wejdź na www.metanoja.pl

Posts tagged ‘bogactwo’

Bogać się szybko!

 „Bogactwo na wózku inwalidzkim” „Bogać się powoli” znaczy „Bogać się na starość”

 

Wielkie oszustwo

Normalność nie jest czymś,

do czego powinniśmy

aspirować, ale czymś,

od czego powinniśmy uciekać.

Jodie Foster

Normal is not something to

aspire to, it’s something

to get away from.

Jodie Foster

MJ DEMARCO – „FAST LANE MILIONERA”>>>

 „Mtv cribs”3 – odcinek, którego nigdy nie nakręcono

Gospodarz: Dzisiaj odwiedzamy 22-letniego Big Daddyhoo w jego chacie, 8000 m2 powierzchni, na pięknym wybrzeżu Atlantyku, w słonecznym Palm Beach na Florydzie… a więc, Big Daddyhoo, opowiedz nam o swoich brykach!

Big Dadyhoo: Cze ziom, mam tu ferrari F430 z 22-calowymi alusami, tam stoi wypasione lamborghini gallardo ze specjalnie dopasowanym 10-głośnikowym audio, a wieczorem, kiedy chcę się wyluzować z panienkami, najlepszą robotę odwala bentley arnage.

Gospodarz: W takim razie, Big Daddyhoo, jakim cudem stać Cię na te wszystkie niesamowite wózki? A ta posiadłość na plaży? Musi być warta ponad 20 milionów!

Big Dadyhoo: Ziom, Big Dadyhoo stał się bogaty, inwestując

w fundusze wzajemne i lokując ogromną kasę w 401(k), w mojej pracy w Win-Go Wireless.

Nagle słyszysz skrecz płyty gramofonowej.

Cisza.

Jak sobie pewnie wyobrażasz, taka sytuacja nigdy nie mogłaby się wydarzyć. Odpowiedzi Big Daddy’ego są niedorzeczne i wzbudzają śmiech. Jesteśmy dość bystrzy, żeby wiedzieć, że 22-letnie dzieciaki nie stają się bogate dzięki inwestowaniu w fundusze wzajemne i lokowaniu pieniędzy zarobionych w sklepie z komórkami w system emerytalny 401(k). Wiemy, że ludzie, którzy stają się bogaci w młodym wieku, zaliczają się do wyjątkowego podzbioru społeczeństwa: są to zawodowi sportowcy, raperzy, aktorzy, komicy i sławni ludzie. Wszyscy poza wymienionymi grupami muszą zadowolić się tradycyjnymi radami ekspertów finansowych.

Nazywa się to „Bogać się powoli” i brzmi mniej więcej tak: Idź

do szkoły, zbieraj dobre stopnie, zdobądź dyplom, znajdź pracę, zaoszczędź 10 proc., zainwestuj na giełdzie, zmaksymalizuj składki na 401(k), podrzyj na strzępy swoje karty kredytowe i odcinaj kupony.

Wtedy, któregoś dnia, kiedy będziesz miał… chwileczkę… 65 lat, będziesz bogaty.

„Bogać się powoli” to przegrana gra Jeśli chcesz stać się bogatym, a „Bogać się powoli” jest Twoją strategią, to mam złe wieści. Jest to przegrana gra, która toczy się o Twój czas. Czy naprawdę myślisz, że facet, który mieszka w okazałej posiadłości na plaży, z supersamochodem wartym 500 tysięcy, zaparkowanym na podjeździe, stał się bogaty, bo inwestował w fundusze wzajemne?

Albo odcinał kupony lokalnej loterii? Jasne, że nie. Dlaczego więc dajemy wiarę podobnym radom, jakby były drogą, prowadzącą nas do bogactwa i finansowej wolności?

Pokaż mi 22-latka, który zdobył bogactwo, inwestując w fundusze  wzajemne. Pokaż mi człowieka, który zarobił miliony w trzy lata dzięki zmaksymalizowaniu wysokości składek 401(k). Pokaż mi młodego człowieka, który stał się bogaty, odcinając kupony. Gdzie są ci ludzie?

Oni nie istnieją. Są bajkami o niemożliwości.

Mimo to nadal wierzymy tym samym starym, zmęczonym gwiazdom medialnym, które głoszą owe doktryny bogactwa: „Tak, proszę pana. Proszę pracować 50 lat, oszczędzać, żyć w beznadziejnej skromności, inwestować w rynek akcji, a wkrótce, kiedy będzie pan miał 70 lat, nadejdzie dzień wolności. A jeśli rynek akcji będzie dla pana łaskawy i będzie pan miał szczęście, stanie się to, gdy będzie pan miał 60 lat!”. Hej, czy plan finansowy zwany „Bogactwem na wózku inwalidzkim” nie brzmi ekscytująco?

Szokuje mnie, że przy dzisiejszym burzliwym klimacie finansowym ludzie nadal wierzą w działanie tych strategii. Czyż to nie recesja ujawniła, że „Bogać się powoli” jest oszustwem? Aaa, rozumiem. Jeśli jesteś zatrudniony od 40 lat i unikasz 40-procentowych spadków na rynku, „Bogać się powoli” działa. Po prostu rozsiądź się i módl, żeby śmierć nie spotkała Cię wcześniej, a staniesz się najbogatszym człowiekiem w domu starców!

Przesłanie „Bogać się powoli” jest jasne: Poświęć swój dzisiejszy dzień, swoje marzenia i swoje życie dla planu, który płaci dywidendy po tym, jak większość Twojego życia wyparuje. Pozwól, że będę szczery – jeśli Twoja droga do bogactwa pożera Twoje aktywne, dorosłe życie, a bogactwo nie jest gwarantowane, ta droga jest do kitu. „Droga do bogactwa” uzależniona od Wall Street, niczym gra, w której stawką jest czas Twojego życia, jest jedynie brudną, śmierdzącą uliczką.

Niemniej, wyznaczony plan nadal dzierży władzę, polecany i wdrażany przez rzesze zakłamanych „finansowych ekspertów”, którzy nie stali się bogaci za sprawą stosowania własnych rad, ale dzięki własnym strategiom Fastlane. Prognostycy Slowlane wiedzą coś, o czym Ci nie mówią: ich nauki nie działają – działa ich sprzedawanie.

Bogactwo w młodym wieku: bzdura?

W Fastlane milioneranie chodzi o odejście na emeryturę z milionami,  ale o ponowne zdefiniowanie bogactwa, frajdy, wolności i dostatku.

Weźmy, na przykład, taki komentarz z forum Fastlane:

Czy to bzdura? Wiesz, chodzi mi o marzenie o wspaniałym życiu

w młodości – posiadaniu egzotycznych samochodów, wymarzonego domu, czasu na podróże i podążanie za marzeniami. Czy faktycznie

można opuścić wyścig szczurów w młodym wieku? Jestem 23-letnim bankierem inwestycyjnym z Chicago, Illinois. Pobieram skromną pensję i niskie prowizje. Większość ludzi uważa, że mam dobrą pracę, ale ja jej nienawidzę. Kiedy wjeżdżam do centrum Chicago, widzę ludzi, prowadzących życie jak ze snu, jeżdżących drogimi, egzotycznymi samochodami, i myślę sobie… mają po 50 lat i więcej, i siwe włosy!

Jeden z nich powiedział mi kiedyś: »Wiesz, kiedy w końcu stać cię na jedną z tych zabawek, jesteś już prawie za stary na to, żeby się nią cieszyć!«. Ten facet był 52-letnim inwestorem w nieruchomości.

Pamiętam, jak na niego patrzyłem i myślałem: Boże… to nie może być prawda!

Mogę to zweryfikować – Twoje marzenie nie jest bzdurą. Możesz wieść takie życie w młodym wieku. Późny wiek nie jest niezbędnym warunkiem zostania bogatym lub zaprzestania pracy. Prawdziwą bzdurą jest jednak myślenie, że możesz to zrobić dzięki strategii „Bogać się powoli”, przynajmniej do momentu Twoich trzydziestych urodzin. Wiara w to, że późny wiek zwiastuje emeryturę, jest prawdziwą bzdurą. Bzdurą jest przyzwolenie na to, aby „Bogać się powoli” skradło Twoje marzenia.

Zredefiniuj emeryturę tak, aby uwzględniała młodość Powiedz: „emerytura”. Co widzisz? Ja widzę kapryśnego staruszka na werandzie, w skrzypiącym bujanym fotelu. Widzę apteki, gabinety lekarskie, chodziki i obrzydliwe pieluchy. Widzę domy opieki i obciążonych nadmiernym ciężarem bliskich. Widzę starych i niepełnosprawnych.

Do diabła, nawet czuję coś spleśniałego z okolic 1960 roku. Ludzie odchodzą na emeryturę w wieku 60 lub 70 lat. Nawet w tym wieku walczą o związanie końca z końcem i muszą polegać na zbankrutowanych programach rządowych, aby przetrwać. Inni pracują do późnych lat jedynie po to, aby utrzymać styl życia. Są też tacy, którym nigdy się nie udaje i pracują aż do śmierci.

Jak to możliwe? Po prostu: „Bogać się powoli” wymaga całego życia, a sukces tej strategii jest niesprawiedliwie zależny od zbyt wielu czynników, których nie jesteś w stanie kontrolować. Zainwestuj 50 lat w pracę i mizerne życie, a potem, pewnego dnia, możesz odejść na emeryturę w dostatku, by nie rozstawać się z wózkiem inwalidzkim i pudełkiem z lekami na receptę. Ależ to kompletnie nieinspirujące.

Mimo to miliony podejmują się tej 50-letniej niepewnej gry. Ci, którym się udaje, otrzymują swoją nagrodę – finansową wolność, wraz z późnym wiekiem. Nie, dziękuję.

Ale nie martw się, z nieba spada wsparcie: „To są właśnie złote lata!”. Kogo oni chcą oszukać? Złote dla kogo?

Jeśli podróż pożera 50 lat Twojego życia, czy jest tego warta? Pięćdziesięcioletnia droga do bogactwa nie jest frapująca i z tego powodu nielicznym udaje się to bogactwo osiągnąć, a ci, z kolei, otrzymują finansową wolność u schyłku swojego życia.

Problem z przyjętymi normami odejścia na emeryturę tkwi w tym, czego nie widzisz. Nie widzisz młodości, nie widzisz frajdy, nie widzisz spełnienia marzeń. Złote lata nie są wcale złote – są czekaniem na śmierć.

Jeśli chcesz finansowej wolności, zanim zjawi się śmierć, „Bogać się powoli” nie jest rozwiązaniem. Jeśli chcesz odejść na emeryturę w młodym wieku, kiedy masz jeszcze zdrowie, energię i włosy, musisz zignorować popularną w społeczeństwie błędną mapę „Bogać się powoli” i wszystkich guru, karmiących Cię łyżeczką „błotem z koryta”. Istnieje inna droga.

Podsumowanie

Znaki szczególne fastlane

• „Bogać się powoli” wymaga długiego życia i dochodowego zatrudnienia.

• „Bogać się powoli” jest przegraną grą, ponieważ to gra z Twoim czasem.

• Prawdziwe złote lata są wtedy, kiedy jesteś młody, rozumny i pełen sił.

TO BYŁ TYLKO FRAGMENT. TUTAJ ZNAJDZIESZ CAŁOŚĆ:

MJ DEMARCO – „FAST LANE MILIONERA”>>>

 

 

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

Grzechy finansowe

Andrzej Fresnak: Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy działając inaczej>>>

Dekalog kardynalnych grzechów finansowych:

1. Nie kontrolujesz swoich finansów.

2. Nie wiesz, na co wydajesz.

3. Nie posiadasz płynności finansowej.

4. Masz bardzo niską zdolność kredytową lub nie masz

jej wcale.

5. Nie budujesz swojej wartości netto.

6. Wydajesz więcej, niż zarabiasz.

7. Uzależniasz swoje przepływy finansowe od jednego źródła.

8. Nie inwestujesz regularnie.

9. Nie ubezpieczasz swoich aktywów.

10. Zawsze postfinansujesz zamiast prefinansować ważne wydarzenia.

W Kościołach chrześcijańskich, a zwłaszcza katolickim, istnieje oprócz grzechów głównych jeszcze katalog grzechów cudzych.

Namawiać do grzechu

Informujesz swoich znajomych, dzieci i rodzinę, że finanse są trudne i nie należy się nimi zajmować.

Grzech nakazywać

Mówisz, żeby sobie odpuścili zagadnienia finansowe, jako i Ty je sobie odpuszczasz, winowajco.

Na grzech drugich zezwalać

Tolerujesz brak zainteresowania finansami u swojego partnera/dzieci.

Innych do grzechu pobudzać

Chwalisz się nadmierną konsumpcją i tym, że nie wystarcza Ci do pierwszego.

Na grzech drugich milczeć

Tolerujesz brak zainteresowania swojego partnera życiowego sprawami finansowymi i niezależnością finansową

Grzech drugich pochwalać

Mówisz, że to dobrze, że sobie partner lub dziecko nie łamie głowy finansami — bo i tak nie ma sensu — przecież nie dadzą człowiekowi i tak szczęścia.

Grzechu nie karać

Nie zmuszasz partnera ani dzieci do aktywnego planowania własnej przyszłości finansowej.

Do grzechu pomagać

Tolerujesz brak celów i planów finansowych i życiowych u swoich najbliższych.

Grzechu innych bronić

Uzasadniasz brak instrumentów finansowych — bo przecież nie będziesz robić na innych i płacić. 

 

 

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

Jak o pieniądzach myślą bogaci i dlaczego biedni robią błąd myśląc inaczej?!

Oto fragment publikacji Andrzeja Mańki „Jak o pieniądzach myślą bogaci i dlaczego biedni robią błąd myśląc inaczej”>>>

Biedny Polak, świadomie lub częściej bezwiednie, obarcza odpowiedzialnością za swój trudny los innych. Niestety ci inni to często jego zamożni rodacy. Dlatego jego serce przepełnia nieufność, zawiść i strach.

 Bogaty Polak wierzy w sens brania spraw w swoje ręce. Zamiast tracić czas i energię na poszukiwanie winnych, obmyśla strategie działania, które odmieniają jego los. Kiedy staje się zamożny, chętnie wspiera w ambitnych planach swoich rodaków. Jest otwarty na doświadczenia innych, odważny i skory do pomocy. Bogaty Polak wierzy w sens brania spraw w swoje ręce. Zamiast tracić czas i energię na poszukiwanie winnych, obmyśla strategie działania, które odmieniają jego los. Kiedy staje się zamożny, chętnie wspiera w ambitnych planach swoich rodaków. Jest otwarty na doświadczenia innych, odważny i skory do pomocy.

Biedny Polak zazdrości bogatym. Cieszy się, otwarcie lub skrycie, kiedy spotyka ich porażka. Dzięki temu łatwiej mu znieść własne lenistwo i strach.

Bogaty Polak uczy się od najlepszych. Ludzie sukcesu stanowią dla niego inspirację i źródło praktycznych wzorców do naśladowania, a potem odnajdowania indywidualnej drogi do bogactwa.

Biedny Polak koncentruje się na wysokości zarobków. Jeśli zdoła zarobić więcej, to tylko po to, by spełnić swoje zachcianki i wydać jak najszybciej pieniądze. Kierując się krótkowzrocznymi celami, pogłębia swoją biedę.

Bogaty Polak równie dużą wagę przywiązuje do generowania pieniędzy, jak i kontroli wydatków. Zarabia pieniądze nie  po to, by je wydawać, ale przede wszystkim by oszczędzać i inwestować. Dzięki nawykowi pomnażania i racjonalnym wydatkom dochodzi do zamożności, a nawet osiąga finansową wolność.

Biedny Polak zarabia i wydaje pieniądze, ale pozostaje obojętny wobec edukacji finansowej, pozwalając decydować o swoich finansach osobistych bankom i reklamom.

Bogaty Polak dostrzega złożoną naturę współczesnych pieniędzy, dlatego zabiega przez całe życie o edukację finansową — swoją i najbliższych oraz otoczenia społecznego, w którym funkcjonuje.

Biedny Polak bez wahania zadłuża się. Traktuje kredyty jako sposób na podwyższenie standardu swojego życia. W ten sposób godzi się na to, by na jakość całego jego życia decydujący wpływ miał dług ograniczający jego wolność osobistą, zawodową, emocjonalną i społeczną.

Bogaty Polak unika długów. Jeśli jednak zaciąga kredyty, to czyni to w świadomy i racjonalny sposób, najczęściej wykorzystując je jako dźwignię finansową pomagającą w realizacji celów biznesowych, osobistych i rodzinnych. Dba o bezpieczeństwo finansowe, równoważąc dług wielkością oszczędności i inwestycji.

 

<<<KLIKNIJ TUTAJ I ODBIERZ PREZENTY>>>

Pieniądze, konsumpcja, bogactwo, inwestowanie – ciekawostki i cytaty

 Część I artykułu>>>

Część II artykułu>>>

Część III artykułu>>>

Część IV artykułu>>>

Część V artykułu>>>

Fragment kursu autorstwa Pawła Katy & Pawła Sygnowskiego „Wolni finansowo”

Cytaty:

Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go żyjąc życiem innych osób – Steve Jobs.

Popada w nędzę, kto lubi hulanki. Nie wzbogaci się, kto lubi oliwę i wino. – Księga Przysłów 21:17.

Zmieniasz się, kiedy ból pozostawania w danej sytuacji staje się większy, niż ból związany z jej zmienieniem. – Chris Guillebeau.

 Anegdota:

Gioacchino Rossini dowiedziawszy się, że w jego rodzinnym mieście chcą mu za życia wystawić pomnik, powiedział członkom rady miejskiej:

– Panowie! Jeśli dacie mi te pieniądze, to obiecuję, że będę osobiście stać na cokole przez kilka godzin dziennie!

 Czy wiesz, że:

Konsumpcja jest efektem ubocznym bycia niezależnym finansowo, ale postawieni przed wyborem, niezależni finansowo chętni by zrezygnowali z konsumpcji, aby zachować swój status.

Jeśli chcesz przebywać wśród naprawdę zamożnych ludzi, uczestnicz w targach i konferencjach organizowanych dla farmerów, handlarzy złomem, właścicieli pralni, inżynierów, itp.

Akumulacja bogactwa nie jest sensem życia.

Jednakże znacznie łatwiej zgromadzić bogactwo, jeśli czerpie się dużą satysfakcję z elementów życia, które nie wymagają nadmiernych wydatków. Zbyt wiele osób uważa, że aby powąchać różę, w gruncie rzeczy, by cieszyć się życiem, muszą kupować produkty prestiżowych marek. Jednakże dane wskazują, że istnieje mała korelacja pomiędzy tym rodzajem wydatków, a szczęściem. Ci, którzy wydają z nadzieją na osiągnięcie szczęścia, będą zawiedzeni.

Podstawowe czynniki odpowiedzialne za szczęście to zdrowie, rodzina, praca i wartości. Jeśli ktoś jest zdrowy, ma kochającą rodzinę, otoczony jest przyjaciółmi i ma pracę, którą lubi to obycie się bez pewnych luksusów nie jest dla niego bolesne. A co w przypadku, gdy czyjaś praca zapewnia dobre zarobki, lecz nie przynosi satysfakcji? Może się wtedy wydawać, że obłożenie się luksusowymi dobrami wyręczy niezadowolenie, lecz wysokie koszty tylko pogorszą stan rzeczy, wystawianie na pokaz produktów luksusowych marek może, choć nie musi, zrobić wrażenie na sąsiadach, ale nie zmieni nieszczęśliwej osoby w szczęśliwą lub jak powiedziało mi wielu milionerów pieniądze czynią życie łatwiejszym, nie lepszym.

Według amerykańskiego raportu sporządzonego przez „Ipsos Mendelsohn” wychodzi na to, że bogaci spędzają więcej czasu w Internecie niż przeciętny średnio zarabiający człowiek. Z raportu przeprowadzonego wśród ludzi zaliczających się do „bogatego środowiska” wynika iż spędzają oni w Internecie grubo ponad 23 godziny na tydzień. Z wyżej wymienionego badania wynika również zależność – im więcej badana osoba spędza czasu w Internecie to wg statystyki jest bogatsza od osoby, która w Internecie przebywa mniej czasu.

Wśród zakupów jakich dokonują bogaci Amerykanie przez Internet, na pierwszych miejscach znajdują się takie pozycje jak: jedzenie na wynos, rezerwacje w hotelu, bilety lotnicze i na imprezy, różnego rodzaju muzyka oraz filmy.

Osoby, których dochód na gospodarstwo domowe wynosi w przybliżeniu 100 tysięcy dolarów na rok, korzystają z Internetu poprzez komputer ok. 26 razy na tydzień, a poprzez telefon komórkowy lub inne urządzenie mobilne prawie 18 razy. Zatem bogaty Amerykanin korzysta z Internetu ok. czterdzieści cztery razy w przeciągu tygodnia, co daje wynik ponad 6 razy na dzień. Ta sama grupa badanych (zarabiających ok. 100 tysięcy dolarów na domostwo) poświęca w tygodniu na Internet 23 godziny swojego czasu. Co ciekawe, zarabiający powyżej 250 tysięcy dolarów na rok spędzają 27 godzin tygodniowo w Internecie, a więc o 4 godziny więcej od mniej zamożnych.

W grupie osób zarabiających od 100 do 150 tysięcy dolarów znajduje się 34 procent osób, którzy korzystają z Internetu za pomocą urządzeń przenośnych. W grupie zarabiających powyżej 250 tysięcy dolarów rocznie ten odsetek wzrósł aż do 57 procent badanych osób.

Jak myślisz, jak dużo czasu zajmie rządom pięciu najbogatszych państw świata, wydać 1 milion dolarów amerykańskich (opierając się na ich wydatkach w 2007 roku)?

USA – 12 sekund

Japonia – 20 sekund

Niemcy – 24 sekund

Francja – 26 sekund

Wielka Brytania – 31 sekund

Historie z życia wzięte (znalezione w Internecie):

Życiowe rady doświadczonego inwestora

Moje doświadczenie, które zdobyłem w ciągu lat z pieniędzmi jest takie, że zawsze byłem dobry w zarabianiu dużych pieniędzy, ale nie potrafiłem ich zatrzymać. Mój mentor kiedyś powiedział mi, że „nie chodzi oto, ile zarabiasz, ale ile zatrzymujesz”. Powiedział to po tym, jak zobaczył na własne oczy swojego ojca, który został multimilionerem po to, aby wkrótce zostać bankrutem.

Kiedy znajdziesz coś, co działa, wykorzystuj to tak długo, aż przestanie działać.

Trzeba wiedzieć kiedy wycofać się z jakiegoś przedsięwzięcia – nawet jeśli nie będziesz zbytnio chciał tego zrobić, ani nie będziesz czuć, że jest to właściwa decyzja.

Cokolwiek robisz, miej pasję, aby to robić, inaczej tracisz po prostu swój czas.

Stwórz taki model biznesu, który stale przynosi przewidywalne nadwyżki finansowe i który pomoże Ci zbudować bogactwo.

Jeśli wydajesz naprawdę dużo to uświadom sobie, że stale będziesz potrzebować zarabiać odpowiednio duże sumy pieniędzy.

Nie próbuj zdobyć szybkiego bogactwa.

Nigdy nie przestawaj uczyć się i inwestować w swoją przyszłość. Tylko jedna idea od kogoś innego, może być strzałem w dziesiątkę.

Nawet jeśli wydaje się, że już wszystko stracone i skończone, fakt, że jesteś nadal żywy pozwala Ci walczyć kolejnego dnia.

Jeśli masz już drogową mapę pokazującą Ci, jak zarabiać duże kwoty pieniędzy, będziesz potrzebować mapy pokazującej Ci jak je zatrzymać. Zarabiane pieniędzy jest jak jeżdżenie na rowerze: nigdy nie zapomnisz, jak się to robi.

Zawsze czerp naukę ze swoich przeszłych sukcesów i porażek.

Ćwiczenia do wykonania:

Która z wymienionych barier występuje lub jest bliska wystąpienia w Twoim życiu?

Jakie występują problemy związane z tą barierą lub jakie mogą wystąpić?

Którą z naszych sugestii odnośnie danej bariery, możesz natychmiast zastosować?

Wykonaj ćwiczenie Marcina Kijaka na przeprogramowanie swojego umysłu na sukces finansowy.

Wolni finansowo: Jak, nie zmieniając swojej pracy, z przeciętną pensją, stać się niezależnym finansowo?

Jeśli:

wpadłeś w spiralę zadłużenia i nie widzisz już szans na wydostanie się z długów;

nie wiesz, nie tylko jak spłacić swoje wszystkie długi (w tym także kredyt hipoteczny), ale ponadto, nie wiesz, jak to zrobić jednocześnie budując swoje bogactwo;

jesteś wolny od jakichkolwiek długów, ale nie wiesz, jak używać różnych rodzajów kredytów dla własnej, finansowej korzyści;

nie wiesz, jaki wpływ ma na Twoje życie inflacja, jak działa przeciwko Tobie procent składany;

dlaczego większość ludzi jest obecnie zadłużona po uszy i dlaczego tylko nieliczni zdobywają niezależność finansową;

nie wiesz dlaczego gospodarowanie pieniędzmi w dzisiejszych czasach jest tak trudne i dlaczego jesteśmy często wręcz „skazani” na odniesienie finansowej klęski oraz co możesz zrobić, aby zmienić ten stan rzeczy;

chcesz:

a) wyeliminować wszystkie stresy i powody do zamartwiania się swoimi finansami,

b) sprawić, że z miesiąca na miesiąc będziesz stawać się coraz bogatszy (faktycznie bogatszy),

c) automatycznie oszczędzać tyle, ile tylko potrzebujesz lub chcesz,

d) mieć środki na to, aby móc od czasu do czasu „zaszaleć”, nie martwiąc się, czy naprawdę Cię na to stać,

e) mieć zabezpieczenie przed niemiłymi konsekwencjami wszelkich nieprzyjemnych wypadków;

chcesz zdobyć jedną z umiejętności finansowych, która wywołuje u różnych ludzi różne reakcje, najczęściej skrajnie negatywne, ale która jest nieodzowna przy tematyce radzenie sobie ze swoimi finansami, zdobywania niezależności, tworzenia bogactwa, itp. sprawach;

chcesz dowiedzieć się tego, co musisz wiedzieć, aby zacząć bezpiecznie i efektywnie inwestować swoje oszczędności;

chcesz zacząć zarabiać więcej i chcesz zrobić to mądrze – tak, aby nie tylko wytargować podwyżkę w pracy, ale stworzyć sobie dochody, z których będzie można korzystać przez wiele lat;

pragniesz zostać właścicielem własnego domu/mieszkania, ale nie chcesz wiązać się na kilkadziesiąt lat wielkim kredytem hipotecznym oraz nie masz zbytnio ochoty wyjeżdżać do pracy zagranicą;

masz duszę podróżnika, chcesz dużo zobaczyć, niskim nakładem sił i środków oraz rozważasz wyjazd z Polski na stałe …

 … to jest tu coś specjalnie przygotowanego dla Ciebie>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Wolność finansowa – część VI

Część I artykułu>>>

Część II artykułu>>>

Część III artykułu>>>

Część IV artykułu>>>

Część V artykułu>>>

Fragment kursu autorstwa Pawła Katy & Pawła Sygnowskiego „Wolni finansowo”

Bariera: Złe emocje i programowanie na temat pieniędzy.

Poglądy na temat pieniędzy przeważającej części społeczeństwa bardziej przeszkadzają im w odniesieniu finansowego sukcesu, niż pomagają. To one są w głównej mierze odpowiedzialne za ich aktualną sytuacją finansową.

Jeśli ktoś chce zmienić swoją sytuacją finansową, powinien rozpocząć od zmiany swoich finansowych przekonań.

Łatwiej jednak to powiedzieć, niż zrobić. Cały problem z poglądami bierze się stąd, że są one bardzo głęboko zakorzenione w podświadomości człowieka, która steruje jego działaniami w taki sposób, aby osiągnąć taką sytuacją życiową, która będzie potwierdzała, że np. „pieniądze są złe”, „bogaci to oszuści”, „kto ma pieniądze, ten je na pewno ukradł lub wyzyskiwał innych”, itp.

Tego typu poglądy biorą się z negatywnych emocji, doświadczanych najczęściej w dzieciństwie, np. bieda, złe decyzje finansowe powodujące frustracje u rodziców, które przenosiły się na dzieci itp. Ponadto, mamy także tzw. „programowanie ze strony społeczeństwa”, które szalenie skutecznie uczy ludzi m.in.:

„odpowiedniego” myślenia o pieniądzach;

liczenie na tzw. „mannę z nieba”, tj. pomoc państwa w trudnych chwilach (przykład nieubezpieczonych powodzian) oraz na emeryturze;

ukierunkowanie na uzyskiwanie błyskawicznych efektów minimalnych nakładem sił;

powielanie utartego, acz nie aktualnego już schematu życia: szkoła – praca – emerytura;

życie ponad stan, czyli wydawanie więcej, niż się zarabia;

oglądanie się na sąsiadów, staranie się dorównać bogatszym od siebie poprzez zakup posiadanych przez nich przedmiotów (np. odpowiedni samochód i dom w określonej okolicy);

rezygnacja z oszczędzania i brak umiejętności sprawiania, aby pieniądze na siebie pracowały.

Czym różnią się bogaci od biednych?

Najlepiej różnice pomiędzy biednymi, a bogatymi oddaje zestawienie wyznawanych przez nich poglądów. Poniżej, prezentujemy zestaw takich najbardziej typowych poglądów ludzi bogatych i odpowiadające im poglądy biednych.

Bogaci wierzą, że sami tworzą swoje życie. Biedni uważają, że życie im się”przydarza”.

Bogaci w grę zwaną finansami grają by wygrać. Biedni grają by nie przegrać.

Bogaci są gotowi na poświęcenia w celu zostania bogatymi. Biedni tylko chcą być bogaci.

Bogaci koncentrują swoją uwagę na okazjach. Biedni koncentrują się na przeszkodach.

Bogaci podziwiają innych bogatych i ludzi sukcesu. Biedni gardzą bogatymi i ludźmi, którzy osiągnęli sukces.

Bogaci ludzie są więksi, niż ich problemy. Biedni są mniejsi.

Bogaci chcą by płacono im za rezultaty. Biedni chcą by płacono im za poświęcony czas.

Bogaci myślą w kategoriach win-win (wygrana – wygrana). Biedni myślą w kategoriach „albo/lub”.

Bogaci skupiają się na swojej wartości netto. Biedni zwracają większą uwagę na swoje dochody z pracy na etacie.

Bogaci doskonale zarządzają swoimi finansami. Biedni nie potrafią dysponować pieniędzmi.

Bogaci nieustannie rozwijają się i uczą się nowych rzeczy. Biedni uważają, że już wszystko wiedzą.

Jeśli temat mentalnych różnic pomiędzy bogatymi, a biednymi zainteresował Cię i chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na temat, zachęcamy Cię gorąco do sięgnięcia po jedną z książek T. Harv`a Ekera, który zajmuje się tym zagadnieniem (pochodzą z niej powyższe porównania).

Wolni finansowo: Jak, nie zmieniając swojej pracy, z przeciętną pensją, stać się niezależnym finansowo?>>>

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Wolność finansowa – część I

Fragment kursu autorstwa Pawła Katy & Pawła Sygnowskiego „Wolni finansowo”

Bariera: Kredyt hipoteczny

Przeważnie sytuacja wygląda tak, że spotykasz osobę, z którą chcesz spędzić, przysłowiową „resztę swojego życia”, pobieracie się (lub nie), podejmujecie pracę, zaczynacie odczuwać stabilizację finansową i gdzieś w tym momencie pojawia się poważna myśl o posiadaniu własnych tzw. czterech ścian. Brakuje wam jednak gotówki, aby kupić sobie mieszkanie lub wybudować dom. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem (jak Wam się wydaje) jest wzięcie kredytu hipotecznego na 30-40 lat z jak najmniejszą ratą miesięczną.

Z kredytem hipotecznym jest wielki problem, którego nie uświadamiają sobie ludzie. Biorąc kredyt na te 30 lat, stajesz się za cenę posiadania swoich własnych czterech kątów (które faktycznie są własnością banku do czasu spłacenia kredytu, a nie Twoją) rzeczywistym niewolnikiem banku, gdyż od tej pory spora (a raczej największa) część Twoich zarobków będzie co miesiąc pochłaniana spłatą raty tego kredytu.

Wszystko jest w porządku do czasu, kiedy Twoja sytuacja finansowa jest stabilna. Wszelkie wypadki losowe w stylu utrata pracy, wypadek samochodowy, itp. będą miały o wiele większe i bardziej odczuwalne skutki negatywne, niż gdybyś nie posiadał zaciągniętego kredytu hipotecznego. Jeśli tracisz pracę i nie masz czym zapłacić kolejnej raty kredytu to masz wielki problem, gdyż może się to skończyć – nawet – zabraniem Ci zakupionej nieruchomości przez bank.

Dobrze zdając sobie z tego sprawę, zrobisz wszystko, aby zdobyć jakoś pieniądze na zapłatę raty kredytowej. Może Cię to doprowadzić do wykonywania nie lubianej pracy, w nie odpowiednich warunkach (np. pozwolisz sobie na agresywne zachowania przełożonych, czy wręcz szkodliwe dla Twojego zdrowia warunki pracy) tylko z uwagi na konieczność spłaty kredytu… i to może trwać nawet 30, czy 40 lat.

Ponadto, poświęcając większą część swoich zarobków na spłatę kredytu hipotecznego, pozbawiasz się tych pieniędzy, dzięki którym można by było skorzystać z wielu różnych okazji, które co chwila będę pojawiać się w Twoim życiu. Mówi się, że w życiu każdego z nas pojawia się co najmniej kilka okazji, czy pomysłów, które gdyby je faktycznie wykorzystać, uczyniłyby one z człowieka milionera. Do tego mogą Ci być niezbędne te pieniądze, które już wcześniej wydałeś na spłatę raty kredytu hipotecznego.

Nieprzemyślane wzięcie na swoje barki konieczności spłaty kredytu hipotecznego sprawia, że ludzie są uwiązani, pozbawiają się wolności oraz możliwości korzystania z wielu okazji, a czas przecież ucieka.

Przeciętnie ludzie biorą kredyt hipoteczny w okolicach 28-30 roku życia. Po jego spłacie (jeśli wezmą go na 30 lat) będą mieć 58 – 60 lat, a to już będzie ostatni dzwonek przed ich emeryturą.

Mamy nadzieję, że zdajesz już sobie doskonale sprawę, że nie ma co liczyć na to, aby Państwo zadbało o Twoją emeryturę. Tendencje obecnie są takie, że trzeba będzie coraz więcej pracować na swoja emeryturę i będzie ona coraz niższa (paradoksalnie). Jeśli zdasz się w tym zakresie na Państwo to skończysz najprawdopodobniej z bardzo niską emeryturą, o ile jej oczywiście doczekasz.

Jeśli taka perspektywa Cię nie zadowala (a kogo by miała ona zadowalać?) to zostaje Ci samodzielnie zadbać o swoją emeryturę. Do tego potrzebujesz zarówno swojego czasu, jak i pieniędzy. Jednak… wzięcie kredytu hipotecznego sprawia, że lwia ich część zostaje poświęcona na jego spłatę, kosztem m.in. zadbania o Twoją emeryturę.

Powstaje pytanie: Czy jest jakaś alternatywa? Czy pozostaje Ci do końca życia mieszkać ze swoimi rodzicami/teściami, czy wynajmować mieszkanie lub dom?

Niekoniecznie. Zmierzamy do tego, aby uświadomić Ci, że przed wzięciem kredytu hipotecznego trzeba koniecznie rozważyć wszelkie za i przeciw oraz zdawać sobie sprawę, że znacznie lepsze dla Ciebie w dłuższej perspektywie czasowej będzie wzięcie jak najmniejszego tego kredytu i jak najszybsza jego spłata.

Nie pakuj się w długi kredyt (30 lat) zwłaszcza na początku, tj. przy swojej pierwszej inwestycji w nieruchomość.

W tym celu możesz rozważyć np.:

  • praca za granicą przez kilka lat, zarabianie w euro, dolarach, czy funtach i szybsze zebranie pieniędzy na mieszkanie/dom lub duży wkład własny, co sprawi, że będzie Ci potrzebny o wiele mniejszy kredyt hipoteczny;
  • nie kupuj od razu tzw. „domu marzeń”, który będziesz spłacać przez następne 30 lat – tylko kup coś, co jest w Twoim zasięgu i co relatywnie szybko spłacisz (w ciągu maksymalnie 10 lat).

Jeśli zechcesz i będą po temu sprzyjające okoliczności, będziesz mógł tą nieruchomość wykorzystać, jako źródło pasywnego dochodu (np. wynajmując ją lub jej część), a samemu w międzyczasie rozejrzeć się za czymś lepszym dla siebie, gdy Twoja sytuacja finansowa ulegnie poprawie (np. wygenerujesz większe dochody bazując na jednej z lekcji kursu, w której będziemy tego uczyć). Ewentualnie sprzedasz tą nieruchomość, a za pieniądze z tej transakcji będziesz mieć solidny wkład własny na swój wymarzony dom, a przez to lżejszy kredyt hipoteczny zaciągnięty na poczet jego kupna.

Wolni finansowo: Jak, nie zmieniając swojej pracy, z przeciętną pensją, stać się niezależnym finansowo?>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

 

Robert Maicher – Pierwszy milion

Spis treści całości tutaj>>>

A oto fragmenty publikacji „Pierwszy milion” >>>

Lekcja 8. Jestem za młody na to

Może zastanawiasz się, dlaczego pisałem o moich potyczkach biznesowych z czasów, kiedy miałem lat 13, może 14? Dlatego że jest to moja osobista odpowiedź na kolejną wymówkę, którą słyszę często, a mianowicie: „Jestem za młody!”. Ja nie czułem się wtedy za młody.

Steven Paul Jobs — założyciel Apple Computer — może on czuł się za młody jak na milionera? Stał się nim w wieku zaledwie 27 lat!

Steven Spielberg — reżyser legenda, otrzymał trzy Oscary za filmy: „Szeregowiec Ryan” i „Lista Schindlera”, i to w najbardziej prestiżowych kategoriach:

najlepszy reżyser i najlepszy film. Może on czuł się za młody jak na miliardera? Tak, miliardera. Stał się nim w wieku zaledwie 35 lat!

Paul Getty na „czarnym złocie” zarobił pierwszy milion, mając zaledwie 23 lata. Było to w roku 1916, więc siła nabywcza jego miliona dolarów przekraczała kilkakrotnie siłę nabywczą dzisiejszego miliona.

Jako 23-latek dorobił się pierwszego miliona, a rok później, mając zaledwie 24 lata, oznajmił, że już zarobił wystarczająco dużo, wycofuje się z biznesu i od teraz będzie resztę życia spędzał na korzystaniu z niego i swoich milionów. Po dwóch latach wrócił do biznesu, a w roku 1957 czasopismo „Fortune” namaściło go na najbogatszego człowieka świata. Może on też narzekał, że jest za młody, by w wieku 24 lat już nigdy w życiu nie musieć pracować?

By nie kończyć tego rozdziału tak całkiem poważnie, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź osoby niebędącej ani multimilionerem, ani chińskim mędrcem. Nie jest też ani filozofem, ani nikim podobnym — jest po prostu moim wujkiem, który kiedyś mi powiedział:

„Na stare lata wystarczy mi małe mieszkanie blisko sklepu i apteki. Ale by było ekstra mieć za młodu te pieniądze, które mam dziś, na starość”.

Lekcja 9. Zadowolony klient to podstawa

Ja byłem zadowolony, a przede wszystkim moi koledzy- klienci byli równie zadowoleni. Mieli więcej czasu na różne inne rzeczy, np. grę w piłkę czy oglądanie bajek. Choć powoli zaczynał się  już czas, w którym my, chłopcy, bardziej niż bajkami zaczynaliśmy się interesować dziewczynami. Ja miałem coraz lepsze oceny i własne, samodzielnie zarobione pieniądze, oni mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań.

Ja byłem szczęśliwy i zadowolony, oni byli zadowoleni. Pewnie ich rodzice byli ze swych pociech zadowoleni równie albo nawet bardziej niż oni sami z siebie. W końcu ich synowie w końcu wzięli się do nauki i przynosili dobre oceny.

Czułem się jak geniusz: miałem pomysł i zaoferowałem potencjalnemu klientowi produkt, który stanowił dla niego wartość, za którą był skłonny zapłacić.

Znalazłem klienta, którego przekonałem do mej oferty i wynegocjowałem cenę, która i jego, i mnie satysfakcjonowała.

Świadczyłem moje usługi na najwyższym z możliwych poziomów, czego dowodem były Pierwsze kroki na drodze do bogactwa dobre oceny kolegów za owe wypracowania, a przede wszystkim — ich zadowolenie i chęć kontynuacji współpracy ze mną.

Czy to już pierwszy milion?

Najważniejszy jednak dla mnie był fakt, że udowodniłem sobie po fiasku z handlem lampami rowerowymi, że jednak jestem zdolny do zbudowaniu znowu od zera nowego biznesu. Czułem się jak młody geniusz. W końcu nikt inny z klasy nie wpadł na ten pomysł, to ja go miałem, ja znalazłem niszę rynkową i w krótkim czasie faktycznie zarabiałem prawdziwe pieniądze. Znowu uwierzyłem w siebie i swoje możliwości.

Nadal nie miałem pieniędzy, ale znowu byłem pełen nadziei, że mi się uda to zmienić. Po pierwszej wypłacie, gdy trzymałem moje 100 dolarów w ręce, nie byłem jeszcze bogaty w rzeczywistości, ale za to byłem już bogaty w duchu. Natychmiast widziałem świat w innych, bardziej różowych barwach. Było po postu pięknie. Do czasu…

I znowu koniec z biznesem

Chwilę wcześniej napisałem, że koledzy mieli więcej czasu dla siebie i dobre oceny z wypracowań. Tym razem mój biznes legł w gruzach przez „mieli dobre oceny z wypracowań” i przez matkę jednego z kolegów.

Faktycznie, obaj mieli dobre, a czasami nawet bardzo dobre oceny z wypracowań, które ja dla nich pisałem, lecz nie było widać żadnej poprawy innych ocen, np. z odpowiedzi na lekcjach lub z prac kontrolnych pisanych w trakcie zajęć. Tak naprawdę to te typy ocen były coraz gorsze u nich. Dlaczego? Powód był prozaiczny: gdy jeszcze w przeszłości sami cokolwiek

pisali w domu, przynajmniej trochę byli oczytani w temacie. Gdy jednak prace domowe pisałem ja za nich, ich zaangażowanie sprowadzało się tylko i wyłącznie do przepisania jej, tak by nie wpadli z powodu niezgodności charakteru pisma.

Dalej sprawa potoczyła się bardzo szybko — matka jednego z kolegów, zaniepokojona innymi, złymi ocenami, przyszła do szkoły i powiedziała do wychowawcy klasy: „Jak to się dzieje, że mój syn ma coraz gorsze oceny, przecież ja płacę Robertowi za naukę!”.

No i wydało się.

Osobiście uważałem, że nie robiłem nic złego, to był po prostu biznes — i kropka. Nie miałem z nimi umowy, by im udzielać korepetycji, nie byłem odpowiedzialny za ich pozostałe oceny. Przedmiotem naszej umowy były wypracowania — i nic więcej. Nie wiem, co oni naopowiadali swoim rodzicom, ale z tego wynikało, że niby ich uczyłem wszystkiego na zasadzie korepetycji itd., co było nieprawdą.

Szkoła krzyczy

Najpierw oberwało mi się od pana wychowawcy. Choć od pana wychowawcy dostało mi się tylko trochę — że to nieuczciwe, że tak nie wolno postępować itd., to we mnie w tym czasie wszystko krzyczało: „Jaka nieuczciwość? Czy ja kogoś okradałem? Czy ja kogoś oszukałem? Nie!”. Najgorsze jednak było dopiero Pierwsze kroki na drodze do bogactwa przede mną — wizyta u pana dyrektora. Nim przejdę do opisu tej sytuacji, muszę przytoczyć kilka zdań na temat naszego pana dyrektora.

Miał na imię Marian i był potężnym mężczyzną. Ważył jakieś 180 kg, a jego wzrost to mniej więcej 180 cm.

Zawsze kojarzył mi się z morsami żyjącymi na Antarktydzie albo afrykańskimi hipopotamami, i to nie ze względu na rozmiary, ale na jego krzyki, wrzaski, które przypominały otwierającą się paszczę jednego z wyżej wymienionych zwierząt. Każde dziecko bało się pana dyrektora wręcz panicznie, łącznie ze mną.

Mimo że miałem już 14 lat, bałem się jego i jego wrzasków bardzo! Najgorszą karą w szkole było pójście do szefa szkoły „na dywanik”, który zawsze kończył się krzykami i wyzwiskami rzucanymi w stronę wystraszonego dzieciaka. Nieważne, czy lekcje były na parterze czy na poddaszu, krzyki i wrzaski było słychać  nawet na podwórku, a jak bardzo wybuchową osobą był pan dyrektor, oddaje ten przykład…

Była jesień. Boisko szkolne było otoczone dużymi, starymi drzewami, które siłą rzeczy zrzucały przed zimą liście. W tym dniu liście już były zgrabione na kupki. Dzieci grały w piłkę. W którymś momencie piłka wpadła do jednej z kupek liści. Uczeń o imieniu Martin złapał ją, kopnął i gra toczyła się dalej.

Toczyłaby się też bez przerwy, gdyby nie niesamowity wrzask pana dyrektora, który obserwując całą sytuację i nie widząc w kupce liści piłki, przyjął, że Martin schyla się nad owymi liśćmi po to, by je rozrzucać. To, co później się działo, było straszne: zaraz wezwał do siebie chłopca ważącego jakieś 40 kg, całe jego 180 kg przystanęło nad nim i ryczało na niego bez opamiętania.

Martin stał z opuszczoną głową, a dyrektor chyba stracił kontrolę nad sobą i zaczął go szarpać. Krzyczał i wrzeszczał bez końca, ile miał sił. Dał mu spokój, dopiero gdy Martin się rozpłakał. Tak postępował za każdym razem z uczniem, któremu miał coś do zakomunikowania.

Nie jestem pedagogiem, nie mam też takowego wykształcenia, tak więc nie mnie oceniać poprawność postępowania tego dyrektora z uczniami. Tym niemniej każdy logicznie myślący człowiek jest w stanie sam wyrobić sobie zdanie na temat metod wychowawczych, które ciągle stosował ten pan. Można by postawić sobie pytanie: czy proces wychowawczo-edukacyjny może polegać na wrzaskach, krzykach i opierać się na doktrynie strachu?

Tak więc zostałem przez wychowawcę oddelegowany do gabinetu szefa szkoły. Na samą myśl o tym byłem wystraszony jak posłany na pewną śmierć baranek.

Moje obawy były uzasadnione — ledwo tylko wszedłem, dwie panie nauczycielki siedzące przy swoich biurkach natychmiast je opuściły i wyszły — dobrze wiedziały, co zaraz się będzie działo. I zaczęło się…

Krzyczał, ile tylko miał w swoim 180-kilogramowym ciele siły! Krzyczał tak głośno, że bałem się, że nawet moja mama to usłyszy, siedząc teraz w domu oddalonym o parę kilometrów. Dyrektor zrobił się zupełnie czerwony na twarzy i miałem wrażenie, że zaraz wybuchnie. Jego wrzaskom nie było końca, tak się wydzierał, że nawet chyba nie robił przerw, by wziąć oddech.

Dowiedziałem się wtedy, że jestem najgorszym dzieckiem na świecie, że jestem oszustem do potęgi entej i naciągaczem największego kalibru. Nawet wypowiedział groźbę, że pójdę za to do więzienia. To trwało wieczność i niech nikt nie liczy na to, że w tym momencie próbowałem coś mu wytłumaczyć. Miałem

już 14 lat, więc nie byłem zupełnym dzieckiem, ale tak strasznie się go bałem, że nie wypowiedziałem ani jednego słowa, choć chciałem to zrobić… Strach, że będzie jeszcze gorzej, był tak duży, że mnie paraliżował i zamykał mi usta na dobre.

A chciałem wszystko wyjaśnić, chciałem powiedzieć, jaki był układ między nami, jaką zawarliśmy umowę.

Łatwo udowodniłbym też, że ja się z mojej strony z niej wywiązywałem bardzo skrupulatnie — wystarczyło przecież rzucić okiem na dziennik ocen, by zobaczyć, że ich oceny za prace domowe, które im pisałem, były dobre, a nawet bardzo dobre. To na nich powinna spaść kara, bo to oni złamali umowę i tajemnicę handlową. Dla mnie to było jasne jak słońce, ale nie odezwałem się naprawdę ani razu.

Kiedy już dyrektor wykrzyczał się za wszystkie czasy, wróciłem na lekcje i wszyscy — ja, nauczyciele oraz koleżanki i koledzy z klasy – udawaliśmy, że nigdy nic się nie stało.

W ten oto głośny i burzliwy sposób znów musiałem zaniechać mego minibiznesu. Szkoda, bo mogłem się dzięki niemu dużo nauczyć – jeszcze więcej, niż i tak się już nauczyłem.

Całą publikację „Pierwszy milion” i receptę na jego zarobienie znajdziesz tutaj>>>

 

 

 

<<<ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER I ODBIERZ DARMOWE BONUSY>>>

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: