wejdź na www.metanoja.pl

Finansowanie zakupów

FRAGMENT: “CZWARTA DROGA. ULEPSZONY SYSTEM FINANSÓW OSOBISTYCH”

Dwa podejścia do finansowania zakupów

Problem, który pojawił się w końcówce poprzedniego podrozdziału, dotyczy, jak się prawdopodobnie domyślasz, twojego podejścia do finansowania zakupów o znacznej wartości.

Mam tu na myśli takie zakupy, których wartość wykracza poza bieżące możliwości finansowe. W praktyce może to być na przykład komplet podręczników dla ucznia w klasie gimnazjalnej, gdy twoje dochody są niewielkie, nowa pralka czy samochód, gdy dochody przekraczają nieznacznie średnią krajową, albo mieszkanie czy dom, gdy dochody masz zdecydowanie powyżej tej średniej.

Kwestia w swej istocie jest taka sama, niezależnie od wysokości

dochodów: gdy kupujesz coś tak wartościowego, masz na to przygotowane środki albo musisz skorzystać z kredytu. Może to być pożyczka od bliskich lub znajomych, raty ustalone przy zakupie czy kredyt zaciągnięty w banku, w formie umowy o kredyt, karty kredytowej czy wreszcie na rachunku bieżącym.

Jeśli masz przygotowane własne środki, które stopniowo gromadziłeś w drodze systematycznego oszczędzania, kupujesz, korzystając z tych właśnie środków. To podejście do finansowania zakupu nazywam podejściem ex ante.

Jeżeli nie gromadzisz środków na planowany zakup albo jeśli decyzja odnośnie niego pojawia się nagle, w chwili zakupu nie dysponujesz własnymi środkami w odpowiedniej wysokości, więc zaciągasz dług. Dostajesz z tego tytułu środki do własnej dyspozycji i przeznaczasz je na właśnie realizowany zakup. Nazywam to podejściem ex post.

Z perspektywy tworzenia wartości oznaczają to samo:

stopniowe jej powiększanie wskutek gromadzenia środków w miarę upływu czasu. Są więc podobne do siebie, a jednak różnią się diametralnie.

Podejście ex ante

W podejściu ex ante przewidujesz przyszłe znaczące wydatki. Na tej podstawie możesz zaplanować proces gromadzenia środków na ten cel: uwzględniając okres, w jakim możesz to robić, możliwości oszczędzania w tym czasie, kwotę, jaką chcesz uzbierać na koniec, i liczysz. Zróbmy to na przykładzie:

Za dziesięć lat chcesz kupić samochód osobowy na własny użytek. Wybierasz segment, szacujesz wartość, dzielisz ją przez liczbę miesięcy w tych latach, kiedy będziesz odkładać pieniądze na ten cel. Uzyskujesz kwotę, którą masz odkładać każdego miesiąca. Załóżmy, że ten samochód będzie kosztować 75 000 zł. 75 000 zł przez dziesięć lat daje 7500 zł rocznie, czyli 625 zł w miesiącu. Oceniasz, że stać cię na takie oszczędności, więc zaczynasz oszczędzać.

Ale uzmysławiasz sobie, że przecież dziesięć lat to okres wystarczająco długi, żeby zjawiska utraty siły nabywczej pieniądza wywarły swój wpływ.

Musisz więc dokonać kilku korekt w swoich założeniach. Po pierwsze, przyjmujesz, że inflacja w ciągu tych dziesięciu lat będzie wahać się mniej więcej w granicach założonych w celach strategicznych NBP i wynosić średnio 2,5% rocznie.

W ciągu dziesięciu lat spowoduje więc wzrost cen o 28%.

Można na to spojrzeć dwojako: albo przyjąć, że samochód, który dzisiaj kosztuje 75 000 zł, za dziesięć lat będzie kosztować 96 000 zł, i odpowiednio podnieść kwotę oszczędności — do 800 zł miesięcznie, albo uznać, że 75 000 zł to górna granica możliwa do wydania i zostać przy pierwotnej wartości założonych oszczędności, licząc się z tym, że za dziesięć lat kupisz samochód, który dzisiaj jest wart co najwyżej 58 000 zł.

Po drugie, niezależnie od ewentualnej korekty kwoty oszczędności, nie chcesz biernie czekać, aż pieniądze te utracą wartość. Nie zależy ci na tym, żeby móc je podjąć wcześniej, dlatego szukasz odpowiedniego instrumentu, takiego, który pozwoli ci na systematyczne odkładanie przez te dziesięć lat, uchroni gromadzone środki przed inflacją i jeszcze dołoży kilka procent zysku, ale bez zbędnego ryzyka.

Wiesz, czego potrzebujesz, więc nie traktujesz przygotowanego procesu jako okazji do łatwego zarobku.

Wybierasz instrument, po którym spodziewasz się uzyskać stopę zwrotu 8% średniorocznie. Jak teraz kształtują się planowane oszczędności? Okazuje się, że żeby osiągnąć kwotę 75 000 zł po dziesięciu latach, wystarczy w ciągu miesiąca odkładać tylko 414 zł. Czyli 211 zł mniej niż w przypadku bez inwestowania.

Tutaj nawet ustalenie celu na poziomie 96 000 zł, tj. po uwzględnieniu inflacji, będzie wymagało kwoty oszczędności miesięcznie tylko 530 zł, a więc nadal wyraźnie mniej niż przyjęte początkowo 625 zł.

Wniosek? Podejmując się systematycznego budowania kapitału w drodze regularnego inwestowania niewielkich kwot oszczędności, można na tych oszczędnościach zarobić.

W naszym przykładzie, dążąc do zgromadzenia kwoty na samochód o spodziewanej wartości 96 000 zł, przez dziesięć lat wyłożysz z własnej kieszeni tylko ok. 64 000 zł.

Zapewniasz sobie w ten sposób rabat w wysokości 32 000 zł. Oczywiście ten rabat to nie rabat przy zakupie:

to wypracowany w ciągu dziesięciu lat oszczędzania skumulowany efekt ciągłego powiększania oszczędności o te 8% rocznie.

Podejście ex post

W podejściu ex post decyzję o zakupie podejmujesz ad hoc, bez wcześniejszego przygotowania finansowego. Oceniasz swoją zdolność kredytową, a następnie, jeśli jest wystarczająca, występujesz o kredyt na sfinansowanie nabycia tego, co postanowiłeś. Ponownie zilustruję tę sytuację na podobnym przykładzie.

Chcesz kupić samochód osobowy na własny użytek. Masz już upatrzony model. Kosztuje jedynie 75 000 zł, ale co to za cudeńko, super, tylko brać i jechać. Rozmawiałeś już ze swoim doradcą w banku, ze zdolnością kredytową i historią kredytową nie masz problemów. Podpisujesz dokumenty, trochę załatwiania, tablice, ubezpieczenie i… ruszasz.

Samochód nowy, jeszcze pachnie fabryką, ekstra!

Pod koniec miesiąca przypada termin pierwszej raty kredytu.

No cóż, myślisz, trzeba wpłacić. Ale byłeś na tyle przewidujący i zapobiegliwy, że kredyt wziąłeś na dziesięć lat, na 8%, w ratach równych w każdym miesiącu.

Ile cię wyniesie rata? Jedyne 910 zł miesięcznie. Inflacją się nie przejmujesz, ponieważ w oprocentowaniu kredytu jest już ona uwzględniona. Więc ustanawiasz stałe zlecenie i więcej do tego tematu nie wracasz. Samo się toczy.

Mija dziesięć lat. Założymy jeszcze, że w tym okresie nie było zmian stóp procentowych NBP, że udało się szczęśliwie spłacić bez żadnych trudności cały kredyt. Ile wpłaciłeś do banku z tego tytułu?

To proste: trzeba te 910 zł pomnożyć przez sto dwadzieścia miesięcy. Daje to kwotę 109 000 zł. Za samochód zapłaciłeś 75 000 zł, a do banku wpłaciłeś 109 000 zł. Twoje dodatkowe koszty z tytułu korzystania z kapitału, który nie był twój, to 34 000 zł.

Samochód kosztował cię więc o 34 000 zł więcej niż cena katalogowa. To dodatkowy wydatek stanowiący 45% wartości samochodu. Oczywiście rozłożył się on na dziesięć lat, na sto dwadzieścia miesięcy, więc mocno nie dokuczał, ale i tak było to ok. 285 zł miesięcznie.

Czy można już z tego wyciągnąć jakiś wniosek? Korzystając z cudzych środków, aby zrealizować znaczne zakupy, podejmujemy proces systematycznego oszczędzania, przy czym za oszczędzanie to musimy płacić. Dobrze, że płacimy stopniowo, w miarę spłat rat kredytu.

Jak to jest w praktyce

Jeżeli zestawimy otrzymane wyniki obok siebie, czyli kwotę oszczędności 530 zł miesięcznie w podejściu ex ante z kwotą 910 zł miesięcznie w podejściu ex post, okaże się, że różnica pomiędzy nimi wynosi 380 zł miesięcznie.

Oznacza to, że przez dziesięć lat gromadzenia oszczędności w przypadku ex ante zgromadziliśmy o 45 600 zł więcej niż w przypadku ex post. Trzeba przyznać, że to znacząca kwota.

Tyle liczby z przykładów. W praktyce otrzymany w ten sposób obraz jest znacznie gorszy. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, stopy procentowe są tu tylko częściowo realistyczne.

W przypadku inwestycji bezpiecznych 8% średniorocznie to już zupełnie przyzwoity wynik, chociaż godząc się na większe ryzyko, można uzyskać więcej. Rzeczywiste kredyty na samochód oprocentowane są znacznie wyżej niż na 8%. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że 16% średniorocznie to niezbyt wysokie oprocentowanie.

Można sprawdzić, że przy oprocentowaniu kredytów 16% rocznie rata spłaty wynosiłaby już 1256 zł miesięcznie. To aż o 726 zł więcej niż kwota wymaganych oszczędności inwestowanych na 8%. W okresie dziesięciu lat różnica między tymi podejściami to już 87 000 zł. Skutki takiego stanu rzeczy są dalekosiężne. Dlaczego tak uważam?

Rzeczywisty dylemat

Różnica w wysokości kwot odkładanych w okresie oszczędzania, która jest znaczna, to tylko jeden aspekt odróżniający podejście ex ante od podejścia ex post. Z tej perspektywy patrząc, podejście ex ante daje bezwzględnie lepsze wyniki niż podejście ex post.

Za podejściem ex ante przemawia też kolejny czynnik.

Tutaj gromadzimy środki na zakup, zanim uruchomimy związane z zakupionym składnikiem majątku wydatki eksploatacyjne. Kiedy te już się pojawią, nie musimy dalej oszczędzać. Mniej więcej utrzymujemy stały poziom stopy życiowej. W przypadku podejścia ex post po zakupie pojawiają

się w naszych wydatkach dwie pozycje: raty spłacanego kredytu oraz wydatki eksploatacyjne. Wyraźnie obniżamy poziom stopy życiowej.

Z drugiej strony przy podejściu ex ante na środki musimy czekać nawet wiele lat. W podejściu ex post bierzemy kredyt  właśnie dlatego, że udostępnia nam środki już. A one teraz właśnie są potrzebne. Dlatego gdy nie dysponujemy kwotą z oszczędności, kredyt pozostaje jedynym możliwym rozwiązaniem.

Ten ostatni aspekt jest, jak się okazuje, najistotniejszy przy podejmowaniu decyzji. Kiedy już spłacamy kredyt i jeszcze ponosimy wydatki eksploatacyjne, trudno pogodzić się z kolejnym wyrzeczeniem w postaci systematycznie  odkładanych kwot na jakiś cel, który osiągniemy za pięćdziesiąt czy piętnaście lat. Po prostu na to nie wystarcza.

A za te pięć, dziesięć czy piętnaście lat pojawią się potrzeby wymagające większych środków. Może już wtedy obecne kredyty będą spłacone, więc… Może zaczniesz wtedy odkładać

na przyszłe wydatki? Raczej nie. Raczej skorzystasz z powiększonej wskutek spłaty kredytu zdolności kredytowej i weźmiesz kolejny kredyt.

Pomyśl, jakie to jest smutne i przewrotne jednocześnie:

pierwszy poważny wydatek w życiu, samodzielne mieszkanie, wymaga kredytu. Kredyt obciąża cię na tyle, że nie podejmujesz się oszczędzania. A poważne potrzeby finansowe pojawiają się co kilka lat. Wtedy nie masz oszczędności, nie możesz ich zaspokoić bez kredytu. Bierzesz go na kilka lat. Potem znowu na kilka, i znowu, i znowu, i znowu.

Poznajesz to? Pierwsza poważna decyzja finansowa, a nim się zastanowisz nad sobą, już jesteś na ścieżce ubożenia, już emerytura za pasem, już za późno, żeby coś zmieniać.

Przygnębiające, prawda?

ODBIERZ PREZENTY>>>

Reklamy

Skomentuj artykuł! Dziękuję!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: