wejdź na www.metanoja.pl

Wszystkie mity znajdziesz w publikacji Zbigniewa Wojtasińskiego “101 mitów o seksie”>>>

  Mit 2. Mężczyźni we krwi mają skłonność do zdrady

  Król Szwecji, Karol XVI Gustaw, miał być jednym z tych mężczyzn, którzy nie zdradzają. Wydawało się, że nie ulega on erotycznym pokusom ani kobietom, które do władców czują szczególną słabość. Takie przynajmniej było dość powszechne przekonanie w Szwecji. Aż ten chwalebny wizerunek wiernego męża królowej Sylwii i statecznego ojca trójki dzieci mocno nadszarpnęła książka „Karol XVI Gustaw – monarcha wbrew woli”. To pierwsza nieuzgodniona e szwedzkim dworem królewskim biografii króla Szwecji, jaka ukazała się pod koniec 2010 r. I mocno krytyczna wobec szwedzkiego władcy.

   Autorzy książki Thomas Sjöberg, Deanne Rauscher i Tove Meyer twierdzą, że król w latach 90. utrzymywał kochankę Camillę Henemark, szwedzką piosenkarkę nigeryjskiego pochodzenia z popularnej grupy muzycznej Army of Lovers. I z tym opinia publiczna w Szwecji mogłaby się pogodzić, tym bardziej, że o Szwedach można powiedzieć różne rzeczy, ale nie to, że są pruderyjni. Ale autorzy książki mają jeszcze cięższe zarzuty. Przekonują, że dotarli do świadków, którzy potwierdzają, że król korzystał również z usług prostytutek. A na dodatek mijał się z prawem. Wraz z kolegami regularnie bywał w nielegalnym nocnym klubie Club Power, prowadzonym przez Mille Markovica, związanego z przemysłem pornograficznym byłego serbskiego boksera.

   Gdy wybuchł skandal, klub już nie istniał, ale wcześniej miał być miejscem spotkań zarówno króla Gustawa, jak i trzech innych prominentnych mężczyzn w średnim wieku, którzy dla żartu nazwali się „Poniedziałkową Kliką”. Najczęściej spotykali się właśnie w poniedziałek. Poza szwedzkim monarchą tworzyli ją: jakiś szwedzki hrabia, przedstawiciel jednej z najbogatszych rodzin w Szwecji oraz pewien potentat rynku nieruchomości. Początkowo „Klikę” zabawiały podobno młode kobiety liczące na zdobycie przychylności dworu. Dopiero później zastąpiły je prostytutki, które za swoje usługi brały pieniądze. Dysponowali „złotymi kluczami”, dzięki którym niezauważeni wchodzili do pomieszczeń na tyłach klubu, gdzie korzystali z towarzystwa kobiet.

   Markowic, znany w sztokholmskim światku przestępczym, jako „Torpeda”, nie poprzestał na oskarżeniach. Twierdził, że dysponował nagraniami, na których widać, jak król Karol XVI Gustaw wraz z „Poniedziałkową Kliką” świetnie się bawi w towarzystwie skąpo ubranych dziewczyn. Nic z tych ekscesów nie przeniknęło do opinii publicznej, gdyż Karol XVI Gustaw podobno zmuszał służby bezpieczeństwa do zacierania za sobą śladów. Król nie zaprzeczał. Twierdził jedynie, że wszystko to wydarzyło się dawno temu. A od tego czasu jest już wiernym mężem królowej Sylwii.

   Król Gustaw okazał się typowo męskim samcem, który nie stroni od towarzystwa pięknych młodych kobiet. Biolodzy ewolucyjni twierdzą, że męska zdrada jest uwarunkowana genetycznie. Od zarania dziejów dążyli oni do tego, by mieć jak najwięcej partnerek. Zwolennikiem tego poglądu był Alfred Kinsey. W książce „Sexual Behavior In the Human Male” (Zachowania seksualne mężczyzn), twierdził, że „mężczyźni zadawaliby się z licznymi partnerkami przez całe życie, gdyby im tylko społeczeństwo na to zezwoliło”. Na potwierdzenie tych poglądów przytacza się dane, że w 16 proc. z 853 zbadanych przez antropologów kultur, obowiązuje monogamia, zmuszająca mężczyzn do posiadania tylko jednej żony. W pozostałych dominuje poliginia, czyli małżeństwo jednego mężczyzny z wieloma kobietami.

   Mężczyznę, a przynajmniej niektórych z nich, dość łatwo jest uwieść. Potwierdziła to prowokacja, jaką przeprowadzili Russell Clark i Elaine Hatfield, psychologowie University of Hawaii w Manoa. Posłużyli się atrakcyjną kobietą, która na terenie kampusu uniwersyteckiego zmysłowo szeptała do ucha młodym mężczyznom: „Czy chcesz się ze mną przespać tej nocy?”. Aż 75 proc. zagadniętych w ten sposób studentów było gotowych na tak zaproponowany przygodny seks. Podobną próbę przeprowadzono również wśród kobiet. Tym razem prowokatorem był przystojny mężczyzna, ale wiele nie wskórał. Tylko 6 proc. zagadniętych kobiet zgodziło się pójść z nim do mieszkania, przy czym żadna z nich nie obiecała wprost seksu.

   Wygląda na to, że mężczyźni zdradę mają we krwi. Hasse Walum, biolog z Karolinska Institutet w Sztokholmie, w 2008 r. wykrył nawet „gen zdrady”. Przebadał w tym celu 552 pary bliźniaków, by sprawdzić, jak funkcjonuje fragment DNA kodujący wydzielanie w mózgu wazopresyny, nazywanej hormonem wierności. Z wcześniejszych eksperymentów na gryzoniach była wiadomo, że im jest go więcej, tym większa jest skłonność męskich osobników do łączenia się w stałe pary. Przykładem dozgonnej wierności jest nornik preriowy. Gdy spotkają się przedstawiciele tego gatunku, bez opamiętania kopulują ze sobą od 24 do 36 godzin, po czym wytwarza się między nimi tak silna więź, że pozostają ze sobą do końca życia. Nawet wtedy, gdy jeden z nich zginie, drugi do końca życia nie wchodzi już w nowy związek.

   Z badań szwedzkiego biologa wynika, że wazopresyna wpływa też na zachowania ludzi, choć nie w tak dużym stopniu, jak u gryzoni. Nawet niewielka mutacja w kodującym hormon wierności odcinku DNA powodowała, że dotknięci nią mężczyźni rzadziej się żenili, a jeśli już z kimś się związali, to nie byli zbyt wiernymi partnerami. W ich związkach częściej dochodziło do konfliktów, a ich żony (lub partnerki) nie były zbyt szczęśliwe. O ile wśród mężczyzn z prawidłowym genem wazopresyny tylko w 15 proc. związków dochodziło w ostatnim roku do kryzysu, to u partnerów z tym samym, ale w obu kopiach zmutowanym fragmentem DNA, zdarzał się on dwukrotnie częściej.

   Do podobnych wniosków skłaniają badania, jakie przeprowadził Justin R.Garcia, biolog Binghamton University. Uczony wśród 181 dorosłych zbadał gen DRD4, receptor neuroprzekaźnika mózgu dopaminy, który również w znacznym stopniu wpływa na zachowania seksualne (odpowiada m.in. za odczuwanie przyjemności oraz skłonność do używek i poszukiwanie nowych doznań). Osoby z wariantem tego genu oznaczonym symbolem 7R+ wykazywały znacznie większą skłonnością do niewierności i rozwiązłości, niż osoby bez tej wariacji. Ujawniły to badania ankietowe, w których sondowano zachowania seksualne badanych ludzi. Do niewierności przyznało się aż 50 proc. osób z wariacją 7R+ genu DRD4, ponad dwukrotnie częściej niż osoby bez tej odmiany. Co ciekawe, u obu płci ta odmiana genu występuje jednakowo często – u 23 proc. kobiet i 26 proc. mężczyzn.

   Z badań tych nie wynika jednak, że mężczyźni z natury są poligamiczni. Na ich podstawie można jedynie stwierdzić, że niektóre osoby z „genami zdrady” mogą być nieco bardziej predysponowane do promiskuityzmu. Same geny nie skłaniają do niewierności, bo motywacje ludzi są znacznie bardziej skomplikowane. Nie są uwarunkowane jedynie genami. Nawet przyzwolenie dla poliginii nie skutkuje od razu zawieraniem przez mężczyzn związków z wieloma kobietami. Helen Fisher, amerykańska antropolog, twierdzi, że we wspólnotach, które ją akceptują, zaledwie 5-10 proc. mężczyzn faktycznie współżyje z wieloma partnerkami. Nie ma, zatem mężczyzn, którzy mają zdradę we krwi, a jeśli są, to jest ich niewielu.

   Od czego zatem zależy skłonność do zdrady? Dennis Friedman, członek Royal College of Psychiatrists, twierdzi w książce „An Unsolicited Child”, że częściej wykazują ją mężczyźni, którzy w dzieciństwie byli pod opieką niani. To dość zaskakujące stwierdzenie, ale emerytowany brytyjski psychiatra uzasadnia je tym, że chłopcy wychowani przez opiekunkę od dzieciństwa mają do czynienia z dwoma kobietami. Na dodatek przyzwyczajeni są do tego, że każda z nich spełnia inne potrzeby. Matka jest w ich życiu osobą najważniejszą, szanują ją i podziwiają. Natomiast niania zajmuje się nimi na co dzień, karmi ich i spełnia potrzeby fizyczne. Takie podwójne wychowanie przez dwie kobiety, może się odbić na ich psychice, gdyż po dorośnięciu mogą oni instynktownie szukać drugiej partnerki. Jedną z nich może być ta, która spełnia jedynie ich potrzeby seksualne, bo żona jest na co dzień. Poza tym żona staje się „matką” w małżeństwie, bo zajmuje się domem i dziećmi, podobnie jak ich matka w dzieciństwie. Nie bez znaczenia jest też to, że opiekunki mogą się zmieniać, co jeszcze bardziej utwierdza mężczyznę w przekonaniu, że kobiety mogą być „wymienne”.

   W dzieciństwie nianię miał król Szwecji Karol XVI Gustaw, podobnie jak wielu innych potomków rodziny królewskiej. Przykładem jest książę Karol, syn Elżbiety II i księcia Filipa. Brytyjki następca tronu jedynie z rozsądku, a być może nawet z konieczności ożenił się z Dianą Spencer (podobno zmusił go do tego książę Filip, gdy rodzina królewska uznała Dianę za idealną kandydatkę na książęcą małżonkę). Od dawna zaprzyjaźniony był z Camillę Parker Bowles, z którą ożenił się w 2005 r., po tragicznej śmierci księżnej Diany. Ale czy potrzebna była mu „druga kobieta”, bo był wychowywany przez dwie kobiety? Linda Blair, psycholog dziecięcy, autorka książki „The Happy Child”, twierdzi, że ważna jest nie tyle niania, co status materialny rodziny, w której wychowywał się mężczyzna. Jej zdaniem, ci z nich, którzy mieli opiekunkę, dorastali w bardzo dobrych warunkach finansowych, a ludziom bogatszym, jak wiadomo, łatwiej jest romansować. Choćby dlatego, że bez trudu mogą wynająć pokój w hotelu. A jeśli trzeba, mogą wynająć lub kupić całe mieszkanie, by wykorzystać je, jako garsonierę.

   Nie ulega wątpliwości, że o skłonnościach do zdrady poza genami i kulturą decydują też wychowanie i warunki rodzinne, w jakich dorastają mężczyźni. Kenneth Levy i Kristen Kelly, psychologowie Pennsylvania State University, zwracają uwagę, że w zależności od relacji z rodzicami inaczej postrzegają oni tzw. zdradę emocjonalną i seksualną. Przyjmuje się, że mężczyźni z reguły bardziej zazdrośni są o niewierność seksualną, bo instynktownie obawiają się, że mogą wychowywać nie swoje potomstwo. Tu znowu kłania się biologia, ale jest to kolejne zbyt duże uproszczenie. Jest wielu mężczyzn, którzy są przede wszystkim zazdrośni o zdradę emocjonalną (a najczęściej o jedno i drugie). Amerykańscy psychologowie twierdzą, że są to głównie ci partnerzy, którzy w związku bardziej cenią sobie więź emocjonalną. Z ich badań, opublikowanych w lutym 2010 r. na łamach „Psychological Science”, wynika, że wśród tych mężczyzn aż 77 proc. bardziej obawia się zdrady emocjonalnej. A tak się składa, że na ogół dorastali oni w bliskich relacjach emocjonalnych ze swymi rodzicami. O zdradę seksualną bardziej zazdrośni są natomiast mężczyźni, którzy nie mieli silnych więzi z rodzicami, a w związku są raczej zdystansowani wobec żony lub partnerki i sami wykazują większą skłonność do zdrady.

   Mężczyźni przeważnie zdradzają z dwóch powodów – twierdzi Renata Kaczyńska-Maciejowska, psycholog społeczny i pedagog. „Po pierwsze, wówczas, gdy uważają swe małżeństwo za monotonne i nudne. Zaś żonę za niechętną igraszkom miłosnym i traktują seks jak uciążliwy małżeński obowiązek. A po drugie, właśnie wtedy, kiedy czują się prowokowani przez kobietę, są pod wpływem alkoholu albo, gdy flirt posunął się za daleko i wycofanie się byłoby „niemęskie”. Najczęściej uznają, że są to przygody, które nie mają najmniejszego wpływu na związek z żoną – pod warunkiem, że ona się o nich nie dowie. Dlatego starają się bezwzględnie zadbać o dyskrecję, uważając, że żony tego nie zrozumieją i będą niepotrzebnie cierpiały, a oni potrzebują takich przygód. (…) Ta trzecia, dostarcza silnych wrażeń właśnie dlatego, że jest obca. Wprowadza innowacje, wzbogacając ars amandi mężczyzny, z czego… najbardziej korzysta żona. Co więcej, kontakt z inną kobietą uświadamia mężczyźnie, jak silna i niepowtarzalna więź istnieje pomiędzy nim i żoną” – dowodzi na łamach „Style i Charaktery” (2/2008).

   Z tym poglądem zgadza się prof. Zbigniew Lew-Starowicz. W jego ocenie nuda jest przyczyną prawie połowy zdrad. Twierdzi tylko, że niekoniecznie jest to nuda wynikająca z monotonii i rutyny współżycia w związku. „Częściej jest to poczucie nudnego życia, codzienności, obowiązków. Zdrada pełni rolę rozrywki, dziania się czegoś ciekawego, ucieczki od nudy. Dostarcza bodźców. Dzięki niej życie staje się bardziej barwne i ciekawe, pełne adrenaliny. Sprzyja odgrywaniu kilku ról jednocześnie: wiernego partnera w stałym związku, kochanka, aktora w gronie wspólnych przyjaciół związku, zacieracza śladów, podwójnej osobowości” – pisze profesor na łamach tygodnika „Wprost”. Z czasem nudny staje się też romans nawiązany z powodu nudy. Między kochankami narastają wtedy konflikty, zupełnie, jak w małżeństwie. I tak koło się zamyka. Jeśli kochanka nie zajdzie w ciążę, to pół biedy. Mężczyźni zdradzający z powodu nudy na ogół nie porzucają swych żon. Postawieni przed ultimatum, żona czy kochanka, wybierają raczej żonę i wycofują się z romansu.

   Powinny o tym pamiętać kobiety, których mężowie (lub partnerzy) są zależni od nich finansowo. Wbrew pozorom, nie są potulni i wpatrzeni w swą jedyną żywicielkę. Z badań Christin Munsch z Cornell University w Ithaca (stan Nowy Jork) wynika, że jest odwrotnie: mężczyźni na utrzymaniu częściej zdradzają niż ci, którzy zarabiają podobnie, jak ich partnerka. Uczona przeprowadziła badania w grupie osób w wieku 18-28 lat, które od ponad roku były w związku małżeńskim lub mieszkały razem z partnerem. Okazało się, że mężczyźni finansowo podczepieni pod kobiety, aż pięć razy częściej dopuszczali się zdrady niż ci, którzy wnosili do domowego budżetu porównywalną kwotę.

   Być może niektórzy z nich byli znudzeni taką sytuacją, ale autorka badań, jako bardziej prawdopodobną przyczynę, podaje zagrożenie dla swojej męskości, mocno wciąż kojarzonej z tradycyjnym wizerunkiem „żywiciela rodziny”. Być może niektórzy z nich chcą sobie to zrekompensować zdradą. Częściej niewierni są również mężczyźni, którzy zarabiają znacznie więcej niż ich partnerki. Ale w tym przypadku może to wynikać z tego, że mają pracę stwarzającą więcej okazji do zdrad, z powodu dłuższych godzin pracy, podróży służbowych i wyższej pensji ułatwiającej zatajenie niewierności.

   Dr Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science twierdzi, że rzadziej zdradzają inteligentni mężczyźni. Badania przeprowadził na podstawie testów IQ i kwestionariusza. Wynikło z tego, że im wyższy iloraz inteligencji, tym mężczyzna wierniejszy, bardziej ceniący monogamię i wyłączność seksualną. „Inteligentni mężczyźni są w stanie pozbyć się ewolucyjnego bagażu własnego gatunku, jakim jest skłonność do zdrady, i przyjąć nowe zachowania we współczesnym świecie” – twierdzi Kanazawa. Gian Gonzaga, psycholog University of California w Los Angeles, podpowiada prosty sposób na pozostanie wiernym swojej partnerce – wystarcza ją naprawdę kochać, gdyż ludzie zakochani nie interesują się innymi. Choć sporo w tym przesady, nie ma wątpliwości, że im mężczyzna bardziej zaangażowany jest w swój związek, tym mniej pociągające wydają się mu inne kobiety, które mogą zagrażać utrzymaniu przyrzekanej wierności.

ODBIERZ PREZENTY>>>

Advertisements

Skomentuj artykuł! Dziękuję!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: