praktyce oznacza to nic więcej jak zwięk­szoną skłonność do jedzenia. Masz większy apetyt, i co więcej, zjadasz duże ilości pokarmu, a Twój mózg wciąż otrzymuje sprzeczne informacje, że nadal je­steś głodny. Jeśli dodam jeszcze do tego, że obniże­nie poziomu lektyny wpływa także na spowolnienie przemiany materii, tym bardziej dostrzeżemy istotę wpływu ilości snu na naszą wagę ciała.

Jakże miłe zalecenie: wysypiaj się dobrze.

Zakupy rób z listą

Planowanie jedzenia niezmiernie pomaga także w rozsądnych zakupach. Doskonale wiesz, że można wyjść ze sklepu z tysiącem produktów, których wcale nie zamierzałeś kupić, ale zupełnie przypadkowo zna­lazły się w Twoim koszyku. Promocja ciastek: „Kup jedno, drugie dostaniesz gratis” to przecież wyjątko­wa okazja, jak mogłeś ją ominąć! Dałeś się skusić na spróbowanie nowego jogurtu z owocami, a przecież jak już spróbowałeś, to nie wypada odmówić zakupu, więc kupujesz całą zgrzewkę, bo tylko tak sprzedają. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Dlatego planuj zakupy (zobacz też punkt o planowa­niu jedzenia), do sklepu idź z gotową listą produktów, które powinieneś mieć. Trzymaj się jej konsekwent­nie, a zobaczysz, że dieta pomoże Ci nawet w ograni­czeniu wydatków miesięcznych.

Nie rób zakupów, gdy jesteś głodny

To bardzo ważna zasada. Niestety głód może wygrać ze zdrowym rozsądkiem i pod wpływem zapachu sku­sisz się na to, co niedozwolone. Szczególnie należy uważać na świeże pieczywo, którego zapach czasem wprost zniewala. A im bardziej jesteś głodny, tym bardziej odczuwasz wszelakie „jedzeniowe” zapachy. Rób więc zakupy wtedy, gdy jesteś najedzony.

Zapoznaj się z półką produktów dozwolonych

Zdecydowanie lepiej jest zrobić to zanim rozpocz­niesz dietę. Wybierz się do sklepu tylko w tym celu. Poświęć trochę czasu na zaznajomienie się z półkami z produktami, które za chwilę staną się Twoimi do­brymi przyjaciółmi.

Możesz na początku czuć się trochę zagubiony, bo wy­bór samych serków i jogurtów jest ogromny. Sprawdź, w którym miejscu w sklepie znajdziesz otręby owsiane czy słodzik, produkty z Twojego „niezbędnika”. Obejrzyj półkę z wędlinami, popatrz na skład produktu (nie za­wsze nazwa koresponduje ze składem, np. parówki z in­dyka mogą w istocie zawierać także mięso wieprzowe).

Kiedy przyjdzie już godzina zero, będziesz doskonale wiedział nie tylko co kupować, ale w jakim konkret­nie miejscu powinieneś tych produktów szukać.

A jak zrobisz już kilka prób smakowych, czyli kupisz parę produktów z tej samej linii, to rewelacja. Bę­dziesz bogatszy o wiedzę na temat tego, co Ci sma­kuje (każdy musi znaleźć swój ulubiony serek) i roz­poczniesz dietę już w pełni profesjonalnie.

Sprawdź, ile kosztują poszczególne produkty z listy dozwolonej

Nie wiem, w jakiej sytuacji finansowej się znajdujesz. I chociaż moim zdaniem dieta proteinowa jest jedną z tańszych, musisz ocenić to sam.

Sprawdź w sklepie, ile kosztują poszczególne rodzaje mięs, zrób sobie listę cen i uwzględnij to w swoim pla­nie tygodniowym. Nie zawsze musisz jeść tatar i steki z polędwicy wołowej: wybieraj to, na co po prostu Cię stać.

Przygotuj wagę łazienkową

Jeśli takowej nie posiadasz, kup ją. Jeśli stoi gdzieś zakurzona, sprawdź, czy działa prawidłowo, czy są sprawne baterie, czy wyświetlają się wszystkie po­trzebne informacje.

Chcesz przecież monitorować swoje sukcesy w odchu­dzaniu i Twoja własna, prywatna waga jest do tego niezbędna. Ważenie się w innych miejscach niż Two­ja łazienka nie jest wskazane. „Obca” waga może być uszkodzona, przekręcona, po prostu zepsuta, a w Two­im wypadku ważna jest dokładność i precyzja. Używanie jednej wagi daje pewność, że zmiany, które widzisz, są prawdziwe.

Waga ma być tylko narzędziem do realizacji Twoje­go planu odchudzania. Jej zadanie to pokazać, na ile plan jest skuteczny, jakie są Twoje postępy. Służy wy­łącznie do analizy.

Ustal dzień pomiaru

Ustal, w jaki dzień tygodnia będziesz się ważył i o ja­kiej porze dnia (zawsze o tej samej, najlepiej rano, na czczo, po wypróżnieniu i bez ubrań), i rób to tylko raz w tygodniu. Żeby nie kusiło codzienne ważenie się, schowaj wagę do szafy.

Używaj dodatkowo miary krawieckiej, aby mierzyć obwód tych samych części ciała. Często jest tak, że sylwetka zaczyna się modelować, a ubytku kilogra­mów jeszcze nie widać.

Cotygodniowe pomiary zapisuj oczywiście w swoim dzienniczku. Takie podejście eliminuje wszystkie niepotrzebne emocje, które pojawiają się w związku z codziennym ważeniem: od euforii po rozczarowa­nie. Chłodnym okiem musisz oceniać swoje postępy, a całą energię kumulować wokół sukcesu, który za­pewniam, nadejdzie w odpowiednim czasie.

Poinformuj najbliższe otoczenie

Wsparcie i zrozumienie najbliższych jest bardzo istotne. Od psychicznych aspektów, takich jak motywowanie, po bardzo trywialne rzeczy, jak podział w gotowaniu czy miejsca w lodówce.

Jeśli jesteś „wolnym strzelcem”

Jeśli sam prowadzisz swoje gospodarstwo, to teore­tycznie masz łatwiej. Gotujesz tylko dla siebie, lodów­kę zaopatrujesz tylko w produkty z listy dozwolonej. Masz całą przestrzeń tylko dla siebie.

Nie masz natomiast codziennego wsparcia od do­mowników i rozliczasz się tak naprawdę sam przed sobą. Twoja wola osiągnięcia sukcesu i zrzucenia zbędnych kilogramów musi być bardzo świadoma.

Dlatego, żeby pomóc sobie, warto wtajemniczyć np. rodziców. Mimo że od dawna z nimi nie miesz­kasz, podtrzymanie na duchu płynące od osób, które cenisz, jest bardzo ważne. Także niedzielne obiady u mamy będą wyglądać inaczej, bo z pewnością do­stosuje swoje menu do tego, co możesz, a czego nie powinieneś jeść.

Zastanów się, z kim chcesz podzielić się tą informa­cją. Chociaż to Ty jesteś głównym aktorem tego spek­taklu, dobrze mieć, jak już się wyjdzie na scenę, sufle­ra, który wesprze w chwilach zwątpienia.

Ostatni punkt, ale bardzo ważny. Świadomość tego, że także inne osoby wiedzą o Twoim wyzwaniu, bę­dzie kolejnym motywatorem, aby w diecie wytrwać. Publiczne przyznanie się do porażki nie należy prze­cież do najłatwiejszych…

Jeśli jesteś częścią gospodarstwa domowego

Czyli po prostu nie mieszkasz sam. Poza wspomina­nymi powyżej aspektami motywującymi i dopingują­cymi, należy zadbać o ważne „technikalia”:

Czy cała rodzina będzie jadła posiłki skompono­wane na podstawie diety proteinowej?

Jeśli masz dzieci, pewnie nie. Jeśli masz drugą poło­wę, która nie wyobraża sobie obiadu bez kotleta scha­bowego, to także raczej nie przewalczysz takiej opcji.

Dlatego porozmawiaj o tym z partnerem. Być może na jakiś czas to on przejmie pałeczkę przygotowania posiłków dla rodziny. Jeśli takie rozwiązanie jest nie­możliwe, to staraj się mimo wszystko gotować jeden posiłek, a do potraw reszty domowników dokładaj: ziemniaki, ryż, surówki czy warzywa.

A co ze wspomnianym wcześniej kotletem schabo­wym? Filet z kurczaka w dobrej panierce (tylko dla niego, Ty jadasz bez) może rozwiązać problem.

Zrób podział miejsca w lodówce

Wydziel półkę tylko na swoje produkty dozwolone. Poinformuj rodzinę, żeby przestrzegała tej zasady i nie podkładała na Twoje miejsce czegoś, czego Ty jeść nie możesz.

Unikaj bycia kuszonym

Poproś, aby jak najrzadziej w Twojej obecności je­dzone były przekąski typu czipsy, batoniki, orzeszki, zgodnie z zasadą: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Im mniej pokus, tym lepiej. Uprzedź także domowników, aby nie chowali tych produktów po szaf­kach, półkach, do których Ty codziennie zaglądasz.

Dieta proteinowa

Dieta proteinowa” Poli Majkowskiej to bogate kompendium wiedzy, zestawiające najważniejsze informacje ze wszystkich dostępnych na rynku publikacji na ten temat, wraz z doświadczeniem dziesiątek ludzi, którzy poznali odchudzającą moc protein. Bez tracenia czasu i pieniędzy dowiesz się z niej, jak skutecznie przejść przez wszystkie 4 fazy diety proteinowej, a w tym:

  • jak formować cele oraz manifest,
  • jak tworzyć plany jedzenia, jak konstruować posiłki,
  • poznasz zapomnianą sztukę efektywnych zakupów,
  • poznasz techniki unikania pokus,
  • poznasz proste i skuteczne katalizatory odchudzania,
  • odkryjesz, w jaki sposób dorównać wizerunkowi siebie, jaki masz w głowie.

Ale to nie wszystko! Bogato opisane założenia teoretyczne diety proteinowej wzbogacone zostały o specjalny BONUS w postaci zbioru przepisów na dania z drobiu, ryb i serów! Dzięki temu w zaledwie kilka minut samodzielnie przygotujesz obiad, kolację, czy pyszne przekąski do podjadania między głównymi posiłkami – zgadza się! – w tej diecie można, a nawet trzeba podjadać!

Dieta proteinowa

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: